Reklama
Reklama
Kraj

Telefon komórkowy w szkole? Tu nie ma miejsca na półśrodki

Komórka w szkole to nie gadżet ani pomoc dydaktyczna. To narzędzie, które w rękach dzieci napędza przemoc, odbiera godność i może kosztować życie – dlatego półśrodki już nie wystarczą.

Łukasz Wolański
Felieton autorstwa: Łukasz Wolański
Dzisiaj 05:57
13 min
Oczekiwanie, że dzieci same uregulują swoje zachowania cyfrowe, jest nierealne. Zwłaszcza że zawsze znajdzie się grupa, która nie będzie chciała współpracować. (fot. BearFotos / Shutterstock)

Reklama

TYLKO NA

Lekcja matematyki w liceum. Do tablicy nauczyciel prosi Olę – jeszcze niedawno całkiem dobrą uczennicę. Z trudem, ale jednak, udaje jej się rozwiązać zadany przykład. Chwilę po powrocie do ławki na jej twarzy pojawiają się łzy. Ukrywanie twarzy w dłoniach niewiele pomaga. Płacz zauważa część klasy. Nauczyciel kątem oka dostrzega zdarzenie. Lekcja toczy się dalej, jakby nic się nie stało. Jednak jedynie pozornie.


Reklama

Ola od tygodni jest ofiarą prześladowania i hejtu. Na klasowym czacie od początku lekcji czyta komentarze innych:
„Widzicie, jak się dzisiaj ubrała, znowu ubrania ze śmietnika.”
„Ja bym na jej miejscu ze sobą skończyła.”
„Ale męczennicę z siebie robi.”
„Jej nikt nigdy nie będzie chciał wyr*****.”
„Czy to te same spodnie od trzech dni?”
„Poryczała się. Strzelcie jej fotkę.”

To nie są pojedyncze przypadki

Przytoczona historia nie jest jedynie zabiegiem retorycznym. Na pewnym etapie swojej nauczycielskiej kariery uczestniczyłem w kilku bardzo poważnych interwencjach związanych z kryzysami suicydalnymi. Jeśli jakimś cudem udało się uzyskać dostęp do klasowych dyskusji, to były w nich m.in. słowa, które zacytowałem.

Z raportu „Samobójstwa w Polsce w latach 2020–2025 (cała populacja)”, opracowanego na podstawie danych Komendy Głównej Policji, wynika niepokojący wniosek. Z jednej strony całkowita liczba samobójstw (skutecznych, czyli zakończonych zgonem) w Polsce spada.


Reklama

Z drugiej jednak w 2025 roku odnotowano wzrost ich liczby w grupie dzieci i młodzieży do 19. roku życia – aż o 26,8 proc. (161 przypadków). Na decyzję o odebraniu sobie życia składa się wiele czynników, ale coraz częściej wśród nich pojawiają się wyśmiewanie, wykluczenie i cyberprzemoc. Polska należy do krajów, gdzie młodzież doświadcza hejtu szczególnie często – i gdzie wielu młodych ludzi nie mówi o tym dorosłym.


Reklama

Odwrót od cyfryzacji w Szwecji: papierowe podręczniki mają zastąpić tablety i laptopy

Lekcje się kończą – przemoc nie

Nie oszukujmy się – szkoła nigdy nie była wolna od przemocy. W ostatnich latach coraz częściej wskazuje się na nią jako jeden z częstszych powodów prowadzących do prób samobójczych wśród uczniów. Rośnie bowiem intensywność negatywnego oddziaływania uczniów na siebie. Jest tak nie bez powodu.


Reklama

Przed erą smartfonów konflikty szkolne miały charakter ograniczony w czasie – po powrocie do domu uczeń mógł od nich odpocząć. Dziś, za sprawą mediów społecznościowych i efektu FOMO, presja i przemoc mogą trwać nieprzerwanie – także wieczorami, w weekendy i w wakacje. To sprawia, że nawet pozornie drobne, ale systematyczne nękanie szybko zaczyna wpływać na sposób, w jaki ofiara postrzega samą siebie.


Reklama

Internet pamięta, odpowiedzialność znika

Internet ma również swoją pamięć, przez którą upokorzenia nie odchodzą w przeszłość. Są zapisane i mogą wracać w każdej chwili. Szczególnie gdy zamknięte grupy funkcjonują poza nadzorem dorosłych. To bardzo sprzyja bezkarności sprawców i bezsilności ofiar.
Społeczność klasowa samoistnie buduje mechanizmy, w myśl których zachowanie tajemnicy jest wartością nadrzędną. A tajne grupowe czaty tworzą przestrzeń interakcji, która ma z założenia pozostawać poza nadzorem rodzicielskim i nauczycielskim.

