Reklama
Reklama
Reklama

Wikingowie nie chcą być tylko sympatyczni. Haaland w szale, cała Norwegia wiosłuje mocno

TYLKO NA

Jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, czy reprezentacja Norwegii przeniesie dobrą grę z eliminacji na duży turniej, to zostały one szybko rozwiane. Dwa mecze, sześć punktów, siedem strzelonych goli. W tym cztery przez Erlinga Haalanda. Wikingowie nie są już ciekawostką, lecz realnym zagrożeniem. I na pewno nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Haaland
Erling Haaland przenosi niszczycielską formę z Manchesteru City na stadiony mistrzostw świata. (fot. Buda Mendes / Getty Images)
  • Erling Haaland przeniósł genialną skuteczność z Manchesteru City do reprezentacji – zdobył już 4 bramki na mundialu, wyrównał eliminacyjny rekord Roberta Lewandowskiego i stał się najlepszym strzelcem Norwegii w historii mistrzostw świata.
  • Norwescy kibice i piłkarze stworzyli ogólnoświatowy viral – ich charakterystyczne świętowanie opanowało stadiony, metro, a nawet przerwało obrady parlamentu w Oslo, napędzając falę entuzjazmu wokół drużyny.
  • Za sukcesem mądrze zbalansowanej kadry stoi selekcjoner Ståle Solbakken – trener, który przed laty przeżył śmierć kliniczną na treningu, a dziś, mimo wcześniejszej krytyki, wprowadził Norwegię do fazy pucharowej po 28 latach rozłąki z mundialem.

Erling Haaland to bez dwóch zdań największa gwiazda reprezentacji Norwegii. Tyle że przed mistrzostwami świata napastnik dużo lepiej był kojarzony przez fanów z całego globu jako zawodnik Manchesteru City. Szeroki zasięg angielskiej Premier League pozwolił potężnemu Norwegowi zyskać rozgłos od Azji po Amerykę. Dlatego wielu kibiców zasiadających na trybunach podczas mundialu doskonale kojarzyło pochyloną sylwetkę, gotową do sprintu, budzącą postrach w każdym obrońcy. Inny jest tylko kolor koszulki.

Przeczytaj także: Algieria składa skargę do FIFA. W centrum kontrowersji Messi i decyzje Marciniaka

W przeszłości zdarzało się już tak, że wielcy piłkarze grali w zbyt słabych reprezentacjach, by osiągać sukcesy czy – idąc dalej – w ogóle występować regularnie w największych turniejach. Pierwsze nazwiska, które przychodzą do głowy, to urodzony w Belfaście George Best, a także Walijczyk Ryan Giggs. Obu łączy wspólny mianownik w postaci Manchesteru United.

Reklama
Reklama

W Manchesterze, tyle że jego błękitnej części, rozwija się od lat talent Haalanda. Pep Guardiola uczynił z Norwega maszynę do strzelania goli. Oczywiście Erling był nią już wcześniej, menedżer stworzył mu po prostu jeszcze lepszy ekosystem dla klasycznego łowcy. W otoczeniu znakomitych, ofensywnych graczy, w drużynie, która gra do przodu, tak by zmiażdżyć rywala, Haaland znalazł raj na ziemi. Jego liczby to czysta abstrakcja. Już w Salzburgu i Dortmundzie robiły wrażenie, jednak Anglia to dużo bardziej wymagające terytorium. A mimo to dla City zdobył we wszystkich rozgrywkach 162 bramki. Łącznie w klubowej karierze trafił już 317 razy. Jego statystyki dotyczące reprezentacji Norwegii także są okrutne: 52 występy, 59 goli.

Viral z wiosłowaniem

Można zatem śmiało stwierdzić, że Haalandowi jest zupełnie obojętne, gdzie gra, w jakim zespole, na jakim stadionie, przeciwko komu, bo strzelanie przychodzi mu tak samo łatwo. Ale nie tylko. Na boisku jest prawdziwym liderem, pomaga drużynie. Kiedy widzi lepiej ustawionego kolegę, zagra do niego. Gdy trzeba wracać, by wesprzeć zespół w defensywie, również to robi.

