Reklama
Reklama
Świat

Strzały zewsząd. Masowe strzelaniny i wojna przekazów

Był taki zeszyt z serii „Tytus, Romek i A’tomek”, gdzie Tytus został kowbojem, a komiks otwiera się sceną, w której chłopaki (i szympans) idą na western pod tytułem: „Strzały znikąd”. I w zasadzie patrząc na to, co się teraz dzieje na świecie, należałoby ten tytuł zastąpić i wrzucić jako „Strzały zewsząd”.

Maciej Dąbrowski
Felieton autorstwa: Maciej Dąbrowski
18 marca
22 minuty
(fot. Stach Antkowiak / East News / Reporter)

Reklama

Zapewne słyszeliście o ostatniej strzelaninie, do której doszło kilka tygodni temu w Stanach Zjednoczonych. Mogliście też oczywiście o tym nie słyszeć, bo tyle tego się dzieje, że ten news mógł Wam umknąć. Albo po prostu nie jesteście ze Stanów, więc omija Was ta bańka informacyjna. Możecie też być ze Stanów i nie słyszeć o tym, bo tam news o strzelaninie jest równoznaczny z prognozą pogody. Na pewno, jednak jeżeli już słyszeliście, to widzieliście ten przekaz z prawej strony mediów, jak i ten z lewej. One oczywiście będą się różnić – tak jak zawsze różnią się te przekazy.


Reklama

To było Pawtucket w stanie Rhode Island, czyli miejscowość znana mocno z serialu „Family Guy”. Zapewne możemy się spodziewać jakiegoś dowcipu w tym serialu naginającego granicę może nie w najbliższym czasie, ale niedługo na pewno. Tym bardziej że – oczywiście – jest tu element twistu, bo osoba, która strzelała, była transseksualna. A konkretnie – kiedyś mężczyzna, który służył wcześniej w Marine Corps, a od jakiegoś czasu kobieta po tranzycji – Roberta Drogano.

Nie będę się tu bawił w zaimki, bo to po prostu chory poj… niezależnie od płci, z jaką się urodził, czy z jaką się utożsamiał. Ten człowiek na przestrzeni lat miał szóstkę dzieci z trzema różnymi kobietami i jedno z tych dzieci tego dnia grało w Pawtucket w hokeja. Na jego mecz udała się Roberta wraz ze swoją byłą już żoną. W trakcie meczu, co widać na nagraniach ludzi – nagle dochodzi do strzałów. Ostatecznie zostaje zabita Rhonda – była żona Roberty, syn Roberty, ranni są rodzice Rhondy i ich przyjaciel, a sam sprawca, znaczy sprawczyni, odbiera sobie życie.

No i cyk! Mamy nagłówek, mamy clickbait, mamy temat – bo tę zbrodnię odje… osoba z community LGBT, czyli teoria się sprawdza – to oni stoją za większością przestępstw w Stanach.


Reklama

– Ale…


Reklama

– Ale zamknij mordę, nie psuj naszego przekazu!

Widzicie, to właśnie jest tak, kiedy się robi cherry picking, czyli wybiera jakiś przykład, który potem podpinacie pod tezę i legitymizujecie ją właśnie tym przykładem. Bo to jest oczywiste, że można rzucić, iż każdy uzależniony od metamfetaminy, jak Hitler, będzie dokonywał ludobójstwa na skalę światową.

Pawtucket – idealny przykład cherry pickingu

Skoro już przy tym temacie jesteśmy – zabójczyni/zabójca – ech, chciałbym powiedzieć, że w tym akurat temacie płeć nie ma znaczenia, ale jednak trochę ma, bo patrząc na statystyki: na 158 masowych strzelanin w Stanach pomiędzy 1982 a 2025 r. – 152 popełnili mężczyźni, dwie kobieta i mężczyzna, a cztery same kobiety. Do statystyk jeszcze przejdziemy za chwilę, mam jednak inną, dosyć interesującą informację związaną z osobą, która dokonała zbrodni w Pawtucket.