W efekcie okazuje się, że uczeń może być np. nękany na lekcji, podczas gdy prowadzący ją nauczyciel (i zwykle spośród obecnych w sali tylko on) o tym nawet nie wie. Zresztą nawet gdyby wiedział, i tak nie ma on żadnych realnych narzędzi, aby proceder ten przerwać. Wie o tym prześladowany uczeń, więc nawet nie próbuje się „skarżyć”. Wiedzą o tym niestety również prześladowcy, co wzmaga w nich poczucie bezkarności. Co więcej, nawet gdyby doszło do tragedii, materiał dowodowy może okazać się nieosiągalny. Tak działa polityka platform społecznościowych. Przełamanie zaś uczniowskiej zmowy milczenia zwykle nie jest łatwe.

Fikcyjne zasady

Czy portale społecznościowe dostatecznie troszczą się o dobrostan psychiczny swoich użytkowników? Śmiem wątpić. Wyraźnie jednak widać, że w praktyce nie egzekwują one wielu własnych zasad. Dla przykładu – większość popularnych serwisów społecznościowych deklaruje, iż konta w nich mogą zakładać osoby od 13. roku życia.


Reklama

W rzeczywistości granica ta jest jednak czysto teoretyczna, żeby nie powiedzieć – fikcyjna. Według danych Gemiusa z II kwartału zeszłego roku 58 proc. dzieci w wieku 7–12 lat, czyli 1,4 mln, korzysta na co dzień z aplikacji społecznościowych. Jest tak od lat.


Reklama

Drukarnie podyplomowych świadectw. „Luka w przepisach pozwala działać fabrykom dyplomów”

Dlaczego to problem? Bo gdy to robią, znajdują się praktycznie poza jakąkolwiek kontrolą osób dorosłych. Są wtedy narażeni na cyberprzemoc. Łatwo przychodzi im też krzywdzenie innych. Tym bardziej że nawet algorytmy promują treści angażujące, a więc często kontrowersyjne, skrajne lub agresywne. To, co ma w założeniu napędzać kliknięcia, bywa siłą napędową spirali hejtu. Uczy takiego modelu interakcji. Sprawia, że hejter traci poczucie, iż jego działania krzywdzą konkretnego, prawdziwego człowieka.

Kto tu właściwie ma kontrolę?

W ostatnim czasie media informowały, że Ministerstwo Edukacji Narodowej przyspiesza prace nad projektem ustawy mającej wprowadzić ograniczenia w używaniu smartfonów przez uczniów szkół podstawowych. Zgodnie z deklaracją minister edukacji Barbary Nowackiej miałaby ona wejść w życie już 1 września. Priorytetowy charakter projektu ustalono z premierem Donaldem Tuskiem. To oczywiście cieszy.


Reklama

I choć zdania na temat zakazu używania telefonów komórkowych w szkołach są podzielone, rzeczywiście coraz więcej argumentów przemawia za jego koniecznością. Kluczowe znaczenie ma tu polityka mediów społecznościowych i jej konsekwencje – to one doprowadziły nas do sytuacji, w której trudno wskazać inne naprawdę skuteczne rozwiązanie.


Reklama

Badania psychologiczne jasno pokazują, że młodzież ma ograniczoną zdolność do samokontroli. Intensywne korzystanie z telefonów jeszcze dodatkowo ją osłabia. Oczekiwanie, że dzieci same uregulują swoje zachowania cyfrowe, jest więc nierealne. Zwłaszcza że zawsze znajdzie się grupa, która nie będzie chciała współpracować.

Dlaczego nauka jest kluczowa dla państwa? Proste wyjaśnienie dla polityków

W tej sytuacji konieczne staje się wyznaczanie granic przez dorosłych. Nie wyklucza się to z potrzebą prowadzenia działań prewencyjnych czy edukacyjnych. Jednak ostatecznie niezbędne jest postawienie gdzieś twardej bariery. Kontrola aktywności niepełnoletnich dzieci jest naturalnym prawem rodziców. Niestety przestrzeń wirtualna często utrudnia lub nawet uniemożliwia taki nadzór.


