Reklama
Kraj

Pałac Chałtury i Hańby. Dlaczego trzeba zburzyć PKiN

Są budynki, które się remontuje. Są takie, które się chroni. I są takie, które mają siedem żyć, siedem alibi, ale stoją tylko dlatego, że przez lata pomyliliśmy przyzwyczajenie z pamięcią, bezwład z rozsądkiem, a tradycję z godnością. Pałac Kultury nie jest budynkiem. Jest moralnym testem, którego Warszawa i Polska wciąż nie zdały – ignorując jeden jedyny argument, by się go pozbyć.

Andrzej Dybczyński
Opinia autorstwa: Andrzej Dybczyński
Dzisiaj 16:55
14 min
Dostaliśmy ten budynek od faceta, który wymordował ponad dwadzieścia tysięcy najlepszych przedstawicieli naszego narodu. I codziennie śmieje nam się w twarz. (fot. magnific.com)
TYLKO NA

Nie byłem, nie jestem i nie będę Warszawiakiem. W Warszawie pomieszkuję, w Warszawie pracuję, w Warszawie mam przyjaciół. Moje miejsce na Ziemi to maleńka wioska na Dolnym Śląsku.

Nie mamy jeszcze metra. Żeby poharatać w gałę musimy najpierw z naszego Narodowego przegonić krowy, a potem tylko najtwardsi z nas są gotowi strzelać piłką z główki. Ale swoją wsiową godność mamy. I jedno to wam napiszę wprost, choć mnie sklniecie – nawet najbiedniejsi mieszkańcy mojej wsi nie mieszkają po kilkanaście rodzin w jednym domu, i to razem ze zwierzętami. A u was w Warszawie to powszechne. Na własne oczy widziałem, choć mi we wsi nie wierzą, jak opowiadam. Paczki z ubraniami i jedzeniem chcieli wam wysyłać, bo to są dobrzy ludzie. Tak czy inaczej – nie oceniam. Wolny kraj – urządzajcie sobie życie jak chcecie. 

Stolica jest nas wszystkich

Warszawa jako miasto jest wasza. Ale jako stolica Polski jest też moja, więc mam prawo napisać ten felieton.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Demografia, głupcze! Według prezydenta kryzys dzietności zaczyna się w głowach

W samym środku mojej stolicy stoi coś, co ktoś nazwał Pałacem Kultury i Nauki. Mały, ale ładny. Stoi tam o jakieś 35 lat za długo i szczerze pisząc – straciłem już cierpliwość.

Ci spośród moich warszawskich przyjaciół, którzy przyzwyczaili się do Pałacu jak niewolnik do kajdan, od lat powtarzają mi to samo. Od lat podają mi w różnych konfiguracjach te same siedem powodów, dla których ich zdaniem dar nigdy nieistniejącego narodu radzieckiego powinien ciągle stać w środku polskiej stolicy. Siedem argumentów naprzeciw mojego jednego. Bo ja mam tylko jeden powód, żeby ten budynek rozebrać, a materiał rozbiórkowy albo odesłać darczyńcom, albo zrobić z niego falochron w Międzyzdrojach. Ale najpierw pozwólcie mi odnieść się do tych argumentów, które w sporach słyszę.

 

Reklama
Reklama

Siedem żyć upiora

Argument pierwszy. Pałac Kultury i Nauki to zabytek. Wpisany do rejestru zabytków nieruchomych województwa mazowieckiego pod numerem A-736, decyzją nr 103/2007 z 2 lutego 2007 r.

