Niemożliwe do odebrania kaucje, zalegające w sklepach worki z odpadami i automaty, które niszczą butelki tak, że te nie nadają się do recyklingu, a część z nich jest po prostu palona – tak działa system kaucyjny pół roku po starcie. Portal Zero.pl ustalił, że rządowi politycy wprowadzali go, podpierając się badaniami opinii przeprowadzonymi przez firmy, które dziś zarabiają na rozwiązaniu.

- Ministerstwo Klimatu i Środowiska, przed wprowadzeniem systemu kaucyjnego, opierało się na badaniach dostarczanych przez firmy, które same zyskają na systemie.
- Stawką są miliardy złotych. Tylko nieodebrane przez Polaków kaucje mają wynieść ok. 8 mld zł w ciągu 10 lat. Środki te trafią do prywatnych firm.
- Firmy pieniądze z nieodebranych kaucji powinny przeznaczyć na rozwój systemu. Ale – tu paradoks – im słabiej go rozwiną, tym więcej środków do nich będzie trafiać.
- Część automatów niszczy butelki tak, że nadają się tylko do spalenia. A część operatorów tak zorganizowało działalność, że butelki oddane we Wrocławiu wożone są ciężarówkami do Szczecina.
- Do UOKiK trafiło już 260 skarg na działanie systemu. Automaty zawodzą, a sieci handlowe utrudniają odbiór kaucji.
- Przedstawiciele miejskich spółek uważają, że niebawem może być konieczny wzrost opłat za odbieranie odpadów. System kaucyjny wpływa bowiem negatywnie na finanse gmin.
Nieudolne wdrożenie systemu kaucyjnego – to jeden z powodów, dla których Konfederacja wraz z Prawem i Sprawiedliwością chcą odwołania minister klimatu, Pauliny Hennig-Kloski. Do marszałka Sejmu trafił wniosek w tej sprawie. Czy wniosek ma podstawy? Portal Zero.pl przyjrzał się kulisom działania systemu pół roku po starcie. I, jak się okazuje, sprawdziła się duża część ostrzeżeń ekspertów, które pominięto przed wdrożeniem. Polacy masowo skarżą się na trudności w odzyskiwaniu kaucji za butelki, automaty szwankują, a gminy zapowiadają możliwe podwyżki opłaty za wywóz śmieci. Ministerstwo klimatu z kolei w odpowiedzi na interpelację poselską przyznaje, że nie monitoruje skutków wprowadzenia systemu takich jak to, czy produkty sprzedawane w butelkach i puszkach podrożały.
Carlsberg pomógł rządowi
System kaucyjny to – najprościej ujmując – mechanizm, w którym klient płaci kaucję przy zakupie napoju i odzyskuje ją po zwrocie opakowania. Jest jedną z możliwości odzyskania opakowań, które nadają się do powtórnego przetworzenia. W Polsce przygotowania do wprowadzenia go podjął jeszcze rząd Mateusza Morawieckiego, ostateczny kształt przepisów uchwaliła już obecna koalicja rządząca. Obowiązuje od października 2025 r. i obejmuje: jednorazowe butelki plastikowe PET o pojemności do 3 l., metalowe puszki do 1 l oraz szklane butelki wielokrotnego użytku do 1,5 l. Resort klimatu na początku marca podawał, że do stycznia zebrano ok. 28 mln sztuk opakowań.
Przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska wielokrotnie argumentowali publicznie, że Polacy popierali wprowadzenie systemu. Przykładowo do dziś na rządowej stronie można znaleźć informację z marca 2024 r., że „ponad 85 proc. mieszkańców Polski ma pozytywne odczucia dotyczące nowego systemu kaucyjnego”. W marcu 2025 r., już po wprowadzeniu systemu, 50,5 proc. Polaków negatywnie oceniło system kaucyjny, a pozytywną opinię miało 27,6 proc. (dane sondażowni IBRiS).
Z czego mogą wynikać aż tak duże rozbieżności? Okazuje się bowiem, że wyniki badań prezentowane przez ministerstwo klimatu były podrzucane urzędnikom przez spółki, które później miały na mechanizmie skorzystać. Biuro prasowe MKiŚ w korespondencji z Zero.pl przyznaje:
W ostatnich latach w przestrzeni publicznej pojawiło się co najmniej kilka badań opinii publicznej dotyczących systemu kaucyjnego. Większość z nich była zamawiana przez podmioty i organizacje będące interesariuszami wprowadzanych zmian.
