- Ukraina tworzy Panteon Narodowy jako fundament nowej polityki pamięci.
- Możliwe uhonorowanie Stepana Bandery budzi obawy o relacje z Polską.
- Filozofia Hanny Arendt przypomina, że pamięć ma ostrzegać przed przemocą, a nie ją oswajać.
Ukraina planuje utworzenie Panteonu Narodowego – miejsca pamięci poświęconego „najwybitniejszym synom i córkom narodu”. Decyzję w tej sprawie przyjęła w środę Rada Najwyższa Ukrainy. Projekt od razu wywołał dyskusje, także dotyczące tego, kto ostatecznie trafi do tego symbolicznego miejsca.
Przewodniczący parlamentu Rusłan Stefanczuk podkreślał podczas debaty, że uchwała ma charakter historyczny i tworzy fundament pod wyjątkową instytucję państwową. Jak zaznaczył, panteon ma być szczególnym miejscem w strukturze ukraińskiej tożsamości – przestrzenią spoczynku i upamiętnienia osób, które wniosły kluczowy wkład w rozwój państwa, jego obronę oraz walkę o niepodległość. W jego ocenie będzie to także symbol wdzięczności i trwałej pamięci o tych, którzy poświęcili życie dla kraju.
Wciąż jednak nie istnieje konkretna lista nazwisk, które miałyby zostać tam uwzględnione. Jeden z inicjatorów projektu, deputowany Mykyta Poturajew z ugrupowania Sługa Narodu, zaznaczał, że procedura wyboru ma być wieloetapowa i oparta na pracy specjalnej komisji rządowej. Jednocześnie przyznał, że w debacie publicznej pojawiają się różne nazwiska historyczne – w tym także Stepana Bandery – jednak podkreślił, że są to na razie jedynie spekulacje, a żadnych decyzji jeszcze nie podjęto.
Do sprawy odniósł się również prezydent Wołodymyr Zełenski, który podkreślał, że wybór osób upamiętnianych w panteonie powinien pozostać wyłączną decyzją Ukrainy. W swoich wypowiedziach akcentował, że państwo samo definiuje, kogo uznaje za bohaterów i komu oddaje hołd, zwłaszcza w kontekście walki o suwerenność i niezależność.
W tle tej dyskusji przypomniano także wcześniejsze decyzje dotyczące symboliki historycznej. Zełenski nadał jednostce Sił Operacji Specjalnych nazwę nawiązującą do UPA, co spotkało się z krytycznymi, kolegialnymi reakcjami polskiej klasy politycznej. W konsekwencji prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu jednego z odznaczeń przyznanych Zełenskiemu, co dodatkowo zaostrzyło napięcia polityczne między stronami.
„Braki kadrowe łatane bilokacją lekarzy”. Dramatyczny apel w sprawie toruńskiego SOR-u
Panteon rehabilitujący Francję i szukający bohaterek
Ukraiński projekt nie jest jednak odosobniony, lecz wpisuje się w szerszy model polityki historycznej, którego klasycznym przykładem pozostaje Francja i jej paryski Panteon. Ukraina chce „grać” w wyższej lidze, w lidze państw, które samodzielnie kształtują swoją politykę historyczną. Na marginesie warto podkreślić, że skuteczne kształtowanie teraźniejszości poprzez przeszłość jest przywilejem hegemonów.
„Wejdź w te progi Jean Moulin, wraz ze swoim straszliwym orszakiem. Wraz z tymi, którzy umierali w piwnicach katowni, nie wydawszy nikogo” – oto wyjątek jednego z najbardziej przejmujących rapsodów żałobnych, jakie kiedykolwiek wygłoszono. Zna je niemal każde dziecko nad Sekwaną. Drżącym głosem wygłosił je ówczesny minister kultury André Malraux.
