Po prawie dwóch latach politycznego sporu o status Grenlandii pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Królestwem Danii oba państwa doszły do porozumienia. W ubiegłym tygodniu, na marginesie corocznego Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, podpisano trójstronne porozumienie ustanawiające nowe zasady, na jakich ma być kształtowane bezpieczeństwo Grenlandii. Wyspy zamieszkanej przez 56 tysięcy osób, a politycznie podległej duńskiej Koronie.
Spór nie dotyczył jednak wyłącznie relacji między Waszyngtonem a Kopenhagą. Był on jawnym wyrazem egzystencjalnego zagrożenia dla dotychczasowej formuły funkcjonowania sojuszu atlantyckiego. Wszystko dlatego, że po początkowej odmowie przez Danię sprzedaży Amerykanom największej wyspy świata Donald Trump nie zamierzał porzucać tematu. Uciekał się nawet do gróźb siłowego zajęcia Grenlandii. Mimo wszystko wraz z podpisaniem umowy ryzyko wewnątrzsojuszniczego konfliktu zdaje się być zażegnane.
Grenlandia ostrzega USA. Firma powiązana z Trumpem szykuje odwierty naftowe
Samostanowienie Grenlandii
Nim przejdzie się do wzajemnych zobowiązań dotyczących bezpieczeństwa tej arktycznej wyspy, warto zwrócić uwagę na argumentację polityczną płynącą z Danii. Rząd w Kopenhadze, przeciwstawiając się politycznemu transakcjonizmowi i odrzucając propozycje zakupu Grenlandii przez USA, konsekwentnie podkreślał znaczenie prawa Grenlandczyków do samostanowienia. Argument odwołujący się do wartości o jakże moralnym wymiarze nabiera jednak szczególnej istoty w zestawieniu z historyczną polityką Danii wobec rdzennej ludności wyspy.
O charakterze tej polityki szerzej przypomniał opublikowany w ubiegłym roku raport „W sprawie praktyk antykoncepcyjnych na Grenlandii w latach 1960–1991”. W reakcji na jego ustalenia premier Danii Mette Frederiksen powiedziała: „W imieniu Danii chciałabym powiedzieć: przepraszam”.
Efekt Trumpa na rynku paliw. Czy może być jeszcze drożej?
Raport ujawnił skalę prowadzonej przez duńskie władze systemowej polityki kontroli urodzeń na Grenlandii. Choć w dokumencie, aby złagodzić wymowę tego procesu, używa się określenia „niedobrowolna praktyka antykoncepcyjna”, w rzeczywistości ten niejawny „program profilaktyki zdrowotnej”, polegający na zakładaniu wkładek domacicznych, był niczym innym jak przymusową sterylizacją ponad 4,5 tys. kobiet i dziewcząt.
Mimo prowadzenia polityki mającej niewiele wspólnego z moralnością i prawem ludności Grenlandii do decydowania o własnym losie, Kopenhadze udało się wywalczyć w umowie z Waszyngtonem zapisy dotyczące „samostanowienia”.
Problem polega jednak na tym, że zapisy odnoszące się do tego prawa zakładają funkcjonowanie wyspy pod faktyczną kuratelą USA. Przy literalnej lekturze umowy można dostrzec w tym wewnętrzną sprzeczność. Bo w jaki sposób Grenlandia miałaby korzystać z prawa do samostanowienia, jeśli umowa narzuca jej trójstronny komitet, w ramach którego mają być ustalane zasady kształtowania bezpieczeństwa wyspy? Podobna wątpliwość pojawia się w przypadku potencjalnego rządu niepodległej Grenlandii, który w przyszłości, zgodnie z zapisami umowy, „zgodzi się pozostać w NATO, w tym poprzez złożenie wniosku o członkostwo w razie potrzeby”. Gdzie w takim przypadku pozostaje przestrzeń na samodzielną decyzję o statusie państwa?
W realiach polityki międzynarodowej zabezpieczanie własnych interesów przez państwo dysponujące nieporównanie większą siłą nie powinno wywoływać szczególnego zdziwienia. Praktyka polityki międzynarodowej ma bowiem niewiele wspólnego z moralnością. Interesujące pozostaje jednak to, że postanowienia umowy wprost zabezpieczające realny interes silniejszego państwa zostają obudowane moralnymi deklaracjami.