No to napiszę wam jak kulturoznawca. W 1917 r. (ciekawa gra dat) dadaista Marcel Duchamp wstawił do galerii sztuki pisuar. Kuratorzy wystawy byli oburzeni. Uznali, że pisuar to nie jest sztuka, tylko urządzenie sanitarne do oddawania moczu. Rozumiecie? To, że Pałac Kultury i Nauki stoi w centrum stolicy mojego państwa, to, że ma 70 lat, to, że ktoś go gdzieś wpisał, a na jego ściany wieczorami ktoś sika – nie czyni go jeszcze zabytkiem. Zabytkiem to może być Kolumna Zygmunta, groby moich królów na Wawelu albo XVI-wieczny kościółek w mojej wsi. Pałac Kultury to jest szkaradny, obcy tradycji i architekturze mojego państwa budynek. Jak wam się podoba, to pojedźcie do pewnego miasta na wschodzie. Pamiętacie „Kilera”? Partner Siary mówił, że tam jest takich więcej. Mają rozmach…

Argument drugi. Nie ma jednego organu, który może podjąć decyzję o rozbiórce. Właścicielem Pałacu Kultury jest spółka należąca do miasta. Za planowanie przestrzenne odpowiadają władze samorządowe. Ochrona konserwatorska jest w gestii władz państwa. Budżet na rozbiórkę w praktyce może zagwarantować tylko rząd.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: „Co to za gangsterka?”. Stanowski odpowiada Giertychowi i Arłukowiczowi
 

Błagam… Naprawdę ktoś wierzy w to, że to są realne powody? Wystarczy jedna ustawa Sejmu i jeden podpis prezydenta. Nie wierzycie? To wam opowiem, jak się rozwiązuje takie problemy. Na prawdziwym przykładzie.

W 2019 r. odpowiadałem za przekształcenie upadającej spółki prawa handlowego w instytut badawczy. Teoretycznie – formalnoprawna masakra. Przed nami cały formalny proces likwidacji spółki. Przekazanie majątku na rzecz Skarbu Państwa. Zwolnienia ludzi. Przerwanie projektów europejskich. Ryzyko zwrotu około miliarda złotych do budżetu Unii. Powołanie nowego instytutu. Doposażenie w majątek. Wpisy do KRS. Nowy NIP. REGON. Cesje zobowiązań. Minimum dwa lata administracyjno-prawnego biegu katorżnika. I to z polskimi urzędnikami na karku. 144 punkty do zrealizowania na liście przygotowanej przez mój zespół. Ale miałem Krzycha. Świetny prawnik. I pewnego poranka, po nieprzespanej nocy wszedł do mojego gabinetu. Cały na biało.

Przeczytajcie art. 98 pkt 3 ustawy o Sieci Badawczej Łukasiewicz. Brzmi tak:

Reklama
Reklama

Spółka PORT Polski Ośrodek Rozwoju Technologii spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą we Wrocławiu z dniem wejścia w życie ustawy, bez przeprowadzenia postępowania likwidacyjnego, staje się instytutem Sieci działającym pod nazwą Sieć Badawcza Łukasiewicz – PORT Polski Ośrodek Rozwoju Technologii.

Koniec. Kropka. Problem rozwiązany. To się podobno nazywa doktryna nieomylności suwerena. Suweren przemówił. Od jutra nie ma spółki – jest instytut. A suweren się nie myli. Urzędnikom i urzędniczkom włosy dęba stawały, jak chodziłem z ustawą w ręku od urzędu do urzędu załatwiać formalności. Ale jak to? Dlaczego? Kto podjął decyzję? Na jakiej podstawie?

Na bardzo prostej podstawie. Art. 4 Konstytucji. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej należy do Narodu. Naród przez swoich przedstawicieli stwierdził, że od poniedziałku spółka jest instytutem. Poproszę o nowy NIP. Dziękuję, do widzenia.

I dokładnie tak samo Naród przez swoich przedstawicieli może powiedzieć, żeby Pałac zburzyć. Jednym zdaniem w jednej ustawie.

Reklama
Reklama

Argument trzeci. Pałacu Kultury nie możemy się pozbyć, bo to ogromne koszty. Parę lat temu władze Warszawy szacowały koszt wyburzenia na kilkaset milionów złotych. Dzisiaj ta kwota to podobno 1-1,5 miliarda.

