Czego to nie było w tej sprawie? Afera w Szpitalu Południowym uderza idealnie, w sam środek stereotypów, które przykleiły się na przestrzeni lat do Platformy Obywatelskiej (obecnie Koalicji Obywatelskiej). Partia elit, oderwana od życia i problemów przeciętnego Kowalskiego. Takich, którzy mogą więcej, bo na to zasługują. Czy to prawda? Nie, stereotypy mają to do tego, że nie odpowiadają w 100 proc. prawdzie.
Zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN stereotyp to „funkcjonujący w świadomości społecznej uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości”. I taki właśnie uproszczony i zabarwiony wartościująco obraz rzeczywistości namalował dla przeciwników KO doktor Dawid Kacprzyk.
Moment jeden z najgorszych
Do tego to wszystko w momencie zapaści w ochronie zdrowia, gdzie na łamach portalu Zero.pl opisywaliśmy straszne przypadki i jak jest źle. Od opóźnione karetki (w żadnym województwie nie przyjeżdżają zgodnie z normami) po historie, które opóźnione leczenie, czy diagnoza kosztowały życie lub zdrowie. Ale tutaj będzie lepiej, jak po prostu odeślę do tekstów z naszego bloczka:
- Wystarczyło USG, ale był weekend. 15-latka zwijała się z bólu, kazano czekać
- Lista hańby publicznego systemu ochrony zdrowia. 10 krytycznych obszarów
- To miał być rutynowy zabieg. Osiem godzin, które zabiły 20-letnią Julię
- Zawisza: Gdybym badała się według wytycznych rządzących, najpewniej bym już nie żyła
- Przegrany wyścig o życie. Karetki w Polsce nie dojeżdżają na czas
Klasyczny repertuar
Wracając do jednego konkretnego szpitala. W aferze, którą opisał w poprzednim tygodniu Patryk Słowik, a wisienkę na torcie tego zepsucia położył w piątek wspólnie z Jakubem Styczyńskim, widać bardzo jedną rzecz.
KO, Warszawa, i sam Rafał Trzaskowski nie potrafią zarządzać kryzysami wizerunkowymi.
Najpierw idą na przeczekanie, jak w przypadku posła Lenza (również tutaj nadużycie pozycji, aby chorego członka rodziny szybciej przyjęto w szpitalu).
Następnie w repertuarze jest klasyczne przerzucanie winy na opozycję. Wszak za PiS-u była ta patologia! To jest ich wina, bo zrobili podatny grunt na tego typu działania!). A jak te dwa elementy nie zadziałają, o dziwo!, to można powiedzieć, że przecież „ja nic nie wiedział, nie miałem pojęcia, od razu zareagowaliśmy”. I to ostatnie miałoby nawet szasnę, gdyby nie to, że wiedzieli i mogli zareagować wcześniej.
A jakby tego było mało, to jeszcze postanowił włączyć się europoseł, były minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz, który postanowił zaatakować sygnalistę. Tak, takie coś na pewno będzie zachęcało wszystkich do zgłaszania nieprawidłowości.
Już lepiej, aby zamiast swojej księgi kryzysowej przeczytali poradnik bezpieczeństwa.
I teraz, na sam deser, Warszawski Szpital Południowy zwrócił Dawidowi Kacprzykowi pół mln zł, które ten po skorygowaniu kilkudziesięciu faktur przelał na konto placówki już po wybuchu afery. Powód? Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba poinformował, że przelane przez lekarza pieniądze zostały zwrócone „z uwagi na fakt, że nie można było prawidłowo dokonać zaliczenia tych środków na rachunku szpitala”.
Tak, może i pobrał nielegalnie wynagrodzenie za dyżury, których nie pełnił, ale za to nie może zwrócić pieniędzy, bo szpital nie wie, jak je zaksięgować. Takie coś wymyśliłby chyba tylko Monty Python.
Jedyną szansą dla lekarza-wciąż milionera jest szybkie przekazanie pieniędzy do depozytu sądowego. Aż dziw, że chwilę po konferencji prasowej prokuratura Skiby jeszcze nie ogłosił, że tak uczynił.
Ale cóż, może serwisowanie Porsche Panamery, jak na skromnego lekarza z misją przystało, może być dość kosztowne.
Na koniec może chociaż na chwilę na poważnie. Takie sytuacje, jak ta, podkopują totalnie autorytet państwa, samorządów i instytucji. A najgorsze, że ta historia jeszcze się rozkręca…