W 1964 r. prochy Jean Molina, bliskiego współpracownika Charles’a de Gaulle’a, zostały złożone do francuskiego Panteonu. Nie umniejszając wielkiemu Francuzowi, który, pomimo straszliwych tortur z rąk gestapo nie wydał współtowarzyszy broni, warto wspomnieć, że podobnych bohaterów były w Polsce tysiące.
Moulin okazał się dla powojennej Francji nieodzowny, a krzewienie pamięci o nim stało się czymś w rodzaju koryfeusza francuskiej polityki historycznej. Chciano bowiem pamięcią o Moulinie wymazać innych bohaterów, mniej chwalebnych, marionetkową wieruszkę rządu Vichy: marszałka Pétaina i Pierre’a Lavala.
Na tej samej zasadzie paryski Panteon nie jest jedynie monumentalnym grobowcem wybitnych Francuzów. W ujęciu Mony Ozouf – jednej z kluczowych badaczek polityki historycznej – to przede wszystkim scena, na której Francja od dwóch stuleci wystawia spektakl własnej tożsamości. W swoim eseju „Panteon” Ozouf pokazuje, że to, kto trafia do narodowej świątyni zasług, nigdy nie jest decyzją neutralną. Każda „panteonizacja” to akt polityczny, a zarazem próba opowiedzenia na nowo, czym jest naród. Jakie są jego priorytety, aktualne aspiracje i dążenia?
W ostatnim czasie rozgorzała nad Sekwaną debata, czy nie powinno być więcej kobiet w Panteonie. Może należałoby dokonać parytetu pochowanych, no właśnie – mężów czy „mężek”? To nie koniec. Debatuje się również nad korektą napisu widniejącego na frontonie narodowego grobowca.
To zaledwie kilka słów – dokładnie sześć – a jednak niosą ciężar współczesnych dylematów:
„Aux grands hommes – la patrie reconnaissante”, czyli „Wielkim mężom – wdzięczna ojczyzna”.
Ta oszczędna inskrypcja, od końca XIX wieku widniejąca na frontonie paryskiego Panteonu, przez dekady uchodziła za nienaruszalny element francuskiej wyobraźni narodowej. Dziś jednak zaczyna budzić spór nie o formę, lecz o sens – i o to, kogo właściwie republika uznaje za „wielkich”?
Do dyskusji włączyła się była francuska minister edukacji Élisabeth Borne, która uważa, że formuła wykluczająca kobiety nie przystaje do współczesnego rozumienia wspólnoty politycznej. W jej ocenie Panteon, jako miejsce spoczynku i symbolicznego uhonorowania wybitnych postaci narodu, powinien wprost odzwierciedlać równość płci w pamięci zbiorowej.
„Jeśli kobiety, podnosząc wzrok ku górze, nie przeczytają, że społeczeństwo w pełni uznaje ich miejsce w swojej historii, wysyłamy sprzeczny sygnał” – argumentowała Borne, wskazując, że sama inskrypcja staje się dziś nie tylko historycznym cytatem, lecz także politycznym komunikatem.
W tym duchu zapowiedziała możliwość otwarcia debaty nad jej zmianą, podkreślając, że nawet najbardziej utrwalone symbole państwowe nie są odporne na reinterpretację w zmieniającej się wrażliwości społecznej.
Bestialskie zabójstwo na Nowym Świecie. Proces ruszy od nowa. Powód: neosędzia
Mona Ozouf: Panteon jest narzędziem budowania narodowej tożsamości
Według Mony Ozouf, badającej labirynty symboliki polityki historycznej, Panteon działa jak narzędzie selekcji pamięci zbiorowej. Republika – szczególnie od XIX wieku – potrzebowała bohaterów, którzy zastąpiliby świętych znanych z tradycji katolickiej. W świeckim państwie funkcję dawnych kultów religijnych przejęli „wielcy ludzie”: pisarze, uczeni, politycy, rewolucjoniści. W ten sposób narodził się nowy rytuał obywatelski, w którym państwo samo wskazuje wzorce moralne i patriotyczne.