Dotarliśmy do pisma, które ujawnia tych „interesariuszy”. W odpowiedzi na wniosek o informację publiczną złożony przez Macieja Kiełbusa z kancelarii Ziemski & Partners, resort przyznał, że wiceminister Anita Sowińska posługiwała się danymi, których źródłem była Agata Koppa, dyrektor ds. korporacyjnych i ESG w Carlsberg Polska. “Pochodzą one z raportu producenta” – czytamy w piśmie.

To o tyle istotne, że Carlsberg nie jest wobec systemu podmiotem zewnętrznym. Spółka, razem z Grupą Żywiec i Kompanią Piwowarską, powołała Polski System Kaucyjny S.A., czyli operatora systemu w Polsce. To takie przedsiębiorstwa, które czerpią dochody np. z nieodebranych przez klientów kaucji, ale mają za te pieniądze rozbudowywać system. Na ich działanie MKiŚ musi wydać zgodę. Aktualnie jest ośmiu operatorów systemu.
Innymi słowy: resort odsyłał do materiałów przygotowanych przez firmę, która jest bezpośrednio zainteresowana jego wdrożeniem i funkcjonowaniem.
100 zł na Polaka. Ile kosztuje wdrożenie systemu kaucyjnego
A stawka nie jest mała. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte jeszcze przed uruchomieniem systemu kaucyjnego, przychody operatorów miałyby wynieść w ciągu dekady ok. 40 mld zł, przy kosztach rzędu 23 mld zł. A to wszystko w imię recyklingu 2-3 proc. odpadów. – W proces tworzenia raportu zaangażowane były wszystkie strony rynku, w tym samorządy, firmy odpadowe i operatorzy systemu kaucyjnego. Ministerstwo się z nim zapoznało, ale na pewno zaskoczeniem dla resortu były wyliczone przez nas koszty wprowadzenia tego systemu – przyznaje Joanna Leoniewska-Gogola, ekspertka, która brała udział w pracach nad dokumentem, partner associate w Deloitte.
Jak wynika z opracowania Deloitte, sama wartość kaucji, którą obywatele najpierw zapłacą w cenie napoju, a później nie odbiorą, szacowana jest na 8,2 mld zł w skali dekady.
Pieniądze z nieodebranych kaucji oraz ze sprzedaży zebranych opakowań i surowców z ich przetwarzania mają finansować system kaucyjny. Ustawa (art. 40i ust. 4 ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi) posługuje się dokładnie pojęciem “finansowanie systemu kaucyjnego”. Tyle że już nie precyzuje, co to oznacza. Przykładowo nic nie stoi na przeszkodzie, by z tych środków zlecić kampanie reklamowe promujące system kaucyjny. Nie ma też – a przynajmniej tak się wydaje – przeszkód, by wynagrodzenia pracowników operatora pochodziły z tych środków.
– Jeżeli będą nadużycia w tym obszarze, na pewno będziemy je eliminować w drodze ustawy – zapewniała minister klimatu Paulina Hennig-Kloska (Centrum) w wywiadzie dla RMF FM. Uchyliła się jednak od jednoznacznej odpowiedzi, czy nadużyciami będą np. wysokie premie dla zarządów spółek.
W efekcie wprowadzono model, w którym operatorzy powinni dążyć do rozwijania systemu, tak aby Polacy mogli łatwiej odbierać swoje kaucje. Jednocześnie rozwój systemu spowoduje, że mniej pieniędzy trafi do operatorów na ich działalność, w tym możliwość zawierania umów z innymi podmiotami oraz wypłacania środków konkretnym ludziom związanym z danym operatorem.
Kaucja jak program lojalnościowy dla sieci handlowych
Czy szacunki Deloitte się potwierdzą, pokaże czas, ale już dziś Polacy narzekają na to, że sieci handlowe (część z nich jest bezpośrednio związana z operatorami) utrudniają odbieranie kaucji – tylko do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta trafiło 260 skarg obywateli na system. Urząd przekazał je do Głównego Inspektoratu Środowiska, który, jak informuje nas UOKiK, prowadzi kontrole. Ile skarg wpłynęło do samego GIOŚ – nie wiadomo, urząd nie odpowiedział na nasze pytania.
