Dlaczego Polska 2050 w badaniach ma ok. 1,5 proc. poparcia? – Zdecydowaliśmy się wejść do trudnego rządu. Nigdy nie ukrywałam, że bycie w koalicji złożonej z czterech ugrupowań nie jest łatwe – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Jak zapewnia, partii udało się zrealizować „bardzo dużo”, zwłaszcza „jak na jednego z czterech koalicjantów”.

Marek Mikołajczyk, Zero.pl: A więc Polska 2050 Rzeczpospolitej Polskiej. Piękna nazwa. Parafrazując klasyka – 200 proc. cukru w cukrze.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, przewodnicząca Polski 2050: Polska 2050 to już marka. Nie chcieliśmy od niej odchodzić. Nie wiem, czy pan redaktor wie, ale Platforma Obywatelska też była RP.
Była i już jej nie ma.
Ale jest Koalicja Obywatelska. Niemniej najważniejsza jest pierwsza część, która nie została zmieniona – Polska 2050.
Ile jest prawdy w tym, że nazwa miała być zupełnie inna i w ostatniej chwili zmienił się pomysł? TVN24 informował o „Polsce 2k50”. Zamówiono już nawet gadżety z taką nazwą.
Było kilka pomysłów. Decyzję w tej sprawie podjął zjazd krajowy. Głosowano nad różnymi opcjami. Uważam, że zapadła dobra decyzja.
Gdy w czerwcu 2024 r. obejmowała pani funkcję pierwszej wiceprzewodniczącej partii, ugrupowanie liczyło 32 posłów, a Trzecia Droga miała niecałe 10 proc. w sondażach. Dziś Polska 2050 ma mniej niż połowę tych posłów, a średnia sondażowa pokazuje ok. 1,5 proc. Co się stało?
Jestem przewodniczącą od ośmiu tygodni. W tym czasie zadziało się dużo dobrego.
A ja pytam o tamten czas. Była pani pierwszą wiceszefową. Na pewno ma pani jakieś wnioski.
Dużo się przez ten okres działo. W 2023 r. Polska 2050 była wciąż świeżym ugrupowaniem na polskiej scenie politycznej. Zdecydowaliśmy się wejść do trudnego rządu. Nigdy nie ukrywałam, że bycie w koalicji złożonej z czterech ugrupowań nie jest łatwe. To zawsze odbija się na sondażach.
Chce pani powiedzieć, że Polska 2050 zachłysnęła się władzą?
Nie. Wzięliśmy na siebie trudy rządzenia. Jesteśmy mniejszym koalicjantem, akcentujemy ważne tematy. Jestem przekonana, że wkrótce przełoży się to również na nasze poparcie.
Dwa tygodnie temu odbył się „Kongres Nowego Otwarcia Polski 2050”. Co się zmieni?
Uporządkowaliśmy strukturę partii. Postawiliśmy na trzy priorytety programowe: praca, płaca i mieszkania. To nasze DNA. Zajmiemy się systemem podatkowym. Klasa średnia nie może być najbardziej obciążona.

Na zdjęciu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz podczas „Kongresu Nowego Otwarcia Polski 2050” (fot. Marysia Zawada / East News)
A klasa średnia jest najbardziej obciążona?
Z roku na rok coraz więcej podatników wpada w drugi próg podatkowy. Dziś obejmuje osoby zarabiające niewiele ponad średnią krajową, podczas gdy jeszcze kilkanaście lat temu druga stawka PIT obejmowała tych, którzy zarabiali trzy-cztery razy więcej niż średnia.
Obecny model fiskalny z jednej strony hamuje rozwój szerokiej klasy. Z drugiej zaś premiuje najbogatszych, którzy uciekają do fundacji rodzinnych lub korzystają z preferencyjnego opodatkowania na ryczałcie.
Druga kwestia ważna dla Polski 2050 to rozwój rynku pracy. Praca nie może być dostępna tylko w Warszawie i dużych metropoliach, ale w całej Polsce.
