Chicago Fire FC pokonało na własnym stadionie Portland Timbers 2:1, notując piątą z rzędu wygraną we wszystkich rozgrywkach. Dwie bramki w pierwszych 14 minutach, w tym pierwszy gol w karierze Dje D'Avilli, przypieczętowały historyczny wieczór na Soldier Field i umocniły trzecie miejsce Fire w tabeli Konferencji Wschodniej.

- Chicago Fire wygrało 2:1 z Portland Timbers dzięki golom Robina Loda i Dje D'Avilli zdobytym w pierwszych 14 minutach spotkania.
- To piąte zwycięstwo Fire z rzędu we wszystkich rozgrywkach – najdłuższa taka seria klubu od 2000 r.
- Klub zaliczył jednocześnie 100. zwycięstwo w historii występów na Soldier Field, gdzie rozegrał już 194 mecze.
Chicago Fire FC (10-6-2, 32 punkty) pokonało na Soldier Field Portland Timbers (7-9-3, 24 punkty) 2:1, notując tym samym piątą z rzędu wygraną we wszystkich rozgrywkach. Wynik ten awansował drużynę na trzecie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej MLS.
Gospodarze ruszyli do ataku od pierwszego gwizdka. Już przed 10. minutą meczu Dje D'Avilla odzyskał piłkę we własnej połowie i podał do Andrew Gutmana, który dośrodkował ponad obroną Portland prosto pod nogi pędzącego Robina Loda. Fin przyjął piłkę klatką piersiową i pewnie skierował ją do bramki, dając Chicago prowadzenie 1:0.
Błyskawiczne podwojenie prowadzenia
Pięć minut później Fire uderzyło ponownie. Maren Haile-Selassie, będąc tyłem do bramki i pod presją obrońców, cofnął piłkę do D'Avilli, który huknął z dystansu, nie dając żadnych szans bramkarzowi rywali. Dla pomocnika był to pierwszy gol w karierze, a dla Haile-Selassiego – już siódma asysta w tym sezonie i 27. w barwach klubu, co daje mu ósme miejsce w klubowej klasyfikacji wszech czasów.
Druga połowa przyniosła większą aktywność Portlanda. James Pantemis wykazał się refleksem, broniąc uderzenie Roberta Lewandowskiego niemal z samego okienka, a chwilę później skutecznie interweniował przy próbie z bliskiej odległości. Jednak w 85. minucie obrona Chicago nie upilnowała Finna Surmana, który zdobył kontaktową bramkę dla gości. Był to jednak zbyt spóźniony cios, by odmienić losy spotkania.
Historyczny wieczór na Soldier Field
Zwycięstwo miało dodatkowy, symboliczny wymiar – było to setne zwycięstwo Chicago Fire na Soldier Field w historii klubu. W 194 meczach na tym stadionie bilans zespołu wynosi obecnie 100-55-39, przy 332 strzelonych golach. To także pierwsza od 2000 r. seria pięciu zwycięstw z rzędu we wszystkich rozgrywkach dla drużyny z Illinois.
Trener Gregg Berhalter musiał radzić sobie bez kilku zawodników – poza kontuzjowanym długoterminowo André Franco, do dyspozycji nie było też Sergio Oregela Jr. oraz Chrisa Muellera. Defensywę osłabiła również wiadomość o sezonowej kontuzji Mbekezeliego Mbokaziego, który trafił na listę kontuzjowanych.
Co dalej dla Chicago Fire?
Zespół nie ma czasu na odpoczynek – już w środę 19 sierpnia czeka go pierwszy mecz czterospotkaniowej wyjazdowej serii w MLS, na boisku Orlando City SC. Spotkanie na Inter&Co Stadium rozpocznie się o 18:30 czasu chicagowskiego.