Reklama

Otóż ten były Marine, a obecnie (znaczy, w sumie już nie) Roberta Drogano, to osoba z ciekawymi poglądami – wielbiąca na Twitterze Hitlera, rzucająca co chwilę nazistowskimi komentarzami w social mediach i mająca tatuaż z czaszką i znakiem SS, czyli nawiązaniem do formacji Schutzstaffel.


Reklama

Czy w takim razie wszyscy naziści są źli? Tak. Kropka.

Bo to nie była ironia, to nie były heheszki, jak to teraz dzieciaki mają w zwyczaju. To nie było po prostu memowanie z tego tematu. Dla niewtajemniczonych – teraz to dosyć popularne. Tak jak kiedyś szkalowanie papieża, tak teraz mamy jakieś spore nasilenie memów, które oczywiście w ironiczny sposób, trochę na zasadzie niegdysiejszego portalu „Sieg Heil Szatan” (założonego ćwierć wieku temu przez wrocławskich studentów politologii) wrzucają treści z Hitlerem w zasadzie po to, żeby wywołać szok, żeby sprowadzić to do granic absurdu i w zawoalowany sposób obśmiać. Ale my nie o tym, nie o dzieciakach, które w ten sposób starają się być edgy, tylko o realnym problemie zabijania ludzi.


Reklama

Widzicie – to oczywiście urosło do rangi sprawy politycznej. No bo do tej pory raczej się słyszało, że jeżeli dochodzi do zamachów terrorystycznych z użyciem bomb czy samolotów, to zwykle są to przedstawiciele tak zwanej religii pokoju, czyli islamu. Kiedy jednak chodzi o masowe strzelaniny – często wskazuje się na białych mężczyzn z wyznaniem katolickim lub po prostu chrześcijańskim, którzy są zwykle przeciwko imigrantom i lewicy.


Reklama

Twórca „Pulp Fiction” , „Django” i „Pewnego razu... w Hollywood” zadebiutuje w teatrze

Tak jak było w Christchurch w Nowej Zelandii, jak zrobił Breivik na wyspie Utoya, albo Stephen Paddock w Las Vegas, wystrzeliwując w tłum z okna hotelu ponad 1000 kul. Tego ostatniego motywy nie były znane do końca, raczej były to konotacje związane z hazardem, bo w jego przypadku nie był to seans nienawiści w stosunku do ludzi, którzy są na festiwalu country. Dla tych ludzi to niestety tylko smutna kwestia złej czasoprzestrzeni. Masakry w gejowskim klubie w Orlando tu nie wliczam, bo typ, który zabił 49 osób, miał powiązania z ISIS. Więc teraz nagle osoba ze środowiska LGBT, w dodatku sympatyzująca z nazizmem, strzela w miejscu publicznym? O ch… chodzi? Przecież to samo sobie zaprzecza i jest dla zwykłego zjadacza chleba wręcz absurdalne.

Masowe strzelaniny nie mają jednej twarzy 

Widzicie – każda strzelanina, każda zbrodnia na wielu ludziach ma zwykle inny motyw i pewnie – niektóre mogą mieć polityczne, religijne, rasowe, ksenofobiczne czy homofobiczne podwaliny, ale to nie jest jedna stała. Nigdy nie chodzi o to samo. Zbrodnia, której dokonano w Pawtucket, to zdecydowanie jakaś chora sprawa prywatna, a nie zamach zorganizowany przez środowiska LGBT na fundamenty rodzin heteronormatywnych.


Reklama

I ja rozumiem też to myślenie i próbę wykorzystywania okazji przez tę stronę przeciwną, ze względu chociażby na to, że dosłownie tydzień czy dwa tygodnie wcześniej w Kanadzie, w Tumbler Ridge, doszło do strzelaniny w szko­le, gdzie dziewięć osób zginęło, a dwadzieścia siedem zostało rannych, i okazało się, że sprawcą jest transosoba. Dla niektórych w dodatku tak zwany „mangozje…”, „furras”, osoba siedząca mocno w świecie anime. Osoba, bo to jednak kobieta po tranzycji, która urodziła się jako biologiczny mężczyzna.


