Reklama
Reklama
Reklama

Bitwy wagi ciężkiej. Półfinały mundialu jak najlepsze kino

TYLKO NA

Przez miesiąc mundial dawał szansę marzycielom, outsiderom i bohaterom z drugiego planu. Ale kiedy przyszło do rozdawania najważniejszych ról, scena znów należy do gwiazd. W półfinałach spotkają się cztery reprezentacje, które od lat tworzą światową elitę. I choć futbol uwielbia niespodzianki, tym razem brak sensacji jest akurat jego największym atutem.

Hiszpania, Francja i Argentyna to reprezentacje, które na cztery poprzednie mundiale wygrały trzy.
Hiszpania, Francja i Argentyna to reprezentacje, które na cztery poprzednie mundiale wygrały trzy. (fot. Severin Aichbauer / Getty Images)

Nazwa „mistrzostwa świata” nigdy nie brzmiała tak sensownie jak latem 2026 roku. W półfinale mundialu miejsca zaklepały sobie cztery najlepsze reprezentacje globu wg rankingu FIFA – czegoś takiego historia jeszcze nie widziała. Każda z tych nacji sięgała w przeszłości po złoto. Amerykańsko-meksykańsko-kanadyjska impreza dała nam kilka chwil radości bohaterów z drugiego planu, ale na koniec przy stole zostali tylko wielcy gracze. Nie ma więc żadnej sensacji i dla przeciętnego widza na planecie Ziemia to dobra informacja.

Lubimy bowiem czasem zerknąć na niszowe kino, ale to blockbustery napędzają koniunkturę. I FIFA ma to wielkie szczęście, że może na koniec festiwalu – pełnego lepszych i gorszych momentów – zaprezentować czterech kandydatów do głównej nagrody. Popcorn przygotowany – widownia liczy na mocne produkcje.

Dajcie więcej drużyn. Mundial wytrzyma!

O to akurat możemy być spokojni. Przy takiej jakości drużyn, przy tych indywidualnościach właściwie nie ma szans, by mecze stały na kiepskim poziomie. Co więcej – trudno o lepsze pary półfinałowe. Jest w nich wszystko potrzebne do dobrego scenariusza.

Pojawiają się głosy, że starcie Francji z Hiszpanią to przedwczesny finał. Ale takie teorie nie są piłce nożnej obce – zawsze, gdy przeciwko sobie stają dwaj rywale grający najładniejszy futbol, ludzie zapominają o drabinkach, losowaniach i muszą wygłaszać tego typu sentencje.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Półfinały MŚ 2026: Terminarz meczów Francja – Hiszpania i Anglia – Argentyna

Istotnie para ta może jawić się jako mocniejsza, patrząc przez pryzmat dotychczasowych meczów mundialowych, ale też bez przesady. Argentyna to obrońca tytułu, a Anglicy – jeden z głównych kandydatów do złota. Nie ma takiej możliwości, by dziś przewidzieć, który z półfinałów będzie ciekawszy, który napisze piękniejszą historię.

Podczas mistrzostw rozegrano już 100 meczów. Powiększona formuła turnieju tak przypadła do gustu szefom FIFA, że Gianni Infantino już rozważa kolejne poszerzenie grona uczestników. Przy czym warto podkreślić, że kiedy on coś „rozważa”, to oznacza jedno: już podjął decyzję.

Nie jest to zresztą coś zaskakującego. Już w końcówce ubiegłego roku pojawiły się tego typu głosy i można było się spodziewać, że obecny mundial ma nas tylko przygotować na kolejne zmiany. Oficjalny wniosek o powiększenie MŚ do 64 zespołów złożyła południowoamerykańska federacja CONMEBOL.

Reklama
Reklama

– Organizując mundial, trzeba myśleć o całym świecie, a nie tylko o Europie i Ameryce Południowej. Każdy kraj powinien mieć marzenie, że może zagrać na mistrzostwach świata – Gianni Infantino nosi czarny pas w kwestii wmawiania wszystkim, że potrzeby jego i jego kumpli są potrzebami wszystkich.

Z logistycznego punktu widzenia to będzie kosmiczne przedsięwzięcie. 128 meczów. Dziennikarze z różnych stron świata zastanawiają się, jak Arabia Saudyjska, która ma pełnić rolę gospodarza w 2034 roku, udźwignie ciężar wyzwania. A FIFA już liczy kasę. Oczywiście najważniejsze jest to, by móc przekazać ją krajowym federacjom; co do tego nie macie chyba wątpliwości?

Wielki Deschamps

Na szczęście w najbliższych dniach nie musimy się jeszcze z tym zmagać, a zamiast tego skupimy uwagę na piłce. Bo we wtorek i w środę czeka nas „absolutne cinema”. OPTA przypomina, że po raz trzeci w historii mistrzostw świata w półfinale turnieju wszystkie ekipy mają na koncie złoto. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce podczas Italia ’90, wcześniej w 1970 roku.

Anglicy czekają pokornie w cierpieniu od sześciu dekad, ale pozostałe zespoły są w ostatnich latach potężne. Hiszpania, Francja i Argentyna to reprezentacje, które na cztery poprzednie mundiale wygrały trzy. Dostaliśmy zatem półfinały spod znaku najwyższej jakości.

Reklama
Reklama

Każda z pozostałych na placu boju drużyn ma w swoich szeregach wielkich zawodników. Francja straszy Kylianem Mbappé, który walczy z Argentyńczykiem Leo Messim o koronę króla strzelców – obaj zanotowali po 8 trafień. Anglicy mają niesamowity duet Harry Kane – Jude Bellingham, z kolei Hiszpanie ultramocny zespół, pełen nieoczywistych bohaterów z Mikelem Marino na czele.

