
Protesty francuskich licealistów, które rozpoczęły się 23 września, przybierają na sile. W całym kraju dochodzi do blokad szkół, starć z policją i podpaleń. W ciągu tygodnia zatrzymano ponad pięć tys. osób, a setki liceów musiały odwołać zajęcia. Władze ostrzegają przed dalszą eskalacją przemocy.
- 1027 liceów zostało objętych protestami, w 222 doszło do blokad.
- W Nantes podpalono liceum Nelsona Mandeli.
- Uczniowie domagają się m.in. większej liczby nauczycieli, remontów szkół i mniej przeciążonego planu lekcji.
Od 23 września protesty francuskich licealistów przybierają na sile. To, co zaczęło się jako zwykła szkolna mobilizacja, w wielu miejscach przerodziło się w uliczne starcia, blokady i akty przemocy. Płoną śmietniki, podpalane są fasady szkół, w stronę policji lecą race i pociski. W ciągu ostatniego tygodnia policja zatrzymała we Francji ponad pięć tys. osób. Tylko w piątek zatrzymano 1747 osób, a zablokowanych było 735 placówek – wynika z danych przekazanych przez francuski rząd. Prawie pół tysiąca szkół średnich odwołało zajęcia ze względów bezpieczeństwa.
Minister edukacji mówi o „niepohamowanej przemocy”. Jak podkreśla w oficjalnym komunikacie, w wielu miejscach dziesiątki, a niekiedy setki zamaskowanych osób przez kilka godzin ścierają się z siłami porządkowymi.
Skala zamieszek jest ogólnokrajowa. Do poważnych incydentów doszło między innymi w Nicei, Dijon, Besançon, Valence, Tuluzie, Bordeaux, Montpellier, Rennes, Saint-Étienne, Orleanie, Strasburgu i Rouen. W Nantes sytuacja poszła jeszcze dalej – liceum Nelsona Mandeli zostało podpalone.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta i nic nie wskazuje na szybkie wygaszenie protestów. Pomimo coraz ostrzejszych walk na ulicach Unia Związku Liceów (Union syndicale lycéenne – USL) oraz Unia Studentów (Union étudiante) wezwały młodych ludzi do udziału w demonstracji na paryskim Placu Republiki. To nie koniec. USL apelowała również o dalsze blokowanie szkół.
„Legalne niewolnictwo”. Franczyzobiorcy Żabki o długach i depresji
Uczniowie mają dość
Problem w tym, że nie wszyscy uczniowie chcą protestować. Część z nich coraz wyraźniej ma dość sytuacji, w której nie może po prostu wejść do szkoły.
– Co to właściwie ma znaczyć? Że kiedy coś nam się nie podoba, jedynym rozwiązaniem jest podpalenie czegoś przed liceum? To zbyt łatwe – mówi dla dziennika „Le Figaro” Simon, licealista z Wersalu.
Podobnie reaguje Lise, uczennica uczęszczająca do jednego z paryskich liceów. Jej zdaniem obrazy publikowane w mediach społecznościowych pokazują młodzież, która sama wystawia swoje pokolenie na pośmiewisko. Szczególnie mocne są nagrania przemocy. Na jednym z nich uczniowie filmują strażaka, którego ubranie stanęło w płomieniach, zamiast udzielić mu pomocy. Na innym policjantka jest śledzona, a potem powalona na ziemię przez uczestników blokady. Z tłumu padają wobec niej brutalne wyzwiska i wezwania do zabicia funkcjonariuszki.
Według Thibaulta de Montbriala, dyrektora Centrum Myśli Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Centre de Réflexion sur la Sécurité Intérieure), wypowiadającego się w programie Punkt Widzenia, sytuacja staje się groźna dla obserwatorów postronnych.
– Ktoś może w końcu zginąć. Może to być dyrektor szkoły, uczeń albo przypadkowy przechodzień – przestrzega ekspert bezpieczeństwa wewnętrznego.
Francuskie władze ostrzegają, że choć prawo uczniów do protestu powinno być respektowane, przemoc nie może być tolerowana.
„Jeśli głos młodzieży licealnej powinien być wysłuchany, działania o charakterze przemocy nie mogą być akceptowane” – ostrzegli we wspólnym komunikacie minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez oraz minister edukacji Édouard Geffray.
Według francuskiego MSW w związku z protestami zatrzymano 164 osoby, a około 30 osób zostało rannych.
Minister spraw wewnętrznych odniósł się również do udziału polityków Nieuległej Francji w demonstracjach. Jak podkreślił, zaangażowanie części deputowanych i lokalnych polityków tego ugrupowania w protesty jest „całkowicie nieodpowiedzialne”.
Wypowiedź Nuneza pojawiła się w kontekście obecności burmistrza Saint-Denis Bally'ego Bagayoko wśród protestujących uczniów liceum im. Paula-Eluarda. Udział samorządowca w blokadzie stał się wcześniej przedmiotem zainteresowania francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Prefekt policji skierował w tej sprawie zawiadomienie dotyczące podejrzenia publicznego nakłaniania do popełnienia przestępstwa.
Burmistrz miał nie tylko towarzyszyć manifestacjom, ale również zaatakować samochód funkcjonariuszki poruszający się po ulicach Saint-Denis.
