Kolejny niezidentyfikowany obiekt na polskim niebie ponownie rozpoczyna dyskusję na temat potrzeby poprawienia w Polsce systemów ostrzegania. Opozycja apeluje o aplikację mAlert, mamy możliwość rozbudowania mObywatela, jest Alert RCB, istnieje też pomysł na stary, ale skuteczny system cell broadcast. Pomysły są, a co z wdrożeniami?

- Kolejny obiekt naruszający polską strefę powietrzną ponownie rozbudził dyskusję o wdrożeniu skutecznego systemu ostrzegania o zagrożeniu.
- Opozycja domaga się wprowadzenia aplikacji mAlert lub rozszerzenia możliwości mObywatela.
- Ministerstwo Cyfryzacji rozważa wprowadzenie nowej opcji do aplikacji, ale trudno nazwać to rozwiązanie powszechnym.
- Najpewniejszym rozwiązaniem wydaje się dzisiaj cell broadcast. Technologia działająca w innych krajach nie została jeszcze wdrożona w Polsce, ale prace nad nią trwają.
Systemy ostrzegania przez lata były narzędziem, o którym można było powiedzieć, że warto je mieć na wszelki wypadek. Dzisiaj faktycznie ich potrzebujemy i tu pojawia się pytanie – jaki system byłby najskuteczniejszy? Najwięcej mówi się o aplikacjach, ale jeśli system ma być powszechny, to nie jest rozwiązanie problemu.
Opozycja domaga się aplikacji mAlert. Można tę funkcję dodać w mObywatelu
mAlert to robocza nazwa propozycji systemu ostrzegania ludności zaproponowanego przez posłów Prawa i Sprawiedliwości. Warto tu zaznaczyć, że nie ma to związku z aplikacją o tej samej nazwie dostępną w Google Play (nie była aktualizowana od 2017 r. i nie służy do informowania o zagrożeniach).
Posłowie wskazywali podobne rozwiązanie z Ukrainy i faktycznie, działa tam aplikacja „Повітряна тривога” (Powietrzny Alarm). Działa bez rejestracji i zbierania danych geolokalizacyjnych. Użytkownik określa, dla jakiego obszaru chce dostawać powiadomienia, a proces działania jest bardzo prosty. Operator obwodowej administracji państwowej odbiera sygnał alarmu lotniczego i natychmiast przekazuje go dalej, a aplikacja rozsyła powiadomienie do użytkowników w danym regionie. Równolegle funkcjonuje ochotnicza aplikacja eAlert (єТривога), również wysyłająca powiadomienia push o zagrożeniach, atakach rakietowych i ostrzale artyleryjskim.
We wrześniu 2025 r. wicemister cyfryzacji Dariusz Standerski powiedział, że resort nie pracuje nad taką aplikacją, ani nie planuje wdrożenia takiej funkcji w mObywatelu. Dzisiaj sytuacja wygląda nieco inaczej.
„Nie ma powodu sądzić, że celem była Polska”. Tusk pojechał na miejsce upadku rakiety
Trwają zaawansowane prace nad zmianami w mObywatelu. Sama funkcja nie wystarczy

Aplikacja mObywatel (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Ministerstwo Cyfryzacji w rozmowie z Zero.pl potwierdza, że rozmowy nad dodaniem nowego alertu w mObywatelu z twórcami aplikacji są na zaawansowanym etapie. W skali całego projektu ma to być stosunkowo proste w realizacji, ale funkcja musi zostać dobrze wdrożona.
Samo dodanie nowej opcji do mObywatela, w formie np. powiadomień push o zagrożeniach, to za mało. W maju 2026 r. mObywatel miał 12 mln użytkowników. To mniej niż 1/3 mieszkańców Polski i ok 40 proc. osób dorosłych. To nie byłby powszechny system ostrzegania. Nawet jeśli funkcja pojawiłaby się w aplikacji, bez odpowiedniej, szeroko zakrojonej kampanii informacyjnej, mogłaby nie zdać egzaminu.
Warto tu dodać, że trwają też prace nad aplikacją operacji Horyzont, nad którą pracują Wojska Obrony Cyberprzestrzeni. Jest to jednak program do zgłaszania zagrożeń służbom przez obywateli, a nie informowaniu o zagrożeniu.
Cell broadcast to rozwiązanie stare, ale powszechne. Aplikacja mogłaby je wspierać
Cell broadcast można uznać za starą technologię, znacznie mniej nowoczesną od aplikacji, ale jednocześnie bardziej skuteczną. Jest to część wszystkich standardów sieci komórkowych, od 2G do 5G i w przeciwieństwie do SMS-ów nie wykorzystuje numeru telefonu. Komunikat jest wysyłany do wszystkich urządzeń w zasięgu danej stacji bazowej.
Technologia jest skuteczna i szybka. Pozwala dotrzeć do nawet 500 tys. urządzeń w ciągu niecałych 10 sekund, a w komunikacie można zawrzeć do 1 395 znaków. System nie wymaga potwierdzenia odbioru, więc w znacznie mniejszym stopniu obciąża sieć, a komunikat jest wyświetlany od razu na ekranie telefonu wraz z głośnym systemem alarmowym. Nawet jeśli urządzenie jest wyciszone, alarm zostanie odtworzony.
System faktycznie jest stary. Został zaprezentowany w 1997 r. i pierwszy raz wdrożono go w Libanie w 1998 r. W Europie korzystają z niego m.in. Holandia, Francja, Chorwacja czy Niemcy. Ostatni stosunkowo krótko, bo od 2023 r.
W Polsce rozwiązanie jest planowane od 2023 r. i do dzisiaj nie udało się tego zrobić. Ministerstwo Cyfryzacji w rozmowie z Zero.pl potwierdza, że prace nie zostały porzucone. Niedawno miało miejsce spotkanie z operatorami komórkowymi w tej sprawie, ale samo wdrożenie systemu leży w gestii MSWiA. W momencie pisania tego tekstu nie uzyskaliśmy jeszcze informacji, na jakim etapie są prace.
„Nieuleczalny” problem polityków. Gubi ich jedna aplikacja
Aplikacje alarmowe to nośny temat, ale to nie jest rozwiązanie problemu

Alert RCB. (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Politycy skupiają się w tej sprawie na aplikacjach, co nie rozwiązuje problemu obywateli, ale może poprawić notowania polityczne. Opozycja będzie mogła pochwalić się, że alerty pojawiły się w ich mObywatelu i bez nich by tego nie było. Rządzący będą mogli pokazać, że rozbudowują funkcje aplikacji i zrobili coś nowego, czego obecna opozycja za czasów swoich rządów nie zrobiła.
Efektem będzie funkcja dostępna dla 1/3 obywateli, z których możemy śmiało zakładać, że duża część nawet się o niej nie dowie. O ile nie będzie temu towarzyszyć odpowiednia kampania informacyjna.
Cell broadcast wydaje się obecnie najlepszym, najprostszym i najbardziej powszechnym rozwiązaniem. Bardziej powszechnym niż Alert RCB, który jak wiemy niedomaga, a wydarzenia takie jak dzisiejsze pokazały, że w sytuacji zagrożenia może nie zdawać egzaminu. Jednocześnie cell broadcast nie wyklucza rozbudowania funkcji mObywatela. Systemy mogą działać równolegle, a na nadmiar zabezpieczeń raczej nikt nie powinien narzekać.

