Reklama

F1 odwołuje wyścigi. Wojna na Bliskim Wschodzie wywraca kalendarz

Reklama

Władze Formuły 1 podjęły decyzję o odwołaniu tegorocznych wyścigów o Grand Prix Bahrajnu oraz Grand Prix Arabii Saudyjskiej. Powodem jest eskalacja konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie oraz bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa personelu i kibiców.

Formula One Chinese Grand Prix - Practice and Sprint Qualifying
Kierowca Ferrari Charles Leclerc podczas kwalifikacji do sprintu w trakcie Grand Prix F1 w Chinach (fot. ALEX PLAVEVSKI / PAP / EPA)
  • Formuła 1 odwoła dwa wyścigi na Bliskim Wschodzie – donosi Sky Sports. Oficjalny komunikat od FIA i Liberty Media ma pojawić się najpóźniej w poniedziałek rano.
  • Przyczyną decyzji jest eskalacja napięć między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem. Ryzyko organizacji wyścigów uznano za zbyt wysokie. 
  • Skutki finansowe będą ogromne. Organizatorzy z Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej płacą jedne z najwyższych opłat licencyjnych. 

Reklama

Choć oficjalny komunikat ze strony Liberty Media oraz Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) nie został jeszcze opublikowany, źródła Sky Sports potwierdzają, że ogłoszenie nastąpi najpóźniej w poniedziałek rano. Kluczowym czynnikiem jest nadchodzący termin logistyczny – 20 marca.

W tym dniu musi rozpocząć się transport morski frachtu z wyposażeniem zespołów w stronę Bliskiego Wschodu. Brak sygnałów świadczących o deeskalacji konfliktu między USA i Izraelem a Iranem sprawił, że ryzyko uznano za zbyt wysokie.


Reklama

Decyzja ta pociąga za sobą poważne konsekwencje finansowe. Bahrajn i Arabia Saudyjska wpłacają jedne z najwyższych opłat za możliwość organizacji wyścigu. Szacuje się, że Formuła 1 odnotuje stratę przekraczającą 100 mln funtów.


Reklama

Koszty te zostaną podzielone między posiadacza praw komercyjnych a 11 zespołów startujących w mistrzostwach. Każda ze stron straci dziesiątki milionów funtów z tytułu utraconych przychodów marketingowych i mniejszej puli nagród pieniężnych do podziału na koniec sezonu.

Pięć tygodni bez wyścigów F1

Władze serii rozważały doraźne zastąpienie odwołanych rund. Pod uwagę brane były tory w portugalskim Portimao, włoskiej Imoli oraz turecki Istanbul Park. Ostatecznie jednak propozycje te odrzucono.

Uznano, że czas na organizację wydarzeń o takiej skali jest zbyt krótki. Dodatkowo, żaden z tych torów nie był w stanie zaoferować opłat licencyjnych zbliżonych do tych, które gwarantowali organizatorzy z Zatoki Perskiej.


Reklama

Oznacza to, że kalendarz sezonu 2026 zostanie zredukowany z 24 do 22 wyścigów. Kibiców czeka pięciotygodniowa przerwa w rywalizacji. Po Grand Prix Japonii, zaplanowanym na 29 marca, kolejnym wyścigiem będzie dopiero Grand Prix Miami, które odbędzie się 3 maja.


Reklama

Hamilton i Wheatley komentują decyzję

Jonathan Wheatley, szef zespołu Audi, pochwalił decyzję. Podkreślił, że nikt w sporcie nie oczekuje narażania pracowników. – Nikt nie zamierza iść na kompromis w kwestiach, które mogłyby postawić zespoły w niekomfortowej sytuacji – ocenił.

W podobnym tonie wypowiedział się siedmiokrotny mistrz świata, Lewis Hamilton. Brytyjczyk wyraził pełne poparcie dla dyrektora wykonawczego F1, Stefano Domenicaliego. – Wiem, że Stefano zrobi to, co jest słuszne dla nas wszystkich i dla sportu. To wspaniała rzecz posiadanie tak wielkiego lidera jak on – stwierdził kierowca.

Problemy z bezpieczeństwem na Bliskim Wschodzie wpłynęły już na inne światowe serie wyścigowe. Długodystansowe Mistrzostwa Świata (WEC) zmuszone były przesunąć rundę otwierającą sezon w Katarze na październik, przenosząc najbliższy wyścig do Imoli. Pod znakiem zapytania stoi także kwietniowy wyścig MotoGP w Katarze.

Wcześniej napięta sytuacja międzynarodowa wymusiła już zmiany w logistyce F1. Podczas inauguracji sezonu w Australii personel musiał korzystać z alternatywnych tras lotniczych z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej nad częścią Bliskiego Wschodu. Pod koniec lutego firma Pirelli zrezygnowała również z testów opon w Bahrajnie, argumentując to względami bezpieczeństwa.


Reklama