Reklama
Kraj

Afera SOR Kacprzyka uderza w KO. Partia elit i ludzi „z innej rzeczywistości”

Afera wokół Szpitala Południowego w Warszawie jest dla Koalicji Obywatelskiej poważnym problemem politycznym – nie tylko wizerunkowym, ale też tożsamościowym. Uderza bowiem dokładnie w ten obraz partii, który jej przeciwnicy budowali od lat: formacji elit, uprzywilejowanych i dobrze ustawionych w systemie. Ale jest też dobra wiadomość dla Donalda Tuska.

Bartosz Michalski
Opinia autorstwa: Bartosz Michalski
Dzisiaj 15:29
6 min
Lekarz milioner w szpitalu Trzaskowskiego. Dawid Kacprzyk odchodzi z Koalicji Obywatelskiej. (fot. Rafał Guz / PAP)
TYLKO NA

To już nie jest historia o jednym radnym z Ursusa i skandalicznym uprzywilejowaniu określonych osób na SOR-ze. To opowieść, która zaczyna żyć własnym życiem i zmusza czołowych polityków KO do tłumaczenia się z czegoś, o czym jeszcze kilka dni temu większość z nich nie miała pojęcia.

Czytaj tutaj: Szpitalna afera KO. Najnowsze ustalenia ws. saloniku VIP w Szpitalu Południowym

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdybyśmy dwa tygodnie temu zapytali parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej, kim jest Dawid Kacprzyk, większość wzruszałby ramionami i powiedziała „nie znam, a to ktoś ważny”? Dziś muszą się za niego tłumaczyć w radiu, telewizji i internecie. Tak właśnie działają polityczne kryzysy – zaczynają się często niepozornie na poziomie lokalnym, ale jeśli uderzają w czuły punkt, błyskawicznie stają się problemem centralnym.

A ta sprawa uderza wyjątkowo mocno.

Reklama
Reklama

Nie dlatego, że chodzi o miliony złotych. A dokładniej 1,6 mln dla lekarza bez specjalizacji. Nie dlatego, że mówimy o skomplikowanych mechanizmach finansowych, funduszach, spółkach czy kreatywnej księgowości. Wręcz przeciwnie – siła tej afery bierze się z jej brutalnej prostoty.

Inna rzeczywistość

Każdy rozumie, czym jest SOR. Każdy wie, co znaczy czekać cztery, pięć albo sześć godzin na przyjęcie. Każdy zna frustrację siedzenia na plastikowym krześle, z bólem, gorączką albo strachem, patrząc na przesuwający się powoli numer w kolejce.

I nagle okazuje się, że obok istnieje inna rzeczywistość. Ta dla uprzywilejowanych.

Reklama
Reklama

Jedni siedzą godzinami w zatłoczonej poczekalni. Drudzy wchodzą po dziesięciu minutach do VIP-roomu z kanapą, fotelami i telewizorem. I pięknym obrazem, na którym jest „kamieni kupa”. Jedni słyszą, że na badania trzeba czekać tygodniami lub miesiącami. Drudzy mają tomografię, gastroskopię i kolonoskopię niemal od ręki.

Tu nie trzeba politycznej narracji. Oburzenie przychodzi samo. Opozycja dostała samograja, i to wprost od politycznej konkurencji.

Afera groźniejsza, niż może się wydawać

Dla Koalicji Obywatelskiej to problem szczególnie niebezpieczny, bo uderza dokładnie w stereotyp, który od lat ciągnie się za tą formacją.

Partia elit. Partia wielkomiejskich uprzywilejowanych. Partia ludzi, którzy żyją w innej rzeczywistości niż reszta kraju i nie mają pojęcia o problemach przeciętnego Kowalskiego.

Reklama
Reklama

Oczywiście polityczne stereotypy bywają uproszczeniem. Problem polega na tym, że ta historia wygląda jak ich podręcznikowa ilustracja.

Partyjna legitymacja. Telefon do odpowiedniej osoby. Ekspresowa ścieżka. VIP-room. Pełen pakiet badań.

To nie jest już polityczny przekaz przeciwników KO. To gotowy obrazek, który sam się maluje.

I właśnie dlatego ta sprawa może być dla KO bardziej toksyczna niż podobne dla Prawa i Sprawiedliwości za czasów ich rządów.

