Reklama
Mundial 2026

Anglia wysyła sygnał: chcemy bić się o mistrzostwo świata

60 lat czekają Anglicy na zwycięstwo w mistrzostwach świata. I właśnie po to został zatrudniony Thomas Tuchel – by z piłkarzy, którzy byli blisko triumfów uczynić drużynę zdolną do wejścia na szczyt. Mecz przeciwko Chorwacji pokazał, że obietnice niemieckiego selekcjonera mogą mieć pokrycie w rzeczywistości. Synowie Albionu zagrali odważnie i sprawili, że angielscy kibice od razu się rozmarzyli.

Przemysław Rudzki
Opinia autorstwa: Przemysław Rudzki
Dzisiaj 15:13
6 min
Thomas Tuchel (fot. ALBERT PENA / PAP)
TYLKO NA

Tuchel wie, jak się gra z mediami. To niezwykle inteligentny trener, któremu bez wątpienia nie można odmówić błyskotliwości. Kiedy podczas konferencji prasowej Niemiec poprosił organizatorów mundialu, by zrobili coś z zastępami fotoreporterów podczas odgrywania hymnów, uderzył w ważną strunę. Odniósł się bowiem do najważniejszej emocji podczas tego typu turnieju – poczucia wspólnoty. Powiedział wprost: – Chcę mieć kontakt z moimi zawodnikami w tak ważnej chwili.

Jego wyznanie natychmiast podłapali kibice. Dziś Tuchel nie jest już selekcjonerem, który dokonał kontrowersyjnych wyborów podczas selekcji, nie jest Niemcem, obcym przybyszem, który zajął miejsce rodzimemu szkoleniowcowi. Stał się człowiekiem tożsamym z kadrą i nacją, a wszystko za sprawą dziewięćdziesięciu minut przeciwko Chorwacji. Piękna gra zawsze zamyka wszystkie dyskusje – w futbolu to nienegocjowalna reguła.

Czytaj też: MŚ 2026: Hat-trick Leo Messiego w meczu z Algierią. Niesamowite rekordy Argentyńczyka

Futbol wraca do domu

Anglia wygrała 4:2, ale nawet nie sama liczba strzelonych goli robi wrażenie. Najważniejsza informacja, z jaką zostają po tym starciu fani jest taka, że ich ukochana drużyna zwolniła hamulec ręczny i chce pokazać oblicze, które dotychczas skrzętnie skrywała.

Reklama
Reklama

Właśnie to było podstawą do krytykowania Garetha Southgate’a, poprzedniego trenera kadry. Nawet dobre lub bardzo dobre wyniki Anglików na wielkich turniejach nie zadowalały kibiców. Uważali oni, że Southgate marnuje potencjał drużyny, nie potrafi z niej wykrzesać najlepszych cech, jest zachowawczy i nigdy nie uczyni z reprezentacji drużyny, której rywale się boją.

Tuchel postawił na inny model. Od początku podkreślał, że kadra ma być jego autorskim pomysłem, a nadrzędnym celem są rzeczy wielkie. Czyli wiadomo, jakie.

„Football is coming home” – to chyba najpopularniejsze hasło dotyczące Anglii i choć oznacza dosłownie, że piłka nożna wraca do domu, a pochodzi z piosenki wypuszczonej na finały EURO 1996, które odbywały się na angielskich boiskach, to złośliwi mogli go używać przeciwko wyspiarzom. Chodzi o liczne powroty domu z wielkich turniejów, na tarczy.

Reklama
Reklama

Zmarnowane karne i pokolenia

Bo choć reprezentacja Anglii przez lata przed każdym niemal turniejem przymierzana była do korony, to ostatecznie okazywała się na to zbyt słaba. Niezliczone powody takich traum, że wspomnę jedynie o pechowych seriach rzutów karnych, czy marnowaniu kolejnych pokoleń, jak to z Frankiem Lampardem, Stevena Gerrardem i Wayne’em Rooneyem, stały się jedynie gorzkim żalem, a dla przeciwników Anglii – powodem do szyderstw. Dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej?

