Reklama
Reklama
Reklama

Raul Jimenez. Słodkie łzy bohatera Meksyku, który wyrwał się śmierci

TYLKO NA

Gol Raula Jimeneza w meczu otwarcia mundialu wprawił monumentalny Estadio Azteca w drgania. Kiedy meksykańscy kibice szaleli ze szczęścia, w oczach strzelca pojawiły się łzy. Raul oddał hołd tacie, który zmarł w marcu tego roku. Napastnik miał prawo płakać także z innego powodu – przecież mogło go w tym miejscu nie być. Kilka lat wcześniej wywinął się z objęć śmierci.

Raul Jimenez
Raul Jimenez musiał go strzelić głową – los-figlarz, który nakreślił ten scenariusz, chyba też nieźle główkował. (fot. Natacha Pisarenko / East News)
  • Gol strzelony głową w meczu przeciwko RPA definitywnie zamknął traumatyczny rozdział z 2020 r., kiedy po fatalnym zderzeniu z Davidem Luizem i złamaniu kości czaszki kariera Raula Jimeneza wisiała na włosku.
  • Łzy napastnika na Estadio Azteca były hołdem dla zmarłego w marcu ojca, a jego wcześniejsze sukcesy przeplatały się z osobistymi tragediami, jak potężny cios po tragicznej śmierci przyjaciela z czasów gry w Wolves, Diogo Joty.
  • 35-letni Jimenez zdobył swoją 46. bramkę dla reprezentacji, zbliżając się do rekordu Javiera Hernandeza, co zbiegło się w czasie z ogłoszeniem jego oficjalnego powrotu do Wolverhampton, by pomóc klubowi w powrocie do Premier League.

Listopad 2020 r. Wolverhampton mierzy się z Arsenalem. Pojedynek, jakich w Premier League wiele, rozpoczął się od dośrodkowania z rzutu rożnego. Dwaj piłkarze – Raul Jimenez i David Luiz – zderzają się głowami. Napastnik Wolves pada na murawę. Jest nieprzytomny, nie ma z nim żadnego kontaktu. Trwa akcja ratunkowa, a żona zawodnika opisze to później jako jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć. Koledzy z drużyny Wolves z trwogą zerkają w kierunku klubowych lekarzy walczących o odzyskanie Raula. Większość z nich odwraca jednak głowy – widok kolegi jest zbyt szokujący. Wyrok: złamanie kości czaszki.

Istnieją spore wątpliwości co do powrotu Meksykanina do piłki nożnej. Ostatecznie zajmie mu to osiem miesięcy, przez większość tego czasu nie będzie mógł nawet normalnie trenować. Podstawowe pytanie brzmi: czy piłkarz, który na Wyspach Brytyjskich zasłynął ze znakomitej gry głową, jeszcze kiedykolwiek odważy się wejść w powietrzne starcie z przeciwnikiem? Gol przeciwko RPA, w czwartkowy wieczór, zamyka ostatecznie tamtą historię.

Reklama
Reklama

W pogoni za rekordem

Raul Jimenez musiał go strzelić głową – los-figlarz, który nakreślił ten scenariusz, chyba też nieźle główkował.

Przeczytaj także: Polacy, nic się nie stało! Mundial bez nas to najlepsze, co mogło się wydarzyć

35-latek utonął w ramionach kolegów, a ponad 80-tysięczna publiczność na Azteca dostała kolejny rozdział historii tego obiektu. Meksykański kolos widział wszystko: koncerty Michaela Jacksona (wyprzedał tutaj pięć stadionów w 1993 r.), wielkie triumfy bogów futbolu – Pelego i Diego Maradony. Ale bramka Raula Jimeneza była czymś szczególnym, bo to tak, jakby zdobył ją każdy z meksykańskich kibiców, którzy przez lata trzymali kciuki za jego powrót do najwyższej formy.

Jimenez to współczesny symbol meksykańskiej piłki nożnej. W meczu przeciwko RPA zagrał po raz 125. w reprezentacji. Ale po raz pierwszy w wyjściowym składzie. I to w takim spotkaniu. Strzelił gola numer 46 i brakuje mu już tylko sześciu trafień, by dogonić rekordzistę – Javiera Hernandeza. Gdyby Raulowi udało się zaliczyć te wszystkie trafienia na mundialu w 2026 r., oznaczałoby to, że Meksyk zaszedł bardzo daleko, a on sam włączył się w batalię o koronę króla strzelców.

Reklama
Reklama

Dwóch najlepszych snajperów Meksyku, Raul i wspomniany Hernandez, czyli „Chicharito”, łączy wspólny mianownik – obaj zdobywali sławę, grając na boiskach Premier League.

Dedykacja dla Diogo Joty

Kiedy prześledzi się karierę Raula w kadrze, to śmiało można stwierdzić, że całe dorosłe życie musiał coś udowadniać. To nie jest opowieść o pierwszoplanowym bohaterze w pełnym wymiarze. Gdy przed trzynastoma laty debiutował w drużynie narodowej jako rezerwowy w meczu przeciwko Danii, nikt nie miał prawa przypuszczać, że kariera tego młokosa potoczy się w taki sposób.

Owszem, Raul czasem błyszczał, potrafił oczarować jakimś pięknym golem, jak w starciu z Panamą, gdy popisał się przewrotką w 2013 r. Jednak często pełnił rolę rezerwowego, wskakiwał, bo ktoś wypadł, łatał dziury.

W meczu inauguracji mistrzostw świata łzy Raula mogły przypomnieć kibicom inną emocjonalną chwilę – rok temu napastnik zdobył bramkę w spotkaniu z USA. Był to finał Gold Cup CONCACAF. Meksyk zwyciężył USA 2:1, a Raul zadedykował gola przyjacielowi, z którym grał kiedyś w Wolverhampton. Diogo Jota, a także jego brat, zginęli w wypadku samochodowym kilka dni przed tym finałem. Z Jotą Raul stworzył wspaniały ofensywny duet, będący postrachem każdej defensywy w Premier League.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Pierwszy mundial, który mnie nie obchodzi

Dla Jimeneza to już czwarty mundial, ale to właśnie ten turniej może być najważniejszym. Jego gol z RPA utrwalił wśród kibiców z Meksyku przekonanie, które mieli już wcześniej – ten piłkarz jest symbolem sukcesu. Każdy, kto opuszcza ojczyznę i potrafi poradzić sobie z oczekiwaniami, presją na wielkich europejskich arenach, zasługuje na szacunek. Szczególnie gdy nabyte tam umiejętności przekłada później na takie momenty jak na Azteca.

Kiedy Raul przychodził na wypożyczenie do Wolverhampton w 2018 roku, był po prostu jednym z wielu piłkarzy, szukających szczęścia w Anglii. Jednak już wtedy było widać, że ma dar. Jest szybki, silny, znakomicie gra w powietrzu i tyłem do bramki. Haruje ciężko dla zespołu i bywa zabójczo skuteczny. Ta historia miała ciekawy wstęp, który później zamienił się w opowieść o jednym z najlepszych łowców goli w Premier League.

Odbudowany w Lizbonie

Powoli zacierała się opinia o flopie z Atlético Madryt. Wolves okazali się dla niego idealnym zespołem, choć o mały włos wcześniej przeszedłby do innej ekipy – West Ham United. Według niektórych doniesień… zaspał na samolot i dlatego nie podpisał kontraktu w Londynie, natomiast dużo bardziej realna jest wersja, która mówi, że po Atletico jego agent, potężny Jorge Mendes (ten od Cristiano Ronaldo), namówił go na transfer do Benfiki, twierdząc, że w Lizbonie będzie się czuł lepiej i odbuduje formę. Nie mylił się.

Reklama
Reklama

To właśnie portugalska liga pozwoliła Raulowi ponownie uwierzyć w siebie. I dlatego tak błyszczał po ostatecznych przenosinach do Anglii. Tamta drużyna Wolves, prowadzona przez Nuno Espírito Santo, z wielkimi gwiazdami, jak Raul, Jota czy Joao Moutinho, przebojem weszła z Championship do Premier League i biła się z najlepszymi bez krzty strachu.

Przeczytaj także: Mundial 2026. Szczegółowy terminarz Mistrzostw Świata

Życie Raula wkracza na dobrze mu znaną ścieżkę. Strzelił ważnego gola dla kadry na mundialu, a kilka dni wcześniej ogłoszono oficjalnie, że wraca do Wolverhampton. Co prawda jego były klub spadł w poprzednim sezonie na zaplecze angielskiej elity, ale to właśnie Jimenez ma pomóc wrócić Wilkom piętro wyżej.

Internet zalały w czwartkową noc fantastyczne ujęcia z Estadio Azteca. To była dzika radość człowieka, który sam najlepiej zna drogę, jaką musiał przejść, by dotknąć takich emocji. Jakże te kadry kontrastowały z migawkami sprzed sześciu lat: personel medyczny w maseczkach ciągnie nosze, na których leży nieprzytomny piłkarz. Na pustym stadionie z pandemicznej ery, kontuzja Raula Jimeneza wydawała się jeszcze bardziej okrutna. Na szczęście dzisiaj to już tylko wyblakłe fotografie.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.
Reklama
Reklama