Mam poważny problem z większością tak zwanych świąt. Walentynki to dzień, w którym najchętniej wybrałbym się na samotny spacer po Księżycu, słuchając albumu „Dark Side of the Moon” Floydów, i sprawdził, czy rzeczywiście po drugiej stronie jest ciemno. Dzień Chłopaka, Dzień Mężczyzny, mikołajki i wszelkie inne wynalazki marketingowców traktuję jak elementy popkultury, w których nie muszę uczestniczyć. Jest jednak taki dzień, na który czekam. Ten dzień to Dzień Matki.
Zacznijmy od początku.
Matki czczono od zarania dziejów – począwszy od paleolitycznych figurek Wenus, potocznie zwanych „Wenuskami”, które powstały ponad 20 000 lat temu, przez egipską Izydę, która bohatersko wychowała Horusa na potężnego władcę, i wilczycę, Matkę-Karmicielkę, która dbała o Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu, aż po IV przykazanie Dekalogu:
„Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan, Bóg twój” (Pwt 5,16).
Przykazanie to, co warto podkreślić, zrównuje rolę ojca z rolą matki. Jest również pierwszym przykazaniem skierowanym bezpośrednio do ludzi – poprzednie mówią bowiem o relacji z Bogiem.
Matka Chrystusa Królową Polski
W naszej kulturze, opartej na tradycji chrześcijańskiej, niezwykłą wręcz rolę odgrywa Maryja – matka Chrystusa. Chyba każdy z nas słyszał o Matce Boskiej Częstochowskiej i o Jej kulcie. Maryja jest dla wielu Królową Polski, a Kościół katolicki Jej czci poświęca wiele uwagi. Z Bogurodzicą na ustach walczyliśmy pod Grunwaldem – pieśń ta jest zarazem pierwszym hymnem Polski. W trakcie wielu ostrych zakrętów naszej historii naród zwracał się do matki Jezusa o pomoc. Jak zatem wyglądała sytuacja ziemskich matek na przestrzeni wieków?
Bogurodzica, jak już wspominałem, była hymnem Królestwa Polskiego, niestety nie oznaczało to, że kobiety, a tym samym matki, darzono w codziennym życiu specjalnymi względami. Rolą matki było rodzenie dzieci, co w czasach, gdy zarówno pomoc lekarska, jak i podstawowa higiena były melodią odległej przyszłości, nie było łatwym zadaniem. A że cierpiały? No cóż, miały w ten sposób odpokutować za grzech Ewy.
Przez wieki status kobiet nie ulegał znaczącej poprawie. Oczywiście na tronach zasiadały królowe, a księżne brały czynny udział w kreowaniu stosunków między państwami, jednak rola matki z nieco niższych sfer niewiele się zmieniała.
Rewolucja przemysłowa a rewolucja społeczna
My, ludzie współcześni, zapatrzeni – a często wręcz zastraszeni – zmianami wywoływanymi przez rozwój sztucznej inteligencji, bagatelizujemy największą jak dotąd rewolucję w naszych dziejach: rewolucję przemysłową. Wynalezienie i rozwój maszyny parowej zmieniły wszystko – od posiłku przeciętnego robotnika (rozwój szybkiego transportu rozszerzył rynek zbytu dla produktów regionalnych, na przykład świeżych ryb morskich) po prowadzenie działań wojennych.
Co ciekawe, rewolucja ta zmieniła również status społeczny wielu kobiet. Żony i matki nie były już tylko dbającymi o ognisko domowe westalkami – stały się pracownicami lub, jak kto woli, robotniczkami. Z czasem, co oczywiste, zaczęły walczyć o swoje prawa i przywileje, również te macierzyńskie.
Przedszkola czy żłobki, jakie znamy dziś, były w tamtym czasie mniej więcej tak samo powszechne jak dzisiejszy podbój Marsa przez Elona Muska. Od kobiet, poza tytaniczną pracą w fabryce, wymagano prowadzenia domu i spełniania obowiązków małżeńskich, a co za tym idzie – macierzyńskich. Jednak do czasu.
