Przez lata wydawało się, że w największych polskich miastach wystarczy mieć poparcie Koalicji Obywatelskiej i dystans wobec PiS, by rządzić niemal bezkarnie. Kraków pokazał jednak, że miejski elektorat zaczyna tracić cierpliwość także wobec „swoich”.
Jacek Majchrowski o Miszalskim: „Sam sobie zapracował na referendum”
Odwołanie Aleksandra Miszalskiego po zaledwie dwóch latach prezydentury jest wydarzeniem wręcz bezprecedensowym. Przez ostatnie dekady utarło się bowiem, że największe miasta w Polsce są twardymi bastionami KO – dziś w 9 z 10 największych miast rządzą politycy związani z tym obozem. Niezależnie od jakości kampanii, pomysłów na rozwój miasta czy osobistych kompetencji kandydatów, poparcie Koalicji Obywatelskiej bardzo często okazywało się czynnikiem decydującym o wyborczym zwycięstwie.
Bez przełożenia
Po objęciu urzędu dawało ono dodatkowo polityczny parasol ochronny. Nawet narastające kontrowersje, konflikty czy zarzuty dotyczące sposobu zarządzania miastem rzadko przekładały się w największych ośrodkach na realne zagrożenie utraty władzy. W praktyce wielu wyborców traktowało wybory samorządowe przede wszystkim jako element szerszego sporu politycznego między KO a PiS. Strach przed „prawicą u bram” przez lata skutecznie przykrywał błędy, afery i słabe rządzenie.
Jedziemy z Łatwogangiem dla Maksa. Relacja live z charytatywnego streama
Prezydentura Aleksandra Miszalskiego stała się więc precedensem – sytuacją, w której mieszkańcy dużego polskiego miasta bardzo szybko rozliczyli swojego prezydenta z nieudolnych rządów. Powodów było wiele: podwyżki cen biletów, wody, ścieków i parkingów, brak wyraźnej wizji rozwoju Krakowa czy narastające poczucie arogancji w kontaktach z mieszkańcami, widoczne choćby podczas dyskusji wokół Strefy Czystego Transportu.
Kluczowe mogło jednak okazać się coś jeszcze – wrażenie, że dla Miszalskiego ważniejsza od lojalności wobec mieszkańców była lojalność wobec partyjnego środowiska. Tak odbierano między innymi falę nominacji dla politycznych znajomych oraz zarzuty dotyczące obchodzenia procedur przy zatrudnianiu. Co gorsza dla samego prezydenta, na kolejne kontrowersje reagował z wyraźnym przekonaniem, że polityczny szyld zapewni mu bezpieczeństwo.
Koniec nietykalności
Udane referendum w Krakowie – jednym z najważniejszych bastionów KO – może być sygnałem znacznie szerszej zmiany. Prezydenci największych miast nie mogą już zakładać, że poparcie partyjne zagwarantuje im polityczną nietykalność. Mieszkańcy zaczynają coraz uważniej patrzeć władzy na ręce, a przy odpowiedniej skali błędów i afer nawet „serduszko” Koalicji Obywatelskiej w klapie marynarki może nie wystarczyć do utrzymania władzy. Dla polskiego samorządu to akurat dobra wiadomość – demokracja lokalna działa najlepiej wtedy, gdy politycy naprawdę obawiają się reakcji swoich wyborców.