Piątkowska idzie na starcie z Gibałą. „Nie handluję stołkami ani głosami”
Lista postulatów
Paradoks francuskich protestów polega na tym, że nawet uczniowie, którzy nie uczestniczą w demonstracjach, często zgadzają się z podstawowymi postulatami swoich kolegów.
Chodzi między innymi o ograniczenie presji związanej z systemem Parcoursup, skrócenie przeładowanych dni nauki, zwiększenie liczby nauczycieli, remonty szkół, szczególnie w związku z coraz dotkliwszymi falami upałów tegorocznego lata, oraz wydłużenie czasu na obiad w szkolnych stołówkach.
Lista jest jednak dłuższa. Wśród postulatów pojawia się również żądanie przywrócenia telefonów komórkowych w liceach. Od początku obecnego roku szkolnego korzystanie z nich w szkołach jest zakazane.
Część uczniów uważa, że właśnie takie dodatkowe żądania osłabiają wiarygodność całego ruchu. Blokady szkół stały się również miejscem politycznej agitacji, między innymi ze strony Nieugległej Francji, oraz demonstracji poparcia dla Palestyny.
Państwo traci kontrolę nad organizacją nauki
Władze oświatowe próbują reagować, ale także tutaj pojawia się chaos. Francuski minister edukacji Édouard Geffray zapowiedział w ubiegły czwartek zamknięcie następnego dnia 400 liceów.
W wielu szkołach niemal z dnia na dzień trzeba było więc uruchomić naukę zdalną.
Doświadczenia pandemii koronawirusa nie wystarczyły, by tym razem wszystko zadziałało sprawnie. Rodzice skarżą się na sprzeczne komunikaty szkół. Jednego dnia uczniowie dowiadują się, że lekcje będą prowadzone zdalnie, następnego – że wracają do klas. Zdarzało się również, że uczniowie nie mogli połączyć się na zdalne lekcje, ponieważ brakowało odpowiednich informacji.
W niedzielę Geffray poinformował, że w poniedziałek zamkniętych może pozostać jeszcze od 400 do 500 liceów.
Dla rodziców najważniejsze staje się więc pytanie nie o polityczne postulaty młodzieży, lecz o bezpieczeństwo ich dzieci.
Rodzice boją się eskalacji
Obawy nie są wyłącznie teoretyczne. Wśród uczniów krążą informacje o możliwych aktach przemocy seksualnej wobec dziewcząt, kradzieżach i porachunkach z użyciem noży. W jednej z grup uczniowskich pojawiło się również zdjęcie broni palnej.
Część rodziców woli w tej sytuacji, aby ich dzieci zostały w domu.
Organizacje nauczycielskie również wskazują przede wszystkim na bezpieczeństwo uczniów i pracowników szkół. Według najnowszego bilansu od początku protestów rannych zostało 78 pracowników oświaty, w tym 40 dyrektorów liceów.
Jean-Rémi Girard, przewodniczący Narodowego Związku Zawodowego Liceów i Gimnazjów (Syndicat national des lycées et des collèges), przyznaje, że właśnie o bezpieczeństwo najbardziej obawia się przed kolejnym tygodniem protestów.
Niektóre szkoły, mimo zapowiedzi ponownego otwarcia, przygotowują się więc na najgorszy scenariusz. Związkowcy w jednym z liceów w regionie Île-de-France zakwestionowali nagłą zmianę decyzji o powrocie do nauki stacjonarnej. Ich zdaniem władze szkoły powinny jasno powiedzieć, czy nauka zdalna została wprowadzona ze względów bezpieczeństwa, czy też miała ograniczyć protesty.
W Paryżu część rodziców pojawiła się nawet przed szkołami, aby pomóc uczniom i jednocześnie nie dopuścić do przyłączenia się do protestów grup chuliganów.
Czy powtórzy się scenariusz z lat 90.?
Francja zna już podobny scenariusz. W październiku 1990 r. uczniowskie protesty również zaczęły się od problemów dobrze znanych francuskim szkołom: przepełnionych klas, braku personelu, fatalnego stanu budynków i kwestii bezpieczeństwa.
Bezpośrednim impulsem była sprawa zgwałcenia licealistki na terenie liceum Auguste-Blanqui w Saint-Ouen. W proteście przeciwko sytuacji w szkołach strajkowało ponad 900 uczniów i 60 nauczycieli.
Ówczesny premier Michel Rocard oraz minister edukacji Lionel Jospin spotkali się z protestującymi. Rząd zapowiedział utworzenie tysiąca etatów dla pracowników niepedagogicznych oraz zatrudnienie dodatkowych trzech tys. osób do nadzoru nad uczniami.
Protesty jednak nie wygasły. 5 listopada na ulice wyszło ponad 100 tys. młodych ludzi. Dziesięć dni później w Paryżu miało demonstrować już 200 tys. osób. Ostatecznie rząd przeznaczył na nadzwyczajny plan dla liceów 4,5 mld franków, czyli w przeliczeniu około 1,2 mld euro.
Osiem lat później skala była jeszcze większa. 15 października 1998 r. w całej Francji demonstrowało około 500 tys. licealistów, w tym ponad 30 tys. w Paryżu. Wśród pokojowych uczestników pojawili się również chuligani. Rząd odpowiedział zapowiedzią zatrudnienia 14 tys. osób, przeznaczeniem 4 mld franków na remonty szkół oraz zmianami programowymi.
Może Cię również zainteresować materiał Dawida Chęcia na Kanale Zero: