W ciągu kilkudziesięciu lat koncernom tytoniowym udało się przekonać społeczeństwo, że papierosy powinny stać się częścią naszego życia. Przedstawiamy wam historię kariery, którą w XX wieku przy pomocy ogromnych pieniędzy na promocję zrobiła nikotyna.

- Ilu Polaków rocznie umiera z powodu palenia papierosów i jak istotnie wpływają one na zdrowie całej populacji?
- Kto odkrył, że papierosy wywołują szereg chorób i jak do tego doszło?
- W jaki sposób koncerny tytoniowe walczyły o klientów, których odbierali im walczący z nikotynowym nałogiem naukowcy?
- Dlaczego filtry w papierosach, choć reklamowane jako zabezpieczenie, naprawdę nie chronią nas przed rakiem?
W tekście „Tytoniowy lobbing. Ujawniamy, jak lekarze pomagają koncernom tytoniowym” poddaliśmy analizie strategię koncernów tytoniowych, które wykorzystują autorytet medyczny do kreowania narracji o redukcji szkód.
W oficjalnym oświadczeniu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), organizacja nie tylko krytykuje obecne podejście koncernów tytoniowych, lecz także zaznacza, że korporacje mają długą historię bagatelizowania szkód powodowanych przez ich produkty i celowego wprowadzania w błąd konsumentów.
Palili robotnicy, palili lekarze, palili też sportowcy
W pierwszych dekadach XX wieku papierosy wpisały się w krajobraz społeczny ówczesnego świata. Producenci nie unikali tematu zdrowia – twierdzili wręcz, że to główny atut ich produktów. Swoją rolę w tej historii odegrali także lekarze, którzy w tamtym czasie bardzo chętnie palili papierosy.
Klasycznym przykładem jest kampania marki Camel, która przekonywała klientów hasłem „Więcej lekarzy pali Camele niż jakiekolwiek inne papierosy”. Przekaz oparto o zmanipulowane badania ankietowe, które często prowadzono po przekazaniu lekarzowi bezpłatnej paczki Cameli.
Był to czas, gdy palenie było w USA normą wśród obu płci, a po papierosy chętnie sięgała większość medyków w Stanach Zjednoczonych. Przykład Cameli nie jest wyjątkiem, a jednym z wielu dowodów na przerażającą z perspektywy czasu propagandę tytoniowych koncernów.
American Tobacco Company (właściciel marki Lucky Strike) twierdziła w tamtym czasie, że proces „prażenia" tytoniu eliminuje substancje drażniące gardło, a w 1930 r. ogłoszono, że blisko 21 tys. lekarzy potwierdziło tę tezę.
Z kolei reklamy Chesterfieldów zapewniały o czystości tytoniu, porównując go do wody pitnej i sugerując brak negatywnego wpływu na kondycję fizyczną. Czasopisma medyczne przez dekady akceptowały płatne ogłoszenia tytoniowe, czerpiąc z tego ogromne zyski, co skutecznie opóźniało sformułowanie oficjalnego, negatywnego stanowiska nauki wobec palenia.

Reklama papierosów marki Camel z 1946 r.
Był to czas, gdy uważano, że dym papierosowy otwiera płuca, a nie je uszkadza. Papierosy reklamowali Harold „Dutch” Smith (mistrz olimpijski w skokach do wody), Helen Wainwright (wicemistrzyni olimpijska w pływaniu) czy legenda baseballu Babe Ruth.
Celebryci przekonywali, że palenie nie wpływa negatywnie na oddech, nie zabiera tchu. Kolarze Tour de France w latach 20. XX wieku palili w czasie wyścigów, wierząc, że dym tytoniowy pomaga. A piłkarskie szatnie w Anglii przesiąkały zapachem papierosowego dymu.
W badaniach nad historią zdrowia zawodników MLB (Major League Baseball) szacuje się, że w latach 40. i 50. XX wieku odsetek użytkowników papierosów oraz tytoniu do żucia wynosił od 50 proc. do nawet 70 proc. Złota era koncernów tytoniowych dobiegała jednak końca.
