Reklama
Reklama
Reklama

„Mamy problem ze skrajną prawicą”. Po co niemieccy nauczyciele przyjechali do Warszawy?

Niemieccy nauczyciele przyjechali do Warszawy w ramach specjalnego projektu.
Niemieccy nauczyciele przyjechali do Warszawy w ramach specjalnego projektu. (fot. Instytut Pileckiego/Zero.pl/Shutterstock)

– Coraz częściej dzwonią do mnie koleżanki po fachu i mówią, że mają problem z neonazistowskim myśleniem wśród uczniów – mówi Cornelia Schmidthals, niemiecka nauczycielka historii. Razem z innymi pedagogami przyjechała do Warszawy, by lepiej poznać historię niemieckiej okupacji Polski i później opowiadać o niej swoim uczniom. Młodzi Niemcy słabo znają historię pokolenia swoich dziadków i pradziadków. A historia lubi się powtarzać.

  • Niemieccy uczniowie – zdaniem naszych rozmówców, którzy odwiedzili Warszawę – sporo wiedzą o Holokauście. Znacznie mniej o tym, co podczas II wojny światowej działo się na terenach okupowanej Polski.
  • Dla młodych Niemców historia nabiera innego znaczenia, gdy odkrywają, że „miły dziadek” z rodzinnych opowieści mógł być jednocześnie sprawcą zbrodni.
  • W niemieckiej edukacji niewiele miejsca zajmuje ruch oporu w Europie Wschodniej. Jeden z nauczycieli nazywa ten brak „białą plamą”.

– Bardzo chcielibyśmy, aby 1 sierpnia o 17:00 zatrzymywała się nie tylko cała Warszawa, ale aby zatrzymał się też Berlin – kończy swój wykład Michał Komuda, historyk, pracownik Sekcji Dydaktycznej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Na sali wykładowej w muzeum rozlegają się gromkie brawa. To niemieccy nauczyciele historii i edukatorzy.

Grupa 20 osób w różnym wieku, podzielona mniej więcej po równo pod względem płci. Przez około 40 minut wszyscy skrzętnie notują, robią zdjęcia. Tematem przewodnim jest oczywiście Powstanie Warszawskie i to, jak widzimy je w Polsce. Komuda pokazywał zebranym przykładową lekcję historii dla młodzieży w wieku 13-15 lat.

Reklama
Reklama

Ale dlaczego właściwie jej odbiorcami są nauczyciele z różnych zakątków Niemiec? Wszystko to w ramach projektu realizowanego przez Instytut Pileckiego w Berlinie we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego.

„Okupacja – terror – opór” – tak brzmi nazwa tego kilkudniowego seminarium odbywającego się w stolicy Polski. 

Grupa spędza w mieście pięć dni, odwiedza muzea i miejsca pamięci, bierze udział w wykładach, a później wykorzystuje zdobyte materiały i doświadczenia w niemieckich szkołach.

Solidna podstawa

Beate Kennedy patrzy na mnie uważnie przez duże, okrągłe okulary. Rozmawiamy przy niewielkim stoliku podczas przerwy lunchowej.

Kobieta uczy filozofii i języka niemieckiego oraz pracuje dla niemieckiego resortu edukacji, zajmując się edukacją kulturalną nauczycieli. Kiedy pytam ją, po co młodym Niemcom kolejna lekcja o II wojnie światowej, zaczyna od rzeczy najbardziej oczywistej: wiedzy. Jej zdaniem samo przekazanie faktów już nie wystarcza.

– Młodzi ludzie są pod wpływem wielu różnych mediów i nie zawsze wiadomo, jakie informacje do nich docierają. Dlatego musimy zadbać o solidną podstawę wiedzy i edukacji.

Historia ma jednak robić coś jeszcze. Budować postawę wobec tego, co wydarzyło się w przeszłości.

Reklama
Reklama

– Jeśli dzięki niej rozumiesz, że ludzkość potrzebuje pokoju i porozumienia z innymi, być może stajesz się bardziej odporny na ludzi, którzy chcą wepchnąć cię w wojnę.