A nie jest? Jak wynika z danych Eurostatu, w styczniu br. Polska odnotowała najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej. Różnice pomiędzy województwami też nie są ogromne.
Na poziomie ogólnych liczb sytuacja jest dobra. Niemniej jednak, wspieranie zatrudnienia w całym kraju jest kluczowe, ponieważ pozwala ograniczać migrację wewnętrzną, zapobiegać wyludnianiu się mniejszych miast i regionów oraz lepiej wykorzystywać lokalny kapitał ludzki. Zrównoważony rozwój rynku pracy zwiększa też odporność gospodarki na szoki i sprzyja bardziej równomiernemu wzrostowi dochodów oraz jakości życia w całej Polsce.
Trzeci priorytet to mieszkania. Celem polityki mieszkaniowej musi być to, aby młody człowiek jak najszybciej, jak najprościej, za jak najmniejszą liczbę pensji, mógł sobie kupić własne mieszkanie.
Jedna rzecz się natomiast nie zmieni. Kwestia teki wicepremiera dla pani.
Dla mnie to kwestia zobowiązań koalicyjnych. Takie zobowiązanie wobec Polski 2050 zostało złożone i nie zostało wypełnione.
Dlaczego?
To nie jest pytanie do mnie. Uważam, że jak ktoś na coś umawia się ze swoimi koalicjantami, to powinien to wypełnić.
Niech pani powie wprost: Donald Tusk nie dotrzymuje obietnicy.
Ja tej sprawy nie podnoszę. Tak długo, jak jesteśmy w stanie załatwiać sprawy ważne dla naszych wyborców, tak długo będziemy je realizować. I z powodów personalnych na pewno koalicji nie będziemy naruszać.
W styczniu w rozmowie z TVN24 przyznała pani, że „w ważnej sprawie” poprosiła pani Donalda Tuska o spotkanie i nie udało się porozmawiać z szefem rządu. Do spotkania w końcu doszło?
Po kilku tygodniach do takiego spotkania doszło.
Czym była „ważna sprawa”?
Chodziło o koordynację prac rządu w kwestii KPO.
Jakie ma pani dziś relacje z premierem?
Służbowe. Jestem gotowa do rozmów na ważne tematy: podniesienie drugiego progu podatkowego, zmiany w fundacjach rodzinnych.
Ma pani dużą lekkość wymieniania spraw. Nieproporcjonalną do swojej siły przebicia w koalicji i relacjach z Donaldem Tuskiem.
Największa odpowiedzialność za współpracę w koalicji spoczywa na największym koalicjancie. Proponuję pewną wizję, która opiera się na rozmowie i współpracy. Ale jest też inne opcja – jeśli zachodzi taka konieczność, idziemy z naszymi projektami drogą poselską.
Może 1,5 proc. w sondażach jest efektem tego braku sprawczości.
To porozmawiajmy o tym, co zrobiła Polska 2050. Lista jest dosyć długa. Wyrzuciliśmy z Sejmu zamrażarkę sejmową.
Która już zdążyła do niego wrócić. „Marszałkowskie weto” jest tego najlepszym przykładem.
Wróciła, ale nie za naszą sprawą. Wprowadziliśmy również konsultacje społeczne wszystkich projektów ustaw.
Z których marszałkowi Włodzimierzowi Czarzastemu zdarza się rezygnować.
Na dziś z 66 nierządowych projektów ustaw złożonych od początku urzędowania marszałka Czarzastego, sześć nie trafiło do konsultacji społecznych. Marszałek swoją decyzją może uznać, że taki czy inny projekt nie będzie społecznie konsultowany. To już ocenią wyborcy. Ale widać, że jednak korzysta z narzędzia, które pojawiło się dzięki Polsce 2050.
W ubiegłym roku brała pani udział w konferencji prasowej, na której ogłaszano „piątkę Polski 2050”. Pamięta pani, co się w niej znajduje?
Asystencja osobista, ustawa medialna, dostępne mieszkania, ustawa smartfonowa... To cztery... Co było piąte?
