Reklama
Kraj

Kompromitacja Konfederacji w Krakowie. Bocheńczak odpada z gry, Banaś również

To kompromitacja Konfederacji. Bartosz Bocheńczak, kandydat tej partii na prezydenta Krakowa, nie zebrał wystarczającej liczby podpisów i już teraz odpadł z wyścigu. Nie wystartuje też w nim Marian Banaś.

Jacek Prusinowski
Opinia autorstwa: Jacek Prusinowski
Dzisiaj 13:03
9 min
Kraków, 29.05.2026. Kandydat Konfederacji na stanowisko prezydenta miasta Bartosz Bocheńczak (C), lider Konfederacji Sławomir Mentzen (L) oraz wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (P) na inauguracji kampanii wyborczej ugrupowania w Krakowie (fot. Łukasz Gągulski / PAP)
TYLKO NA

Polityk Konfederacji i były prezes NIK mają jeszcze szansę na odwołanie od tej decyzji, no i będą z niej korzystali, ale w Konfederacji słyszę, że nikt nie wierzy już w powodzenie tej misji. Przypomnę: do zarejestrowania kandydata w wyborach na prezydenta Krakowa potrzebne było 3 tys. prawidłowo złożonych podpisów mieszkańców mających czynne prawo wyborcze.

Połowa odpadła przed startem

Zamiar wystawienia kandydata na prezydenta Krakowa zgłosiły komisarzowi wyborczemu 24 komitety. Ostatecznie zgłoszenia rejestracji wpłynęły od połowy z nich. Zarejestrowani na ten moment przez PKW to Michał Drewnicki, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum odwołującego ostatniego prezydenta, Aleksandra Owca z Partii Razem, Monika Piątkowska, popierana przez Koalicję Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe, Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej), no i oczywiście Łukasz Gibała. Cały czas ważą się losy Darii Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy.

Czytaj również: Bocheńczak nie wystartuje w Krakowie. Nieoficjalne ustalenia Zero.pl

Już od kilku dni słychać było o dotyczących list poparcia możliwych problemach Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji i Michała Klimka z Konfederacji Korony Polskiej. Ostatecznie drugiego z nich zweryfikowano pozytywnie, a z wyborczej gry odpadli były prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś i właśnie Bocheńczak.

Reklama
Reklama

Kac po imprezie

Po pierwsze, widać tu, że w krakowską kampanię zaangażował się bardzo mocno lider Nowej Nadziei, lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, co tylko zwiększa teraz poziom irytacji władz partii na całą tę sytuację. Na jednym z krótkich filmów opublikowanych przed kilkoma tygodniami panowie zapraszali na lokalny festyn. Bocheńczak miał zbierać podpisy przede wszystkim na podobnych imprezach, a jak się później okazało, część z tych podpisów nie należała do mieszkańców Krakowa.

Sprawdź także: „Mamy problem ze skrajną prawicą”. Po co niemieccy nauczyciele przyjechali do Warszawy?

W większości odrzuconych rekordów chodziło o inne adresy zameldowania i zamieszkania, o niezgodność z tym, co znajduje się w rejestrze wyborców. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wyborcy Konfederacji to często młodzi ludzie, na przykład studenci, którym zdarza się przecież zmieniać wynajmowane mieszkania, to można zrozumieć te wszystkie problemy.

Jednak z drugiej strony Bocheńczak i jego ludzie powinni sobie zdawać z tego świetnie sprawę i dopilnować weryfikowania adresów podczas zbierania podpisów. Nie ulega też wątpliwości, że podpisy powinni złożyć zdecydowanie wcześniej, żeby mieć czas na ewentualne korekty, tak jak zrobił to przecież Łukasz Gibała.

Polityków Konfederacji boli dzisiaj fakt, że znowu górą jest Korona. Dwa lata temu Grzegorz Braun wywalczył mandat do Parlamentu Europejskiego kosztem Konrada Berkowicza. Teraz człowiek Brauna, szerzej wcześniej nieznany także w Krakowie Michał Klimek, wystartuje w przyspieszonych wyborach, no i pewnie przejmie część wyborców Konfederacji na rok przed wyścigiem o Sejm. To wszystko w sytuacji, gdy już kilka dni temu można było słyszeć plotki, że to właśnie Klimek ma mieć część podpisów trefną, że to jego podpisy odrzuci komisja wyborcza.

Reklama
Reklama

Poważne konsekwencje

Okazało się, że nic takiego nie miało miejsca. Faktem już teraz jest za to trzęsienie ziemi w krakowskich strukturach Nowej Nadziei.

Może Cię zainteresować: Gliński o wojnie na prawicy: „Mam nadzieję, że będzie to rywalizacja dżentelmeńska”

„Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji. Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę. Bardzo mi przykro, że wielomiesięczny wysiłek działaczy, wolontariuszy, sympatyków, a także samego Bartosza Bocheńczaka, został w ten sposób widowiskowo zmarnowany” – pisze Sławomir Mentzen.

Swoje oświadczenie opublikował też Bartosz Bocheńczak.

„Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Uważałem, że złożenie niemal 5000 podpisów zapewni nam wystarczający margines bezpieczeństwa. Jak się okazało – pomyliłem się. System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej zweryfikować je przed złożeniem. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Jako kandydat ponoszę za to pełną odpowiedzialność. Zawaliłem” – napisał niedoszły kandydat Konfederacji.

Po męsku – trzeba przyznać – podsumowuje całą sytuację Bartosz Bocheńczak. No ale odium tej porażki, katastrofy, jak mówił Mentzen, idzie nie spada na Nową Nadzieję, ale na całą Konfederację.

Reklama
Reklama

Dlatego konsekwencji będą domagali się też Narodowcy. Na razie trudno je dokładnie wskazać. Może chodzić m.in. o większą rolę w przyszłorocznej kampanii. Z pewnością o koordynowanie samej zbiórki podpisów. Michał Wawer przeprosił wyborców Konfederacji, zapowiedział wyciągnięcie daleko idących konsekwencji. Wskazał np. na potrzebę skuteczniejszego nadzoru centrali nad tym, co dzieje się w regionach. A pytany o decyzje personalne polityk Ruchu Narodowego umywa ręce.

Polecamy także: Żurek o politykach w aferze kryptowalutowej: Zondacrypto to mafia

– Bartosz Bocheńczak jest członkiem zarządu Nowej Nadziei, partii Sławomira Mentzena, więc tak samo jak w przypadku, uprzedzając już pytania o Przemysława Wiplera i Zondacrypto, to tutaj właściwym adresem do zadawania pytań co dalej z ludźmi Nowej Nadziei jest Sławomir Mentzen i my nie będziemy Sławomirowi Mentzenowi partii meblowali – powiedział w Radiu Zet.

Kpiny z Konfy

W mediach społecznościowych dominują oczywiście prześmiewcze komentarze wobec Konfederacji i samego Bocheńczaka.

„Konfa nie zdołała zebrać podpisów w Krakowie. Prawdziwa polityka to nie tylko tik-tok ale ludzie na ulicy. I tu mają chłopaki kłopot” – napisał na X wiceprzewodniczący Koalicji Obywatelskiej, eurodeputowany Bartosz Arłukowicz.

Reklama
Reklama

Kolejny wpis to Monika Pawłowska. „Tej siły już nie powstrzymacie... Chyba że trzeba zebrać 3 tys. podpisów, to bez najmniejszego problemu” – kpi posłanka Rozwoju Plus, wcześniej Prawa i Sprawiedliwości, jeszcze wcześniej Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Sprawdź też: Wypadek na S2 z udziałem ciężarówki. Na trasie potężny korek

A na tym tle mocno wyróżnia się wpis Janusza Cieszyńskiego, też z Rozwoju Plus.

To, co się wydarzyło z podpisami pod kandydaturą Bartosza Bocheńczaka to porażka instytucji państwa i procesu demokratycznego. W sprawnie działającym państwie sytuacja, w której kandydat zbierający podpisy nie może być pewien ich poprawności tak bardzo, że nawet kilkudziesięcioprocentowa »górka« nie wystarcza, jest nie do pomyślenia. Poparcie kandydata powinno być tak proste i działać z taką samą skutecznością, jak spłuczka w toalecie. Jeśli jest inaczej – zostaje smród” – pisze Cieszyński. 

W innym wpisie były minister cyfryzacji tłumaczy, że problemem jest przede wszystkim brak możliwości weryfikacji podpisów, zanim robi to komisja wyborcza.

Warto jeszcze poświęcić chwilę kolejnemu niedoszłemu kandydatowi na prezydenta, Marianowi Banasiowi. Były prezes Najwyższej Izby Kontroli wydał już oświadczenie, w którym zapowiedział odwołanie od decyzji komisji.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Zlecił zabójstwo byłej żony, policjantów i sędziego. Biznesmen w areszcie

„Miejska Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji mojej kandydatury na Prezydenta Krakowa, odrzucając aż 3096 spośród 5648 złożonych podpisów poparcia. Tak ogromna liczba zakwestionowanych podpisów budzi nasze poważne wątpliwości. Za każdym z nich stoi konkretny mieszkaniec Krakowa, który świadomie udzielił mi swojego poparcia” – napisał w mediach społecznościowych Marian Banaś.

Kto weźmie Kraków?

Jednak jeżeli chodzi o same wybory na prezydenta Krakowa, to trzeba zwrócić uwagę na to, że zarówno kłopoty Bartosza Bocheńczaka, jak i byłego prezesa NIK nie powinny szczególnie wpływać na ich ostateczny wynik. Sondaż Opinia24 dla Polityki Insight dawał każdemu z tych polityków ok. 3 proc. poparcia.

Zdecydowanym faworytem pozostaje cały czas Łukasz Gibała, i do 27 września chyba niewiele tu się zmieni. Zresztą Łukasz Gibała sam też miał przecież problemy z podpisami, ale dzięki temu, że złożył je wcześniej, mógł uzupełnić braki.

Główni rywale Gibały to popierany przez Prawo i Sprawiedliwość Michał Drewnicki i Monika Piątkowska, za którą stoją Koalicja Obywatelska oraz Polskie Stronnictwo Ludowe. To ona ma największe szanse na drugą turę i decydujące starcie z Łukaszem Gibałą.