Seria Pro Pixeli bardzo mocno odrzuca mnie od lat. Powód jest prosty i jest nim paskudnie błyszczący korpus obudowy. Dlatego też dużo przyjemniej korzystało mi się w ostatnich latach z modeli podstawowych.
W tym roku w udziale przypadł mi Pixel 11 Pro. Pech chciał, że właśnie w tym roku Google pierwszy raz zdecydował się na zrobienie modeli Pro z matowym korpusem. Oczywiście, że wylosował mi się wariant... błyszczący. Konkretnie zielony i o ile ta zieleń prezentuje się bardzo ładnie, tak błyszczące elementy to niezmiennie nie jest moja bajka.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Oprócz tego, że to cały czas się brudzi, przyciąga kurz i odciski palców, w tym wariancie trudno powiedzieć, w jakim kolorze są błyszczące elementy. Niby jest to srebrny, ale momentami wpada w złoty. To jeden z tych modeli, które chętnie zamknąłbym w jakimś ładnym etui.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Wygląd to oczywiście kwestia gustu, ale obiektywnie trzeba oddać Pixelowi 11 Pro, że jest wzorowo wykonany. Spasowanie elementów, docięcie krawędzi, wodoodporność zgodnie z normą IP68 – tutaj wszystko jest na swoim miejscu.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Obudowa ma 8,4 mm grubości i waży 204 gramy. Czy różni się czymś od poprzednika? Ma nową wyspę aparatów, która teraz w całości jest przykryta taflą szkła i mam wrażenie, że minimalnie mocniej wystaje ponad powierzchnię tylnego panelu. Nie mam Pixela 10 Pro do porównania, więc tutaj przyznaję, że trochę strzelam na oko.
Test Amazfit Cheetah 2 Ultra. Najbrzydszy zegarek, jaki mi się spodobał
Google Pixel 11 Pro ma bardzo dobry ekran otoczony... autostradą
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Zamiłowanie do grubych ramek wokół ekranu to przedziwna przypadłość Google, ale pod tym względem Pixel 11 Pro nie różni się niczym od poprzedników. Ramki są ogromne, jak na tę kategorię urządzeń, i grubsze, niż np. w iPhonie 17 Pro, który wydaje się tu naturalnym konkurentem.
Choć ramki iPhone'a nie są rekordowo cienkie, to mimo wszystko ta różnica przekłada się na wymiary smartfonów. Pixel 11 Pro jest o 2,7 mm wyższy od iPhone'a 17 Pro pomimo tej samej przekątnej ekranu.
Panel LTPO OLED ma przekątną 6,3 cala i wyświetla obraz o rozdzielczości 1280 x 2856 pikseli przy 120 Hz odświeżaniu obrazu. Chroni go szkło Gorilla Glass Victus 2. Parametry ekranu i jego wymiary są takie same jak w poprzedniku i pasują tu nawet te same folie ochronne. Na Pixela 11 Pro naklejałem folię z 10-tki i pasowała idealnie.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
O jakości ekranu nie można powiedzieć złego słowa. Nasycenie kolorów, ich odwzorowanie, poziom czerni, kontrast, wszystko jest tu na poziomie, jakiego możemy oczekiwać od flagowego smartfonu.
Google zapewnia, że poprawił jasność ekranu i to faktycznie widać w pomiarach. Dla całego panelu maksymalna automatyczna jasność zbliża się do 2350 nitów przy niecałych 2300 nitach w poprzedniku. Nie zobaczymy tego gołym okiem, a sam wyświetlacz jest odpowiednio jasny i pozostaje czytelny nawet w bardzo silnym słońcu. To wynik wyraźnie lepszy od iPhone'a 17 Pro, który w pomiarach wypada dosłownie o połowę gorzej, notując niewiele ponad 1000 nitów w trybie automatycznym.
Z drugiej strony czas mija, a Google to kolejny producent, który nie potrafi dorównać automatycznej regulacji ekranu, jaką oferuje Apple. W ciemnym otoczeniu wyświetlacz często, jak na moje oko, jest zbyt ciemny i wymaga ręcznego podbicia jasności.
