Reklama

Rok temu pojawił się pijany na sali sejmowej. Poseł Konfederacji mówi nam o walce z nałogiem

Reklama
TYLKO NA

– Alkohol odbił się u mnie negatywnie chyba na wszystkich aspektach życia, zarówno tym rodzinnym, jak i tym politycznym. Na kacu nie pracuje się dobrze w Sejmie, ale też trudno bawić się z dziećmi – mówi poseł Konfederacji Ryszard Wilk, który rok temu pijany został wyprowadzony z sejmowej sali obrad i rozpoczął walkę z nałogiem.

artykul_glowne-foto
Ryszard Wilk, Jacek Prusinowski (fot. Zero.pl/FREEPIK, NEWSPIX)

Jacek Prusinowski, Zero.pl: Po  alkoholu bywał pan agresywny?


Reklama

Ryszard Wilk, poseł Konfederacji:  Myślę, że każdemu kto mierzy się z tą chorobą, zdarzyło się być po alkoholu agresywnym. Alkohol bardzo zmienia  człowieka, zmienia postrzeganie świata i czasami prowadzi do tego, że eksplodują emocje, które były trzymane głęboko wewnątrz.

Było blisko, żeby zniszczył panu życie?

Byłem bardzo blisko. W moim życiu zaszły nieodwracalne zmiany. Wydawało się, że to już droga wyłącznie w jednym kierunku, ale udało się zmienić kurs. Paradoksalnie wykaraskać się z tego pomogły te najgorsze sytuacje, największe upadki.


Reklama

Jest pan ojcem trójki dzieci, mężem, ale mam wrażenie, że to bardziej polityczna kariera i perspektywa jej zakończenia, zmotywowała pana do walki z nałogiem. Mam rację?


Reklama

Niektórym Bóg musi zaświecić małą lampkę, żeby się opamiętali. Ja potrzebowałem potężnego światła prosto w oczy i to kilka razy. Jak już wejdzie się do polityki, to życie prywatne staje się życiem publicznym. Alkohol odbił się u mnie negatywnie chyba na wszystkich aspektach życia, zarówno tym rodzinnym, jak i tym politycznym. Na kacu nie pracuje się dobrze w Sejmie, ale też trudno bawić się z dziećmi. Muszę uczciwie powiedzieć, że choroba alkoholowa to jest pierwszy problem w moim życiu, którego nie udało mi się samodzielnie rozwiązać. Musiałem sięgnąć po pomoc i każdy kto ma podobny problem nie powinien się wstydzić zrobić tak samo.

 To była zamknięta terapia, grupa wsparcia?

Pierwszym punktem zwrotnym był odwyk, czyli właśnie zamknięta terapia. To miesiąc na zrewidowanie swojego podejścia i zaplanowanie życiowej ścieżki. To tylko start żeby coś ze sobą zrobić, nakreślenie planu, lepsze poznanie choroby i uzbrojenie się w wiedzę, aby łatwiej było żyć w trzeźwości. Bo żeby rozstać się z alkoholem, trzeba bardzo zmienić swoje życie. Nauczyć się radzić z emocjami oraz stresem bez alkoholu, spędzać czas wolny, czy nawet różne imprezy i wydarzenia. Niektórzy zmieniają znajomych, zainteresowania, a nawet miejsce zamieszkania.


Reklama


Reklama

Co pan zmienił?

Wiele rzeczy. Alkoholem podlewałem często pełne stresu dni. Teraz biegam, idę na siłownię, czy nawet na spacer aby uspokoić myśli. Pamiętam również, że jak zacząłem trzeźwieć, to bardzo ciężko mi było zasnąć i nie wyobrażałem sobie, że można to zrobić bez alkoholu. Można powiedzieć, ze uczyłem się życia na nowo, tak jak każdy alkoholik który wygrzebuje się z problemu.

W trakcie tego trzeźwego roku zdarzały się upadki?


Reklama

Musimy rozróżnić dwa pojęcia. Pierwsze to jest abstynencja, a drugie to jest trzeźwienie. Abstynencja to jest po prostu niesięganie po alkohol. I można przez długi okres utrzymywać abstynencję, ale nie trzeźwieć. Trzeźwienie polega na tym, że człowiek zmienia swoje życie i  uczy się żyć bez alkoholu. Bo jeżeli ktoś sobie podejmie takie wyzwanie, że od jutra nie pije, to on się będzie męczył w środku, cały czas będzie mu chodził ten alkohol po głowie i w końcu pęknie. A trzeźwienie to właśnie uczenie się nowego życia. 21 lutego będę miał rok swojego trzeźwienia, ale miałem małą wpadkę, jeżeli chodzi o abstynencję. Czyli miałem kontakt z alkoholem, ale na szczęście niegroźny i szybko udało mi się wrócić do trzeźwienia, do abstynencji i przede wszystkim zlokalizować i wyeliminować przyczynę tej wpadki. O ile nawroty, czy jak ktoś woli – zapicia, są poniekąd wpisane w chorobę alkoholową, o tyle bardzo ważne jest, aby zastanowić się dlaczego tak się stało. Znaleźć powód i nie dopuszczać, aby doszło do tego ponownie. Alkoholizm to bardzo podstępna choroba, nie bez przyczyny tylko 6 proc. ludzi udaje się z tego wyjść.