Odpolitycznienie…
A, tak! Odpolitycznienie spółek Skarbu Państwa, oczywiście.
Żadna z tych rzeczy nie weszła w życie.
Ustawa mieszkaniowa weszła.
Tak, za sprawą Nowej Lewicy, nie Polski 2050.
To nieprawda. Najważniejsze zmiany mieszkaniowe to ustawy Polski 2050.
Projekt nowelizacji ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa przygotowywali w Ministerstwie Rozwoju i Technologii wiceministrowie Krzysztof Kukucki i Tomasz Lewandowski. Obaj są z Nowej Lewicy.
Ta ustawa niczego ważnego nie zmieniła. A duże pieniądze na mieszkalnictwo społeczne to efekt zapisu w budżecie na 2026 r., który wspólnie wyegzekwowały Polska 2050 i Nowa Lewica.
Wcześniej to my jako Polska 2050 złożyliśmy projekt ustawy, który jeszcze w zeszłym roku zasilił Fundusz Dopłat o 1 mld zł.
To prawda, choć to dopiero ustawa przygotowana przez Nową Lewicę znacznie zwiększyła limity i kwoty, co de facto umożliwiło uruchomienie tych środków. Była też znacznie bardziej pogłębiona niż wasza ustawa.
Zwiększyła tylko limity. Realne kwoty – jak mówiłam – zostały w zapisane w budżecie. Nasza ustawa zmieniła budżet na 2025 – dzięki niej 1 mld zasilił Fundusz Dopłat.
Najważniejsze ustawy, które doprowadziły do zmian na rynku mieszkaniowym to projekty Polski 2050. Mamy na koncie ustawę o jawności cen, ustawę antypatodeweloperską wprowadzającą rękojmię od umów deweloperskich, a także ustawę, która ukróciła sprzedaż dodatkowych metraży pod ścianami. I Polska 2050 zablokowała dopłaty do kredytów.
Nigdy nie było w Sejmie projektu ustawy o dopłatach do kredytów.
Projekt szedł przez rząd i miał zgodę wszystkich koalicjantów.
Nowa Lewica też była przeciw.
Nie słyszał pan Anny Marii Żukowskiej i mowy o słynnych „ustawach syjamskich”? 1 zł na dopłaty do kredytów, 1 zł na budownictwo społeczne.
Na dość wczesnym etapie się z tego wycofali. Faktem jest, że gdyby ustawa o dopłatach do kredytów pojawiła się w Sejmie, to nie zagłosowałby za nią ani PiS, ani Nowa Lewica, ani Konfederacja. Nie byłoby większości dla tego projektu.
Na etapie prac rządowych Nowa Lewica zaakceptowała dopłaty. Wycofali się dlatego, że my to zablokowaliśmy. To są gołe fakty.
Idźmy dalej. Ustawa smartfonowa leży odłogiem. Od sierpnia 2025 r. jest mrożona w sejmowej komisji edukacji. Marszałek Szymon Hołownia sporo lobbował w tej sprawie, ale nie był tego w stanie zmienić.
O tym, co wychodzi z komisji edukacji, decyduje szef komisji, a nie marszałek.
To dowód na wasz brak sprawczości.
Nieprawda. Barbara Nowacka była przeciwna szkole wolnej od smartfonów, ale zmieniła zdanie. Efektem naszej ofensywy jest projekt rządowy, który znajduje się w konsultacjach.
Z tego, co pamiętam, Barbara Nowacka jest członkiem Koalicji Obywatelskiej, a nie Polski 2050.
Kropla drąży skałę. Gdyby nie nasza inicjatywa, to nie zmieniłaby zdania. Tak jak mówiłam, wcześniej była przeciw.
Podsumujmy: nie byliście w stanie przekonać sejmowej komisji edukacji, żeby pochyliła się nad waszą ustawą, ale przekonaliście całe Ministerstwo Edukacji Narodowej, żeby przygotowało swój rządowy projekt w tej sprawie.