Gdy w 1914 roku kilku wąsatych jegomościów z wyższych sfer postanowiło skoczyć sobie do gardeł, nikt nie przypuszczał, że ich głupota doprowadzi do urzeczywistnienia wstępnej fazy eksperymentów profesora Kuppelweisera z Seksmisji. Na frontach I wojny światowej trup ścielił się gęsto – a każdy z nich był czyimś ojcem, mężem, bratem lub synem. Poza oczywistym żalem po stracie, kobiety musiały zastąpić mężczyzn na wielu stanowiskach, a co za tym idzie – otrzymały prawo do kształcenia się, przynajmniej w teorii. Wykwalifikowanego pracownika może wszak zastąpić tylko wykwalifikowana pracowniczka.
Pomysł na święto mam
Co ciekawe, pomysł Dnia Matki powstał jeszcze przed I wojną światową i to wcale nie w rządzonej przez wielmożnych wąsaczy Europie, a w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Inicjatorką święta była Anna Jarvis, córka Ann Reeves Jarvis, która w trakcie wojny secesyjnej organizowała kluby matek. Organizacje te pomagały chorym i rannym żołnierzom (z obu stron konfliktu), propagowały higienę i edukację zdrowotną. Walczyły o każde niemowlę – śmiertelność wśród noworodków była wtedy bardzo wysoka – a także działały na rzecz pojednania Północy z Południem.
Stąd, dzięki staraniom Anny, 10 maja 1908 roku odbyły się pierwsze oficjalne obchody Dnia Matki. Waleczna córka na tym jednak nie poprzestała i dzięki jej uporowi 10 maja 1914 roku prezydent Woodrow Wilson oficjalnie ogłosił drugą niedzielę maja Dniem Matki – świętem narodowym Stanów Zjednoczonych. Z czasem pomysł ten podchwycił cały świat; dziś w drugą niedzielę maja świętują mamy z ponad 80 krajów. Skoro Wielkanoc może być świętem ruchomym, to Dzień Matki również, prawda?
Zdelegalizować Dzień Matki!
Wróćmy jednak do historii Anny Jarvis. Po niewątpliwym sukcesie, jakim był Dzień Matki pannie Annie – która nigdy nie wyszła za mąż i nie miała dzieci – przyszło zmierzyć się z szarą rzeczywistością. Święto błyskawicznie skomercjalizowano. Przestały liczyć się mamy, a zaczęły kwiatki, kartki i słodycze. Przede wszystkim jednak liczyły się zyski handlowców. Anna, widząc to wszystko, starała się nawet... zdelegalizować Dzień Matki. Los nie był dla niej łaskawy – zmarła w 1948 roku w sanatorium: samotna, niewidoma i w ubóstwie. Nikt nigdy nie złożył jej życzeń z okazji dnia, o który tak zaciekle walczyła.
Symulator Jezusa od polskiego studia – hit czy kontrowersja?
O ile prawa kobiet były kamieniem milowym dla naszej cywilizacji, o tyle rozwój medycyny i powszechnej służby zdrowia okazał się prawdziwym game changerem w życiu matek – i to dosłownie. Jeszcze w latach dwudziestych XX wieku śmiertelność na szpitalnych porodówkach była wręcz zatrważająca.
Brak przestrzegania podstawowych zasad higieny (lekarze rzadko dezynfekowali ręce), brak antybiotyków i bezpiecznej transfuzji krwi sprawiały, że poród był jedną z najniebezpieczniejszych sytuacji w życiu kobiety. Dodajmy do tego wysoką śmiertelność wśród noworodków i spokojnie możemy okrzyknąć nasze prababcie prawdziwymi superbohaterkami.
Matka bohaterka
Rozwój medycyny, mimo iż powolny, był skuteczny. I gdy już widać było światełko w tunelu, niczym zły omen pojawił się pewien austriacki akwarelista i podpalił świat. O ile I wojna światowa była wojną pozycyjną, na której masowo ginęli żołnierze, o tyle II wojna światowa swoje największe, krwawe żniwo zbierała wśród ludności cywilnej. W tym, co oczywiste, wśród matek, których heroizmu nie sposób opisać w kilku słowach felietonu. Przytoczę jedynie fragment jednego z najbardziej znanych wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:
„I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc, i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło. Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?”