Kennedy mówi też o czymś, co jeszcze kilkanaście lat temu mogło brzmieć w Europie znacznie mniej alarmująco niż dzisiaj.

– Zagrożenie ze strony struktur antydemokratycznych jest dziś większe niż przez ostatnie 30 lat. Żyjemy w bardzo niestabilnej sytuacji. Każdego dnia widzimy, jak naruszane są podstawowe idee demokracji. Musimy więc budować odporność i pracować nad demokratycznymi strukturami.

Czy niemieckich nastolatków w ogóle jeszcze interesuje wojna, która skończyła się ponad osiem dekad przed ich wejściem w dorosłość?

Kennedy uważa, że tak.

Oni wiedzą, że XX wiek ukształtował naszą teraźniejszość. Sami urodzili się już w XXI wieku, więc wszystko, co wydarzyło się wcześniej, jest dla nich historią. Ale nadal odczuwają jej konsekwencje.

Kennedy próbuje „wyciągnąć” historię z podręcznika. Uczniowie odwiedzają miejsca pamięci i byłe obozy koncentracyjne. Szukają śladów dawnych żydowskich mieszkańców swoich miast. Poznają ich nazwiska i biografie. Porządkują miejsca upamiętnienia, przygotowują projekty, dialogi i monologi poświęcone ludziom, którzy kiedyś mieszkali na tych samych ulicach.

Reklama
Reklama

– Historia w naszych lekcjach jest żywa. Nie wiemy, jak głęboko jej rozumienie jest zakorzenione w młodzieży. Możemy po prostu robić swoje.

Polecamy: Nie reparacje, a inwestycja w bezpieczeństwo. Co naprawdę Nawrocki zaproponował na Westerplatte?

Niemieccy nauczyciele w Muzeum Powstania Warszawskiego. (fot. Instytut Pileckiego)

Tożsamość i historia

Do Polski przyjechała nie po raz pierwszy. Kilka lat temu była z siostrami w Gdańsku. Odwiedziły Europejskie Centrum Solidarności i Muzeum II Wojny Światowej. Ale Kennedy zapamiętała również to, co zobaczyła poza muzealnymi salami.

Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób Polacy pamiętają o swojej przeszłości i jak sobie z nią radzą. W mieście widziałam niewielkie miejsca związane z wydarzeniami historycznymi, do których ludzie na co dzień przynosili czerwone róże. Pomyślałam wtedy: oni są bardzo mocno związani z tą historią, z własną tożsamością.

Po powrocie do Niemiec zaczęła chodzić na spotkania poświęcone relacjom polsko-niemieckim. Do Warszawy przyjechała także po to, żeby znaleźć ludzi i instytucje, z którymi w przyszłości mogłaby pracować z uczniami.

– Jestem tutaj również po to, żeby sama się uczyć. 

Rozmawiamy po kilku godzinach spędzonych w Muzeum Powstania Warszawskiego. Kennedy jeszcze nie wie, co właściwie myśli o sposobie opowiadania historii, który tam zobaczyła. W grupie trwa dyskusja: czy ekspozycja jest nowoczesna, czy już przestarzała? 

Reklama
Reklama

– To bardzo poruszające emocjonalnie. Jestem Niemką. Świadomość, że jest się częścią kraju, który zniszczył inny kraj, jest czymś strasznym.

Książki z biblioteki

Cornelia Schmidthals świetnie mówi po polsku, zresztą sama zaraz usłyszysz – mówi mi jeden z pracowników Instytutu Pileckiego w Berlinie.

Faktycznie, drobna brunetka w okularach wita się ze mną po polsku. Całą rozmowę również odbywamy w tym języku. Kobieta bez najmniejszego kłopotu dobiera słowa.

– Dlaczego akurat nasz język? – pytam zaciekawiona.

Na studiach historycznych w bibliotece szukałam książek o obozach koncentracyjnych. Były dostępne tylko po polsku. Chciałam je przeczytać, więc – w dużym skrócie – postanowiłam nauczyć się tego języka.