Przekonaliśmy cały rząd, żeby się zajął tą sprawą. Ale dla nas ważne jest to, że na koniec będzie dobre rozwiązanie. O to chodzi.
A kwestia odpolitycznienia spółek Skarbu Państwa? Chronologia w tej sprawie wygląda tak, że złożyliście dwa projekty ustaw. Jeden mrożony jest w sejmowej komisji aktywów państwowych od listopada 2024 r., drugi – od maja 2025 r.
Są rzeczy, do których nie wystarczy jednej partii, żeby coś zmienić. Mamy do czynienia z oporem całej sceny politycznej. Nasze stanowisko jest jasne: chcemy odpolitycznić spółki Skarbu Państwa. I powiem panu jednoznacznie: nikt – oprócz nas – nie chce odpolitycznienia państwowych spółek.
Krótko mówiąc: nie udało się dotrzymać słowa.
To bardzo dziwna rozmowa. Coś panu tłumaczę, a pan mówi, że nie dotrzymaliśmy słowa. My dotrzymaliśmy słowa, ale inni nie.
To wy umieściliście ten postulat w „piątce Polski 2050”. Co chwilę podkreślacie, że jesteście gwarantem tego, że coś zostanie spełnione.
To jest wspólna deklaracja zapisana w umowie koalicyjnej.
Może trzeba było postawić tę sprawę na ostrzu noża.
Postawiliśmy. Ale jeśli wszystkie ugrupowania tego nie chcą – od Konfederacji po Platformę – to jedna partia tego nie zmieni.
I uważa pani, że zrobiła wszystko, co mogła, aby odpolitycznić spółki Skarbu Państwa?
Tak.
A jest pani zadowolona z tempa prac nad asystencją osobistą? Proces legislacyjny idzie dość wolno. Ostatnio wasza wiceminister Maja Nowak przyznała, że wejście w życie ustawy od stycznia 2027 r. jest nierealne.
To bardzo skomplikowana ustawa, która po drodze była blokowana. W pewnym momencie było nawet ogłoszenie, że tej ustawy nie będzie. Ale wpisaliśmy te zmiany do Krajowego Planu Odbudowy, będą zrobione.
Wśród „piątki Polski 2050” była też ustawa medialna.
I jest w pracach rządu. Ale moim zdaniem prezydent tego nie podpisze.
Wie pani, jaki jest największy problem? To nie jest wasza ustawa, nie jest nawet minister Marty Cienkowskiej. To toczka w toczkę ten sam projekt, który przygotowali w resorcie Andrzej Wyrobiec i Maciej Wróbel z Koalicji Obywatelskiej.
Miała być ustawa – zgodnie z umową koalicyjną – i jest.
Trudno jednak mówić o sukcesie Polski 2050.
Mam wrażenie, że nie jest pan w stanie zauważyć szklanki do połowy pełnej.
Bardzo chętnie bym ją zauważył, gdyby projekty, o których mówimy, były waszego autorstwa, nie były mrożone, tylko uchwalone i podpisane przez prezydenta.
Wymieniłam ustawy mieszkaniowe. Mówiłam też o ustawie o asystencji, decyzji minister edukacji i premiera w sprawie smartfonów. Pan tego nie widzi.
Tylko to nie jest wasza zasługa. Wasza ustawa smarfonowa leży odłogiem w sejmowej komisji.
Wie pan co? Przeszliśmy już przez całą piątkę. Nie ma sensu do tego wracać.
To zapytam inaczej: czy, patrząc na te wszystkie priorytety Polski 2050, jest pani zadowolona z tego, ile udało się zrobić?
Tak. Jak na jednego z czterech koalicjantów – i to nie tego największego – to jest naprawdę bardzo dużo.
Jaki jest w tym momencie najważniejszy priorytet dla Polski 2050 Rzeczpospolitej Polskiej zarządzanej przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz?
