Albo podwyżka opłat za wodę, albo horrendalne kary za brak wdrożenia unijnych przepisów. Posłowie muszą się spieszyć z przyjęciem nowych zasad kontrolowania jakości wody. Czy prezydent i tym razem je zawetuje?

- Polska musi pilnie wprowadzić nowe standardy kontroli jakości wody przeznaczonej do spożycia.
- Bruksela naciska, a Warszawa już trzy lata spóźnia się z wdrożeniem dyrektywy. Grożą nam kary finansowe – m.in. ponad 141 tys. euro dziennie – aż do pełnej transpozycji przepisów.
- Eksperci ostrzegają przed podwyżkami. Nie tylko rachunków za wodę, ale też czynszu i cen produktów.
- Niepewny los ustawy: prezydent już raz zawetował podobną nowelizację, a przedsiębiorcy i samorządowcy ponownie wskazują na jej „nadregulacyjny charakter”.
W czwartek posłowie zajmą się projektem nowelizacji, która określa nowe zasady kontroli jakości wody przeznaczonej do spożycia.
– To, że kranówka będzie droższa, jest pewne. Pytanie tylko: o ile? Dziś nikt nie zna na nie dokładnej odpowiedzi – mówi radca prawny Łukasz Ciszewski, szef praktyki prawa wodociągowo-kanalizacyjnego w Jerzmanowski Kancelaria Radców Prawnych. – Szacunki są różne. Wprowadzenie nowych standardów kontroli jakości wody pochłonie łącznie miliardy złotych. W perspektywie np. 20 lat mówi się nawet o kwotach rzędu 200 mld zł – wylicza.
I dodaje, że zapłacimy za to wszyscy: jeśli wzrosną koszty po stronie przedsiębiorstw wodociągowych, odbije się to na wyższej cenie kranówki dla mieszkańców.
– Trzeba jednak pamiętać, że chodzi o bezpieczeństwo. W sytuacji po COVID, w okresie wojny hybrydowej, wysokie standardy badania jakości wody są konieczne – podkreśla Ciszewski.
Wyliczenia autorów projektu, posłów Koalicji Obywatelskiej, są zdecydowanie niższe – mowa o kosztach rzędu setek milionów złotych rocznie.
Spóźniona dyrektywa
Na czwartkowym posiedzeniu sejmowej komisji samorządu terytorialnego i polityki regionalnej zapowiada się burzliwa dyskusja. Posłowie zajmą się projektem nowelizacji ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Nowelizacja nakłada na przedsiębiorstwa wodociągowe nowe obowiązki związane z kontrolowaniem kranówki. Wprowadza zmiany w monitorowaniu i nadzorze nad jakością wody – przez pobór, uzdatnianie, magazynowanie, dystrybucję – aż po kran u konsumenta. Mówiąc wprost, chodzi o poprawę jakości i bezpieczeństwa wody pitnej.
Ani samorządowcy, ani przedsiębiorcy, ani mieszkańcy nie są zadowoleni z kształtu proponowanych przepisów. Ich wprowadzenie jest jednak nieuniknione. Zmian pilnie domaga się Bruksela.
Polska już bowiem ponad trzy lata zwleka z implementacją unijnej dyrektywy w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi – czas na jej wdrożenie minął 12 stycznia 2023 r. A za taką zwłokę grożą nam wysokie kary.
Niewdrożenie przez Polskę unijnych regulacji skutkować będzie wniesieniem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargi przeciwko Polsce. TSUE w razie skierowania takiej skargi może nałożyć na RP kary finansowe. Kara ta będzie naliczana do dnia wydania wyroku TSUE. Natomiast od dnia wydania wyroku przez TSUE będzie naliczana kara dzienna w wysokości ponad 141 260,16 euro. Kara w tej stawce będzie naliczana do dnia pełnej transpozycji dyrektywy, czyli wejścia w życie ustawy i aktów wykonawczych do niej – wskazują posłowie KO w uzasadnieniu projektu.
Rachunek jest prosty, ale kto zapłaci więcej?
W opinii do projektu eksperci Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu ostrzegają przed możliwymi dramatycznymi skutkami przyjęcia proponowanych zmian. Wskazują na szereg ryzyk dotyczących obywateli i samorządów. Tu warto dodać, że ekspertyzę sporządziło liczne grono legislatorów i naukowców specjalizujących się w tematyce społecznej, systemu gospodarczego oraz finansów publicznych.
Istnieje ryzyko wzrostu taryf za wodę i ścieki, ponieważ część kosztów związanych z wdrożeniem nowych obowiązków (organizacyjnych, monitoringowych i inwestycyjnych) może zostać przeniesiona na odbiorców końcowych.
Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu.
Obawiają się, że wzrost opłat dotknie gospodarstwa domowe o niższych dochodach, a to z kolei może prowadzić do „ubóstwa lub wykluczenia wodnego”. Skala podwyżek może być mocno zróżnicowana i zależeć będzie od obecnego poziomu rozwoju sieci wodociągowych na terenie poszczególnych gmin.
„Wskazanie uśrednionej wartości mogłoby zniekształcać skalę podwyżek” – podkreślają eksperci.
Wskazują ponadto, że wzrost opłat może wywołać sprzeciw społeczny i konflikty lokalne. Ostrzegają przed presją finansową, jaką nowe przepisy będą wywierać na samorządy. Realizacja nowych zadań może wymagać nakładów na kadry, systemy informacyjne, działania organizacyjne i inwestycje infrastrukturalne.
„W konsekwencji część gmin może być zmuszona do ograniczenia innych usług publicznych lub przesuwania środków z działań rozwojowych i utrzymaniowych na zadania związane z wdrożeniem nowych regulacji.”