Wojskowy aspekt umowy
W wymiarze wojskowym, który z perspektywy narracji Waszyngtonu stanowi najważniejszy element porozumienia, Amerykanie uzyskali szeroką swobodę w zakresie swojej obecności wojskowej na Grenlandii. Umowa pozwala USA modernizować i rozszerzać działalność w bazie kosmicznej Pituffik oraz tworzyć dodatkowe obszary obronne w Narsarsuaq i Mestersvig. Szczegółowe warunki ich funkcjonowania mają jednak zostać uzgodnione we wspólnym, trójstronnym formacie.
Porozumienie otwiera zatem możliwość rozbudowy amerykańskiej obecności wojskowej na całym wybrzeżu Grenlandii. Przewiduje taką możliwość, jeżeli będzie tego wymagała obrona wyspy, obszaru Traktatu Północnoatlantyckiego lub kontynentu amerykańskiego, co w praktyce oznacza, że to Amerykanie będą określać zakres swojej obecności na podstawie własnej oceny potrzeb w zakresie bezpieczeństwa.
Grenlandia między niepodległością a strachem przed USA. Jak Donald Trump zmienił politykę Arktyki
Kluczowe dla Amerykanów są również postanowienia zwiększające wojskową swobodę operacyjną. Siły Zbrojne USA otrzymały prawo do przemieszczania ludzi, pojazdów, samolotów i jednostek pływających pomiędzy obszarami obronnymi drogą lądową, powietrzną i morską, również przez grenlandzkie wody terytorialne.
Wbrew komentarzom premiera Grenlandii, który przedstawiał umowę jako kolejny krok ku większej podmiotowości Grenlandii w stosunkach międzynarodowych, porozumienie w rzeczywistości wydaje się bliższe politycznej retoryce Donalda Trumpa dotyczącej „aneksji” wyspy. Jak wskazano wcześniej, USA nie przejęły politycznej kontroli nad Grenlandią poprzez włączenie jej do federalnej struktury Stanów Zjednoczonych. Uzyskały jednak ramy prawne pozwalające na znaczące zwiększenie obecności wojskowej i praktyczne przekształcenie wyspy w jeden z filarów północnej architektury obronnej USA.
Poparcie dla Trumpa spadło do rekordowo niskiego poziomu. Nowy sondaż
Ramy, jak wskazano, umożliwiają znaczące rozszerzenie obecności wojskowej, infrastruktury oraz możliwości operacyjnych na terytorium Grenlandii. Z uwagi na przewagę potencjału nad Grenlandią i Danią Waszyngton uzyskał tym samym faktyczny monopol na stosowanie siły. W konsekwencji daje mu to realną kontrolę nad wyspą, włączając ją w północną architekturę obronną kontynentu amerykańskiego.
Znaczenie tych uprawnień wynika przede wszystkim z położenia Grenlandii, znajdującej się na swoistym geostrategicznym skrzyżowaniu. Wyspa leży pomiędzy Ameryką Północną, Arktyką i północnym Atlantykiem. Kontrola nad strefą GIUK, obejmującą obszar Grenlandii, Islandii i Wielkiej Brytanii, przekłada się natomiast na bezpieczeństwo morskich szlaków komunikacyjnych prowadzących ku Europie.
Trump w ONZ: „Zakończ wojnę”. Ostre słowa do Putina
Na lądzie największej wyspy świata jej położenie pozwala rozwijać systemy nadzoru umożliwiające monitorowanie rosyjskiej i chińskiej aktywności w Arktyce, wczesne wykrywanie zagrożeń rakietowych w ramach „Złotej Kopuły” oraz prowadzenie operacji Sił Kosmicznych USA w przestrzeni kosmicznej.
Metale ziem rzadkich
Jak przyzwyczaiła nas polityka Donalda Trumpa, z zapewnieniem bezpieczeństwa w parze idą również interesy gospodarcze. Tak jest również w tym przypadku.
W podobnym kierunku co postanowienia określające, kto ma prawo do obecności wojskowej na wyspie, ukształtowano zapisy dotyczące bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz dostępu do sektorów uznanych za „szczególnie wrażliwe”. W obu przypadkach prawo do obecności mają wyłącznie państwa NATO oraz państwa członkowskie Unii Europejskiej. Za zgodą wszystkich trzech stron również państwa trzecie.
