Reklama
Reklama
Reklama

Alert RCB przychodzi z opóźnieniem, lub wcale. Sprawdzamy dlaczego

Alerty RCB to obecnie podstawowy cyfrowy system ostrzegania Polaków o niebezpieczeństwach i ważnych wydarzeniach. Komunikaty potrafią być dostarczane z opóźnieniem i trudno powiedzieć, że jest to czyjaś wina. Technologia SMS ma swoje ograniczenia i nie ma fizycznej możliwości dostarczyć wiadomości do każdego odbiorcy w tym samym czasie. Co jest tu wąskim gardłem?

alert-rcb-sms-komunikat-1
Alert RCB (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
  • Alert RCB to podstawowa, cyfrowa forma wysyłania powiadomień o zagrożeniach i ważnych wydarzeniach w Polsce. Nie został rozesłany w czwartek nad ranem, gdy do Polski wleciała rosyjska rakieta.
  • Mieszkańcy okolic Lublina nie zostali poinformowani o możliwym zagrożeniu ze strony niezidentyfikowanych obiektów lecących ze wschodu. Syreny alarmowe były jedynym ostrzeżeniem, jaki otrzymali. 
  • Alert RCB jest wysyłany w formie wiadomości SMS. Jego zaletą jest możliwość ograniczenia obszaru wysyłki, maksymalnie do terenu powiatu.
  • Wadą Alertu RCB są ograniczenia wynikające z wiadomości SMS. Można wysłać określoną liczbę w ciągu jednej sekundy. W efekcie, wiadomości mogą być dostarczone z dużym opóźnieniem. 
  • Proponowane alternatywy w formie aplikacji mobilnych nie są dobrym rozwiązaniem problemu. 

Alert RCB jest wysyłany za pomocą wiadomości SMS. Nie jest to żadna wymyślna, dedykowana technologia przeznaczona dla tych konkretnych komunikatów. Pomimo rozwoju sieci komórkowych i kolejnych generacji łączności, SMS-y cały czas działają tak samo i mają te same ograniczenia związane z liczbą wiadomości, jakie można wysłać w tym samym momencie. 

Dobitnie przekonali się o tym mieszkańcy okolicy Lublina. O zagrożeniu ze strony niezidentyfikowanych obiektów lecących ze wschodu nie zostali w żaden sposób poinformowani. Obudziły ich syreny alarmowe i na własną rękę musieli szukać informacji w internecie. 

W tym przypadku Alert RCB w ogóle nie został wysłany. Nawet gdyby do tego doszło, nie ma gwarancji, że wiadomość trafiłaby do wszystkich osób w odpowiednim czasie. 

Reklama
Reklama

Sieć komórkowa ma ograniczoną przepustowość. Ile SMS-ów jest w stanie dostarczyć?

Sieć komórkowa nie ma określonego limitu wiadomości, jakie można wysłać w tym samym czasie. Przepustowość jest jednak policzalna i wyrażana w liczbie wiadomości na sekundę. 

Każda wiadomość to osobne zdarzenie, które musi przejść przez centrum SMSC (SMS Service Centre) operatora. Co starsi użytkownicy telefonów pewnie pamiętają, że niektóre modele przy zmianie karty SIM wymagały podania numeru centrum SMS w Ustawieniach. Bez tego wysyłanie i odbieranie wiadomości nie było możliwe. 

SMSC to trochę taka firma kurierska. Dostaje paczkę w postaci wiadomości, musi ją przypisać do konkretnego odbiorcy, przekazać przez sieć do konkretnej stacji bazowej, do której numer odbiorcy jest zalogowany, a na końcu jeszcze przetworzyć potwierdzenie dostarczenia. Cały ten proces to jedna transakcja i jest określana jako jedna transakcja na sekundę (TPS – Transactions Per Second). 

SMSC komercyjnej sieci komórkowej ma przepustowość 200-1000 TPS dla jednego węzła. Co pokrywa się z informacjami MSWiA, które wskazuje, że możliwości wysyłania SMS-ów polskich sieci komórkowych to kilkaset wiadomości na sekundę. 

Polsce brakuje cyfrowych systemów ostrzegania o zagrożeniu. mObywatel nie jest najlepszym rozwiązaniem

Reklama
Reklama

Sieci komórkowe nie są w stanie wysłać na czas wszystkich Alertów RCB. Stąd biorą się opóźnienia

Z powyższego wynika prosty wniosek. Im więcej numerów ma dostać wiadomość Alertem RCB, tym większe prawdopodobieństwo, że pojawią się opóźnienia. Przy wysłaniu wiadomości do kilku województw konieczne jest wysłanie wiadomości do nawet 20 mln osób, co teoretycznie może zająć nawet dwie godziny. Przy dużych kampaniach operatorzy rozplanowują wysyłkę nawet na 2-3 godziny. 

Liczbę wysłanych wiadomości można ograniczyć. Najmniejszy obszar, jaki można objąć wysyłką komunikatów, to powiat. Spróbujmy to policzyć na przykładzie powiatu biłgorajskiego, gdzie dzisiejsze nocy spadł niezidentyfikowany obiekt.