Ozouf zwraca uwagę, że Panteon nieustannie oscyluje między dwoma porządkami: religijnym i świeckim, monarchicznym i republikańskim. Jego historia – od kościoła św. Genowefy, przez rewolucyjne mauzoleum, po późniejsze powroty do sacrum – odzwierciedla napięcia francuskiej historii politycznej. Budynek jest więc nie tyle stabilnym symbolem, ile „termometrem” zmian ideologicznych.
Najbardziej znanym pojęciem wprowadzonym przez Ozouf jest określenie Panteonu jako „szkoły zmarłych”. W tej metaforze kryje się klucz do jej interpretacji: zmarli w Panteonie pełnią funkcję pedagogiczną. Uczą żywych, czym jest obywatelska cnota, odwaga, poświęcenie czy geniusz. Jednak – jak podkreśla autorka – ta „szkoła” nigdy nie działa w sposób jednoznaczny. Program nauczania zmienia się wraz z władzą polityczną, a lista bohaterów jest zawsze efektem sporów.
Właśnie konfliktowość pamięci stanowi kolejny ważny wątek eseju. Ozouf pokazuje, że każda decyzja o przeniesieniu szczątków do Panteonu wywołuje debatę o tym, kto zasługuje na miano „wielkiego Francuza”. Spory te ujawniają głębokie podziały ideologiczne – między lewicą a prawicą, republikanami a konserwatystami, zwolennikami różnych wizji historii. Panteon, który miał jednoczyć naród, często staje się miejscem ujawniania jego pęknięć.
Autorka zauważa również proces stopniowego osłabienia siły symbolicznej Panteonu w XX wieku. O ile w epoce rewolucji i XIX stuleciu kult „wielkich ludzi” miał ogromną moc integracyjną, o tyle współcześnie rytuały państwowe tracą swój dawny rezonans. Wybory bohaterów coraz rzadziej budzą powszechne emocje, a sama idea narodowego panteonu wydaje się mniej oczywista w pluralistycznym społeczeństwie.
W tym sensie rozważania Ozouf nie tylko są analizą konkretnego miejsca, lecz także refleksją nad przemianami pamięci zbiorowej. Panteon okazuje się nie pomnikiem trwałej chwały, lecz dynamicznym polem negocjacji – między przeszłością a teraźniejszością, między historią a polityką. To właśnie dlatego, jak sugeruje badaczka, mówi on więcej o Francji niż o samych pochowanych w nim postaciach.
Hannah Arendt o pamięci. Dlaczego polityka historyczna ma wymiar etyczny?
Dla Hanny Arendt w pamięci kolektywnej zaszyty jest etyczny wymiar. Buduje się politykę historyczną po to, aby nie popełniać błędów z przeszłości jako środek przeciw nawrotom przemocy. Podobnie rozumował Jan Assmann, twierdząc, że twórcami kultury pamięci są Izraelici. A jej celem jest zachowanie „społecznego zobowiązania”, wyrażonego w przesłaniu – „pamiętaj”. W przeciwnym razie okropieństwa i bezeceństwa Holokaustu mogą się powtórzyć. Pamięć jest zatem zobowiązaniem doczesnych wobec antenatów. Formą zadośćuczynienia z jednej strony, a z drugiej – przestrogą.
Ukraiński projekt Panteonu Narodowego, szczególnie jeśli w jego ramach dojdzie do instytucjonalnego uhonorowania postaci takich jak środowiska związane z banderowskim nacjonalizmem, ujawnia ryzyko typowe dla wszystkich projektów polityki pamięci, które przekraczają granicę selekcji i wchodzą w obszar afirmacji zbrodniczych tradycji historycznych.
Wówczas pamięć przestaje pełnić funkcję ostrzegawczą, o której pisała Hannah Arendt, i zamiast chronić przed powtórzeniem przemocy, zaczyna ją symbolicznie relatywizować lub oswajać.