Odbierania kaucji nie ułatwiają sieci marketów. Choć ustawa nakazuje oddawać klientom pieniądze w zamian za zwracane butelki, automaty ustawione w sklepach pozwalają, by oddać kaucję w bonach. Taką możliwość dopuściło MKiŚ we wrześniu 2025 r., wydając korzystną dla operatorów systemu interpretację ustawy. Według uzasadnienia, chodziło o to, by automaty kaucyjne nie musiały przechowywać w sobie monet, a zatem mogły dłużej działać.
Sęk w tym, że – poza pewnymi wyjątkami – rynek zrobił z voucherów coś w stylu programu lojalnościowego. Bilety z automatów można wymienić na gotówkę. Niewymienione działają jednak tylko w sieci, która je wydała – tak jest choćby w Biedronce. W Netto, Żabce czy ALDI są jeszcze ściślejsze ograniczenia – bon można wykorzystać tylko w tym samym sklepie, gdzie go wydano. Standardowy czas na wykorzystanie bonu to 30 dni od daty wydania. To minimalny czas, jaki MKiŚ określiło w wytycznych. Tylko nieliczni, np. Auchan i Kaufland, wychodzą poza to minimum.
Za system zapłacą osoby starsze i z niepełnosprawnościami
Vouchery to nie jedyne utrudnienia dla tych, którzy oddają butelki. System praktycznie uniemożliwia oddawanie butelek pasażerom lotnisk (zakupioną tam butelkę trzeba by zabierać w podróż i przywozić z powrotem do Polski), a także mieszkańcom wsi, którzy kupują napoje w niewielkich sklepikach blisko domów, a do najbliższego punktu zbiórki mają kilka kilometrów.
Co ciekawe, MKiŚ nie wykonało nawet podstawowych analiz, by zbadać skalę problemu przed wprowadzeniem systemu. Jak wynika z odpowiedzi wiceminister Anity Sowińskiej na interpelację poselską, resort nie miał nawet mapy rozmieszczenia sklepów spełniających kryteria systemu, czyli takich, których powierzchnia przekracza 200 m2. Nie zbadano więc, jak daleko mieszkańcy będą musieli fatygować się, aby zwrócić butelki.
Państwo przed wprowadzeniem systemu nie sprawdziło też, jak system zadziała dla najbardziej wrażliwych grup, w tym seniorów i osób z niepełnosprawnościami, które mają trudności w dostarczeniu zużytych opakowań do punktów zbiórki. Jak przyznaje w odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister Sowińska, dopiero po uruchomieniu systemu, „kwestie zapewnienia dostępności systemu (…) są w ostatnim czasie przedmiotem prac Rady Dostępności”, a rozwiązania w tym zakresie „nie były wskazane w ustawie”. Resort klimatu zostawia dopasowanie sieci operatorom. W ustawie postawiono tylko wymóg, by jeden punkt zbiórki był w każdej gminie.
System kaucyjny generuje obciążenia dla środowiska
W efekcie, system kaucyjny, który przez rząd przedstawiany był jako rozwiązanie proekologiczne, może generować dodatkowe obciążenia dla środowiska. Jak wynika z opracowania przygotowanego przez dr inż. Beatę Waszczyłko-Miłkowską i dr inż. Jolantę Kamińską-Borak z firmy BioVeradi, obsługa jednej butelki PET w systemie kaucyjnym zostawia prawie trzy razy większy ślad węglowy, niż w systemie gminnym. To oznacza wzrost emisji z ok. 4 g CO2 na butelkę w systemie komunalnym do ok. 10-11 g CO2 w systemie kaucyjnym. Jako pierwszy ten raport opisał Business Insider.
Chodzi o to, że w systemie gminnym śmieci trafiają z domu do pojemnika, potem do sortowni, a na końcu do zakładów, które przerabiają je na surowce do ponownego wykorzystania, np. granulat do produkcji nowych opakowań. W miastach ten system działa stosunkowo sprawnie, bo odległości są niewielkie i nie wymagają dodatkowego transportu ze strony mieszkańców. Problem zaczyna się poza dużymi ośrodkami. W gminach o rozproszonej zabudowie odległości rosną, a kluczowe staje się to, jak daleko jest z sortowni do takich zakładów przetwarzania. W dobrze rozwiniętych regionach to kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów, ale na peryferiach mogą sięgać nawet 300–400 km.
Portal Zero.pl widział sprawozdanie jednego z operatorów systemu kaucyjnego, złożone we Wrocławiu. Odpady ze Śląska są, według dokumentu, transportowane do instalacji w Szczecinie, Radomsku czy niemieckim Freibergu.