Bohaterstwa i poświęcenia matek w okupowanej Polsce nie da się porównać z niczym. Tym bardziej dziwi, że w historycznej pamięci świata zostały potraktowane tak samo jak piloci Dywizjonu 303 – na paradach zwycięstwa mało kto o nich pamiętał.
Dzień Matki w Polsce
Pierwsze oficjalne obchody zorganizowano 26 maja 1914 roku w Krakowie. Było to wydarzenie doniosłe, w trakcie którego zbierano datki między innymi na ubogie matki samotnie wychowujące dzieci. Pamiętajmy jednak, że mówimy o Polsce, a my, Polacy, potrafimy spierać się o wszystko – jak się okazało, również o Dzień Matki. W II Rzeczypospolitej ścierały się dwie koncepcje.
Nurt chrześcijańsko-społeczny promował, na wzór amerykański, ruchome święto o charakterze religijno-charytatywnym. W tym samym czasie nurt państwowy, spod znaku Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet, pragnął nadać świętu świecki i obywatelski rys, lobbując za stałą datą 26 maja. Która z tych koncepcji wygrała – nietrudno zgadnąć.
Zacznijmy od propagandy. Jak skłonić rzesze ludzi do heroicznych czynów? Wmówić im, że walczą za swoją matkę, którą jest ich ojczyzna. Bez względu na wszystko, co nas dzieli – pochodzenie, poglądy czy status społeczny – jest coś, co nas łączy: matka. Każdy ma lub miał swoją, a samo słowo ma niezwykle pozytywny wydźwięk.
Pogoda na spacer: co zrobić z pustą butelką?
Nawet jeśli słyszymy je w tekstach amerykańskich raperów, którzy z jakiegoś powodu umiłowali sobie obrażanie mam swoich tak zwanych przeciwników. Nie wierzycie? Przypomnijcie sobie 8 Milę. Należy jednak zaznaczyć, że obrażanie czyjejś matki i porównywanie jej do kobiety lekkich obyczajów to bardzo popularna praktyka nie tylko w języku angielskim, ale również w polskim.
Na szczęście polska popkultura wyrosła ponad to. I muszę tu zacytować słowa piosenki wyśpiewanej przez wielkiego Mieczysława Fogga:
„Za serce twe i świętość warg i dobroć rąk
Miast śpiewać pieśń u twoich nóg bym cicho kląkł
I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko
I zmilkłbym znów o tobie pieśń, to pieśń bez słów”
Niestety, nie potrafię ani tak śpiewać, ani pisać. Tym bardziej uważam, że to jeden z największych artystycznych hołdów, jaki można złożyć rodzicielce.
Nowoczesna mama
Jeśli komuś wydaje się, że problemy matek dawno się skończyły, jest w błędzie. Dziś ta rola jest nie do przecenienia. Matka, która chce pozostać czynna zawodowo, musi walczyć o swoją pozycję nie tylko w miejscu pracy, ale również w społeczeństwie. Bywa, że kobieta wychowująca więcej niż dwoje dzieci postrzegana jest jako ta gorsza, rzekomo żerująca na systemie socjalnym ignorantka. Modny model rodziny nie zakłada wielodzietności – często wręcz zaleca „psiecko” czy inny podobny słowotwór z kotem w nazwie.
Czy wzrost cen paliw przełożył się na wzrost petrokradzieży? Sprawdziliśmy
Nie ma co ukrywać: bycie matką to najtrudniejsza profesja świata. Zawsze nią była, jest i nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek miało się w tej sprawie zmienić. To matka nosiła mnie pod sercem, to ona mnie urodziła, karmiła własną piersią i to ona poniosła zdrowotne, społeczne oraz zawodowe konsekwencje moich narodzin. Tym bardziej naszym mamom należy się dozgonny szacunek i miłość. Nie tylko 26 maja.