Z najnowszych danych wynika, że w powiecie mieszka ok. 95 tys. osób. Zakładając dla bezpieczeństwa, że dostarczyć można 500 SMS-ów na sekundę, w idealnym, optymalnym scenariuszu daje nam to 190 sekund potrzebnych na wysłanie wiadomości do każdego mieszkańca powiatu. Czy to prawdziwe założenia?

Teoretycznie tak, o ile mówimy o idealnych warunkach. Sprawnym wysłaniu komunikatu, braku opóźnień, uszkodzeń infrastruktury i musimy pamiętać, że nadajniki na granicy powiatu wyślą też wiadomości do osób poza jego granicami. Więc praktycznie liczba odbiorców komunikatu będzie znacznie większa, a to zwiększy czas wysłania i dostarczenia wiadomości.

Reklama
Reklama

Czy może zdażyć się sytuacja, że jako pierwsza wiadomość dostanie osoba, która będzie poza strefą potencjalnego zagrożenia niż ta, która przebywa w jej centrum. Oczywiście, że tak i jest to wada i konkretna cecha nieidealnego systemu opartego na SMS-ach.

Samsung pokazał alternatywę dla Google. Internet zachwyca się nie tą funkcją

W przypadku sytuacji w okolicach Lublina SMS-y mogły nie pojawić się na czas

Czy w przypadku sytuacji w okolicach Lublina SMS-y faktycznie mogły się nie pojawić na czas. 

Jak informuje RCB, w tej konkretnej sytuacji czas na realizację operacji wynosił 13 minut:

Podczas opisywanego incydentu czas krytyczny wynosił około 13 minut. W tym okienku czasowym kluczowe było natychmiastowe dotarcie z informacją do jak największej liczby osób, co umożliwił uruchomiony system ostrzegania. Równolegle komunikat o zagrożeniu przekazany został do środków masowego przekazu

pisze w komunikacie RCB.

Napisanie komunikatu, przekazanie go odpowiednim służbom i wysłanie go SMS-em do ponad 100 tys. odbiorców w teorii jest wykonalne, w praktyce byłoby ryzykowne. To tylko potwierdza, że w sytuacji krytycznej, wymagającej szybkiego działania, Alert RCB nie zdaje egzaminu. 

W jakim czasie może zadziałać alternatywa w postaci aplikacji?

Alert RCB (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)

Wykorzystanie aplikacji mobilnej, czy będzie to zupełnie nowy twór jak mAlert czy funkcja mObywatela, wcale nie jest lepszym rozwiązaniem, bo zależy od wielu zmiennych.

Reklama
Reklama

Aby powiadomienie push w aplikacji (komunikat na ekranie) mógł być dostarczony trzeba założyć, że odbiorca ma smartfon z aplikacją mObywatel, co już zawęża nam grono odbiorców. Obecnie korzysta z niej mniej niż 1/3 Polaków. Aplikacja musi działać w tle i musi mieć aktywne pozwolenia na pokazywanie powiadomień. Ilu użytkowników je włączyło? U ilu użytkowników, ze względów bezpieczeństwa, smartfon sam je wyłączył? Ilu będzie wiedziało jak sprawdzić, czy takie funkcje są aktywne?

Powiadomienie push teoretycznie może być dostarczone błyskawicznie. W przeciągu ułamków sekund. Wraz z liczbą wysłanych powiadomień, czas może się wydłużać i tego nie jesteśmy w stanie policzyć, jak w przypadku SMS-ów Alertu RCB. Każde powiadomienie w aplikacji musi przejść przez serwery Apple i Google, a te mają odgórnie narzucone limity operacji. Dla projektów takich jak mObywatel, mogą być dostosowane w drodze negocjacji, więc ten problem teoretycznie da się wyeliminować.

Powiadomienie push trudniej wycelować geograficznie. Aplikacja musiałaby zbierać dane o lokalizacji i mieć na to pozwolenie od użytkownika. Podobnie jak na wspomniane wcześniej działanie tle. Bez tego komunikat musiałby iść do wszystkich użytkowników. 

Reklama
Reklama

Wąski gardłem są też nadajniki. Powiadomienie musi być wysłane do wszystkich użytkowników aplikacji w zasięgu danej stacji bazowej. Poza miastami, gdzie nadajników jest mniej i nie zawsze są to nowe sieci 5G, przepustowość sieci jest dużym ograniczeniem i wysyłka masowych komunikatów zwyczajnie może ją zatkać. 

Dlatego lepszym rozwiązaniem wydaje się transmisja cell broadcast. Sygnał wysłany do wszystkich urządzeń w zasięgu danej stacji bazowej. Nie jest kierowany do konkrentnych numerów telefonu, zwyczajnie wysyła komunikat (do 1 395 znaków) w eter. Urządzenie odbierające wyświetla go na ekranie i uruchamia sygnał alarmowy, nawet kiedy telefon jest wyciszony. Sygnał jest w stanie dotrzeć do nawet 500 tys. urządzeń w ciągu niecałych 10 sekund. 

Choć jest to starsza technologia, jest prosta i powszechna. Działa w wielu krajach, również Europy. W Polsce nie została jeszcze wdrożona. Prace nad nią trwają od 2023 r.

Źródło: Zero.pl
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz
Reklama
Reklama