Reklama

Od razu przepraszam wszystkie osoby ze środowisk, bo ja się nie znam na dokładnym i poprawnym nazywaniu pewnych rzeczy, więc pewnie coś tu popierd… Niemniej to nie kwestia mojej ignorancji, tylko po prostu niewiedzy – ale to nie jest clue tego problemu. Chodzi właśnie o to, że przez te ostatnie dwa wydarzenia środowiska LGBT dostały backlashem, strzałem w pysk, bo to była woda na młyn wszystkich, którzy chcieli coś udowodnić.

Z tego typu rzeczy zawsze się będzie robiła sprawa polityczna w zależności od tego, która strona się tym zajmie, i właśnie o tym chciałem dzisiaj pogadać z Wami. To znaczy, ja będę gadał, a Wy poczytacie.

Nie każde tak zwane „mass shooting” jest sobie równe. Czasami to trzy zabite osoby i trzy ranne, a czasem jest to siedemdziesiąt osiem ofiar jednego szaleńca czy osiemset sześćdziesiąt siedem rannych przez drugiego. To też zawsze inny case, inny przypadek, inna podstawa i motywacja. Czasem to prywata, czasem religia, czasem brak akceptacji konkretnej mniejszości, czasem frustracja i wkur…, czasem po prostu nuda, wewnętrzny nihilizm i ciekawość – tak jak to było w przypadku dwóch młodych zabójców z Columbine.


Reklama

Przyzwyczailiśmy się, że kiedy dochodzi do masowej strzelaniny, a już w ogóle w szkole (pomijam Biesłan, bo to był po prostu akt terroryzmu między państwem a państwem, tak samo jak atak na World Trade Center… no, chyba że przyjmiemy obie te rzeczy za inside job, hmmm?) to zwykle mamy przed oczami typowy amerykański high school i po prostu Stany Zjednoczone.


Reklama

Właśnie takie obrazki, jak te z Columbine czy później z filmu Gusa Van Santa dotyczącego tej masakry – „Słoń” – nas do tego przekonały. Zresztą czy niesłusznie? Jeżeli popatrzymy sobie na statystyki ostatnich 50 lat – te z największą liczbą ofiar – to Stany są wymienione trzy razy, Kenia – dwa, Egipt – dwa, a tak mamy Francję, Norwegię, Południową Koreę, Tajlandię, Tunezję czy Rosję.

Czy to znaczy, że jednak Stany wbrew temu, co sobie wyobrażamy, nie przodują w tym rankingu? A gdzie tam! Po prostu w Stanach te strzelaniny występują dużo częściej, ale zabierają mniej ofiar, więc my nawet o tym nie słyszymy. Dla nich to chleb powszedni. Pan Bóg co kule nosi, to tam nosi prawie codziennie. Lista strzelanin w Stanach jest gigantyczna i gdybyśmy mieli tylko na tym się skupiać, to w zasadzie codziennie mielibyśmy nowy temat pod newsa.

Escobar, El Chapo i inni. Dlaczego sztuka romantyzuje narkobiznes?


Reklama

Oczywiście to mogą być gangsterskie porachunki, to mogą być czarne dzielnice, latynoskie niesnaski czy napady. To nie muszą być te rozumiane przez nas jako tradycyjne strzelaniny w szkołach, bo do tego przywykliśmy, słysząc o tym temacie wprost ze Stanów.


Reklama

Ten archetyp tej szkoły nam się mocno wdarł do tego stopnia, że nawet memy powstają, które niby nie są zgodne z prawdą, a jednak jakoś z nią rezonują, jak chociażby ten: W jaki sposób najłatwiej wnieść nóż do szkoły w Stanach? Schować go w magazynku swojego AR-15.