Jak zrozumieliśmy, że papierosy to nie błogosławieństwo
W 1899 r. Roswell Park (znany amerykański chirurg z Buffalo) stwierdził, że rak kiedyś wyprzedzi choroby takie jak ospa, dur brzuszny i gruźlica, i stanie się najczęstszą przyczyną śmierci w USA. Wtedy przepowiednia ta była przyjmowana z dużym dystansem. W latach 1900-1916 liczba zgonów z powodu nowotworów wzrosła o ok. 30 proc. W ten sposób nowotwory „wyprzedziły” gruźlicę, stając się drugą (po chorobach serca) przyczyną zgonów w USA. Następne lata przynosiły kolejne wzrosty.
Jedną z głównych przyczyn była rosnąca liczba raków płuc. Długi okres rozwoju choroby oraz rozpowszechnienie papierosów w społeczeństwie sprawiły, że nie wiązano wtedy choroby z paleniem.
O tym, jak bardzo byliśmy nieświadomi zagrożenia, może świadczyć fakt, że w latach 20. XX wieku Evarts Graham, znany w swoich czasach chirurg z St. Louis oraz pionier pneumonektomii (resekcji płuca celem usunięcia guza), czyli osoba mająca wiele wspólnego z rakiem płuc, stwierdził, że palenie odpowiada za wzrost liczby przypadków raka płuc nie bardziej niż noszenie nylonowych pończoch. W tym czasie wzrost liczby przypadków raka płuc wiązano z epidemią hiszpanki oraz asfaltowaniem dróg.

Reklama papierosów Old Golds z 1930 r. Producenci przekonywali w tamtym okresie, że są one przyjazne dla zębów. Źródło: Stanford Research into the Advertising of Tobacco / P. Lorillard
W 1948 r. brytyjska Rada Badań Medycznych zleciła Richardowi Dollowi i Austinowi Bradfordowi Hillowi zbadanie przyczyn epidemii raka płuc. Dwaj badacze początkowo skłaniali się ku teorii, że wynika to z zanieczyszczenia powietrza.
Przeprowadzone w 1950 r. badanie na ponad 600 pacjentach dało bardzo klarowne wnioski – niemal wszyscy, którzy mieli raka płuc, byli palaczami, podczas gdy w grupie kontrolnej odsetek ten był wyraźnie niższy. W tym samym czasie, za oceanem, trwały podobne badania. Ernst Wynder i Evarts Graham opublikowali wyniki analizy blisko 700 przypadków raka płuca. Wnioski były identyczne.
Badania nie wywołały żadnego naukowego przewrotu – środowisko lekarzy podeszło do nich z dużym dystansem. Wszelkie wątpliwości rozwiało jednak rozpoczęte w 1951 r. badanie prospektywne. W przeciwieństwie do poprzedniego nie opierało się ono na deklaracjach, czy pacjenci kiedyś palili, a weryfikowało stan obecny.
Badacze wysłali ankiety do wszystkich lekarzy w Wielkiej Brytanii. Uzyskali ponad 40 tys. odpowiedzi. Na pierwsze wyniki przyszło czekać trzy lata. W czerwcu 1954 r. na łamach czasopisma British Medical Journal (BMJ) opublikowano wyniki ankiet. Zaledwie 2,5 roku wystarczyło, aby badacze odnotowali 789 zgonów.
Świat otrzymał klarowne dowody na szkodliwość palenia papierosów, a kolejne edycje badania (trwającego do 2001 r.) jedynie umacniały tezę o szkodliwości papierosów oraz udowodniły, że te są nie tylko powodem nowotworów płuc, lecz także przyczyną większej liczby zawałów serca.
Koncerny tytoniowe na wojnie o klienta
Producenci papierosów nie zamierzali jednak stać z boku i przyglądać się masowemu odpływowi klientów, którzy w obawie przed śmiercią rezygnowaliby z palenia papierosów.