Reklama

To w istocie wręcz utrudnianie wykonywania władzy rodzicielskiej. Dlatego dziś pilnie trzeba przywrócić dorosłym realny wpływ na to, co dzieci robią również w świecie cyfrowym. Zakaz używania telefonów w szkołach nie jest rozwiązaniem idealnym, ale w obecnych warunkach staje się jednym z pierwszych fundamentalnych kroków w kierunku zmian.


Reklama

Bez egzekwowania zakaz będzie fikcją

Oczywiście, jak każda restrykcja, spotka się on zapewne z pewnym oporem uczniów. Dlatego jego skuteczność będzie zależała w znacznej mierze od jego powszechności i realnej egzekwowalności. Restrykcje muszą być nie tylko identyczne we wszystkich placówkach – zarówno publicznych, jak i niepublicznych. Muszą też być powszechnie respektowane. Jeśli tak się nie stanie, smartfony będą w szkołach nieużywane jedynie na papierze.

Cała regulacja stanie się fikcją – podobnie jak często nieskuteczne aplikacje kontroli rodzicielskiej czy formalne ograniczenia wiekowe w mediach społecznościowych.
I w tym miejscu pojawia się problem. Nauczyciel ma bowiem w praktyce bardzo ograniczone możliwości egzekwowania zakazu używania telefonów (zarówno obecnie, jak i w procedowanym projekcie). Rozmowy, uwagi czy angażowanie rodziców często okazują się nieskuteczne, a realnych narzędzi brakuje. Wystarczy jeden uczeń, by system przestał działać.


Reklama

Projekt ustawy próbuje od tego problemu nieco uciec, pozostawiając szkołom swobodę w określaniu zasad egzekwowania potencjalnego zakazu. Sęk w tym, że jakość szkolnych statutów już teraz bywa bardzo wątpliwa. A miałyby one rozwiązywać problem, z którego rozwiązaniem nie chce sobie poradzić ustawa.


Reklama

Nie mam jednak o to pretensji do resortu, bowiem jestem świadomy, że prawo własności jest w Polsce na tyle silnie chronione, że nawet policja ma ograniczone możliwości zabezpieczania cudzych przedmiotów, a co dopiero nauczyciel. Przyznanie mu takich uprawnień wymagałoby poważnych zmian legislacyjnych i politycznego konsensusu, na który dziś się nie zanosi.

Skoro więc nauczyciel nie ma i nie będzie miał narzędzi do egzekwowania zakazu używania telefonów w szkole; rodzic nie widzi, co dzieje się na klasowych czatach jego dzieci; a platformy społecznościowe nie egzekwują nawet własnych zasad – znacznie efektywniejszym i mającym większą szansę powodzenia rozwiązaniem staje się fizyczne odcięcie uczniów od ich telefonów komórkowych. A więc potrzebny jest zakaz ich wnoszenia do szkoły, a nie tylko używania.

Sam zakaz używania nie wystarczy

Jako czynny zawodowo nauczyciel zauważyłem u uczniów praktykę robienia sobie zdjęć „z ukrycia” – w nietypowych, często żartobliwych sytuacjach. Trafiają one później np. do urodzinowych życzeń. Choć w mojej klasie ma to życzliwy charakter, pokazuje coś istotnego: uczniowie są w stanie zrobić komuś dziesiątki zdjęć, często bez jego wiedzy, także podczas lekcji – nawet u nauczycieli dbających o dyscyplinę. Dochodzą do tego nagrania i filmiki.


Reklama

Nie brak im sprytu i zwinności, by bezwzględnie wykorzystać choć sekundę nieuwagi.
Niestety, ale jestem przekonany, że zakaz używania telefonów na lekcji, jeśli urządzenia pozostają w rękach uczniów, szczególnie w licznych klasach, będzie niemożliwy do wyegzekwowania. I nie pomoże tu żadne odkładanie telefonów do kieszonek czy na wyznaczone biurko.


Reklama

Drukarnie podyplomowych świadectw. „Luka w przepisach pozwala działać fabrykom dyplomów”

Zawsze można mieć drugi telefon albo korzystać ze smartwatchy czy smartbandów. Tu nie ma skutecznego rozwiązania. Nawet z dodatkowymi uprawnieniami nauczyciel musiałby przez większość lekcji po prostu „polować” na uczniów. Tymczasem albo prowadzi się zajęcia, albo pilnuje zakazu. Trudno rzetelnie robić obie te rzeczy naraz. Prawdziwą zmianą byłoby przejście uczniów w tryb offline, zanim wejdą do sali lekcyjnej, a najlepiej w ogóle do szkoły.