Umowa przewiduje, że państwa oraz inwestorzy pochodzący z krajów, które nie należą do NATO, nie są partnerami NATO ani członkami Unii Europejskiej, nie powinni uzyskiwać kontroli, wpływu ani dostępu w takich obszarach jak infrastruktura krytyczna czy wydobycie surowców.
Teoretycznie nie oznacza to całkowitego zamknięcia Grenlandii na kapitał spoza państw sojuszniczych, lecz stworzenie mechanizmu politycznej kontroli nad tym, kto może być obecny gospodarczo na wyspie, a kto zostanie z tej możliwości wykluczony. Nie jest również zaskakujące, że w praktyce postanowienia umowy uprzywilejowują kapitał pochodzący z państw należących do amerykańskiego systemu sojuszniczego, a ograniczają możliwości wejścia z inwestycjami przez kraje uznane za rywali USA.
Biorąc pod uwagę globalną dominację Chin, które odpowiadają za około 70 proc. wydobycia oraz około 90 proc. przetwarzania metali ziem rzadkich, Grenlandia stanowi kolejny punkt na mapie działań Waszyngtonu zmierzających do uniezależnienia się od importu z Chin w tym segmencie. Wpisuje się tym samym, obok Ukrainy, Demokratycznej Republiki Konga, Australii oraz 160 innych umów surowcowych podpisanych przez USA od stycznia ubiegłego roku, w szerszy proces zabezpieczania dostępu do minerałów krytycznych.
Xi Jinping w Białym Domu: ponad trzy godziny rozmów z Trumpem
Przypomnijmy, że w 2025 roku USA były w 100 proc. zależne od importu 13 minerałów krytycznych, niezbędnych między innymi do budowy infrastruktury AI oraz systemów wojskowych. W przypadku samego galu, wykorzystywanego przy budowie F-35, Chiny odpowiadają za 99 proc. światowej produkcji tego pierwiastka o niskiej czystości.
Znaczenie Grenlandii dla zabezpieczenia tego łańcucha dostaw jest w tym przypadku niezwykle istotne dla Amerykanów. Wraz z postępującym topnieniem pokrywy lodowej eksploatacja części znajdujących się pod nią złóż staje się bowiem nie tylko możliwa, lecz także coraz bardziej opłacalna. W zasobach geologicznych Grenlandii znajdują się niemal wszystkie spośród materiałów krytycznych wymienianych przez Amerykanów. Są tam złoża grafitu, litu, miedzi, niklu, kobaltu oraz metali z grupy platynowców.
Trudno dziś jednoznacznie określić wartość tych zasobów. Na papierze „American Action Forum” oszacował ją na 4,4 bln dolarów. Biorąc jednak pod uwagę obecną dostępność złóż, ich wartość szacuje się na 186 mld dolarów. Mimo to, zważywszy na niedostateczny rozwój infrastruktury, ich eksploatacja wymaga ogromnych nakładów na porty, drogi, energetykę oraz pozostałą infrastrukturę.
Iran deklaruje gotowość otwarcia cieśniny Ormuz. Stawia warunki USA
Dostęp do tych zasobów nie oznacza natychmiastowego rozpoczęcia wydobycia i transportu surowców do USA, Danii czy innych państw NATO. Po pierwsze, wynika to z faktu, że wydobycie ma dopiero nastąpić. Po drugie, samo wydobycie minerałów jest najmniej czasochłonnym procesem. Kluczem są zdolności ich rafinacji. Chiny przez dekady rozwijały wiedzę niezbędną do jej prowadzenia.
W tym przypadku uniezależnienie się USA od chińskiego importu poprzez stworzenie zachodniego systemu wydobycia i rafinacji jest przewidywane dopiero na drugą połowę następnej dekady. Mimo to umowa nie jest pozbawiona znaczenia. Jej największym atutem jest to, że USA i ich system sojuszniczy prawnie zabezpieczyły dostęp do obszaru, który w przyszłości może stać się źródłem surowców niezbędnych dla rozwoju gospodarczego.
W ten sposób Grenlandia stała się nie tylko elementem architektury obronnej USA i NATO w Arktyce, lecz także obszarem szerszej rywalizacji o kontrolę nad strategicznymi łańcuchami dostaw. Co istotne, ustanowiony na mocy umowy mechanizm kontroli nad tym obszarem nie ma określonej daty zakończenia.


