Reklama
Reklama
Reklama

Huawei szykuje smartfon z aparatem. Dosłownie smartfon z osobnym aparatem

huawei-mate-90-telekonwerter-1-gigapixel
Huawei Mate 90 Pro Max (fot. Huawei)

Producenci smartfonów od ponad dwóch lat mają nową zabawkę – telekonwertery. Czy to poprawiło jakość mobilnej fotografii? Ani trochę, bo trudno nazwać to postępem. Huawei chce pokazać, jak powinno to wyglądać. Wraz z modelem Mate 90 Pro Max chce przywrócić pomysł Sony z 2013 i wprowadzić na rynek coś, co konkurencja pokazywała tylko w formie urządzeń koncepcyjnych.

  • Huawei szykuje się do premiery smartfonów serii Mate 90 i zaprezentował pierwsze materiały promocyjne.
  • Największą uwagę przyciąga urządzenie, które wygląda jak telekonwertery konkurencji, ale pod względem technicznym to samodzielny aparat podłączany do smartfonu.
  • Takie urządzenia Sony zaprezentował w 2013 r., ale ówczesna technologia nie sprzyjała ich działaniu. Od tam tamtej pory podobne urządzenia były prezentowane tylko w formie koncepcyjnej. 

Co jest dziwnego w tym, że Huawei chce wprowadzić na rynek smartfon z aparatem? W końcu dzisiaj dosłownie każdy smartfon ma aparat. Tylko w tym przypadku nie mówimy o tym samym. Huawei nie chce wprowadzić smartfonu z wbudowanym aparatem, a dosłownie smartfon z aparatem. W formie dodatkowego urządzenia. 

Ruiying Z10 jest nazywany telekonwerterem. To błędne określenie

Huawei szykuje się do premiery smartfonów z serii Mate 90 i wszystko wskazuje na to, że planuje złapać swoją wieloletnią zasadę. Firma od lat rozdzielała dwie serie swoich flagowych smartfonów. Seria P, zamieniona po latach na Pura, to modele z dużym naciskiem położonym na aparaty. Mate to z kolei seria oferujące możliwie najlepsze podzespoły w eleganckiej obudowie. Tym razem to właśnie seria Mate stanie się tą lepszą pod względem fotografii.

Ruiying Z10 (fot. Inne)

Wszystko za sprawą urządzenia o nazwie Ruiying Z10, które w mediach błędnie jest określanego jako telekonwerter. Nie jest to dołączany obiektyw jak ten, który znamy ze smartfonów Oppo, vivo czy Xiaomi. To nie jest tylko przedłużenie teleobiektywu i dodanie większego zoomu.

Reklama
Reklama

Ruiying Z10 to w zasadzie aparat. Urządzenie z własną 1-calową matrycą i obiektywem o kosmicznych, jak na smartfonowe warunki, parametrach. Mówimy o zakresie ogniskowych 24-240 mm i zmiennej przysłonie w zakresie f/2.0-4.5. Urządzenie jest duże, trudno żeby było inaczej przy tych parametrach i w zasadzie jest to przeniesienie podzespołów, które są upychane kolanem wewnątrz obudowy, do osobnego akcesorium. 

Huawei przywraca pomysł Sony z 2013 r. Konkurencja miała to tylko w prototypach

Pomysł Huaweia nie jest nowy i takie urządzenie miał już Sony. Seria Cyber-shot QX składała się z dwóch aparatów zamkniętych w formie obiektywu z opcją podłączenia do smartfonu. Sony DSC-QSX10 miał słabsze parametry i matrycę w rozmiarze 1/2.3 cala oraz obiektyw 25-250 mm f/3.3-5.9. O wiele bardziej zaawansowany był DSC-QX100 z 1-calową matrycą i obiektywem 28-100 f/1.8-4.9. Na dobrą sprawę był to zminiaturyzowany aparat Sony RX100 II z opcją podpięcia do smartfonu. 

Sony DSC-QX100 (fot. Wikipedia)

Koncepcja Sony się nie udała, czego powodem była zbyt mało zaawansowana technologia. Łaczność bezprzewodowa ze smartfonem miała opóźnienia, a jakość przesyłanych w ten sposób zdjęć pozostawiała sporo do życzenia. 

Xiaomi Optical Modular System (fot. Xiaomi)

Wydawało się, że ten pomysł wróci i podczas targów Mobile World Congress w 2025 r. Xiaomi pokazał moduł optyczny podłączany do tyłu obudowy smartfonu za pomocą magnesu. Była tam duża, jak na smartfony, matryca w formacie micro 4/3 o rozdzielczości 100 Mpix i demonstracyjny obiektyw 35 mm f/1.4. 

realme Interchangeable Lens Concept (fot. realme)

Podczas targów swoje rozwiązanie pokazał też realme i był to smartfon z odsłoniętą matrycą i bagnetem do mocowania obiektywów Leica M. Było to bardzo demonstracyjne rozwiązanie, bo obiektywy nie obsługiwały nawet autofocusu, co jest jedną z cech mocowania Leica M. 

Reklama
Reklama

Premiera serii vivo X500. Mobilna fotografia bez rewolucji, za to z ewolucją

Huawei nie pokazuje więc nic nowego, ale odświeża koncepcję sprzed lat i można mieć wobec niej duże oczekiwania. Algorytmy przetwarzania obrazu firmy od dawna nie mają sobie równych i to nie będzie pierwszy raz, kiedy firma zepchnięta w 2020 r. na margines światowego rynku smartfonów, a nadal gigant w Chinach, pokaże konkurencji, gdzie jest jej miejsce. 

Można mieć spore wątpliwości, co do tego, czy będzie to rozwiązanie wygodne i popularne, ale na pewno będzie robiło wrażenie. Szczególnie dlatego, że na rynku smartfonów zdecydowanie brakuje fantazji. Premiera serii Huawei Mate 90 zaplanowana jest na 1 października. Wydarzenie odbędzie się w Chinach. 

Może zainteresuje Cię:

Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz
Reklama
Reklama