W ekranie znajduje się czytnik linii papilarnych. Jest to wariant soniczny, który działa bardzo szybko i dokładnie. Ani razu nie sprawiał mi problemów.
Test Samsung Galaxy Z Fold8 Ultra. Nadal jest nudny, ale nigdy nie był tak dobry
Nie kupuj Pixela, brakuje mu wydajności. To najbardziej szkodliwy mit
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Jeśli spojrzeć na same wyniki benchmarków to faktycznie, można uwierzyć w głosy recenzentów, szczególnie zachodnich i uznać, że smartfony Google Pixel to od lat wolne złomy. W końcu flagowe smartfony z Androidem osiągają w benchmarku AnTuTu 11 wyniki w okolicach prawie 4 mln punktów, a Pixel 11 Pro nie przekracza 2 mln. Idąc prostą logiką, jest dwa razy wolniejszy? Nawet iPhone 17 Pro, a Apple też nie słynie z dobrych wyników benchmarków, w AnTuTu 11 notuje prawie 2,4 mln punktów.
Faktycznie procesory Google Tensor i Tensor G6 z Pixela 11 Pro słabo wypadają w benchmarkach i słabo radzą sobie z długą pracą pod wysokim obciążeniem. A jednak dzisiaj nie ma smartfonu z Androidem, który działałby płynniej niż Pixel 11 Pro. Google w tegorocznym modelu pokazuje, jak powinien działać jego system i robi to naprawdę dobrze.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / Inne)
Aplikacje uruchamiają się błyskawicznie, animacje są bardzo płynne i miłe dla oka, do tego smartfon nie przegrzewa się podczas długiego użytkowania. Tak, robi się ciepły podczas dłuższego grania w gry, a szczególnie podczas udostępniania internetu, ale nie jest to nic, co wykraczałoby poza rynkowe normy.
Test ViewSonic VP2766-2K. Monitor do pracy z obrazem nie musi być drogi
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
O procesie przenoszenia danych na nowego Androida z iPhone'a pisałem już przy okazji przenoszenia się na Galaxy Folda8 Ultra. Pełny opis wrażeń znajduje się pod tym adresem, więc tutaj tylko dodam, że cały proces zajmuje dosłownie kilka minut.
Po takim zabiegu pozostaje nam tylko skonfigurować i zalogować się do zainstalowanych aplikacji. Jeśli jednak konfigurujemy od zera, to pierwsze wrażenia mogą być mieszane. W przeciwieństwie do smartfonów innych producentów Pixele są bardzo ubogie w aplikacje i wszystko trzeba dograć ręcznie. Jest przy tym nieco więcej roboty, ale w zamian mamy znacznie mniej śmiecia. Szczególnie na tle smartfonów chińskich producentów.
Premiera serii Google Pixel 11 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Doświadczenia z użytkowania Pixela 11 Pro byłyby zupełnie inne, gdyby w Polsce działały usługi AI, które nie są dostępne na terenie Unii Europejskiej.
Sam interfejs Androida 17 ma sporo opcji personalizacji. Możemy mocno rozszerzyć siatkę ikon, zmienić ich kształt czy zmieniać wygląd i skróty ekranu Always On. O ile z niego korzystam, bo to oczywiście też możemy wybrać. To w zupełności powinno wystarczyć większości użytkowników.
Test Dreame X60 Pro Ultra Complete. Ma dwie ręce, czy dzięki temu sprząta lepiej?
Google Pixel 11 Pro nie ma najlepszego na rynku aparatu, ale nadrabia obsługą i funkcjami
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Google Pixel 11 Pro ma trzy aparaty:
- główny o rozdzielczości 50 Mpix z matrycą 1/1.3 cala i obiektywem 25 mm z przysłoną f/1.7,
- portretowy o rozdzielczości 48 Mpix z matrycą 1/1.95 cala i peryskopowym teleobiektywem 106 mm z przysłoną f/2.8,
- 48 Mpix z matrycą 1/2.51 cala i obiektywem ultraszerokokątnym i kątem widzenia 123 stopnie.
Względem poprzednika zmienił się aparat portretowy, który ma teraz większą matrycę i minimalnie krótszą ogniskową (106 vs 113 mm).
