Litr paliwa za 10 dol., dorożki konne na ulicach, ogólnokrajowe blackouty i pustki w rządowych sklepach – tak wygląda zmagająca się z amerykańskimi sankcjami Kuba. O życiu w kraju, gdzie za średnią pensję w sektorze państwowym można kupić zaledwie trzy butelki oleju, opowiada w rozmowie z Zero.pl pani Karina, Polka, przewodniczka mieszkająca w Hawanie.

- O codziennym życiu w Hawanie portal Zero.pl rozmawia z panią Kariną, przewodniczką po wyspie, która mieszka w stolicy kraju.
- Kuba zmaga się z drastycznymi brakami paliwa, którego cena na czarnym rynku sięga 10 dol. za litr.
- Średnia pensja w sektorze państwowym wynosi około 5 tys. peso. Taka kwota wystarcza na zakup zaledwie trzech butelek oleju.
Od kilku miesięcy Kuba zmaga się ze skutkami amerykańskich sankcji na dostawy ropy naftowej. W styczniu prezydent Donald Trump zagroził nałożeniem ceł na każdy kraj, który będzie wysyłał surowiec na wyspę. Wspomniał też o „przejęciu” wyspy, która rządzona jest przez komunistyczny reżim. Stwierdził, że po przejęciu kontroli nad Wenezuelą przez USA „Kuba będzie następna”.
„Kuba jest następna”. Słowa Donalda Trumpa wywołały kolejną eskalację
Kryzys na Kubie wywołany drastycznymi brakami w dostawach paliwa stale się pogarsza. Mieszkańcy zmagają się z ciągłymi niedoborami energii, zapaścią gospodarczą, a nawet ogólnokrajowymi blackoutami.
„Braki w dostawach prądu nie są na Kubie nowością”
O tym, jak dziś mieszka się na Kubie, portalowi Zero.pl udało się porozmawiać z panią Kariną, Polką mieszkającą w Hawanie, przewodniczką po wyspie.
– Znam Kubę od 2018 r. i to był czas, który można określić jako dobry. Nastąpiło wówczas rozluźnienie rynkowe, rozwój prywatnej przedsiębiorczości oraz wyraźna poprawa stosunków z USA. Turystyka kwitła – przypomina pani Karina.
Przewodniczka zastrzega jednak, że „wszystko zmieniła pandemia COVID-19. Po tym czasie kraj pogrążył się w kryzysie, z którego nie podniósł się do dziś”.
Zaostrzenie amerykańskiej blokady wyspy tylko te problemy nasiliło.
– Braki w dostawach prądu nie są na Kubie nowością, jednak ich skala uległa drastycznej zmianie. Dawniej rząd starał się chronić stolicę przed wyłączeniami, podczas gdy prowincja od lat uczyła się żyć w takich warunkach. Obecnie blackouty dotykają również Hawanę, choć ich uciążliwość zależy od dzielnicy. Przykładowo, w Centro Habana, gdzie mieszkam, sytuacja bywa stabilniejsza niż w innych częściach miasta – opowiada pani Karina.
Polka dodaje, że mieszkańcy i przedsiębiorcy musieli się do takich warunków zaadaptować już wcześniej.
– Prywatne firmy, restauracje czy sklepy z żywnością inwestują w alternatywne źródła energii: panele solarne i generatory prądu. Bez własnego zasilania prowadzenie biznesu, zwłaszcza handlu mrożonkami, jest dziś niemożliwe. Brak prądu to nie tylko brak światła – to także brak wody, ponieważ pompy w wielu budynkach są elektryczne. W mniejszych miejscowościach woda dowożona jest cysternami, a ludzie pobierają ją do wiader – opowiada.
Dorożki na ulicach i trzy butelki oleju
Przewodniczka mówi także o wysokich kosztach paliwa.
– Ceny na czarnym rynku sięgają astronomicznych kwot, nawet 10 dolarów za litr, co przełożyło się na gigantyczny wzrost kosztów przemieszczania się. W miastach ratunkiem stały się pojazdy elektryczne, głównie produkcji chińskiej, oraz motorowery sprowadzane z zagranicy. Na wsiach i w kurortach, takich jak Varadero, powszechnym widokiem stały się dorożki konne – zauważa przewodniczka.