W grudniu 1953 r. (na pół roku przed publikacją pierwszych wyników badania lekarzy), dyrektorzy generalni największych amerykańskich koncernów tytoniowych spotkali się w hotelu Plaza w Nowym Jorku z przedstawicielami firmy public relations Hill & Knowlton, aby opracować wspólną strategię obrony. Zaproponowano wyrafinowaną strategię zarządzania nauką.
Proste ignorowanie wyników badań lub bezpodstawne im zaprzeczanie z góry skazane było na porażkę. Dlatego 4 stycznia 1954 r. w ponad 400 gazetach w Stanach Zjednoczonych ukazało się całostronicowe ogłoszenie pt. „A Frank Statement to Cigarette Smokers" (Szczere oświadczenie do palaczy papierosów).
Był to akt zorganizowanej kampanii dezinformacyjnej. Koncerny złożyły szereg obietnic. Twierdzono, że publiczne zdrowie jest dla nich priorytetem ważniejszym od zysków ze sprzedaży papierosów. Od teraz koncerny miały współpracować z organizacjami zdrowia publicznego.
Dodatkowo powołano Tobacco Industry Research Committee (TIRC), którego celem było wspieranie „niezależnych" badań naukowych, które pomogą wyjaśnić kontrowersje wokół tytoniu.
W rzeczywistości TIRC był jedynie narzędziem do finansowania badań, które miały odciągać uwagę od związku przyczynowego między paleniem a rakiem. Finansowano badania z zakresu genetyki, wirusologii i biologii komórkowej. W ten sposób forsowano narrację, że problem raka płuc jest złożony i nie został jeszcze ostatecznie wyjaśniony.
Dziś działania te znamy pod pojęciem agnotologii, czyli systematycznego wytwarzania niewiedzy przez grupy interesów. Nauka rzadko ma 100 proc. pewności – grupy interesów bardzo często wykorzystują ten fakt do podważania wiarygodności wyników badań.
Grupy chętnie wspierają badania dywersyfikacyjne (których celem jest wyolbrzymienie wpływu innych czynników), tworzą komory echa poprzez masowe kolportowanie treści o danej tematyce i opłacają znanych naukowców, aby uwiarygadniali ich głos, tworząc iluzję debaty naukowej.
W latach 50. XX wieku masowo wprowadzono filtry, które zaczęto reklamować jako rozwiązanie problemu substancji rakotwórczych. W rzeczywistości filtry były jedynie iluzją bezpieczeństwa.
Miały one zatrzymywać substancje smoliste oraz nikotynę. Spowodowały zaś, że palacze zaciągali się głębiej (ponieważ filtr utrudniał przepływ dymu), co prowadziło do spadku liczby przypadków raka płaskonabłonkowego, a wzrostu liczby przypadków gruczolakoraka. Dzieje się tak, ponieważ wdychane mocniej mniejsze cząsteczki docierają „dalej" w naszym układzie oddechowym.
Gruczolakoraki są trudniejsze do wykrycia (rzadziej powodują kaszel na wczesnym etapie), a co za tym idzie – są też trudniejsze do wyleczenia.
W latach 60. i 70. koncerny tytoniowe wprowadziły perforację filtrów (wentylację), która rozcieńczała dym powietrzem w warunkach testowych, podczas gdy realni palacze często kompensowali to zachowanie.
Pozwalało to na obniżenie stężeń substancji smolistych i nikotyny mierzonych przez standardowe maszyny testujące, bez istotnego zmniejszenia ekspozycji palaczy. Umożliwiło to koncernom legalną produkcję papierosów typu „light”. Późniejsze badania wykazały, że tego typu papierosy nie zmniejszyły śmiertelności wśród palaczy. Raport Surgeon General z 2014 r. potwierdził, że zmiany w konstrukcji papierosów są bezpośrednio odpowiedzialne za zmianę profilu epidemiologicznego raka płuca.

Reklama papierosów marki Kent z 1960 r. W tamtym czasie przemysł tytoniowy forsował narrację o zwiększonym bezpieczeństwie dzięki zastosowaniu filtrów.
