Quentin Tarantino wybrał swój kolejny projekt. I nie jest to długo zapowiadany, 10. film w jego karierze, a klasyczna brytyjska farsa, która zostanie wystawiona na deskach londyńskiego West Endu.

- Quentin Tarantino wyreżyseruje brytyjską farsę i wystawi ją na West Endzie.
- Premierę zapowiedziano na I kwartał 2027 r.
Na swój teatralny debiut reżyser wybrał autorską sztukę, którą tworzył, z przerwami, przez ostatnie dwa lata. Nie wiadomo na razie, o czym jest i kto w niej zagra.
Wiadomo natomiast, że ma być utrzymana w slapstickowych klimatach, ocierać się o komedię charakterów oraz nawiązywać do tradycji teatralnej groteski oraz XX-wiecznej brytyjskiej farsy. Twórca nie wyklucza też obsadzenia jej hollywoodzkimi gwiazdami.
Premierę sztuki zapowiedziano na I kwartał 2027 r. (z zastrzeżeniem, że premiera może zostać przyspieszona i trafić na afisz w grudniu 2026 r.) Póki co trwają prace pre-produkcyjne.
Całość będzie wymagać rozbudowanej scenografii oraz skomplikowanej architektury scenicznej. I właśnie z tego powodu reżyser nie zdecydował się jeszcze na żaden konkretny teatr.
Quentin Tarantino – kiedy ostatni film?
Dla stałych bywalców West Endu sztuka w reżyserii Quentina Tarantino będzie gratką. Dla wieloletnich fanów reżysera wiadomość o tym projekcie jest natomiast rozczarowująca. Od ponad dekady twórca nie może bowiem zdecydować się na temat swojego ostatniego filmu – niemal od samego początku kariery deklaruje, że chciałby zamknąć swoją imponującą filmografię w 10. pozycjach.
Przez ostatnie lata media wiązały Tarantino z rozmaitymi projektami. Jednym z nich była nowa część „Star Treku” – reżyser marzył o zrealizowaniu filmu z tego cyklu od lat. Innym był „Kill Bill 3”. Tę obietnicę autor złożył już w oryginalnym dyptyku; po dwóch dekadach miał powrócić do starych bohaterek i domknąć historię międzypokoleniowej zemsty.
Ostatecznie filmem, który miał największe szanse na realizację okazał się „The Movie Critic”. Jego akcja miała rozgrywać się w Los Angeles w latach 70., w dobie napiętych nastrojów politycznych i społecznych oraz rozkwitu tzw. Nowego Hollywood – systemu producenckiego uwzględniającego interesy wielkich artystów kina. Bohaterem miał być krytyk filmowy, piszący dla lokalnego magazynu pornograficznego. Pisząc tę postać, Tarantino inspirował się prawdziwym recenzentem z podrzędnego pisma dla dorosłych.
„Pisał o mainstreamowych filmach. Był bardzo dobrym krytykiem, ale praktycznie nieznanym. Jego recenzje były pełne kąśliwego humoru. Był chamski, przeklinał, był efekciarski do przesady. A przy tym – autentycznie zabawny. Pisał, jakby był po pięćdziesiątce, a w szczytowym momencie kariery stuknęła mu trzydziestka. Umarł młodo z powodu alkoholizmu” – mówił reżyser w ubiegłorocznym wywiadzie z portalem IndieWire. Do roli tytułowego krytyka przymierzał Leonardo DiCaprio lub Brada Pitta.
Ostatecznie twórca zrezygnował z filmu. Jak wielokrotnie tłumaczył, „stracił serce” do produkcji. Scenariusz jest jednak gotowy i Tarantino nie wyklucza kolejnego podejścia.
Jeśli nie Tarantino, to…
Choć dwukrotny zdobywca Oscara nie przygotowuje aktualnie żadnej nowej produkcji, już w tym roku zobaczymy w kinach napisany przez niego sequel „Pewnego razu…w Hollywood” pod tytułem „The Adventures of Cliff Booth”. Obraz reżyseruje inna legenda amerykańskiego kina – David Fincher („Siedem”, „Podziemny krąg”, „Zaginiona dziewczyna”). Zaś w roli tytułowej powróci Brad Pitt.
W obsadzie filmu są również Elizabeth Debicki, Yahya Abdul-Mateen II, Timothy Olyphant i Peter Weller. Całość powstaje zaś na zlecenie platformy Netflix. Premierę zapowiedziano na 2026 r. choć jej dokładna data nie jest jeszcze znana.
Potworny wypadek w Zielonej Górze. Młoda kobieta wypadła z balonu
Choć Tarantino pozostaje wyjątkowo wrażliwy na punkcie swojej twórczości, komitywa z Fincherem jest z perspektywy twórcy „Pulp Fiction” naturalną koleją rzeczy. „Myślę, że jesteśmy z Davidem parą najlepszych reżyserów" - wyznał w rozmowie z Deadline - „Fakt, że Fincher chce wyreżyserować mój tekst, to dowód na to, że podchodzi do kina poważnie. Nie lekceważmy tego".
Na pytanie, jak bardzo Tarantino był zaangażowany w produkcję „The Adventures of Cliff Booth” wciąż nie ma odpowiedzi. Komentator hollywoodzkiej sceny z portalu DiscussingFilm, Andrew Salazar, twierdzi, że panowie reżyserują film wspólnie, a jedynym powodem wycofania nazwiska przez Tarantino jest chęć utrzymania narracji o dziesięciu autorskich filmach. Według oficjalnych źródeł samodzielnym reżyserem jest jednak Fincher.
