W najnowszym odcinku programu "Nauka, to lubię" Tomasz Rożek zabiera widzów na Śląsk. Opowiada, jak przez lata zwodzono ludzi perspektywą pracy w kopalniach i hutach. W rzeczywistości całe osiedla mieszkalne tonęły wręcz w oparach ołowiu, cynku czy kadmu. Przedstawia również bohaterkę, która uratowała zdrowie tysięcy dzieci.

- W programie "Nauka, to lubię" Tomasz Rożek opowiada o masowych zatruciach ołowiem w latach siedemdziesiątych na Śląsku i serialu poświęconym tym wydarzeniom.
- Do ujawnienia epidemii ołowicy przyczyniła się lekarz pediatra z Katowic dr Jolanta Wadowska-Król. Ryzykując karierę, uratowała zdrowie i życie tysięcy dzieci.
- Według szacunków, nawet u 260 tys. polskich dzieci wciąż stwierdza się podwyższony poziom ołowiu. Rachunek za zaniedbania płacą kolejne pokolenia mieszkańców Śląska.
– Zobaczyłem serial "Ołowiane dzieci" na Netflixie i bardzo wam go polecam – mówi Tomasz Rożek w najnowszym odcinku programu "Nauka, to lubię" w Kanale Zero. – Serial pokazuje Śląsk, jaki jeszcze pamiętam. Z lasem kominów kopcących i trujących. Wtedy mówiło się, że tak trzeba, że taka jest cena industrializacji, nowoczesności – wspominał.
Rachunek, który płacą kolejne pokolenia
Dziś wiadomo, że przez lata ignorowano normy emisji szkodliwych metali, a ludzi okłamywano. Przekonywano ich, że huty i kopalnie dają pracę. W rzeczywistości całe osiedla mieszkalne tonęły wręcz w oparach ołowiu, cynku czy kadmu.
Jak tłumaczy Tomasz Rożek, rachunek płacą kolejne pokolenia. Szacuje się, że dzisiaj nawet 260 tys. polskich dzieci ma podwyższony poziom ołowiu we krwi. W ocenie Rożka historia ta przypomina o pytaniach, które powinniśmy sobie zadawać również dzisiaj: Jaka jest cena postępu? Co powinno być priorytetem – wynik czy człowiek?
– Dla władz PRL-u odpowiedź była jasna, ale dla pani dr Jolanty Wadowskiej-Król odpowiedzią zawsze był człowiek – mówi Tomasz Rożek.
Lekarka, która nie chciała milczeć
Doktor Wadowska-Król zmarła w 2023 r. Była lekarzem-pediatrą, która pracowała w Szopienicach, dzielnicy Katowic. Ujawniła zatrucia dzieci ołowiem na masową skalę. Źródłem była pobliska huta metali nieżelaznych. – Panią doktor poznałem i miałem okazję kilka razy z nią rozmawiać. Uważam, że była aniołem zesłanym na ziemię – wspomina Rożek.
Wadowska-Król uratowała od tragicznych konsekwencji zdrowotnych tysiące dzieci z kilku dzielnic Katowic. Setki dzieci prawdopodobnie zawdzięczają jej życie. Lekarka organizowała wyjazdy do sanatoriów dla poszkodowanych. Dzięki nagłośnieniu sprawy w połowie lat siedemdziesiątych rozpoczęła się rozbiórka zanieczyszczonych osiedli i wywózka skażonej ziemi.
Jak opowiada Tomasz Rożek, lekarka zauważyła niepokojące objawy u swoich małych pacjentów. Dzieci przychodziły do niej z bladymi twarzami, sinymi smugami na dziąsłach, chronicznym zmęczeniem i bólami brzucha.
– Ona pierwsza postawiła diagnozę, że to jest ołowica, przewlekłe zatrucie metalem ciężkim. Zamiast milczeć, tak jak nakazywał system PRL-u i wielu także jej szczerych znajomych, zorganizowała masowe badania przesiewowe – mówi Rożek.
Masowe zatrucia ołowiem
W latach 1974–1975 przebadano ok. 5 tys. dzieci z Szopienic, Burowca i Dąbrówki Małej – dzielnic Katowic. U 20 proc. z nich potwierdzono podwyższony poziom ołowiu we krwi – według ówczesnych norm. Według dzisiejszych norm problem dotyczyłby 80 proc. dzieci.
Doktor Wadowska-Król walczyła o organizację wyjazdów chorych dzieci do sanatoriów w Istebnej, w Rabce czy w Ciechocinku. – Ryzykowała karierę, nagłaśniając problemy w prasie, mimo nacisków władz, które nie chciały zahamować postępu socjalistycznego – mówi w „Nauce, to lubię” Tomasz Rożek.
– Dla mnie ten film jest nie tylko historią o dr Wadowskiej-Król. To ostrzeżenie, lekcja ekologii i ekonomii i pokazanie, gdzie na liście priorytetów powinien stać człowiek – puentuje Tomasz Rożek.