- Manchester City rozbija bank i płaci krocie za Elliota Andersona, czyniąc go najdroższym brytyjskim piłkarzem w historii. Nowy pomocnik The Citizens, uosabiający boiskową inteligencję, przechodził testy medyczne w Kansas w trakcie trwającego mundialu.
- Za gigantycznymi pieniędzmi kryje się poruszająca historia o dotrzymanej obietnicy i wielkim charakterze młodego zawodnika. Anderson jedzie na mistrzostwa świata tuż po stracie mamy, która do końca wierzyła w jego sportowy sukces.
- Nottingham Forest inkasuje astronomiczną przebitkę, a Enzo Maresca zyskuje w środku pola upragnionego tytana pracy. Porównywany niegdyś do Diego Maradony gracz ma być kluczem do odzyskania przez City tytułu mistrza Anglii.
116 mln funtów zapłaci Manchester City za Elliota Andersona. Jego dotychczasowy klub, Nottingham Forest, ubił interes życia – kupił go z Newcastle United za 35 mln, choć niektórzy twierdzą, że tak naprawdę za 15. Przebitka i tak jest olbrzymia. Anderson, który z reprezentacją Anglii przebywa na mundialu, pobije dwa rekordy: zostanie najdroższym brytyjskim zawodnikiem (bez uwzględniania bonusów), a także najdroższym nabytkiem w historii Manchesteru City. Kibice, którzy nigdy w życiu nie widzieli meczu Forest, zastanawiają się pewnie: o co tutaj, do cholery, chodzi?
Już Pep Guardiola chciał go w City. To legendarny menedżer City zasiał ziarno, zanim jeszcze pożegnał się z klubem z Etihad Stadium. Plony zbierze jego następca, Enzo Maresca. Dlaczego Katalończyk tak bardzo cenił Andersona? Powód jest dość oczywisty – pomocnik jest uosobieniem wszystkiego tego, co Pep kocha w futbolu: inteligencji boiskowej, intensywności, odwagi. Wszyscy patrzą na liczby w kontekście kwoty transferowej, ale ta suma jest tak wielka, że przesłania najważniejsze cyferki: statystyki Andersona.
W Premier League, która uważana jest za najbardziej wymagającą ligę świata, w poprzednim sezonie królował zarówno w kwestii wygranych pojedynków, jak i odzyskanych piłek. Ogólnie „piłka” to w jego przypadku kluczowe słowo. Elliot Anderson nigdy jej nie unika, jest do dyspozycji zespołu, pokazuje się w tych sektorach boiska, w których akurat jest potrzebny, i stawia stempel na większości akcji drużyny. Kilka klasyfikacji, w których górował indywidualnie nad resztą ligi, tylko podbiło cenę.
Przedwczesna śmierć mamy
Anderson pochodzi z rodziny, której historia była naznaczona opowieściami o futbolu. Jego dziadek, Geoff Allen, był lewoskrzydłowym Newcastle United i choć zagrał tam zaledwie 22 razy, to mały Elliot miał w domu gotowy wzorzec. Pan Geoff doczekał czasów, gdy wnuk zadebiutował w reprezentacji Anglii i pojechał z nią na mistrzostwa świata. Jego córka, a mama Elliota, Helen – niestety nie.
W kwietniu tego roku przegrała długą walkę z chorobą nowotworową. Miała zaledwie 54 lata. To ona mocno wspierała syna i zawsze w niego wierzyła. Nic dziwnego, że kiedy piłkarz Nottingham Forest dostał powołanie od selekcjonera Thomasa Tuchela, napisał w mediach społecznościowych: „Mamo, jedziemy na mundial!”. Wiedział, jak bardzo byłaby z niego dumna.
Wcześniej zaimponował wielkim charakterem. 48 godzin po pogrzebie był już z kolegami na boisku i strzelił ważnego gola przeciwko Newcastle. Forest bili się o pozostanie w angielskiej elicie, bardzo potrzebowali swojego lidera. Stanął na wysokości zadania. Ostatecznie klub z City Ground pozostał w Premier League, w dużej mierze dzięki świetnym występom Andersona.
