Reklama
Reklama

Państwa bałtyckie żądają zmian w NATO. Chodzi o misję obrony powietrznej

Przywódcy Litwy, Łotwy i Estonii wezwali do natychmiastowego wzmocnienia ochrony wschodniej granicy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Alar Karis, Edgars Rinkeviczs oraz Gitanas Nauseda domagają się zmiany formuły dotychczasowych działań militarnych w regionie.

A,Polish,Air,Force,Mig-29,Fulcrum,Fighter,Taking,Off,On
Myśliwiec Mig-29 Fulcrum startujący na pełnych dopalaczach (fot. Shutterstock)
  • Wschodnia flanka wymaga pilnego wzmocnienia struktur obronnych. Przywódcy Litwy, Łotwy i Estonii domagają się zwiększenia zdolności zwalczania dronów.
  • Szkody infrastrukturalne odnotowano w dwóch krajach bałtyckich. Uszkodzone zostały obiekty elektrowni w Estonii oraz magazyn ropy na Łotwie.
  • Władze państw bałtyckich kategorycznie odrzucają oskarżenia Kremla. Deklarują, że nie udostępniają swoich terytoriów do ataków na cele w Rosji.

W wydanej deklaracji prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy podkreślili, że obecna misja NATO Air Policing w krajach bałtyckich powinna przybrać formę „misji obrony powietrznej”. Taka modyfikacja pozwoli na zwiększenie stałej obecności sił sojuszniczych. Głównym celem zmian ma być wypracowanie większej „zdolności zwalczania dronów”.

Stanowisko polityków ma bezpośredni związek z powtarzającymi się incydentami w przestrzeni powietrznej tych trzech krajów. W ostatnim czasie, podczas ukraińskich uderzeń na cele w Rosji, bezzałogowce wielokrotnie naruszały granice państw bałtyckich. Incydenty odnotowano między innymi w rejonie Zatoki Fińskiej oraz obwodu moskiewskiego.

Jak podał na początku tygodnia fiński dziennik „Iltalehti”, powołując się na natowskie źródła, rosyjskie siły zbrojne mają wykorzystywać zaawansowane systemy walki elektronicznej do zakłócania lotów ukraińskich dronów. Według źródeł w NATO celem Moskwy jest zmiana kursu bezzałogowców i skierowanie ich nad terytorium Finlandii, Estonii oraz Łotwy. Sytuacja wywołuje zaniepokojenie w rejonie Morza Bałtyckiego, a działania te są uznawane za element strategii destabilizacji wschodniej flanki Sojuszu.

Reklama
Reklama

Sytuacja wywołuje konieczność regularnego uruchamiania systemów ostrzegania ludności przed zagrożeniem z powietrza. We wtorek doszło do bezprecedensowego zdarzenia nad Estonią. Rumuński myśliwiec, działający w ramach struktur NATO, zestrzelił bezzałogowy aparat latający, który wdarł się na terytorium kraju. To pierwsze tego typu zestrzelenie od początku funkcjonowania misji patrolowych w tym regionie.

Przywódcy państw bałtyckich odpowiadają na propagandę Rosji

Prezydenci państw bałtyckich odnieśli się także do działań propagandowych ze strony Kremla. Władze w Tallinnie, Rydze i Wilnie kategorycznie odrzuciły zarzuty Moskwy, jakoby ułatwiały prowadzenie operacji militarnych wymierzonych w rosyjskie obiekty.

„Jako odpowiedzialni sojusznicy NATO, państwa bałtyckie nigdy nie pozwoliły innym państwom na wykorzystanie swoich terytoriów i przestrzeni powietrznej do ataków dronów na cele w Rosji” – wskazali prezydenci w oficjalnym komunikacie.

Reklama
Reklama

Naruszenia granic powietrznych wywołały już poważne konsekwencje polityczne i infrastrukturalne. W Estonii maszyna nadlatująca od strony rosyjskiej doprowadziła do uszkodzenia komina elektrowni przygranicznej. Z kolei na Łotwie obiekt uderzył w pusty zbiornik w magazynie ropy naftowej. Zdarzenie to zapoczątkowało kryzys rządowy w Rydze. Do dymisji podał się minister obrony Andris Spruds, a niedługo po nim stanowisko straciła premier Evika Silina.

Sygnatariusze deklaracji zaapelowali o przyspieszenie prac nad wspólnymi projektami infrastrukturalnymi. Kluczowe znaczenie ma sprawna realizacja Bałtyckiej Linii Obrony. Przywódcy wskazali również na potrzebę aktywnego wsparcia dla flagowego projektu Unii Europejskiej o nazwie Straż Wschodniej Flanki.

Źródła: PAP, Zero.pl
Reklama
Reklama