Niewykluczone, że świat tak bardzo skupił się na samych piłkarzach, iż nieco zapomniał o trenerach. A ci przecież też są kozakami w swoim fachu. Didier Deschamps wyrównał rekord należący do Helmuta Schöna i poprowadził reprezentację na MŚ po raz 25. Ostatni taniec niezwykle doświadczonego selekcjonera, który w historii francuskiej piłki na lata pozostanie legendą, postacią kultową, ze względu na sukcesy odniesione z kadrą, to „misja złoto”. Piłkarze francuskiej kadry, która w przeszłości często zmagała się z wewnętrznymi konfliktami, u Deschampsa zachowują się jak karna armia, wierna i oddana generałowi.

Choć zatem pozostali selekcjonerzy nie mają się czego wstydzić, kiedy zerkają w swoje CV, to nawet oni mogą z podziwem zerkać na trenera Francji.

Reklama
Reklama

Mundial 2026: półfinały. Te drużyny zagrają o awans do ostatecznej rozgrywki

Ale w tym towarzystwie nie ma niczego innego niż wzajemny respekt. Bo jak Deschamps miałby nie szanować Luisa de la Fuente, skoro selekcjoner La Furia Roja dysponuje tak potężną drużyną i fenomenalnie nią zarządza. Od marca 2024 roku Hiszpanie nie przegrali meczu, ich bilans w tym okresie jest niesamowity: 27 zwycięstw i 9 remisów. Nic zatem dziwnego, że kiedy analitycy proszą wszelkie superkomputery o wskazanie mistrza świata, te odpowiadają: będzie nim ktoś z pary Francja – Hiszpania.

Messi zostawił amunicję na Anglię?

Anglicy i Argentyńczycy mają na ten temat odmienne zdanie. Jednak fani obu tych drużyn zdają sobie sprawę ze wszystkich niedoskonałości ich idoli.

Anglia nie pokazała nam jeszcze swojego najlepszego oblicza, o czym głośno mówi nawet jej selekcjoner. Argentyna z kolei igra z ogniem. A teraz przyjdzie jej zmierzyć się z rywalem, który w ciągu ostatnich ośmiu lat ustabilizował turniejową pozycję, będąc cztery razy w półfinałach wielkich imprez.

Reklama
Reklama

Kibice zespołu z Ameryki Południowej z jednej strony mogą się czuć zaniepokojeni, bo w ćwierćfinale ze Szwajcarią do siatki nie trafił Leo Messi. Ale może to dobra informacja? Po pierwsze – Argentyna wygrała tym razem bez jego trafienia, po drugie: Messi rzadko miewa puste przeloty pod bramką rywala, więc niewykluczone, że ważne rzeczy zostawił sobie na Anglię.

Brzmi to niewiarygodnie, ale – choć Albicelestes bronią tytułu z Kataru – to Messiemu i jego kumplom różnej maści analizy dają procentowo najmniejsze szanse na złoto. Taka rola może im, paradoksalnie, pasować.

Anglia wierzy, że Argentyna będzie kolejnym przeciwnikiem, którego odprawi z kwitkiem. Dekadę po upokorzeniu na EURO 2016, gdy żegnała się z turniejem po porażce z Islandią, reprezentacja Anglii jest w innej pozycji na światowej planszy.

I choć cel Tuchela się nie zmienia: mistrzostwo świata, to trzeba już dziś powiedzieć głośno, że nawet jeśli Anglia polegnie z Argentyną, wciąż będzie drużyną z absolutnego topu.

Reklama
Reklama

BBC przypomina mroczne czasy: „Po półfinale EURO 1968 Anglia czekała aż 22 lata na kolejny półfinał wielkiego turnieju. W tym czasie nie zakwalifikowała się na dwa mundiale i trzy mistrzostwa Europy. Po EURO 1996 historia się powtórzyła. Na następny półfinał trzeba było czekać kolejne 22 lata”.

Autor analizy przywołuje najbardziej bolesne momenty: czerwoną kartkę Davida Beckhama przeciwko Argentynie na mundialu 1998, czerwoną kartkę Wayne’a Rooneya w meczu z Portugalią w 2006 roku, legendarny lob Ronaldinho z rzutu wolnego przeciwko Davidowi Seamanowi w ćwierćfinale mundialu 2002, brak awansu na EURO 2008.

Czytaj również: Mundial 2026. Jude Bellingham bohaterem Anglii. Dwa gole dały awans do półfinału MŚ.

„Przez 68 lat przed mundialem w Rosji Anglia zagrała zaledwie jeden finał i trzy półfinały. Aż dwa z tych półfinałów rozgrywała u siebie”.

Reklama
Reklama

Anglia przestała być pośmiewiskiem, należy do elity, do której zawsze tak mocno aspirowała. Jest powtarzalna, ma charakter i odwagę. Dziś nikt nie powie przed pierwszym gwizdkiem starcia z Argentyną, że to piłkarze Scaloniego są faworytami. Nawet mistrz świata musi się liczyć z Wyspiarzami.

Cokolwiek się w tych półfinałach wydarzy, oglądamy turniej stojący na bardzo wysokim poziomie sportowym. Obawy o zmęczenie gwiazd okazały się bezowocne. Najwięksi herosi futbolowej planety pokazali, dlaczego uważani są za największych. FIFA liczy surrealistyczną kasę. Donald Trump nie pomógł reprezentacji USA swoimi wpływami. Biznes nie przestaje (i nie przestanie) się kręcić, ale jeśli mamy narzekać na wszystko, co wiąże się z otoczką mistrzostw – ich rozmiary, rozwarstwienie geograficzne, ceny biletów – dobrze, że chociaż piłkarze w tym szaleństwie dostarczają dobrej rozrywki.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.
Reklama
Reklama