Reklama
Reklama

Przeczytaj również: 40 lat od „ręki Boga” Maradony. Gol, który stworzył legendę i wywołał spory

Cztery gole Haalanda podczas mundialu to jeden z powodów, dla których Norwegia zameldowała się już w fazie pucharowej. I dobrze dla mistrzostw, bo szkoda byłoby stracić takich fanów jak ci norwescy.

Ich „wiosłowanie” stało się już ogólnoświatowym viralem, a kiedy po starciu z Senegalem Haaland i jego kumple usiedli na murawie, by w jednym tempie zrobić to razem z trybunami, efekt był imponujący. Kibice z Norwegii wiosłują wszędzie – na schodach w centrum miasta, w metrze, na stadionie. Ta łódź płynie na fali entuzjazmu i po dwóch wygranych meczach tylko nabrała rozpędu.

Absolutnie nieuczciwe byłoby jednak napisać, że Norwegia to tylko Haaland i dziesięć koszulek, choć istotnie wyjęcie z tej drużyny tak niesamowitego piłkarza praktycznie całkowicie zabrałoby jej siłę rażenia. Dlatego z Haalandem jest jak z Messim – reszta drużyny wie, że dzięki wspólnej grze, stworzeniu mu w trakcie meczu dobrych warunków, razem mogą zrobić duże rzeczy.

Reklama
Reklama

Haaland kończył eliminacje MŚ z 16 trafieniami, wyrównując tym samym rekord Roberta Lewandowskiego. Strzelał w każdym z ośmiu spotkań, ogółem już od dwunastu meczów zdobywa co najmniej jedną bramkę. Od sześciu dekad w Norwegii nie widziano takich cudów.

Po zwycięskim spotkaniu z Senegalem został już najlepszym strzelcem Norwegii w historii mistrzostw świata. Przez lata kibice z tego kraju marzyli o nowym Ole Gunnarze Solskjaerze, a dostali kogoś znacznie większego. Haaland nie tylko wprowadził Norwegię na mundial po 28 latach, lecz obecnie zmienia historię całego norweskiego futbolu.

Gwiazdy dowożą

Dobrze wygląda również Martin Ødegaard. Ci dwaj zawodnicy znaleźli się po dwóch stronach barykady przez cały miniony sezon, w batalii o mistrzostwo Anglii. Ødegaard to kapitan Arsenalu, który ostatecznie sięgnął po tytuł w Premier League, Haaland musiał się zadowolić wicemistrzostwem.

Reklama
Reklama

Ale w kadrze wiosłują razem w tym samym kierunku, w rytm wybijany przez bęben na trybunach napędzają kolejne akcje ofensywne Norwegii. Są liderami z prawdziwego zdarzenia. Ødegaard wie to najlepiej – Haaland nie potrzebuje wielu sytuacji, by zdobyć bramkę. A jego największy atut, obok skuteczności, to fakt, że gdy zmarnuje sytuację lub dwie, natychmiast kasuje je z systemu. W ogóle go to nie rusza.

Haaland rzucił zatem wyzwanie Messiemu w walce o koronę króla strzelców. Pod tym względem zapowiada się fascynujący mundial. Bo przecież są jeszcze Leo Messi, Harry Kane, Vinícius Júnior i Kylian Mbappé, którzy od razu wskoczyli na wysokie obroty. Golem w meczu przeciwko Arabii Saudyjskiej zameldował się Lamine Yamal. Wielkie gwiazdy światowej piłki zdecydowanie dowożą po morderczym sezonie, a przecież każdy z tych zawodników ma w nogach dziesiątki rozegranych spotkań w klubie.