Walka o wyprostowanie systemu podatkowego. Dziś najbogatsi są klasą uprzywilejowaną. Na klasie średniej – tak jak wspominałam – są największe obciążenia podatkowe. Musimy też ograniczyć polskie raje podatkowe w postaci fundacji rodzinnej.
W największym skrócie: usunąć przepisy czyniące z fundacji rodzinnej wehikuł agresywnej optymalizacji podatkowej, na rzecz przywrócenia jej pierwotnej roli jako narzędzia sprawnej i efektywnej kosztowo sukcesji w firmie rodzinnej.
Ważną kwestią są też kolejne zmiany związane z rynkiem mieszkaniowym. Polska 2050 złożyła projekt ustawy „cywilizującej” najem krótkoterminowy: przede wszystkim chcemy dać ludziom prawo do decydowania, czy chcą, czy nie chcą mieć za ścianą hotel na dni i godziny.
Pani resort nadzoruje Krajowy Zasób Nieruchomości, pod który podlegają Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe. W ostatnich dwóch latach zbudowano niecałe 1,5 tys. mieszkań. W tym roku będzie to ok. 1,3 tys. mieszkań. W przyszłym już więcej – 4,2 tys. Trend jest wzrostowy, co oczywiście cieszy, ale przyzna pani, że te liczby nadal nie są ogromne.
Dane są jednak nieco inne. W ramach SIM w ostatnich dwóch latach faktycznie zbudowano 1473 mieszkania. Ale już w tym roku będzie to ok. 4 tys. mieszkań. W przyszłym jeszcze więcej – ok. 5 tys.
Za rządów Prawa i Sprawiedliwości, w latach 2018-2023, oddano 40 mieszkań. Sama idea społecznych inicjatyw mieszkaniowych była dobra, tylko jej implementacja przez PiS została skrajnie wypaczona. Budowa mieszkań szła bardzo wolno, koszty dla najemców bywały wysokie, a mechanizm dojścia do własności był zbyt skomplikowany.
Dziś udział SIM-ów w całości budownictwa społecznego rośnie. W przyszłym roku to będzie ok. 30 proc. całego budownictwa społecznego.
Pani jest zadowolona z tych liczb? Do SIM-ów należy już prawie co czwarta gmina, więc liczby mogłyby być większe.
Dużo zmieniło się na lepsze. Wystarczy tę maszynkę, która się rozpędza, regularnie naoliwiać i nie hamować.
Jaka jest dziś pani relacja z Pauliną Hennig-Kloską?
Podajemy sobie ręce, rozmawiamy.
Szorstka przyjaźń?
Jest ministrem w rządzie, a ja z każdym ministrem rozmawiam. Uważam, że Paulina Hennig-Kloska i posłowie Centrum popełnili błąd. I teraz już to widzą. Nikt za nimi nie poszedł.
Macie takie same kluby w Sejmie, po 15 posłów.
To oczywiście nie bez znaczenia. Ale liczba członków naszej partii nie spadła. Tylko część posłów odcięła się od własnej formacji. I to mimo że w czasie kampanii wyborczej w partii deklarowała, że uznają każdy wybór.
Szymon Hołownia przed wyborami w Polsce 2050 mówił, że nie chce być ani w Polsce 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ani w Polsce 2050 Pauliny Hennig-Kloski. Czym udało się go pani przekonać, żeby jednak został?
Tym, że to nie jest Polska 2050 żadnego nazwiska, tylko Rzeczpospolitej Polskiej.
Pytam poważnie.
Odpowiadam poważnie. Nazwa jest istotna. To nie jest już formacja lidersko-personalna. Partia ma liderkę, ja nią jestem, ale to nie jest partia o mnie, tylko o konkretnych sprawach.
Polska 2050 pójdzie sama do wyborów w 2027 r.?
Na pewno nie pójdzie na żadnej jednej liście, rozumianej jako blok wszystkich partii.
A jak pójdzie?
Jak będzie bliżej wyborów, to się nad tym zastanowimy. Decyzja o tym, w jakiej formule wystartujemy jeszcze przed nami.