Czytaj także: Mundial 2026: Kim jest Vozinha, bramkarz RPA, który zatrzymał Hiszpanię?

Powodów jest kilka. Wśród nich z całą pewnością personalia. Ciekawe jest to, że Tuchel nie lubi wyróżniać piłkarzy, traktuje drużynę jako cały organizm. Dlatego lament, jaki przetoczył się przez media po braku powołań dla Harry’ego Maguire’a, Phila Fodena czy Cole’a Palmera, w tej chwili jest już bez znaczenia. Tuchel wiedział bowiem co robi – chciał wstrząsnąć pewnymi hierarchiami, zdjąć skorupę, która mogła uwierać Anglików. Dokonać nowego otwarcia. 

Mocna kadra

Harry Kane. Nie sposób mówić o drużynie Anglii bez wspominania o napastniku Bayernu, który w środowy wieczór wyrównał rekord Gary’ego Linekera – 10 goli na MŚ w barwach narodowych. Kane to już dziś legendarna postać, jeśli zaś udałoby mu się poprowadzić, jako kapitanowi, zespół do triumfu na mundialu, zyskałby niemal boski status.

Reklama
Reklama

Bez wątpienia Anglia potrzebuje goli Kane’a i jego ciężkiej pracy na całym boisku. Chorwacji strzelił dwa gole, był znów wszędzie, napędzał zespół. Kane, Erling Haaland, Leo Messi i Kylian Mbappe – alez to będzie bitwa o koronę króla strzelców!

Ale nie wygrał meczu sam. Świetnie zaprezentował się Jude Bellingham, który zdobył bramkę po efektownej akcji. Declan Rice i Elliot Anderson tłukli się z Chorwatami o środek pola, a zmiennicy zrobili swoje – Tuchel ma bardzo mocną ławkę rezerwowych. Jeśli możesz wprowadzić na boisko Marcusa Rashforda, który sezon spędził na wypożyczeniu w Barcelonie, Morgana Rogersa, który zdobył Ligę Europy z Aston Villa, a biją się o niego wielkie kluby, czy Bukayo Sakę, jednego z liderów Arsenalu, mistrza Anglii, to znaczy, że masz w kim wybierać.

I to jest dzisiaj siła tej kadry. A jej zaprezentowanie w postaci szybkiego, nowoczesnego, bardzo intensywnego futbolu w Dallas to wysłanie sygnału: traktujcie nas poważnie. Chcemy nie tylko wygrywać mecz, to już robiliśmy. Pragniemy zwyciężać w stylu nie pozostawiającym wątpliwości.

Reklama
Reklama

Widać to było doskonale we fragmentach meczu z Chorwacją, w których rywal zbliżał się do Anglików, szczególnie gdy w pierwszej połowie dwukrotnie doprowadzał do wyrównania. Nawet na moment Anglia nie odchodziła od swoich założeń. Grała cały czas własny mecz. Przy prowadzeniu 3:2 nie cofnęła się, by bronić wyniku. Tak robią tylko najlepsze zespoły, bardzo świadome własnej wartości.

Przeczytaj również: Reprezentacja Japonii w piłce nożnej: Historia sukcesu, system Hajime Moriyasu i japońska filozofia

Jedyne, co może Tuchela martwić, to defensywa. Cóż, blok oparty na środku Ezri Konsa – John Stones nie brzmi jak marzenie kibica i właśnie w tej formacji są największe braki. Przeciwnik o wyższej klasie niż Chorwaci, skrzętnie z tej słabości skorzysta. Ale jednocześnie będzie musiał się liczyć, że Anglia zdobędzie więcej bramek niż straci. Przypomina to trochę początkowy, heavy metalowy Liverpool Jurgena Kloppa, szalone mecze, jak z Norwich City (5:4). Cóż, jeśli tak miałoby to wyglądać do końca mistrzostw, świat zacznie czekać na mecze drużyny Tuchela, bez względu na porę transmisji. 

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.