Ja bardzo państwa przepraszam, ale dla kogo to są ogromne koszty? To jest 0,16 proc. budżetu państwa. Inaczej – to są wydatki naszego budżetu przez około 14 godzin. Jeszcze inaczej – to jest 2 proc. rezerw budżetowych na rok 2026. Jeszcze inaczej – to jest 0,47 proc. wartości naszych rezerw złota.

Półtora miliarda to byłoby dużo pieniędzy, gdybym ja chciał sobie kupić trochę bitcoinów. Albo 3 tony złota. Albo 4 proc. akcji Allegro. Dużo to może było dla Polski w 1995 r., gdy na wszystko nam brakowało. Ale dla Polski w roku 2026 1,5 mld zł to nie jest dużo pieniędzy. Po prostu. Albo przestańcie ględzić o dwudziestej gospodarce świata, albo sprzedajcie 0,9 proc. akcji Orlenu – wystarczy. I po temacie.

Reklama
Reklama

Argument czwarty. Pałac Kultury i Nauki zapewnia przestrzenie biurowe, konferencyjne, jest siedzibą teatrów, muzeów, instytucji naukowych i tak dalej. Nawet basen tam podobno jest. Wierzyć mi się nie chce. Nie w to, że tam jest basen – w szpitalach też są, choć malutkie. Nie wierzę po prostu w to, że ktokolwiek jest w stanie na poważnie użyć takiego argumentu.

Prosta odpowiedź: wystarczy ogłosić, że wszyscy mają się wyprowadzić za pięć lat. Albo za dziesięć. Po tej dacie zaczynamy rozbiórkę. I tyle. Każda instytucja dostanie mnóstwo czasu, żeby się przygotować do zmiany lokalizacji. A firmy deweloperskie dostaną czas na to, żeby na zwiększony popyt odpowiedzieć odpowiednią podażą i nie wykorzystywać nagłej decyzji do łupieżczej polityki cenowej. Gdyby wyburzenie Pałacu Kultury przesądzono w roku 1995 i zaplanowano na lat dwadzieścia, to od 11 lat tego budynku by już tam nie było. I niech mi ktoś teraz powie, że dwadzieścia lat to za mało, żeby znaleźć i zmienić siedzibę muzeum, firmy, teatru czy urzędu pocztowego na inną? Wystarczy, żeby towarzystwo z Wiejskiej na chwilę włączyło myślenie o państwie w kategoriach dziesięcioleci, a nie najbliższych wyborów parlamentarnych.

Argument piąty. Rozbiórka Pałacu Kultury byłaby przedsięwzięciem niezwykle złożonym technicznie – mówimy o setkach tysięcy ton gruzu w samym środku dwumilionowego miasta. Hmmm… Nie znam się na budownictwie, ale słyszałem, że w Nowym Jorku jakoś zaraz po 11 września 2001 r. z centrum miasta wywieziono gruz po kilku budynkach, w tym dwóch większych od Pałacu Kultury. Inne przykłady wielkich rozbiórek w samych centrach aglomeracji? Proszę bardzo. J.L. Hudson Department Store – Detroit, rok 1998. Southwark Towers – Londyn, rok 2008. Deutche Bank Building, Nowy Jork, lata 2007-2011. Grand Prince Hotel Akasaka w Tokio, lata 2012-2013.

Przeczytaj także: Szpital Południowy odesłał Kacprzykowi pół miliona. Teraz lekarz ma problem

Reklama
Reklama

Jeszcze nie przekonani? To po prostu zaplanujcie to w dłuższej perspektywie, skoro w Nowym Jorku się da, ale w Warszawie nie. Żartem – gdyby każda osoba wychodząca z Pałacu Kultury po 1 stycznia 1990 r. zabierała ze sobą jedną cegłę, to dzisiaj w tym miejscu byłby ładny, pusty plac budowy. Ach, te wszystkie kable i instalacje?