 

Mówiłem o tym wielokrotnie, ale warto zawsze zaznaczyć – co nam masakra sprzed ponad ćwierć wieku pokazała? Wiecie – dla mojego pokolenia to były mocne obrazki. Mamy 1999 r. – jesteśmy w liceum i widzimy, co się odpier… na amerykańskiej ziemi. Dookoła mamy tę naszą polską rzeczywistość, ale jesteśmy karmieni fast foodem ze Stanów i oprócz tego, że dosłownym – także informacyjnym.


Reklama


Reklama

Zarówno mainstreamowo-newsowym, jak i popkulturowym. Dociera do nas inna muzyka, inne treści, bunt, South Park, Family Guy, wyśmiewanie tej kultury, która dla nas jest jednak jakimś jeban… Świętym Graalem uformowanym zapewne przez niedawne przemiany ustrojowe, a w przypadku Stanów – wszystko to, co dla nas jest fontanną – jest dla nich wylewającym się szambem przemocy.

Chwilę później dostajemy film Michaela Moore’a „Bowling for Columbine”, który pochyla się nad tą tragedią, ale nie na zasadzie opisania jej – co raczej refleksji, dlaczego do niej doszło. Okazuje się, że Stany są tym krajem, gdzie broń możesz kupić na dowód starego z dowozem do domu i nikt nic nie sprawdza, bo przecież króluje tam druga poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. No i właśnie – przyjrzyjmy się jej i temu, co ona mówi:

A well regulated militia, being necessary to the security of a free State, the right of the people to keep and bear Arms, shall not be infringed.


Reklama

Tłumacząc: Dobrze zorganizowana milicja, niezbędna dla bezpieczeństwa wolnego państwa, prawo ludzi do posiadania i noszenia broni nie ulegną naruszeniu.


Reklama

Oczywiście można to też interpretować tak, że to ta zorganizowana milicja ma mieć tę broń, nie cywile. Tylko patrząc z drugiej strony – kto był milicją w tamtych czasach? Poprawka weszła w życie w 1791 r. Konstytucja – dwa lata wcześniej, chociaż wydana została w 1787 r. No i nie zapominajmy o historii Stanów – historii przemocy, zawłaszczeń, uzurpacji, wojny o… no właśnie – swoje?

Od 1765 do 1776 r. kolonie walczyły o zjednoczenie i im się udało, chociaż de facto cała amerykańska rewolucja zakończyła się dopiero w 1783 r. Kto brał w niej udział? Obywatele Stanów, grupy cywilne, które tworzyły właśnie milicję. Tworzyły obywatelski trzon obronny tej upragnionej niepodległości i były przeszkolone do tego, żeby w ciągu dosłownie kilku minut, kiedy zajdzie potrzeba, być gotowymi do walki. Stąd też ich nazwa – Minutemen.

To ci sami, których wzywał, jadąc na koniu nocą Paul Revere, że „Idą Brytyjczycy!”. Znacie to – wszyscy graliśmy w Assassin’s Creed III. Oczywiście to nie jest tak, że tych Minutemen wymyśliła sobie rewolucja, bo już w zasadzie od jakichś 100 lat koloniści radzili sobie w ten sposób.


Reklama

Najwyraźniej jednak wielcy Ojcowie Założyciele przeoczyli jeden aspekt i nie zauważyli, jak bardzo lokalne milicje i obywatele ratowali im dupę przez te wszystkie lata, i że dzięki nim ta cała rewolucja i powstanie Stanów Zjednoczonych się udało. Kiedy więc zabrakło zapisu o tym, że każdy obywatel ma mieć w domu broń, chociażby na wypadek tego, że należy walczyć o wolność Stanów z najeźdźcą, to się ludzie wkur…, a tamci musieli dopisać poprawkę.


Reklama

To w zasadzie podobny schemat jak w Szwajcarii, gdzie ludność ma broń, a każde miasteczko, każdy kanton musi zapewnić możliwość trenowania strzelania, bo taka była pozacesarska, pozakrólewska idea założenia samego państwa.