Reklama
Reklama

Schmidthals obecnie jest nauczycielką historii w Getyndze i współpracuje z dwoma miejscami pamięci w Niemczech – KZ-Gedenkstätte Moringen i Gedenkstätte in der JVA Wolfenbüttel. Do Polski przyjeżdża regularnie. Była w Warszawie, Lublinie, Wrocławiu i Oświęcimiu. Organizuje też polsko-niemieckie wymiany młodzieży.

– Kiedy uczniowie czytają na lekcjach o obozach albo okupacji, widzą przede wszystkim liczby. Nie wiedzą, jak to naprawdę wyglądało. Kiedy jadą do historycznych miejsc i muzeów, zostaje im to w pamięci. Zaczynają lepiej rozumieć, co to właściwie oznaczało.

Podczas wymian dostrzega, że młodzi Polacy i Niemcy przyjeżdżają z różną wiedzą o tej samej wojnie.

– Młodzi Niemcy mówią na przykład, że nie wiedzieli, jak straszny był czas obozów koncentracyjnych dla Polaków. Z kolei młodzi Polacy czasami nie wiedzą, że obozy koncentracyjne istniały w Niemczech już od 1933 r. i że trafiali do nich również Niemcy. Dla nich to bywa nowa informacja.

Pytam, dlaczego ponad 80 lat po zakończeniu II wojny światowej nadal trzeba o niej rozmawiać z młodymi Niemcami.

Czytaj również: Tajemnice Muzeum Auschwitz i mieszkanie dla dyrektora Cywińskiego za 134,01 zł miesięcznie

Wie pani, że mamy w Niemczech problem ze skrajną prawicą. Ona rośnie. Skrajna prawica zawsze patrzy na jakąś grupę ludzi jak na mniej wartościową. Dlatego w takich czasach bardzo ważne jest, żeby ludzie się spotykali. Żeby zobaczyli, że ktoś może mówić innym językiem, może trochę inaczej wyglądać, ale nadal jest człowiekiem. Trzeba rozumieć, dokąd może prowadzić sytuacja, w której przestajemy chronić takie wartości jak człowieczeństwo.

Reklama
Reklama

Schmidthals ocenia, że historia II wojny interesuje niemieckich uczniów już od najmłodszych klas. Szczególne emocje pojawiają się wtedy, gdy przestaje dotyczyć anonimowych postaci z podręcznika, a zaczyna własnej rodziny.

Dla uczniów bardzo interesujące jest to, że ktoś mógł być ich pradziadkiem i jednocześnie mordercą, a w rodzinie został zapamiętany po prostu jako miły dziadek. I wtedy pytają: jak to było możliwe?

Jednocześnie Schmidthals słyszy od innych nauczycieli o sytuacjach pokazujących, że ta rozmowa przestaje dotyczyć wyłącznie przeszłości.

– Coraz częściej dzwonią do mnie koleżanki po fachu i mówią, że mają problem z neonazistowskim myśleniem wśród uczniów. Pytają, czy jako miejsce pamięci mamy warsztat, który mógłby im pomóc – opowiada i na moment milknie.

Niemieccy nauczyciele w Muzeum Powstania Warszawskiego. (fot. Instytut Pileckiego)

„Wiedzą bardzo mało”

Niels Wienrich mieszka w Berlinie. Ma 30 lat i bystre spojrzenie schowane za okularami w grubych, czarnych oprawkach. Uczy nie tylko historii, ale też wiedzy o społeczeństwie i wychowania fizycznego.

Do Polski przyjechał między innymi po to, żeby lepiej poznać historię Żydów w Europie Wschodniej.

– Nie jest ona wystarczająco obecna w Niemczech, szczególnie w edukacji. Chciałbym też stworzyć materiał edukacyjny dotyczący Powstania Warszawskiego.

Reklama
Reklama

Mężczyzna chce najpierw zobaczyć miejsca, o których później będzie opowiadał uczniom.