Reklama
Reklama

Weźmy wybory kopertowe. Skala gigantyczna – 70 mln zł. Problem? Dla przeciętnego obywatela to kwota abstrakcyjna. Większość z nas nie potrafi nawet wyobrazić sobie fizycznie takich pieniędzy. Kto z nas miał taką kwotę w ręku czy na koncie? Ja nie.

Ale zatłoczony SOR?

Tutaj stawką nie są miliony na papierze. Stawką jest coś, czego doświadczył niemal każdy: kolejka do lekarza, miesiące oczekiwania na badanie, bezsilność wobec systemu ochrony zdrowia.

Ta afera nie trafia do ludzi przez Excela. Trafia przez pamięć. Przez własne doświadczenie.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Był w PO, teraz reaguje na aferę z lekarzem-milionerem: Kompromitacja całego obozu

Najgorsza możliwa linia obrony

Sposób reagowania obozu władzy pokazuje jeszcze jeden problem: Koalicja Obywatelska wciąż nie potrafi zarządzać kryzysami wizerunkowymi.

Tłumaczenia w stylu: „za PiS też były patologie” mogą zmobilizować twardy elektorat, ale dla wyborcy środka brzmią po prostu kuriozalnie.

Bo co właściwie słyszy przeciętny obywatel?

Reklama
Reklama

Tak, u nas był VIP-SOR dla ludzi związanych z KO… ale kiedyś ktoś przyniósł kule Jarosławowi Kaczyńskiemu. Do tego, jak starał się imputować Roman Giertych, a w ślad za nim telewizja publiczna – to w ogóle wszystko wina PiS-u, bo nie reagowali na podobne patologie za swoich czasów i dali podwaliny temu, co mamy teraz. Co z tego, że radny był z KO, 100 proc. udziałów w szpitalu ma Warszawa, której prezydentem jest Rafał Trzaskowski. Co z tego, że w radzie nadzorczej placówki zasiadają osoby związane z KO? To i tak wina PiS.

To jest polityczny unik. I co gorsza – wyjątkowo nieskuteczny. Tu naprawdę trudno przekonująco opowiadać, że winny jest ktoś inny. A takie tłumaczenie uderza w logikę i inteligencję wyborców KO i może tych wahających się. Skutecznie zniechęca ich do partii Donalda Tuska.

Drugie ośmiorniczki?

Dla Donalda Tuska jest jednak jedna dobra wiadomość: ta afera nie wybuchła tuż przed kampanią wyborczą. Do niej mamy jeszcze wiele miesięcy.

Reklama
Reklama

Bo gdyby wybuchła na finiszu wyborów, mogłaby stać się dla KO tym, czym dla Platformy były niegdyś słynne ośmiorniczki – symbolem politycznej arogancji i oderwania od rzeczywistości.

Symbole są w polityce groźniejsze od liczb. Liczby można tłumaczyć. Symbole zostają.

VIP-room na SOR-ze ma wszystkie cechy politycznego symbolu. Jest prosty, sugestywny i emocjonalny. Działa natychmiast.

A jednak Tusk może liczyć na dwa czynniki.

Reklama
Reklama

Po pierwsze – kurz czasu przykryje tę sprawę. Polska polityka produkuje dziś tyle kryzysów, że nawet duże afery potrafią zniknąć z debaty po kilku tygodniach.

Po drugie – dramatycznie zmieniły się standardy politycznej odpowiedzialności.

Kiedyś politycy mieli kłopoty przez mniejsze skandale. W 2005 r. Włodzimierz Cimoszewicz wycofał się z wyścigu prezydenckiego przez wątpliwości dotyczące oświadczenia majątkowego.

Dziś? Okno Overtona w polityce otworzyło się tak szeroko, że rzeczy kiedyś dyskwalifikujące, coraz częściej wywołują jedynie wzruszenie ramion. To nie znaczy, że ta afera nie zaszkodzi KO. Zaszkodzi. Bo zostawia po sobie coś znacznie groźniejszego niż medialny skandal.

Reklama
Reklama

Zostawia emocję. A polityka od dawna nie jest już grą na fakty. To gra na emocje, obrazy i symbole.

A obraz politycznego VIP-a wchodzącego bez kolejki na SOR, podczas gdy zwykły pacjent czeka godzinami, jest jednym z tych obrazów, których bardzo trudno się pozbyć.

Źródło: Zero.pl