Liczba kroków, tętno, sen, poziom stresu, spalone kalorie. Inteligentne zegarki, opaski i pierścienie pozwalają dziś śledzić niemal każdy parametr codziennej aktywności. Dla jednych są motywacją do ruchu i lepszego stylu życia. Dla innych – pułapką, w której samopoczucie zaczyna zależeć od wskazań ekranu.

- Kroki, sen, tętno, stres i regeneracja – smartwatche zamieniają codzienną aktywność w niekończący się zestaw statystyk.
- Psycholog ostrzega przed pułapką liczb: dane mogą dawać poczucie kontroli, ale nie zastępują własnych odczuć ani diagnozy lekarskiej.
- Technologia idzie dalej: naukowcy pracują nad urządzeniami, które mogą analizować skład potu i monitorować kolejne parametry organizmu.
Zegarek przestał być zwykłym narzędziem pokazującym upływ czasu. Stał się trenerem, doradcą, kontrolerem, a czasem również surowym rachmistrzem własnego ciała.
Tak zwane wearables, czyli urządzenia elektroniczne noszone bezpośrednio na ciele, potrafią dziś mierzyć znacznie więcej niż liczbę wykonanych kroków. Monitorują tętno i częstotliwość oddechu, aktywność fizyczną, kalorie, sen, a nawet próbują oceniać poziom stresu czy stopień regeneracji organizmu.
Dla części użytkowników to przede wszystkim źródło motywacji.
Thomas, czterdziestolatek pracujący w jednej z paryskich instytucji publicznych, mówi dziennikowi Le Figaro, że zegarek pomógł mu utrzymać regularność treningów. Wyniki są natychmiast widoczne, a osiąganie kolejnych celów daje poczucie satysfakcji.
Podobnie było w przypadku Marion, mieszkanki regionu paryskiego i miłośniczki kolarstwa. Zegarek kupiła początkowo z myślą o przygotowaniach do jednego wyścigu. Szybko jednak zainteresowała ją ilość informacji, które urządzenie dostarczało podczas treningu.
– Jest prosta satysfakcja z tego, że przejechało się 110 kilometrów – przyznaje.
Dziś zegarek towarzyszy jej praktycznie cały czas. Kobieta wpisuje do niego nawet informacje dotyczące cyklu menstruacyjnego. Wszystkie dane dotyczące organizmu ma w jednym miejscu.
Tam, gdzie śpiewają cykady, a morze pamięta Odyseusza. Opowieść z Rodos
Od sportowców do czterdziestolatków
Rynek urządzeń monitorujących zdrowie i aktywność rozwija się od około dekady. Początkowo jego głównymi odbiorcami byli młodzi, aktywni sportowcy. Dziś grupa użytkowników jest znacznie szersza.
Antoine Joussain z francuskiej firmy Withings, specjalizującej się w technologiach monitorowania zdrowia, zauważa, że przeciętny użytkownik takich urządzeń ma obecnie około 40 lat.
Pandemia dodatkowo wzmocniła zainteresowanie własnym zdrowiem. Ludzie zaczęli dokładniej obserwować aktywność fizyczną, sen czy masę ciała. Smartwatch stał się jednym z najprostszych sposobów, by zamienić te obserwacje w konkretne liczby.
Skala rynku jest trudna do dokładnego oszacowania. Według firmy analitycznej IDC w 2026 r. na świecie ma zostać sprzedanych około 159,7 mln inteligentnych zegarków. Jednocześnie segment prostszych opasek monitorujących aktywność ma się kurczyć, między innymi dlatego, że podstawowe funkcje przejęły tańsze zegarki średniej klasy.
Włoskie wakacje. Jak Giertych prowadził kampanię wyborczą
„Zegarek jest jak druga skóra”
Problem zaczyna się wtedy, gdy pomiar przestaje być narzędziem, a staje się celem samym w sobie.