Koncerny nie tylko sięgały po mechaniczne próby oszukania, ale pracowały nad większą „efektywnością" nikotyny. Jak wynika z ujawnionych w latach 90. XX wieku dokumentów, branża stosowała amoniak, który pozwolił na zwiększenie biodostępności nikotyny. W ten sposób możliwe było wzmocnienie potencjału uzależniającego przy mniejszej nominalnej dawce nikotyny.
Warto w tym kontekście zauważyć, że już w 1963 r. Addison Yeaman, radca prawny firmy tytoniowej Brown & Williamson, napisał w wewnętrznej notatce, że „nikotyna jest uzależniająca” oraz że firma znajduje się w istocie w „biznesie sprzedaży uzależniającego narkotyku”. Trzydzieści jeden lat później, w 1994 r., siedmiu dyrektorów generalnych największych koncernów tytoniowych zeznało pod przysięgą przed Kongresem USA, że nie wierzą, aby nikotyna była uzależniająca.
W czerwcu 1977 r. prezesi siedmiu największych firm tytoniowych spotkali się potajemnie w Shockerwick House w Wielkiej Brytanii, inicjując „Operation Berkshire". Miała ona na celu stworzenie odpowiedzi na rosnącą presję regulacyjną i krytykę naukową ze strony rządów narodowych. Powołano ICOSI (International Committee on Smoking Issues), który później przekształcono w INFOTAB.
Celem nowej organizacji było monitorowanie konferencji naukowych na świecie, gdy te dotyczyły tytoniu, oraz opracowanie odpowiedzi, które publikowano w kontrze. Koncerny nie tylko stworzyły międzynarodową sieć naukowców i lekarzy, którzy za wynagrodzeniem propagowali konkretne tezy, ale także starały się zwiększać społeczną akceptowalność swoich wyrobów poprzez finansowanie sportu i kultury (czego przykładem może być brytyjska liga krykieta).
Pomimo formalnego zakazu reklam w telewizji dana firma mogła za sprawą krykieta zaznaczać swoją obecność na antenie BBC i budować rozpoznawalność.
Przez wiele dekad branża tytoniowa wygrywała szereg procesów sądowych. Głównym argumentem było twierdzenie, że palenie jest kwestią „indywidualnego wyboru" i „wolnej woli" konsumentów.
Przełomem była sprawa z 1999 r., gdy Departament Sprawiedliwości USA złożył pozew na podstawie ustawy o zorganizowanej przestępczości (RICO). 17 sierpnia 2006 r. sędzia Gladys Kessler wydała historyczny, liczący 1683 strony wyrok.
Sąd uznał, że dowody przytłaczająco potwierdzają istnienie trwającego od dekad spisku mającego na celu oszukanie opinii publicznej. Koncerny oskarżono o fałszowanie i ukrywanie danych o szkodliwości palenia oraz biernego palenia, kłamanie w sprawie uzależniającego charakteru nikotyny i manipulowanie jej poziomem w papierosach. Ponadto stosowanie wprowadzającego w błąd marketingu „light" papierosów oraz adresowanie go do młodzieży.
XXI wiek przyniósł przełom w walce rządów z koncernami tytoniowymi, co zmusiło producentów papierosów do zmian. Koncerny takie jak Philip Morris International (PMI) i British American Tobacco (BAT) zainwestowały miliardy dolarów w systemy podgrzewania tytoniu (HTP, np. IQOS) oraz e-papierosy.
Nowa strategia opiera się na promowaniu tzw. redukcji szkód. Koncerny nie przekonują już o braku jednoznacznych dowodów na szkodliwość oraz nie proponują papierosów light. Zamiast tego oferują podgrzewacze tytoniu oraz e-papierosy jako zdrowszą alternatywę dla tradycyjnych papierosów.
WHO twierdzi, że stanowi to część strategii nastawionej na zysk. Ma ona na celu rozwój i utrzymanie działalności firm tytoniowych poprzez rozszerzanie bazy klientów lub udziału w rynku.