No tak. Skoro to taka wielka przeszkoda, to skontaktuję was ze Zbysiem i Mareczkiem z mojej wioski, chwilowo na państwowych wakacjach. W okresach wolności to lokalni współpracownicy Polskich Kolei Państwowych. Specjalizacja – nocny demontaż miedzianych instalacji elektrycznych pod napięciem 3000V metodami domowymi, w warunkach braku oświetlenia i przejeżdżających pociągów. Myślę, że Pałac Kultury ogarną. Za materiał. I nawet nie zauważycie, jak wynoszą.

Argument szósty. Brak konsensusu. Część mieszkańców Warszawy – choć wolałbym byśmy rozmawiali o wszystkich Polakach, bo Warszawa jest stolicą nas wszystkich – chciałaby, by Pałac Kultury pozostał. No i nie ma konsensusu, czy wyburzyć, czy zostawić. Więc trzeba zostawić.

To jest dopiero piramidalna brednia! Oczywiście nie różnica zdań – tę z bólem przyjmuję do wiadomości. Brednią jest twierdzenie, że brak konsensusu uniemożliwia decyzję. Naprawdę macie problem z brakiem konsensusu? To coś wam powiem w tajemnicy. Tylko sza, bo będzie skandal…

Reklama
Reklama

W Alejach Ujazdowskich pracuje taki koleś, co do którego nie ma konsensusu. Ciiii…. Prawie połowa obywateli uważa, że on nie powinien mieć tej roboty. I wiecie co on na to? Grzeje go to. Mówi, że ponad połowa obywateli uważa, że on powinien mieć tę robotę. I ma.  Ale ja wam jeszcze coś powiem. Już całkiem szeptem. Wierzcie lub nie, ale ten koleś to wcale nie jest wyjątek.

Przed nim w tym budynku był taki inny koleś i było tak samo, tylko trochę odwrotnie. Ta pierwsza połowa, co dzisiaj jest mniejszą połową, a wtedy była większą połową, uważała, że tamten koleś powinien mieć tę robotę. A ta druga połowa, co dzisiaj jest większą połową, a wtedy była mniejszą połową, uważała, że on nie powinien mieć tej roboty. Nie było konsensusu. I tamtego kolesia też to grzało. I też wykonywał swoją robotę.

Wiecie, jak się to nazywa? Nie, nie bełkot. To się nazywa demokracja. Generalnie chodzi o to, że robimy tak, jak chcą ci, których jest więcej. To ma pewne ograniczenia, ale burzenie budynków do nich nie należy. Przynajmniej tych wspólnych budynków. Bo oczywiście większość nie może burzyć prywatnych budynków mniejszości – na to w demokracji jest szlaban. To się wtedy nie nazywa demokracja, tylko wojna domowa. Ale publiczne budynki można burzyć.

Więc – wracając do Pałacu Kultury – jak nie mamy konsensusu, to chodźmy do Sejmu. Albo zróbmy referendum. Ja tylko będę domagał się jednego – żeby referendum było ogólnokrajowe. Bo Warszawa jest Wasza, ale stolica jest nasza. I w mojej wsi parędziesiąt szabel do kupy mamy. A gdy większość powie, że mały, ale ładny ma stać tam dalej, to zagryzę zęby i zdzierżę. Niech stoi. Będę z szacunkiem do konstytucji przekonywał, że nie powinien. Ale samolotu z Okęcia nie porwę i w zegar nie przywalę. Trudno.

Reklama
Reklama

Argument siódmy. Nawet, gdybyśmy Pałac Kultury zburzyli, to co dalej? Co miałoby powstać w tym miejscu? Tego argumentu to przyznam się szczerze nie rozumiem zupełnie. Może on ma coś wspólnego z tym, o czym pisałem na początku? Że jak mieszkacie po kilkanaście rodzin w jednym budynku, i to razem ze zwierzętami, to wizja pustej przestrzeni moich warszawskich przyjaciół przeraża? Wybaczcie tę złośliwość, lubię z was po lubnowsku żartować.