Dla piłkarzy największego formatu dyskusja o Złotej Piłce jest niekończącą się historią, obsesją. Nawet jeśli któryś z nich powiedziałby, że ma ją gdzieś, byłaby to jedynie tania kokieteria.

Reklama
Reklama

Sam futbol klubowy to za mało, by dostać to najcenniejsze indywidualne wyróżnienie. Wie o tym Haaland, wiedzą też kibice – przecież widać gołym okiem, jak mundial elektryzuje, jak kreuje bohaterów. Winduje do sławy. Idealny przykład stanowi przypadek Vozinhi, bramkarza Republiki Zielonego Przylądka, sensacji tych mistrzostw. W ciągu kilkunastu dni zyskał na Instagramie kilkanaście milionów obserwujących.

Pocałunek selekcjonera

Oczywiście Haaland ich nie potrzebuje tak jak goli, zwycięstw, awansów do kolejnych rund. One są dla niego platformą do jeszcze większej rozpoznawalności. To dzięki nim jest na medialnych czołówkach. I także one pozwalają mu rywalizować o chwałę z największymi, których nazwiska wymieniłem.

Przeczytaj także: Pierwsza taka czerwona kartka w historii. FIFA wprowadziła nowy przepis

Francja i Norwegia awansowały dalej, ale ich mecz nie będzie sparingiem, którym jedni i drudzy dograją grupę. Bo Haaland i Mbappé wiedzą, że Messi nie śpi. Genialny Argentyńczyk zdobył pięć bramek w dwóch meczach i pobił rekord: ma najwięcej goli strzelonych w historii MŚ. A przede wszystkim dobrze się czuje, bawi się grą. Nawet zmarnowany w meczu z Austrią karny go nie ruszył. Dlatego Haaland i Mbappé będą chcieli zaznaczyć terytorium, pokazać, że mogą gonić Messiego.

Reklama
Reklama

A Norwegia ma zamiar wiosłować jeszcze szybciej i jeszcze częściej. Nawet politycy w parlamencie dołączają do trendu, przerywając obrady. I choć przed mistrzostwami część mediów z niesmakiem przyjęła sesję zdjęciową norweskiej reprezentacji – piłkarze przebrali się za Wikingów – uznając, że nawiązują do mrocznych stron historii kraju, kiedy przebierają się za najeźdźców i grabieżców, to większość ludzi odbiera cały ten klimat bardzo pozytywnie.

Nazwanie Norwegii czarnym koniem turnieju byłoby nieuczciwe, ponieważ drużyna Ståle Solbakkena, trenera, który lata temu wyślizgnął się z objęć śmierci (podczas treningu zatrzymała się akcja jego serca), jest bardzo mądrze zbudowana i wyważona – stanowi miksturę gwiazd i wyrobników. Można się jedynie uśmiechnąć na wspomnienie faktu, że kilka lat wstecz norwescy kibice żądali głowy trenera; na szczęście szefowie federacji oparli się pokusie zdymisjonowania Solbakkena. Dzisiaj zbierają plony.

Po skończonym meczu z Senegalem Solbakken pobiegł na trybuny, by pocałować żonę Anniken, a potem od razu popędził do piłkarzy, by świętować razem z nimi i kibicami. Moment, na który cała Norwegia czekała od 1998 roku, został okraszony romantyczną sceną.

Reklama
Reklama

Ameryka już kupiła w całej okazałości wiosłujących Wikingów i przekonała się, że Haaland, którego ogląda w Premier League, w koszulce reprezentacji jest tak samo groźny. Norwegowie stają się drużyną, która rozkochuje w sobie coraz więcej kibiców z całego świata. Drużyną, która przywiozła na mundial wielkie emocje.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Rudzki
Przemysław RudzkiOd ponad dwudziestu lat dziennikarz sportowy, zakochany w brytyjskim futbolu, kinie i poczuciu humoru. Na Zero.pl pisze o rzeczach, o które nikt by go nie podejrzewał.
Reklama
Reklama