– Nie można mówić o zaniedbaniach procedur. Nie jesteśmy w czasie wojny – mówi Zero.pl gen. Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych. Po upadku prawdopodobnie rosyjskiego pocisku na Lubelszczyźnie wojskowy tłumaczy, jak reaguje się na incydenty naruszenia przestrzeni powietrznej. I wskazuje na największe słabości wschodniej Polski w kontekście obrony.

- – Nie możemy strzelać do wszystkich obiektów, które się pojawiają w naszej przestrzeni. Nie zamknęliśmy przestrzeni powietrznej i nie mamy wojny – mówi Zero.pl gen. Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych.
- Gen. Drewniak tłumaczy, jak działają procedury uruchamiane wobec naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowane obiekty.
- Jak podkreśla, w kwestii obrony przestrzeni powietrznej Polski jest jeszcze wiele do zrobienia, bo „trochę żeśmy zaspali”.
Podczas czwartkowego spotkania zespołu koordynacyjnego premier Donald Tusk stwierdził, że wszystko wskazuje na to, iż w nocy polską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski pocisk CH101. – Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – zaznaczył szef rządu. Jak poinformował, w sprawie incydentu pozostaje w kontakcie z liderami państw europejskich.
Pocisk spadł na ziemię ok. godz. 3:46 w okolicach miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. W miejscu upadku powstał ok. 10-metrowy krater.
– Nie można mówić o zaniedbaniach procedur. Nie jesteśmy w czasie wojny.
Nawet para dyżurna, która stoi w Systemie Obrony Powietrznej polskim i NATO, ma 10 minut do startu – mówi Zero.pl gen. Tomasz Drewniak, były szef wojsk lotniczych, szef Zarządu Wojsk Lotniczych, a także Inspektor Sił Powietrznych.
Gen. Drewniak o procedurach w przypadku naruszenia przestrzeni powietrznej
– Nie możemy strzelać do wszystkich obiektów, które się pojawiają w naszej przestrzeni – mówi gen. Drewniak. Jak podkreśla, polska przestrzeń powietrzna nie została zamknięta, a w kraju nie ma wojny.
– Codziennie nad Polską przelatują setki, a może tysiące różnych statków powietrznych. Przed podjęciem działania należy zidentyfikować obiekt – tłumaczy.
Generał potwierdza, że w przypadku ryzyka wzrostu zagrożenia intensyfikuje się działania wojskowe.
– Na podstawie danych ze źródeł wywiadowczych na przykład o przygotowywaniu się Rosjan do jakiegoś większego ataku, trzyma się parę dyżurną [myśliwców – red.] nie na lotnisku, lecz w strefach dyżurowania rozmieszczonych wzdłuż granicy – tłumaczy.
Jak podkreśla, tak właśnie było we wrześniu 2025 r., kiedy od strony wschodu do Polski. masowo wleciały drony.
Jak chroni się polską przestrzeń powietrzną? Generał wyjaśńia
Oprócz dyżurów stale pełnionych przez lotnictwo wojskowe polskiego nieba chronią systemy Wisła i Narew – czyli rakiety Patriot i MBDA. – I Patriot jest w dyżurze, ale w tym momencie te systemy chronią przede wszystkim Warszawę – mówi gen. Drewniak.
Gdyby taki obiekt zmierzał w kierunku stolicy i stwarzałby realne zagrożenie, myślę, że podjęto by decyzję użycia systemu obrony. Jest zatem kilka wariantów. To nie jest tak, że jest tylko jedna droga do zatrzymania zagrożenia.
gen. Tomasz Drewniak
Jak podkreśla ekspert, decyzja o użyciu systemów obrony zależy od tego, jak długo obiekt przebywa w naszej przestrzeni i jakie stwarza zagrożenie.
– Cały czas jest na bieżąco analizowane dziesiątki czynników mających wpływ na podjęcie decyzji takiej, a nie innej – mówi Drewniak. Jak podkreśla, eksperci dyżurujący w Dowództwie Operacyjnym na bieżąco obserwują sytuację i proponują rozwiązania.
Ściana wschodnia? „Trochę żeśmy zaspali”
Gen. Drewniak podkreśla, że trwają prace nad rozbudowaniem programów obrony powietrznej. Zestaw antydronowy SAN jest przeznaczony głównie na ścianę wschodnią.
Nocne alarmy na Lubelszczyźnie, zagubieni mieszkańcy. „Informacje widziałem tylko na X”
Polska dąży również do jak najszybszego uruchomienia systemu aerostatów radiotechnicznych „Barbara”. Specjalne balony pozwolą na kontrolowanie szerszej przestrzeni, co pozwoli na dużo wcześniejsze wykrycie obiektu. – Wydłuży się czas na podjęcie prawidłowych działań – tłumaczy generał.
Jak dodaje, na system ochrony przestrzeni powietrznej składają się dziesiątki elementów.
Nie myślmy o wzmocnieniu ściany wschodniej tylko efektorami. Żeby efektor zadziałał, rakieta czy działko, to musimy zrobić przed tym przynajmniej trzy rzeczy: wykryć obiekt, zidentyfikować, podjąć decyzję o działaniu efektorów.
gen. Tomasz Drewniak
Dopytywany, generał przyznaje, że w przypadku obrony powietrznej jest jeszcze wiele do zrobienia.
– Trochę żeśmy zaspali. Nie chcę tutaj też nikogo obwiniać, bo to nie o to chodzi. Żebyśmy jednak nie wpadli w jakąś paranoję – zaznacza. Jak podkreśla, zaistniała w nocy sytuacja jest „bardzo poważna”. – Ale jeszcze kilka dni temu Rumuni zestrzelili dwa drony na swoim terytorium. Jesteśmy niestety blisko dziejącego się konfliktu i takie rzeczy się po prostu mogą zdarzyć – podsumowuje.
Incydent nad Lubelszczyzną
O godz. 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt. Do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3:46 obiekt zanikł. Prawdopodobne miejsce upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia. Informację podało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Lubelska policja poinformowała w serwisie X, że otrzymała zgłoszenie o potężnym huku, który słychać było w powiecie biłgorajskim między miejscowościami Tarnawa Kolonia a Biskupice. „Po godz.5.00 policjanci pomiędzy m. Tarnawa Kolonia a m. Tokary na polu w odległości około 2 km od zabudowań ujawnili lej oraz porozrzucane elementy niezidentyfikowanego obiektu” - podała policja.
Obecnie priorytetem pozostaje pełna ocena skutków i zapewnienie bezpieczeństwa w rejonie zdarzenia.
„Nie ma powodu sądzić, że celem była Polska”. Tusk pojechał na miejsce upadku rakiety
– Czyja to jest rakieta? Pamiętacie państwo tę sytuację (z Przewodowa – red.), nie muszę nikomu tłumaczyć, że Rosja będzie tutaj stawała na głowie, żeby się z tego wyczyścić. Rekomendacja prokuratury jest taka, żeby nie rozstrzygać, ale odnalezione ślady wskazują na rosyjską rakietę Ch-101 – mówił w czwartek premier Donald Tusk.
– Wielkość leja, 10 metrów średnica, głębokość, to wszystko pokazuje, że to poważna sprawa. Jestem w kontakcie z większością przywódców europejskich, Amerykanie są zainteresowani, żeby uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym. Odebrałem wyrazy solidarności – kontynuował Tusk i dodał: – Nie będziemy sami z tym problemem.