William przyznaje, że zmienił swoje zachowania, by poprawiać wyniki. Przed wyjazdem na rower rezygnuje na przykład z alkoholu poprzedniego dnia. Wie, że wpłynie on na jego regenerację, sen i późniejsze statystyki.
Ashley, 26-letnia Kanadyjka, mówi o swoim zegarku niemal jak o człowieku. To dla niej „świetny trener”. Urządzenie podpowiada, kiedy odpocząć i kiedy organizm jest już gotowy do kolejnego treningu.
– Nie mogłabym już bez niego żyć. To moja druga skóra – mówi kobieta, pokazując ślad opalenizny pozostawiony przez pasek.
Granica między motywacją a obsesją okazuje się więc wyjątkowo cienka.
Czy można uwierzyć zegarkowi?
Psycholog kliniczny Olivier Duris zwraca uwagę, że popularność takich urządzeń może zmieniać sposób, w jaki człowiek postrzega własne ciało.
Wcześniej wiele jego sygnałów odbieraliśmy przede wszystkim poprzez własne odczucia: zmęczenie, senność, ból, energię czy dobre samopoczucie. Teraz coraz częściej próbujemy przełożyć je na cyfry.
To może dawać poczucie kontroli, ale, zdaniem psychologa, jest ono częściowo złudne. Sam fakt, że znamy swoje tętno, nie oznacza przecież, że rozumiemy funkcjonowanie własnego organizmu.
Problemem jest także interpretacja danych. Użytkownik może zobaczyć na ekranie informację o gorszej regeneracji albo krótszym śnie i potraktować ją jak diagnozę, choć urządzenie nie jest narzędziem medycznym. Dotyczy to szczególnie monitorowania snu.
Smartwatche coraz lepiej rozpoznają trendy dotyczące snu, ale ich możliwości nadal są ograniczone. Najdokładniejszym standardem oceny snu pozostaje polisomnografia, czyli badanie wykorzystujące m.in. elektroencefalografię do rejestrowania aktywności mózgu.
Metaanaliza opublikowana w 2025 roku w Journal of Clinical Sleep Medicine, obejmująca 24 badania i 798 uczestników, wykazała, że urządzenia ubieralne przeciętnie zaniżały całkowity czas snu o około 17 minut.
Nie oznacza to, że są bezużyteczne. Mogą być pomocne w obserwowaniu długoterminowych tendencji. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojedynczy wynik użytkownik traktuje jak medyczną prawdę.
Następny krok? Analiza potu
Technologia nie zamierza jednak zwalniać. Naukowcy z University of California San Diego pracują nad inteligentnym pierścieniem, który za pomocą analizy potu może mierzyć kilka chemicznych biomarkerów organizmu. Wśród nich znajdują się m.in. glukoza, witamina C i alkohol.
Potencjalne zastosowanie jest ogromne. Dla osób z cukrzycą tego rodzaju technologia mogłaby w przyszłości oznaczać możliwość bieżącego monitorowania poziomu glukozy bez konieczności korzystania z bardziej inwazyjnych metod. Ciało staje się więc coraz bardziej czytelne dla urządzeń.
Im więcej danych otrzymujemy, tym łatwiej wpaść w pułapkę ciągłego sprawdzania. Czy sen był wystarczająco dobry? Czy tętno spoczynkowe spadło? Czy wykonaliśmy odpowiednią liczbę kroków? Czy organizm wystarczająco się zregenerował?
Do tego dochodzi kwestia prywatności. Urządzenie noszone przez całą dobę gromadzi ogromną ilość informacji o swoim użytkowniku. Dane dotyczące aktywności, snu, rytmu serca czy innych parametrów fizjologicznych trafiają do aplikacji i, w zależności od modelu oraz zasad jej działania, mogą być przetwarzane przez producenta.
Technologia, która miała pomóc lepiej poznać własne ciało, stawia więc przed nami paradoks. Z jednej strony daje coraz większą wiedzę. Z drugiej może sprawić, że człowiek zaczyna ufać bardziej ekranowi niż własnym odczuciom.