Dużą siłą aparatu Pixela 11 Pro są jego funkcje. Moje ulubione to możliwość automatycznego zapisu zdjęć w formacie RAW oraz tryb zdjęć w ruchu. Pierwszy nie wymaga aktywacji żadnego dodatkowego trybu Pro. Zwyczajnie zaznaczamy opcję i każde zdjęcie zapisuje się dodatkowo w surowym formacie. Jeśli chcę coś dodatkowo ręcznie edytować, mogę to zrobić dla każdego zdjęcia, które zrobiłem.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Tryb zdjęć w ruchu to przeciwieństwo tego, co oferują praktycznie wszystkie smartfony. Dążą one do zatrzymania poruszającego się obiektu i zamrożenia go w kadrze. Tutaj możemy zrobić zdjęcie jadącego samochodu, a smartfon doda do tego rozmycia tła i zamieni kadr w bardziej dynamiczny. Zrobienie takiego zdjęcia klasycznym aparatem wymaga zastosowania kilku sztuczek, tu w zasadzie wszystko robi się samo.
Zdjęcia przykładowe:
Nowością w Pixelu 11 Pro są Style. Do wyboru mamy oryginalny z nieco mocniej nasyconymi kolorami, naturalny, w którym zdjęcia są delikatnie zmiękczone, cienie dla mocniej podbitych ciemnych elementów kadru oraz złota poświata, czyli lekkie ocieplenie kolorów. Style można ustawić na stałe i wszystkie zdjęcia są wykonywane z ich użyciem. Faktycznie mają wyraźny wpływ na wygląd kadrów i łatwo można dobrać coś pod własne preferencje.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Kolejna nowość to fotoasystent. To nic innego jak AI, który podpowiada nam, jak wykonać zdjęcie. Patrzymy na kadr i dostajemy podpowiedzi, co zrobić, aby zdjęcie było lepsze. Coś wyrównać, przesunąć albo skorzystać z zoomu. Choć funkcja jest oznaczona jako beta, działa całkiem sprawnie.
Pozostając w temacie AI, Google bardzo otwarcie mówi o jej użyciu podczas fotografowania i to sprawdza się zaskakująco dobrze. Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana głównie podczas korzystania z dużego zoomu i kiedy jakość zdjęcia spada w wyniku jego użycia, AI „domalowuje” brakujące detale.
Działa to faktycznie dobrze i muszę pochwalić to, że nie ma tu prób generowania nowej rzeczywistości. Idealnie widać to na zdjęciach Księżyca. Pixel 11 Pro nie próbuje go wygenerować od zera, jak Samsung czy Huawei, a stara się tylko poprawić jego wygląd. Również przy klasycznych, dziennych ujęciach z dużym przybliżeniem efekty pracy AI w Pixelu 11 Pro są znacznie lepsze niż np. w Oppo Find X9 Ultra.
Zdjęcia przykładowe wykonane Pixelem 11 Pro w trybie automatycznym:
Test Kanto Ora4. Kompaktowe głośniki zaskakują brzmieniem
Pixel HiLight, czyli kolorowa dioda
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Nowością w serii Pixel 11 jest HiLight, czyli kolorowa dioda na tyle obudowy. Przyznam się, że ten akapit piszę mając już gotowy cały artykuł, bo kompletnie o tym zapomniałem. To dużo tłumaczy, czym jest ta funkcja.
Co to w ogóle potrafi? Dioda na wyspie aparatów może świecić na różne kolory, co robi bardzo efektownie. Podświetla się podczas rozmawiania z Gemini (głosowo) lub podczas połączenia przychodzącego od ulubionych kontaktów. HiLight, przynajmniej na razie i oficjalnie, nie można przypisać do dowolnych powiadomień, więc użyteczność tej funkcji jest mocno ograniczona. No i nie każdy odkłada smartfon ekranem w dół (tak, ja też nie), żeby dioda była widoczna.
Test Razer Hammerhead V3 HyperSpeed. W małej formie dużo dźwięku
Czas pracy Pixela 11 Pro mógłby być nieco lepszy
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Bateria Pixela 11 Pro delikatnie zmalała względem poprzednika z 4870 do 4850 mAh. Czas pracy jest dobry, choć chciałoby się więcej. Można go porównać bardziej z iPhonem 17 Pro niż konkurencją z Androidem. Jeśli przeprowadzimy suche testy w benchmarkach, faktycznie różnica w maksymalnym czasie np. oglądania filmów, grania gry czy przeglądania internetu to niewiele ponad godzina korzyść jednego lub drugiego modelu.
