Reklama

Trump inauguruje Radę Pokoju. "Przypomina anonimowe kółko brydżowe".

Reklama
TYLKO NA

W czwartek odbędzie się w Waszyngtonie pierwsze posiedzenie Rady Pokoju – nowej międzynarodowej inicjatywy powołanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Organ, oficjalnie zaprezentowany w styczniu 2026 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Joanna Pinkwart: "Rada przypomina anonimowe kółko brydżowe".

Signing the charter of Board of Peace in Davos
W Waszyngtonie zacznie się pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. (fot. Anadolu / Getty Images)
  • W spotkaniu uczestniczą przedstawiciele 32 państw (poza USA), w tym m.in. Indonezja, Turcja i Arabia Saudyjska; z UE obecne są jedynie Węgry i Bułgaria.
  • Krytycy wskazują, że projekt nie zastąpi Organizacja Narodów Zjednoczonych, a wysoki „bilet wstępu” (1 mld dol.) oraz dominacja państw autorytarnych podważają jego wiarygodność.

Reklama

Autorski pomysł prezydenta Stanów Zjednoczonych od samego początku wzbudza liczne kontrowersje. Zarówno ze względu na skład Rady, jak i jego cele.

Projekt początkowo miał koordynować odbudowę Strefy Gazy. Z czasem jego ambicje poszerzono. Według zaktualizowanych zapowiedzi ma stać się platformą rozwiązywania konfliktów zbrojnych na całym świecie.

W inauguracyjnej sesji w Waszyngtonie uczestniczą przedstawiciele 32 państw (nie licząc USA), z czego pięć delegacji ma status obserwatorów. Choć zaproszenia wysłano do blisko 60 krajów, pozytywnie odpowiedziało jedynie 27. Na Radę Pokoju wybiera się również przedstawiciel prezydenta Karola Nawrockiego, minister Marcin Przydacz.


Reklama

Wśród uczestników znalazły się m.in. Indonezja, Turcja, Białoruś, Arabia Saudyjska i Kazachstan. Amerykę Łacińską reprezentują trzy państwa, Afrykę dwa: Maroko i Egipt. Z Unii Europejskiej obecne są jedynie Węgry oraz Bułgaria.


Reklama

Pinkwart: zamiast Rady Pokoju kółko brydżowe

– Mam wrażenie, że Donald Trump przywiązuje coraz mniejszą wagę do Rady Pokoju – komentuje dla Zero.pl Joanna Pinkwart. I dodaje: – Świadczy o tym, choćby godzina rozpoczęcia spotkania, bladym świtem. W dodatku skład Rady nie jest powodem do specjalnej dumy. Spotkanie przypomina takie kółko brydżowe, gdzie gracze nie do końca znają się nawzajem. Nie sądzę, aby Trump potrafił wymienić nazwisko choćby przywódcy Burkina Faso – mówi dziennikarka.

Łącznie kraje zaangażowane w projekt reprezentują ok. 1,5 miliarda ludzi, czyli około 18 proc. światowej populacji. To wyraźnie mniej niż w przypadku takich formatów jak G20 czy BRICS.

Jednym z głównych zarzutów wobec „Rady Pokoju” jest struktura jej członkostwa. Spośród 28 państw tworzących organ aż 20 rządzonych jest przez systemy określane jako autorytarne. Połowę z nich eksperci klasyfikują jako tzw. zamknięte autokracje, gdzie swobody obywatelskie są ograniczone, a wybory, jeśli się odbywają, podlegają ścisłej kontroli władz centralnych.


Reklama

Czy „Rada Pokoju” zastąpi ONZ? Ekspertka sceptyczna wobec inicjatywy

– Rada Pokoju nie jest w stanie zastąpić ONZ-u – ocenia Joanna Pinkwart. Specjalistka stosunków międzynarodowych Kanału Zero podkreśla również, że ambicje Trumpa sukcesywnie się obniżają.


Reklama

Już teraz możemy mówić o ograniczonym sukcesie inicjatywy prezydenta Stanów Zjednoczonych – mówi Zero.pl Pinkwart.  

Dodatkowe kontrowersje budzi warunek finansowy przystąpienia do inicjatywy. „Bilet wstępu” ustalono na poziomie miliarda dolarów. Nie wiadomo, czy pierwsze spotkanie zachęci kolejne państwa do dołączenia do projektu.

Inauguracja „Rady Pokoju” spotkała się z chłodnym przyjęciem w Europie. Komisja Europejska odmówiła formalnego przystąpienia do nowej struktury. Jednocześnie decyzja o wysłaniu do Waszyngtonu obserwatorów, w tym komisarz Dubravki Suicy, wywołała sprzeciw części deputowanych Parlamentu Europejskiego.


Reklama

Politycy liberalnej frakcji w Parlamencie Europejskim ocenili, że obecność unijnych przedstawicieli to „zły sygnał”, który może legitymizować inicjatywę marginalizującą rolę ONZ w globalnym systemie bezpieczeństwa.

Przyszłość „Rady Pokoju” pozostaje niepewna. Projekt Donalda Trumpa już na starcie dzieli społeczność międzynarodową i rodzi pytania o jego rzeczywiste cele oraz wpływ na istniejące struktury globalnego zarządzania.


Reklama