Zadaliśmy wszystkim operatorom pytania, jak daleko wożone są odpady. Odpowiedział tylko jeden – Kaucja.pl – przekonując, że transportuje je nie dalej niż 100 km. Twarde dane dotyczące odległości u innych operatorów poznamy więc dopiero, kiedy będą składać sprawozdania za poprzedni rok działalności.
A i to nie koniec. Bo, zdaniem Joanny Leoniewskiej-Gogoli, rozwiązania systemu kaucyjnego mają też poważne wady techniczne. – Okazuje się, że rozwiązania stosowane w automatach do zbiórki opakowań powodują istotne straty surowca. Stopień rozdrobnienia materiału w tych urządzeniach jest bardzo wysoki, w efekcie tracimy od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu procent surowca, zarówno w przypadku puszek, jak i butelek – zwraca uwagę ekspertka Deloitte, powołując się na informacje pozyskane od uczestników rynku. – Automaty uszkadzają opakowania mechanicznie, robiąc w nich otwory i powodując kruszenie się materiału. Konsument oddaje pełne, nienaruszone opakowanie, ale w procesie przyjmowania w automacie jego jakość znacząco się pogarsza. Dodatkowo w wielu przypadkach dochodzi do odrywania i rozkruszenia przytwierdzonych nakrętek, co jeszcze bardziej utrudnia późniejsze sortowanie i recykling – wymienia. I dodaje, że utracony w ten sposób materiał nie trafia do recyklingu. – Jest wykorzystywany jako paliwo alternatywne RDF – zaznacza.
Krótko mówiąc: część tego, co oddajemy, jest po prostu spalane. Ślady po spalaniu znajdujemy też we wspomnianym wcześniej sprawozdaniu operatora systemu kaucyjnego. Według niego część odpadów trafiła m.in. jako paliwo do cementowni.
System kaucyjny uderzy gminy po kieszeni
Jak wskazuje Deloitte, wprowadzenie systemu kaucyjnego obsługiwanego przez zatwierdzonych w MKiŚ operatorów, odbije się na finansach gmin. Oznacza bowiem ubytek najbardziej wartościowych odpadów z systemu gminnego. Chodzi o plastik PET i szkło, które wcześniej przedsiębiorstwa odpadowe zbierały i sprzedawały jako surowiec. To z kolei przekładało się na niższe stawki za odbiór śmieci z gmin. W skali dekady system kaucyjny oznacza 6,6 mld zł mniejsze dochody – przedsiębiorstwa odpadowe zostaną z mniej opłacalnym i droższym w obsłudze strumieniem śmieci.
Skutki już widać w pierwszych danych z rynku. W Łodzi, jak dla “Dziennika Łódzkiego” mówił Tomasz Kacprzak z tamtejszego Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, straty sięgają ponad 100 tys. zł miesięcznie. – Nie wykluczam, że w dalszej przyszłości opłaty za odbiór odpadów wzrosną - dodaje w rozmowie z gazetą Kacprzak.
W stołecznym MPO widać spadek odbioru plastiku i metali z ponad 6 tys. ton w IV kwartale 2025 r. do ok. 5,6 tys. ton w I kwartale 2026 r. (choć w rozmowie z Zero.pl rzecznik spółki zaznacza, że część różnicy może wynikać z sezonowości).
– System kaucyjny wszedł w życie jako samodzielny instrument, bez przepisów regulujących odpowiedzialność producentów za opakowania wprowadzane na rynek. Ustawa w tym zakresie do dziś nie weszła w życie – ocenia rzecznik krakowskiego MPO Piotr Odorczuk. Przyznaje, że spółka dopiero analizuje sytuację i jej pełna ocena będzie możliwa po roku funkcjonowania.
Podsumowując: państwo wprowadziło system o dużej skali, ale nie dysponowało pełnymi danymi o jego konsekwencjach na etapie jego projektowania. W wielu obszarach opierało się na analizach przygotowanych przez rynek, a w innych zakładało, że dane i rozwiązania pojawią się dopiero po wdrożeniu. Ocena skuteczności ma nastąpić po czasie, na podstawie informacji dostarczonych przez tych samych operatorów, którzy system współtworzą i będą na nim zarabiać.
Obejrzyj także: Mafia śmieciowa, butelkomaty i więzienie dla prezesa