Pusta stacja benzynowa w Hawanie (fot. Ernesto Mastrascusa / PAP/EPA)
Wzrost cen paliwa przełożył się także na ogromne podwyżki cen produktów podstawowych.
– Co ciekawe, mimo kryzysu, zaopatrzenie w prywatnych sklepach jest obecnie lepsze niż kiedykolwiek wcześniej. Kiedyś musiałam latać na zakupy do Meksyku, by zdobyć podstawowe produkty; dziś są one dostępne na miejscu, ale ich cena jest dla przeciętnego Kubańczyka zaporowa – podkreśla.
– Średnia pensja w sektorze państwowym to około 5 tys. peso, co wystarcza zaledwie na trzy butelki oleju. Tworzy to ogromne rozwarstwienie. Osoby posiadające wsparcie rodziny z zagranicy lub prowadzące własne biznesy żyją na dobrym poziomie. Reszta społeczeństwa musi „kombinować” – stać w wielogodzinnych kolejkach po produkty dotowane przez państwo, np. ryż, fasolę czy kurczaka, gdy tylko pojawią się w korzystnej cenie – opowiada Polka.
„Ogromne kontrasty” i „niezwykła solidarność”
Pani Karina podkreśla też, że „Kuba jest dziś krajem ogromnych kontrastów”. – Teoria o komunistycznym wyrównywaniu poziomów życia całkowicie upadła w praktyce. Każda historia jest inna: inaczej żyje rolnik, inaczej przedsiębiorca w Hawanie, a jeszcze inaczej osoba z dostępem do dewiz. Choć ogólny kryzys jest niezaprzeczalny, każdy radzi sobie w nim na swój własny sposób – podsumowuje.
Przewodniczka opowiada także o „niezwykłej solidarności” wśród Kubańczyków, która pozwala im radzić sobie z kryzysem.
– System „kombinowania” opiera się na wzajemnej pomocy sąsiedzkiej – dzieleniu się posiłkiem, ryżem czy jajkiem. To życie we wspólnocie pozwala im funkcjonować w rzeczywistości, w której państwo zawiodło – ocenia.

Dorożka na ulicach Hawany (fot. ERNESTO MASTRASCUSA / PAP/EPA)
Czy w kraju odnotowano protesty? – Choć o nich słyszę, np. o „waleniu w garnki”, osobiście nie byłam świadkiem takich incydentów w mojej okolicy. Ludzie są zbyt zajęci codzienną walką o przetrwanie i zdobywaniem żywności, by wychodzić na ulice – odpowiada pani Karina.
Zamęt na rynkach. Ultimatum Trumpa wobec Iranu wpływa na ceny ropy naftowej
Bezpieczeństwo i turyści
A co z turystami? Przewodniczka przyznaje, że w ostatnim czasie ich liczba drastycznie spadła, choć „z takiej czysto organizacyjnej perspektywy – mimo trwającego kryzysu – obsługa ruchu turystycznego na wyspie nie uległa zmianie”.
– Gości z Europy jest znacznie mniej, co wynika z oficjalnych ostrzeżeń wydawanych przez poszczególne państwa. Polski MSZ utrzymał najwyższy poziom ostrzeżenia przed podróżami – przypomina.
Co z bezpieczeństwem turystów? – Sytuacja uległa pogorszeniu. Kryzys spowodował, że część osób musi uciekać się do kradzieży. Nie jest to poziom zagrożenia znany z Haiti czy nawet niektórych metropolii europejskich, ale dawne poczucie całkowitego bezpieczeństwa zniknęło. Jako kobieta unikam już samotnych spacerów po zmroku, co wcześniej w ogóle nie było problemem – przyznaje pani Karina.