 

Sześć pomysłów na życie

Jeśli nie wiecie, co z tym miejscem po Pałacu Kultury i Nauki zrobić, to ja podpowiem kilka pomysłów.

Pomysł pierwszy. Zróbmy tam piękny park. W środku miasta. Nazwijmy go Parkiem Centralnym. Wtórne? To Parkiem Katyńskim. Klęskolubne? To Parkiem Solidarności. Konfliktogenne? To zróbcie konkurs na nazwę albo losowanie. Ale park byłby super. Robilibyśmy tam koncerty na świeżym powietrzu i lekcje tańca. Ludzie przychodziliby tam spacerować z dziećmi, zakochani całowaliby się tam pierwszy raz, naukowcy w proteście przeciw niedofinansowaniu nauki urządzaliby darmowe wykłady z papierowym kubeczkiem na monety u swoich stóp.

Reklama
Reklama

Pomysł drugi. Zbudujmy tam Pałac Kultury i Nauki. Nasz. Polski. Piękny, nowoczesny, zaprojektowany przez naszych architektów, zbudowany naszymi rękoma i za nasze pieniądze. Z teatrami, instytucjami naukowymi, muzeami. Ze wszystkim, co jest tam teraz. Zróbmy tam sobie nowoczesną salę koncertową. Żebrowskiemu wynajmiemy szóste piętro na jego teatr. Zrobimy Teatr Dramatyczny imienia Holoubka. Zrobimy wspaniałą mediatekę publiczną albo centrum edukacji artystycznej dla naszych dzieciaków i młodzieży. Zrobimy wszystko co sobie wymyślimy, a co będzie miejscem rozwoju dla naszej kultury i naszej nauki. A nazwę specjalnie zostawimy starą. Na złość.

Słabe? Pomysł trzeci. Zbudujmy centrum targowo-kongresowe. Nowoczesne, w którym będą mogły się odbywać najważniejsze międzynarodowe wydarzenia i targi. Główna sala na 3500 miejsc, mniejsza na 1000. Kilka sal mniejszych, centrum medialne, sale wystawiennicze. Będzie problem, żeby to żyło cały czas – więc może połączmy to z mediateką?

Przeczytaj także: Arleta Bojke redaktor naczelną Zero TV. W planach nowe formaty

Słabe? To odtwórzmy przedwojenną siatkę ulic, ale w nowoczesnej zabudowie. Piękne kamienice, jakich niewiele zostało po starej Warszawie. Wypełnimy dziurę w środku miasta, którą trzeba dziś obchodzić dookoła, bo jest jak wrzód przerywający zdrową miejską tkankę. Też nie? To polećmy po linii najmniejszego oporu. Opchnijmy teren deweloperom. Niech walną jeszcze 2-3 Varso Tower i pięć mniejszych wieżowców. A w każdym będą na parterze sprzedawane kanapki z awokado i kawa za 40 zł. Razem 73 zł poproszę. A jak już nic innego się nie da, to zróbcie tam największe w Europie targowisko. Jak 30 lat temu, gdy po raz kolejny w naszej historii zaczynaliśmy od nowa.

Reklama
Reklama

Park, centrum artystyczne, instytucje publiczne, dzielnica mieszkaniowa, biurowce, targowisko. Zróbmy tam cokolwiek. Ale zburzmy Pałac Kultury i Nauki.

Mam tylko jeden argument, żeby to zrobić.

Dostaliśmy ten budynek od faceta, który wymordował ponad dwadzieścia tysięcy najlepszych przedstawicieli naszego narodu. I codziennie śmieje nam się w twarz.

PS Teksty pisane z szablą lub kielichem w dłoni podpisywać będę Babinicz.

Źródło: Zero.pl
Andrzej Dybczyński
Andrzej DybczyńskiDoktor nauk humanistycznych, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz – autor zewnętrzny