Ta historia Stanów – tak zwanych 1.0 – świetnie jest opisana przez Johnny’ego Harrisa, więc serdecznie polecam odcinek w tym temacie na jego kanale.

Amerykanie bardzo często zasłaniają się tą drugą poprawką, tak jak i całą konstytucją, wychodząc z założenia, że dokument ustanowiony prawie 250 lat temu działa tak samo w 2026 r. No nie działa. Żaden nie działa.


Reklama

Z innych pism – taka, chociażby Biblia i to, co sobą reprezentuje – uwierzcie, że nie jest oryginalnie taka, jaka była na samym początku. To są setki, a nawet tysiące lat zmian, translacji, transkrypcji, lokalizacji, interpretacji. Zmieniało się podejście Kościoła. Cyk! Nagle coś wypada z Testamentu i staje się apokryfem, a co innego wchodzi na to miejsce, ale mówi się, że tak było od zawsze. A nowe pokolenia już tego nie będą pamiętać.


Reklama

Więc mówienie o tej drugiej poprawce w Stanach jako o czymś niezachwianym, świętym i ostatecznym moim zdaniem jest bzdurą. Ale nie jestem konstytucjonalistą jak Szymon Hołownia, więc nie będę płakał nad kartkami, chyba że to „Chłopcy z Placu Broni” albo „Oskar i pani Róża”.

Polska specyfika – „wioska Asteriksa” i nasze statystyki

Wróćmy jednak do tych strzelanin. Oczywiście, jak już wspominałem – Stany to nie jest jedyne miejsce, gdzie do nich dochodzi. Mamy też Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, Kenię, Egipt. Mamy też spokojną, kiedyś dla nas absolutnie cywilizowaną Norwegię, gdzie masakry na młodzieży dokonuje jeden człowiek i to w tak podstępny i perfidny sposób, że człowiekowi słowa wracają do płuc z bezsilności. Człowiek mający plan, niemający skruchy ani skrupułów i który w tej chwili tylko narzeka, że musi grać w starą wersję FIFY w więzieniu.

Mamy też teoretycznie spokojną Kanadę. Generalnie tego typu rzeczy dzieją się na całym świecie. Całym? Otóż nie! Jest jedna wioska, która odpiera ataki Rzymian! Ta wioska to Polska… A tak serio – mieliśmy strzelaninę w szkole. W 1925 roku. W Wilnie.


Reklama

Oczywiście były jakieś porachunki gangsterskie w Klifie w Warszawie, była strzelanina w zakładzie karnym, ale w zasadzie tu u nas się nie strzela. Co nie oznacza, że u nas nie ma zbrodni. Owszem, mamy takie poje… akcje jak ta z zabójstwem 16-letniej Mai w Mławie czy mordercę z Uniwersytetu Warszawskiego. Ale strzelanin – na szczęście – jak na lekarstwo.


Reklama

„Tatami”, "To był zwykły przypadek", "Nasienie świętej figi" - najlepsze irańskie filmy ostatnich lat

Pewnie, można powiedzieć, że to dlatego, że nie mamy powszechnego dostępu do broni. No nie mamy. Nie jest to jakoś specjalnie łatwe, chociaż jeżeli ktoś chce, to sobie ogarnie nawet pozwolenie na 40 sztuk broni zarówno pod kątem sportowym, jak i kolekcjonerskim. Mam takiego kumpla, który nie jest ani kolekcjonerem, ani sportowcem, a jest w posiadaniu większej liczby broni niż niektóre oddziały policji w Polsce.

My jednak nie mamy tego mentalu, który mają Stany – że to ich święte prawo do posiadania broni, chodzenia z nią i samoobrony. Zresztą Charlie Kirk został zabity w momencie, w którym dyskutował o przemocy związanej z bronią, więc jest to bardzo smutny chichot losu. Jon Lajoie – kanadyjski komik – kilkanaście lat temu miał bekę z tego stwierdzenia, że to nie broń zabija, tylko ludzie. Zmienił jednak znaczenie tego powiedzenia na „To nie broń zabija, tylko on zabija ludzi bronią”. Tak, wiem – jak on to śpiewa, to lepiej to brzmi.