– Trudno jest uczyć o pewnych wydarzeniach, jeśli nie ma się w ręku niczego, co można pokazać.

W Polsce interesują go więc nie tylko same wydarzenia, ale też sposób, w jaki są opowiadane. Wspomina m.in. Muzeum POLIN. Mówi, że polskie muzea potrafią dobrze budować narrację historyczną.

Pytam, co dzieje się w niemieckiej klasie, kiedy zaczyna lekcję o II wojnie światowej i Holokauście. Niels odpowiada, że pierwsze wrażenie może być mylące.

Na pierwszy rzut oka uczniowie wiedzą dużo. Ale kiedy przyjrzeć się temu dokładniej, okazuje się, że wiedzą bardzo mało. Szczególnie jeśli chodzi o szczegóły i o to, że Holokaust w ogromnej mierze dokonywał się na terenach okupowanej Polski. Jednocześnie dla większości uczniów jest to interesujący temat.

Problem, jego zdaniem, pojawia się gdzie indziej.

– II wojna światowa w Europie Wschodniej jest omawiana stosunkowo krótko. Wschodni wymiar tej wojny zajmuje niewiele miejsca.

Niels zwraca uwagę również na sposób opowiadania o społeczeństwach żyjących pod niemiecką okupacją. W niemieckiej edukacji, jak mówi, może powstawać obraz ludzi, którym historia po prostu się przydarzyła.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Co z pomnikiem polskich ofiar w Berlinie? Burmistrz miasta zabrał głos

– Często pojawia się taka narracja: coś się wydarzyło i tyle. Brakuje bogatej topografii oporu w Europie Wschodniej.

To właśnie nazywa „białą plamą”. Przyjazd do Polski ma mu pomóc znaleźć materiały, historie i konkretne miejsca, dzięki którym będzie mógł później pokazać uczniom bardziej złożony obraz.

– Kiedy jest się tutaj, widać, jak wiele jest informacji i źródeł historycznych, które można zabrać ze sobą, wykorzystać w szkole i dzięki temu coś zmienić.

Niemieccy nauczyciele w Muzeum Powstania Warszawskiego. (fot. Instytut Pileckiego)

„Tematy właściwie nieznane”

Alexandra Kliymuka, kierownika działu edukacji Instytutu Pileckiego w Berlinie, pytam o to, czy nie brakuje chętnych do udziału w takich projektach. Mężczyzna od pięciu lat koordynuje podobne działania. Odpowiada, że wolne miejsca zapełniają się szybko. To kwestia chęci zdobycia wiedzy?

– Zapewne tak. Powstanie Warszawskie jest jednym z najważniejszych tematów, ale ważny jest też kontekst okupacji Warszawy i Polski. Jak doszło do powstania i co wydarzyło się po nim. To są tematy w Niemczech właściwie nieznane.

To zdanie dobrze łączy się z tym, co mówią uczestniczący w projekcie niemieccy nauczyciele. W niemieckiej szkole II wojna światowa i Holokaust zajmują ważne miejsce, ale historia niemieckiej okupacji Polski, doświadczenie ludności cywilnej czy polski opór są znacznie słabiej obecne. 

Reklama
Reklama

Polecamy: „Po co mi Kłeczek, skoro mam AI”? Internetowa papka w Telewizji Republika

W planach są kolejne odsłony seminariów. W poprzednich latach tematem wiodącym była historia Żydów podczas II wojny światowej. Co będzie w kolejnych? Czas pokaże. 

 A co z liczbą chętnych? Jest szansa, by grupy były większe? Na to pytanie Alexander odpowiada przecząco.

20 osób to i tak dużo. Zależy nam, by każdego nauczyciela poznać osobiście, by porozmawiać z nim, być dla niego i zbudować pewną więź. Nie da się tego zrobić w większym gronie.

Czy 1 sierpnia o 17:00 zatrzyma się kiedyś także Berlin? Na razie dwudziestu niemieckich nauczycieli wraca do swoich szkół z historiami, których wcześniej w ich klasach brakowało.

Reklama
Reklama