Nie tylko wzrosną rachunki za wodę. Zdaniem ekspertów projekt może pośrednio wpłynąć na cenę wielu dóbr konsumpcyjnych. Jak wskazują, dotyczy to wyrobów i usług, przy których powstawaniu wykorzystywana jest woda.
Wzrost ceny za dostawę wody skutkować będzie zwiększonymi kosztami wytworzenia wyrobów lub świadczenia usług i w naturalny sposób spowoduje wzrost ceny sprzedaży tych dóbr.
Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu.
Eksperci ostrzegają, że wzrosną też czynsze za mieszkania. Powód? Projekt przewiduje nałożenie na właścicieli lub zarządów budynków mieszkalnych nowych obowiązków – np. przeprowadzenia co sześć lat oceny ryzyka w wewnętrznych systemach wodociągowych. A to może przełożyć się na wyższy koszt utrzymania nieruchomości i wysokość opłat ponoszonych przez mieszkańców.
Niedoszacowane wydatki
Portal Zero.pl wystąpił do Ministerstwa Infrastruktury (MI) z prośbą o odniesienie się do możliwych podwyżek za wodę. Resort uspokaja i wskazuje, że to zależy od indywidualnych decyzji.
– W odniesieniu do projektu poselskiego o zmianie ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków oraz niektórych innych ustaw w ocenie skutków regulacji wskazano, że wydatki związane z realizacją zadań przez dostawców wody finansowane będą z ich przychodów własnych, z tytułu opłat za dostarczanie wody. Tym samym ewentualna zmiana cen i stawek opłat za dostarczaną wodę i odprowadzane ścieki jest kwestią indywidualną przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego – informuje Anna Szumańska z MI.
Posłowie, którzy przygotowali projekt nowelizacji, są ostrożni w szacunkach. Z oceny skutków finansowych regulacji wynika, że koszty nałożenia nowych zadań po stronie samorządów będą, ale nie tak wysokie. Rocznie wyniosą od 172,1 mln zł do 209,7 mln zł. Mowa jest też o innych wydatkach.
Łącznie przewidywane do poniesienia koszty w zakresie jednostek samorządu terytorialnego (JST) wyniosą 1,7 mld zł. Planuje się całkowite finansowanie wydatków JST z dochodów JST w ramach subwencji ogólnych z budżetu państwa. Wysokość wydatków JST oszacowana została na podstawie kalkulacji kosztów utrzymania pracowników JST w związku z realizacją nowych zadań – wynika z uzasadnienia projektu.
Zdaniem samorządowców te wydatki nie są jednak doszacowane. Niektórzy przedstawiciele gmin wprost przyznają, że wprowadzenie dodatkowych obostrzeń przełoży się bezpośrednio na wręcz drastyczny wzrost cen wody do spożycia oraz znacznie zwiększy wydatki samorządów.
Inni miarkują słowa odpowiadając na pytanie, czy gminy przerzucą koszty na mieszkańców.
– To zależy – mówi Marek Wójcik, sekretarz strony samorządowej Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. – Pewne jest to, że wprowadzenie zasad, które wynikają z poselskiego projektu, będzie kosztowne dla przedsiębiorstw wodociągowo‑kanalizacyjnych. Samo wykonanie analizy ryzyka systemów wodociągowych i ustalenie, czy zagrożenia te mają wpływ na jakość wody, to koszt ok. 450 mln zł dla wszystkich gmin w Polsce. Ale to rady gmin podejmują decyzje o podniesieniu opłat. A taki ruch wiąże się ze sprzeciwem mieszkańców, więc radni mogą niechętnie podejmować uchwały podwyższające taryfy – dodaje.
Będzie podwójne weto?
Samorządowcy przypominają też, że nie ma pewności, czy tę ustawę podpisze prezydent Karol Nawrocki. Już raz zawetował poprzednią wersję tej nowelizacji. Powód? Nadmiarowe regulacje. Mimo że kolejna wersja ustawy miała usunąć mankamenty zawetowanych wcześniej przepisów, to i tym razem przedsiębiorcy podnoszą te same argumenty.
„Nasze szczególne wątpliwości budzi nadregulacyjny charakter zmian” – wskazuje Joanna Makowiecka‑Gatza, prezes Pracodawców RP w piśmie skierowanym do Sejmu.
Podobnie uważają przedstawiciele samorządów.
– Przedstawiliśmy sześć postulatów dotyczących poprawienia ustawy zawetowanej przez prezydenta. Projekt, który będzie rozpatrywany w Sejmie w obecnej wersji, nie realizuje wszystkich z nich. Bez dostosowania się do wskazanych zastrzeżeń projekt nie zostanie poparty przez stronę samorządową. Kluczowy zarzut pozostaje ten sam. Unia dokręca śrubę dotyczącą kontrolowania jakości wody, a polski ustawodawca chce ją dokręcić jeszcze mocniej. Na to nie ma naszej zgody – mówi Marek Wójcik.
W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Ciszewski.
– Jak to zazwyczaj bywa, unijna dyrektywa jest sroga, a polski ustawodawca jest jeszcze sroższy od unijnych urzędników. Interpretacja tych przepisów zależy też od tego, po której stronie politycznego sporu ktoś stoi – jedni będą przekonywać, że regulacje są niezbędne, inni – że nadmiarowe – uważa.
Czy prezydent ponownie zawetuje ustawę?
– Nie byłby to pierwszy raz, kiedy prezydent wetuje tę samą ustawę po raz drugi – przypomina Ciszewski.