Reklama

Plan  jest taki, żeby w pana życiu nie było już alkoholu?

Tak. Sytuacja u alkoholików jest zerojedynkowa. Pije się na umór albo nie pije się wcale. Nie ma niczego pośrodku. Nie ma czegoś takiego jak powrót do kontrolowanego picia. Trzeba się z tym pogodzić, to dla niektórych, szczególnie na początku, bardzo trudne.

Zdarzyło się panu być pijanym na sali posiedzeń, zdarzyło się szarpać z policją. Dużo więcej było takich zdarzeń, o których nie wiemy?


Reklama

Nie, myślę, że to były właśnie te najbardziej skandaliczne sytuacje.


Reklama

Praca w Sejmie chyba nie ułatwia trzeźwego życia. To wyjazdy, wieczorne spotkania, narady i często alkohol w tle.

To prawda. Jednak ja najczęściej piłem sam. Z drugiej strony, jak ktoś się rozstaje z alkoholem, próbuje wyjść na prostą, trzeźwieje, to takie spotkania mogą być problemem, dla mnie są już coraz mniejszym. Nie mam już dużego kłopotu z tym, że obok ktoś pije, bo wiem, że da się żyć bez alkoholu. Na początku unikałem różnego rodzaju imprez czy wydarzeń, gdzie jest alkohol. Teraz mam trochę "z górki" ponieważ wszyscy wiedzą o moim problemie i nie proponują mi alkoholu, a czasem nawet sami nawet rezygnują z alkoholu w moim towarzystwie czy pytają o to, czy mi nie będzie przeszkadzać.

Koledzy z Konfederacji rozumieją, pomagają?


Reklama

Bardzo pomagają. Na początku byli zmartwieni, czy nawet może źli, że narobiłem sporo bałaganu, ale mimo wszystko dostałem od nich sporo wsparcia. Cieszę się, że okazali wobec mnie tyle cierpliwości oraz wyrozumiałości. A to na pewno nie było dla nich łatwe, każdy ma swoje granice. Chciałbym im z tego miejsca bardzo podziękować. Gdy dotykałem dna, zamiast się ode mnie odwrócić, podali mi pomocną dłoń i wierzyli, że mi się uda. Wsparcie rodziny oraz kolegów i koleżanek z Konfederacji było dla mnie bardzo ważne, szczególnie, że podszedłem do tego z otwartą przyłbicą, poszedłem w prawdę i publicznie przyznałem, że mam poważny problem.


Reklama

To była trudna decyzja?

Zdecydowanie najtrudniejszy etap w tym całym procesie. Pamiętam jak tłumaczyłem wtedy synowi, czym jest choroba alkoholowa. Jedna z trudniejszych rozmów w moim życiu. Był bardzo zmartwiony, nie rozumiał jak to działa, ale jak mu wytłumaczyłem, przestał się martwić i rozumie istotę problemu, że nic mi nie będzie, pod warunkiem że będę się trzymał daleko od alkoholu, a on we mnie wierzy. Czuję trochę to brzemię, czuję czasem wzrok innych ludzi, którzy widzą we mnie przede wszystkim alkoholika. Jednak z drugiej strony cieszę się, że coraz lepiej mi idzie i może stanę się dla kogoś inspiracją. Bo najgorsze przypadki alkoholizmu są wtedy, gdy ludzie tracą już nadzieję, że można wrócić do normalnego życia. A przecież ja robiłem straszne rzeczy, jest mi za nie do dzisiaj wstyd. Ale się nie poddawałem i podniosłem się z tego syfu. Nie zawiesiłem rękawic na sznurku, tylko podjąłem walkę. Przeprosiłem wszystkich, których musiałem przeprosić, a później zadośćuczyniłem jak tylko mogłem.

Trzeźwy ojciec to lepszy ojciec?

Oczywiście. Rozstanie z alkoholem wpływa pozytywnie na całe życie. W Sejmie też pracuje się lepiej. Wstałem dzisiaj rano i od razu byłem pełen zapału. Pamiętam dni na kacu, kiedy zamulony przemykałem tylko korytarzami przy Wiejskiej, czekając aż dojdę do siebie. W życiu rodzinnym jest dokładnie tak samo. Nie ma już ciężkich weekendów i mam dużo lepszy kontakt z dziećmi. Odzyskałem życie.


Reklama