Zdaniem organizacji wszystkie wyroby tytoniowe, nikotynowe i produkty pokrewne stwarzają ryzyko dla zdrowia, w tym ryzyko uzależnienia. Prawdziwy poziom ryzyka związanego z tymi produktami stanie się jaśniejszy dopiero z czasem i dzięki trwałemu zaangażowaniu w bezstronną ocenę. WHO podkreśla, że strategia redukcji szkód nigdy nie powinna być powodem do łagodnej regulacji lub agendy deregulacyjnej.

Reklama marki Chesterfield z 1942 roku. W czasie I Wojny Światowej w zbiórki środków na zakup papierosów dla żołnierzy angażowano nawet dzieci. W czasie II Wojny Światowej papierosy były elementem racji żywnościowych dla żołnierzy.
Jak dużo Polaków dziś pali?
Według badania Eurobarometr z 2023 r. pali 27 proc. Polaków. To jeden z najwyższych wyników w całej Unii Europejskiej. Badaczom Polskiej Akademii Nauk w 2022 r. do palenia przyznało się 28,8 proc. dorosłych Polaków. Zaskakiwać może niewielka różnica według płci – nałóg dotyczy 30,8 proc. mężczyzn i 27,1 proc. kobiet. Na początku lat 90., paliło w Polsce 51 proc. mężczyzn i 25 proc. kobiet.
W 2015 r. wg danych Ministerstwa Zdrowia, paliło 24 proc. dorosłych w Polsce. Ostatnie odczyty sugerują więc, że ponownie odnotowaliśmy wzrost. Obecnie nad Wisłą pali ok. 8 mln osób.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 2019 r. Ministerstwo Zdrowia deklarowało, iż w 2030 r. Polska stanie się krajem wolnym od tytoniu, co było rozumiane jako osiągnięcie odsetka zaledwie 5 proc. lub mniej osób palących. Próg ten wynika z faktu, że takie właśnie kraje WHO określa mianem wolnych od dymu papierosowego. W Europie ta sztuka nie udała się żadnemu krajowi, choć najbliżej celu jest Szwecja, gdzie pali 8 proc. dorosłych.
Jak wynika z raportu „Używanie alkoholu i narkotyków przez młodzież szkolną", opracowanego w ramach międzynarodowego projektu „European School Survey Project on Alcohol and Drugs” (ESPAD), w 2015 r. przynajmniej raz w życiu tradycyjne papierosy zapaliło 50,3 proc. Polek i Polaków w wieku 15-16 lat. W 2024 r. odsetek ten spadł do 38,2 proc.
Na popularności zyskują za to e-papierosy. Wśród młodzieży w wieku 15-16 lat, w okresie 30 dni przed badaniem, w 2019 r. palenie e-papierosów deklarowało 30,3 proc. respondentów. W 2024 r. odsetek ten wzrósł do 37,2 proc. Jeszcze silniejszy wzrost odnotowano w grupie uczniów w wieku 17-18 lat. O ile w 2019 r. było to 36,5 proc., to pięć lat później odsetek ten wyniósł aż 50,9 proc. Oznacza to, że co druga badana osoba w tym w wieku w Polsce paliła e-papierosa w okresie 30 dni przed badaniem.
Palenie to najważniejsza pojedyncza przyczyna zgonów w Polsce i nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Polska Akademia Nauk, powołując się na szacunki Global Burden of Disease, sugeruje, że palenie i spożywanie tytoniu przyczyniło się w 2019 r. do 83 tys. zgonów w Polsce (w tym 56 tys. wśród mężczyzn i 27 tys. wśród kobiet).
Papierosy odpowiadały za 26,6 proc. wszystkich zgonów mężczyzn. W przypadku kobiet znalazły się one na drugim miejscu z wynikiem 13,7 proc. To właśnie tytoń jest obecnie uznawany za najbardziej obciążający czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce.