Reklama

Paradoksy amerykańskiej dyskusji o broni

I od razu mówię – ten esej nie jest w ogóle o tym, jak bardzo Stany, a na pewno niektóre, są zakochane w broni. Nie jest o tym, jak bardzo w Stanach rządzi NRA, czyli National Rifle Association, i jakie głupoty tam czasem potrafią odpier…. To nie jest próba ani zohydzenia, ani – nomen omen – bronienia broni i prawa do jej posiadania. To po prostu luźna obserwacja tego fenomenu.


Reklama

Bo są tacy, którzy bronią jak lwica tego, że każdy ma prawo do posiadania broni w każdym momencie i w każdej sytuacji, a potem, kiedy zobaczą funkcjonariuszy ICE strzelających do gościa, z którym się przepychają i który okazał się być po prostu posiadaczem broni, to tłumaczą, że „Głupi chłop, bo jednak poszedł z bronią na protest. No idiota”.

Ale gdyby na tym proteście nie było funkcjonariuszy i ktoś z tłumu zacząłby grozić ludziom, atakować ich, i chłop by zastrzelił tego gościa – to byłby bohaterem! Ot, paradoks perspektywy i strony, po której się stoi.

Stany to specyficzne miejsce, o czym zrobiłem całkiem niedawno odcinek na swoim kanale, i wypadałoby tam jeszcze dołożyć cegiełkę meksykańską, bo zaraz Stany wjadą w tamten rejon, pacyfikując kartele, z którymi nie radzi sobie rząd i policja w Meksyku. A to już jest w ogóle straszne, co tam się dzieje.


Reklama

Jestem gościem wychowanym na Rotten, LiveLeakach i temu podobnych rzeczach, więc wiecie – osiągnąłem już ten mityczny chłód i nie ma dla mnie ratunku. A tak serio – widziałem sporo nagrań tego, co robią kartele w stosunku do innych karteli czy ludzi wiszących im pieniądze. Przy tym jednak często giną cywile i obrywają ci niewinni, którzy nie są w to zamieszani.


Reklama

Owszem, zwykle przypadkowo – to nie są właśnie takie strzelaniny jak w Austin w Teksasie w 1966 r., gdzie akcji dokonuje były wojskowy, czy w San Diego w 1979 r., gdzie 17-letnia dziewczyna zaczyna strzelać do dzieciaków, bo ją wkur… hałas, a w odpowiedzi na pytanie dziennikarzy, dlaczego to zrobiła, rzuca, że nie lubi poniedziałków – przez co powstaje wesoły, skoczny hit, który śpiewa Bob Geldof.

Sporo zresztą jest w popkulturze takich perełek z mroczną, jak nie stalkerską naleciałością, to z masowymi strzelaninami, jak chociażby „Pumped Up Kicks” – Foster The People. Tak, czasem lepiej wiedzieć, o czym jest numer, zanim zaczniemy do niego tupać nóżką.

Wracając w sumie i do Stanów, i do samej masakry w Columbine. Tam – jak doskonale wiecie (bo mówiłem wam to wielokrotnie) – próbowano wrzucić gry wideo w decyzję tych dwóch poje…, żeby zabić swoje koleżanki i kolegów. Gry wideo i między innymi muzykę Marilyn Mansona. Moore udowadnia, że to nie w tym tkwi problem – bo równie dobrze striggerować może cię gra w kręgle. Widzicie, ja gram w gry, słucham Mansona, gram nawet w Dark Souls i nigdy nawet nie pomyślałem, żeby cokolwiek tak strasznego odje…. To kwestia po prostu tego, że oprócz naleciałości środowiskowych, doświadczeń, rzeczy, które ci się przytrafiają, wychowania, jest też inny czynnik.