Przy intensywnym użytkowaniu często zdarzało mi się, że Pixel 11 Pro miał w okolicach godziny 17-18 już w okolicach 10 proc. baterii. Co trzeba oddać, stan naładowania spada bardzo proporcjonalnie i np. wychodząc z biura przy 18 proc. zapasu energii byłem pewny, że nie muszę go doładowywać i spokojnie mi to wystarczy na godzinną drogę do domu.
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Pixel 11 Pro obsługuje ładowanie przewodowe z mocą 30 W i bezprzewodowe z mocą 25 W, obsługując przy tym ładowanie magnetyczne. Więc tak, można tu bez problemu podpiąć ładowarki z MagSafe dedykowane smartfonom Apple i wszystko działa bez zarzutów.
Smartfon ładuje się do pełna w godzinę i 20 minut, w 15 minut do 30 proc. a w pół godziny do prawie 60 proc. iPhone 17 Pro ładuje się nieco szybciej, ale pamiętajmy, że tam jest bateria o pojemności 3988 mAh.
Google Pixel 11 Pro to najlepszy smartfon z Androidem. Czy potrzebujesz modelu Pro?
Google Pixel 11 Pro (fot. Arkadiusz Dziermański / zero.pl)
Przez ostatnie dwa lata sporo czasu spędziłem z Pixelem 9 oraz 10 i mocno zastanawiałem się, czy poczuję dużą różnicę przy Pixelu 11 Pro. Istotne różnice są dwie. Pierwsza wynikająca z typowej aktualizacji sprzętu i jest to jaśniejszy ekran, a druga to aparaty. Pixel 11 Pro ma je wyraźnie lepsze, ale też ogólnie na tle rynku wypadają bardzo dobrze.
Google stawia mocno na fotografię obliczeniową i masę sztuczek AI, ale robi to w godny pochwały sposób. Nawet jeśli smartfon coś w procesie automatycznej edycji dorysuje, to robi to w sposób nienachalny i nierzucający się w oczy. Dokładnie takiego działania wymagam od algorytmów aparatu.
Zdecydowanie polecam nie ulegać propagandzie narracji, że smartfony Google Pixel mają problemy z wydajnością. Mają problemy z benchmarkami, w których faktycznie wypadają bardzo słabo. Jednocześnie jednak Pixel 11 Pro to najlepiej działający smartfon z Androidem. Oferujący najstabilniejszy system i najbardziej płynne animacje.
Premiera serii Google Pixel 11 (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Po stronie minusów pozostaje błyszcząca obudowa, na którą niezmiennie bardzo źle mi się patrzy, ale tak, w końcu modele Pro mają też wariant matowy, który zdecydowanie polecam. Nie do końca też przekonała mnie kolorowa dioda na tyle obudowy. Albo zwyczajnie nie udało mi się do niej przekonać, bo jej działanie jest mocno ograniczone.
Trudno jest ocenić Pixela 11 Pro. Z jednej strony, jeśli chciałbym przekonać użytkownika iPhone'a do Androida, to tym modelem zrobię to najszybciej i najłatwiej. Z drugiej konkurencja ma obecnie lepsze baterie i aparaty, tu patrzę szczególnie w kierunku Xiaomi, Oppo i vivo, ale też jest to konkurencja znacznie droższa.
Ceny Pixela 11 Pro nie urosły względem poprzednika i są obecnie na zbliżonym poziomie do iPhone'ów. Wariant 256 GB został wyceniony na 5 199 zł, 512 GB na 5 799 zł, a 1 TB na 6 899 zł. To mniej niż trzeba zapłacić za iPhone'a 17 Pro (który obecnie zniknął z oferty Apple po premierze nowego modelu) i iPhone'a 18 Pro wycenionego w wariancie 256 GB na 6 299 zł.
Może zainteresuje Cię:


