Półśrodki to za mało

W niektórych krajach za punkt wyjścia uczyniono zasadę: do szkoły nie wnosi się telefonów. We Francji uczniowie oddają telefony przy wejściu lub zostawiają je w depozytach i odzyskują dopiero po lekcjach. To rozwiązanie bezpieczne – uczeń może poinformować rodziców o dotarciu do szkoły i skontaktować się z nimi po zajęciach. Jest też skuteczne. Daje jasną okazję do oddania telefonu, co ma wymiar prewencyjny.


Reklama

Nie generuje też sytuacji, w której uczeń jest cały czas „kuszony” posiadanym telefonem. Raz oddany rozwiązuje problem na cały dzień. Zaletą zakazu wnoszenia telefonów jest też to, że nawet jeżeli będzie łamany, to raczej przez jednostki niż masowo. To wystarczy, aby w trakcie lekcji nie było efektu równoległej rzeczywistości, w której dzieje się cokolwiek poza kontrolą nauczyciela.


Reklama

Taki zakaz łatwiej też wyegzekwować, bo pokazanie, że uczeń ma przedmiot, którego mieć nie powinien, jest prostsze niż dyskutowanie z nim o tym, czy używał, czy też nie, swojego smartfona. W niektórych krajach stosuje się również kary takie jak zostawanie po lekcjach przez określony czas np. w bibliotece. Bywa, że prawo pozwala na przymusowe odebranie i przechowanie telefonu przez określony czas (odbiór za dobę lub kilka dni).

Wiem, że zaraz pojawią się głosy mówiące o prawach dziecka, prawie do nauki itd. Od razu dodam – znam je. Są one moim zdaniem jednak niewystarczające wobec ciężaru omawianego problemu. Uważam bowiem, że prawo do ochrony zdrowia i życia każdego młodego człowieka jest nadrzędne – również w szkole. Interesuje mnie też dalekosiężne dobro dziecka.

Zresztą skoro inne kraje mogły wprowadzić zakaz wnoszenia telefonów do szkół, Polska również może to zrobić. Rodzice często argumentują, iż posiadanie przez ich dziecko telefonu gwarantuje mu bezpieczeństwo. Tak jednak chyba nie jest. To rodzice mają raczej dzięki temu złudne poczucie kontroli. Niektórzy nauczyciele uważają telefony za użyteczne podczas lekcji, np. do organizowania quizów. Prywatny sprzęt i internet uczniów nie są od tego.


Reklama

Komórka to broń

Przez lata udawaliśmy, że problem da się rozwiązać półśrodkami. Wierzyliśmy, że dzieci same nauczą się odpowiedzialności w świecie, którego dorośli nie kontrolują. Teraz chcemy to naprawić poprzez zakaz używania telefonów w szkole. Ale kilka zapisów w statucie i dobra wola uczniów nie wystarczą. Jeśli naprawdę chcemy przerwać spiralę przemocy, musimy w końcu przestać udawać, że szkoła ma kontrolę nad czymś, czego kontrolować nie jest w stanie.


Reklama

Humanista bez matematyki? Społeczeństwo nie może sobie na to pozwolić

Telefon w kieszeni ucznia to nie jest neutralne narzędzie. To stałe połączenie z przemocą, presją i światem, którego dorośli nie widzą. To jak nóż w szkolnym plecaku. Każde pokolenie dostaje narzędzia, z którymi musi się nauczyć żyć. Ale to dorośli wyznaczają granice. Jeśli tego nie robią, ktoś inny robi to za nich – algorytmy, presja grupy, anonimowy tłum. Spór o smartfony w szkołach nie jest sporem o technologię. Jest sprawdzianem, czy jako dorośli potrafimy wziąć za to odpowiedzialność.


Jeśli jesteś w trudnej sytuacji, nie wahaj się sięgnąć po profesjonalne wsparcie.


Reklama

Gdzie szukać pomocy?


Reklama

• 116 111 – całodobowy telefon zaufania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę dla dzieci i młodzieży.

• 116 123 – całodobowy telefon zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia PTP dla osób dorosłych.

• 800 70 22 22 – całodobowy telefon Fundacji Itaka dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym.

• zwjr.pl – platforma pomocowo-edukacyjna poświęcona zapobieganiu samobójstwom.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Łukasz Wolański
Łukasz WolańskiDoktor nauk chemicznych, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu ds. praw i obowiązków ucznia przy MEN - autor zewnętrzny