Reklama

Czynniki motywacyjne, statystyki i błędne wnioski

Niektórzy mają po prostu takie skłonności i ch... One mogą nigdy nie być odpalone, a może być tak, że wybiją jak Etna, Wezuwiusz i Góra Świętej Heleny jednocześnie, tylko dlatego, że oglądało się posiedzenie Sejmu.


Reklama

Dlatego oczywiście możemy dyskutować o przyczynach, o gnębieniu, o czymś wewnątrz, o ksenofobii, homofobii, nienawiści religijnej, niechęci do osób innej narodowości czy opcji politycznej.

Można też dyskutować o rasie, bo to zawsze chodliwy i chwytliwy temat, szczególnie w Polsce, kiedy ktoś dokonuje zbrodni i nie wiadomo, kto to, to od razu pada pytanie w social mediach: „A jakiego koloru skóry był?” Jeżeli jednak chodzi o mass shootings w Stanach, to najczęściej mamy do czynienia z takim faktorem, że pomiędzy 1982 a 2025, czyli na przestrzeni 43 lat, biali dokonali ponad trzy razy więcej masowych strzelanin niż czarni. A ogólnie statystycznie na 84 białych zabójców przypada 71 morderców innych ras. Czy to cokolwiek zmienia?


Reklama

Kur…, nie – bo w tym przypadku to nie jest i nigdy nie była kwestia rasy. Bo dołożyć do tego można inne statystyki – chociażby z Nowego Jorku czy Los Angeles, gdzie liczone są strzelaniny z czterema albo ofiarami, albo rannymi, i tam ponad 40 proc. to osoby czarnoskóre. Duża grupa to też Latynosi, ale większość jest nieznana.


Reklama

To też są oczywiście kwestie polityczne czy seksistowskie, jak gość, który strzelał w supermarkecie, omijając tylko białych mężczyzn. Albo tych dwóch morderców na plaży w Australii, którzy strzelali tylko do ludzi z widocznym żydowskim, ortodoksyjnym wyglądem.

Czego to dowodzi? No, w zasadzie niczego, bo każda przesłanka i motyw są inne – Breivik chciał oczyścić Norwegię z lewaków. Brenton Tarrant z masakry w Christchurch nie chciał islamskich imigrantów w Nowej Zelandii. Islamiści z ataków w Paryżu w 2015 r. chcieli czegoś dokładnie odwrotnego. Roberta Dorgano zapewne chciał zemścić się na rodzinie.

Jednak cherry picking jest obecny w naszym życiu, a w szczególności w życiu osób, które koniecznie chcą nam coś udowodnić. Więc spodziewajcie się, że jeżeli dojdzie do kolejnej masowej strzelaniny, o której usłyszycie (bo – jak już mówiłem – o większości nie usłyszycie), to na pewno któraś ze stron będzie przeciągała linę, próbując Wam udowodnić, że to na bank jest wina tej drugiej strony, bo to jej zwolennik naciskał spust.


Reklama

Całe szczęście, że ostatecznie większość z nich sama się eliminuje ze społeczeństwa. Szkoda tylko, że takim kosztem.


Reklama

Dlatego podsumowując – nie dajcie się ogłupić przekazom z różnych stron, które mówią Wam, co macie myśleć w danym temacie, bo jak zaczniecie się nad tym mocno pochylać z jednym „słusznym” podszeptem, to ostatecznie może być tak, że ten światopogląd Wam się wykrzywi i ciężko będzie wrócić na właściwe tory.

Morderca z Pawtucket to nie jest przedstawiciel osób trans, tak jak Breivik nie jest przedstawicielem chrześcijan.

Dajcie znać, co o tym sądzicie poprzez – oczywiście jak zawsze – kulturalną dyskusję w komentarzach. I do następnego, Przyjaciele!


Reklama

Warga


Reklama

MACIEJ MUSIAŁOWSKI - NOWE FILMY, NOWA PŁYTA - BĘDZIE SIĘ DZIAŁO!

 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Maciej Dąbrowski
Maciej DąbrowskiWarga, dziennikarz Kanału Zero