Drogi jak Anglik
W zespole takim jak Manchester City piłkarz formatu Andersona jest nieoceniony. Bo The Citizens potrzebują pracowitej mrówki, by móc grać piękny, ofensywny futbol zakończony golami Erlinga Haalanda. Wcześniej tę rolę znakomicie wypełniał Bernardo Silva. Anderson jest tytanem pracy, rusza do odbioru, gra agresywnie, nic sobie nie robi z pressingu rywala i potrafi szukać dobrych opcji zagrań do kolegów.
Przeczytaj także: Anglia wysyła sygnał: chcemy bić się o mistrzostwo świata
Cena jest oczywiście gigantyczna, ale warto pamiętać, że rynek transferowy w Anglii to istne szaleństwo. Bańka miała pęknąć już wiele lat temu, ale jakimś cudem sufit wciąż jest podnoszony. Szczególnie zaś rodzimi piłkarze są w cenie – przecież wcześniej olbrzymie kwoty płacono za dwóch innych reprezentantów kraju – gdy Manchester City kupował Jacka Grealisha, a Arsenal kapitana West Hamu United, Declana Rice’a, dziś partnera Andersona z linii pomocy kadry.
Jeśli do tego mowa o zawodniku z podstawowego składu w tak konkurencyjnej drużynie jak Anglia, grającym w największym turnieju, to mamy gotowy przepis na wielki transfer. Choć oczywiście nie brakuje głosów, że Anderson „zniszczył” rynek transferowy i przebił kolejną barierę, po której abstrakcja będzie postępować.
Testy w Kansas
Manchesterowi City zależało na pozyskaniu Andersona tak bardzo, że testy medyczne piłkarz przechodził w Kansas podczas mistrzostw. Pozostały do dopięcia już tylko formalności, a 5-letni kontrakt, z tygodniówką na poziomie 300 tys. funtów, to nagroda za olbrzymią pracę, jaką pomocnik wykonał w ostatnich dwóch latach.
Przeczytaj także: Jeśli to ostatni taniec Messiego, niech trwa jak najdłużej
Tuchel nie chciał, by transakcja była dopinana przed wyjściem Anglików z grupy. Synowie Albionu bez problemu poradzili sobie z tym zadaniem i zgodnie z oczekiwaniami wygrali grupę. W 1/16 finału zmierzą się z Demokratyczną Republiką Konga i nikt w wyspiarskim obozie nie wyobraża sobie, by nie awansowali dalej.
Anderson przechodzi do City jako piłkarz kompletny, gwiazda, ktoś, kto ma podnieść jakość zespołu i pomóc mu odzyskać tytuł mistrzowski. To historia trochę podobna do tej z udziałem Declana Rice’a, który przeniósł się z West Hamu do innego londyńskiego klubu, Arsenalu, który przez ponad dwie dekady czekał na tytuł i wreszcie, w dużej mierze dzięki świetnej grze Rice’a, go zdobył.
Jak Diego Maradona
Nowy nabytek MC wstępuje jednak na niepewny grunt. To zdecydowanie największy krok w jego karierze. Oczekiwania na Etihad są olbrzymie, bo pod wodzą Guardioli drużyna odnosiła wielkie sukcesy. W ostatnich latach musiała jednak uznać wyższość Liverpoolu, a następnie Kanonierów.
Joey Barton, kontrowersyjny przed laty zawodnik m.in. Newcastle United, porównał kiedyś Andersona do Diego Maradony. W 2022 r., na poziomie League Two, czyli w czwartej lidze, Elliot przeprowadził rajd, grając przeciwko Harrogate Town. Jego trafienie zostało wybrane Golem Miesiąca.
Przeczytaj także: Lekcja futbolu i pokory. Jak Japonia rzuciła wyzwanie piłkarskim potęgom
Nosił wówczas barwy Bristol Rovers i pewnie nie uwierzyłby komuś, kto powiedziałby mu wtedy, że już za cztery lata będzie bohaterem głośnego transferu i ważną postacią w kadrze, w której konkurencja jest przecież tak wielka.
Co ciekawe, Anderson mógł reprezentować na seniorskim poziomie Szkocję, bo jego babcia urodziła się w Glasgow. Ale ten chłopak, okrzyknięty niegdyś największym talentem w Akademii Piłkarskiej Newcastle United, nigdy nie chodził drogami na skróty. Dlatego po występach w szkockiej młodzieżówce ostatecznie zdecydował się jednak na Anglię. I – jak się okazało – dokonał dobrego wyboru, choć pewnie Szkoci, którzy już wrócili do domu z mundialu, są innego zdania.