Biorąc pod uwagę fakt, że w 2019 r. odnotowano 410 tys. zgonów, mówimy o co piątej śmierci w Polsce. Papierosy doprowadzają każdego roku do straty ponad 2 mln lat życia w zdrowiu (disability adjusted life years, DALYs). Papierosy nie są więc jednym z wielu czynników sprzyjających śmierci, lecz najbardziej śmiercionośnym pojedynczym „Jeźdźcem Apokalipsy” w Polsce.
Jak wynika z Krajowego Planu Transformacji, czyli oficjalnego dokumentu Ministerstwa Zdrowia z 2021 r., dominującą grupą czynników ryzyka wpływającą na DALY były czynniki behawioralne, czyli związane ze stylem życia. Odpowiadały one za utratę ok. 45 proc. lat przeżytych w zdrowiu. Za zgony najczęściej odpowiadała grupa czynników metabolicznych stanowiących ok. 42 proc.
Czynnikami ryzyka odpowiadającymi za utratę największej liczby lat przeżytych w zdrowiu dla kobiet i mężczyzn łącznie są odpowiednio: tytoń (ok. 4,2 tys. DALY na 100 tys. ludności), wysokie ciśnienie krwi (ok. 3,8 tys. DALY na 100 tys. ludności) oraz ryzyka żywieniowe (ok. 3,6 tys. DALY na 100 tys. ludności).
Jak dużo kosztuje nas nałóg?
Zanim przejdziemy do konkretnych badań, warto wyjaśnić, co składa się na koszty. Podzielić je możemy na dwie podstawowe kategorie: koszty bezpośrednie oraz pośrednie.
Jeżeli chodzi o koszty bezpośrednie – tutaj wliczamy wydatki medyczne (hospitalizacje, wizyty u specjalistów, diagnostyka, leki etc.) oraz wydatki niemedyczne (koszty transportu pacjenta, opieka domowa, suplementacja).
Mamy też znacznie poważniejszą kategorię, czyli koszty pośrednie. Tutaj liczymy zarówno utratę produktywności (co ma związek z częstszymi zwolnieniami lekarskimi), spadek wydajności pracy spowodowany przerwami na papierosa (w skali roku czas ten można liczyć w dniach na jedną osobę), jak i koszt utraconych lat życia. Część analiz stara się także wycenić koszty niematerialne, takie jak ból i cierpienie chorych, koszty emocjonalne i zdrowotne dla rodziny.
Do tego doliczyć można także koszty związane ze sprzątaniem po palaczach, pożary od niedopałków czy nawet koszty kosmetyczne (wybielanie zębów, zabiegi dermatologiczne czy inwestycje w neutralizację nieprzyjemnych zapachów).

Reklama papierosów Camel z 1941 roku. Widoczny na zdjęciu pan, to Joe Di Maggio - jeden z najpopularniejszych sportowców w USA tamtego okresu. Używanie gwiazd sportu do promocji nałogu, było w tamtym czasie standardową praktyką.
Czy te koszty są duże? Trudno wskazać konkretną kwotę, ale na bazie dostępnych analiz można spróbować ją oszacować.
Badanie „Global economic cost of smoking-attributable diseases” z 2018 r. wskazuje, że koszt chorób wywołanych paleniem można szacować w Europie na 2,5 proc. PKB, przy czym dla Europy Wschodniej (do której zaliczono także Polskę), było to 3,6 proc. PKB.
W przygotowanej przez prof. Wojciecha Stefana Zgliczyńskiego analizie dla Biura Analiz Sejmowych z 2023 r. czytamy, że w Polsce straty z powodu palenia poniesione w 2009 r. oszacowano na ponad 10 proc. PKB. Kwota ta jednak znacząco odbiega od innych badań na ten temat i można uznać, że realnie koszt jest wyraźnie niższy, choć nadal bardzo wysoki.
Jak dużo kosztuje nas zatem palenie w Polsce? Można bezpiecznie założyć, że ok. 2-4 proc. PKB, czyli od 80 do nawet 160 mld zł rocznie. To kwota porównywalna do obecnych wydatków na obronę w ramach budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej.
