Reklama
Reklama

Reklama

Wojna dronów i tysiące rannych. Czy Polska jest przygotowana do ratowania żołnierzy?

Reklama
TYLKO NA

Nawet najlepiej uzbrojona armia przegrywa, gdy nie jest w stanie ratować własnych rannych. Wojsko Polskie wchodzi w dekadę, w której o jego zdolnościach bojowych rozstrzygać będzie nie tylko liczba czołgów i samolotów, lecz skuteczność systemu, który ma chronić żołnierzy. Dlatego konieczna jest pilna rewizja jednego z najbardziej zaniedbanych obszarów bezpieczeństwa państwa – wojskowej medycyny.

Obserwacje ukraińskich lekarzy wojskowych nie pozostawiają wątpliwości – niemal wszystkie obrażenia, z jakimi mają obecnie do czynienia, są następstwem uderzeń dronowych.
Obserwacje ukraińskich lekarzy wojskowych nie pozostawiają wątpliwości – niemal wszystkie obrażenia, z jakimi mają obecnie do czynienia, są następstwem uderzeń dronowych. (fot. magnific.com)
  • Drony stały się głównym źródłem obrażeń bojowych – odpowiadają za ok. 70–75 proc. ran w wojnie na Ukrainie, radykalnie zmieniają charakter urazów i obalają dotychczasowe założenia medycyny pola walki NATO.
  • „Złota godzina” zakłada, że ranny powinien otrzymać pomoc w ciągu 60 minut od urazu. Wojna na Ukrainie pokazała, że zasada ta już nie obowiązuje, bo ewakuacja trwa nie minuty, lecz wiele godzin.
  • Nowy profil urazów przeciąża system. Żołnierze nie giną już od kul. Dominują obrażenia wybuchowe, urazowe uszkodzenia mózgu i traumy po amunicji termobarycznej.
  • Technologia staje się warunkiem przeżycia – armie NATO wdrażają systemy AI czy cyfrowy triaż. Tymczasem Polska ma własne rozwiązania, lecz brakuje decyzji o ich wprowadzeniu do służby.

Reklama

Polska armia stoi dziś przed dwoma wyzwaniami. Pierwszym – już opisanym na łamach Zero.pl – jest rekrutacja kandydatów do wojska. Drugim – współczesne pole walki. Przez ostatnie trzy lata przeszło transformację równie głęboką, co nieprzewidywaną – nowe systemy rażenia generują obrażenia o profilu, na który żadna europejska służba medyczna nie była przygotowana, a klasyczne założenia doktrynalne dotyczące ewakuacji i segregacji rannych okazują się nieprzydatne.

Nowe pole walki 

Ostatnie doświadczenia militarne dobitnie to potwierdzają. Wojna na Ukrainie – pierwszy od dziesięcioleci konflikt wysokiej intensywności między przeciwnikami o zbliżonym potencjale militarnym (near-peer) – pokazała dominującą rolę bezzałogowych statków powietrznych jako narzędzia systematycznego wyniszczania siły żywej na skalę, której nie przewidywał żaden scenariusz doktrynalny NATO.


Reklama

Obserwacje ukraińskich lekarzy wojskowych nie pozostawiają wątpliwości – niemal wszystkie obrażenia, z jakimi mają obecnie do czynienia, są następstwem uderzeń dronowych, nie ognia artylerii czy moździerzy – bezzałogowce odpowiadają za 70 proc. strat wśród obu walczących stron, a w fazie wojny pozycyjnej – za 75 proc. ogółu ran. Żaden inny system uzbrojenia w historii współczesnych konfliktów nie zdominował struktury strat w tak krótkim czasie i w tak jednoznaczny sposób.


Reklama

Dominacja dronów zmienia nie tylko statystykę strat, ale sam charakter obrażeń, z jakimi konfrontuje się medycyna wojskowa. Profil urazowy radykalnie odbiega od wzorców znanych z konfliktów asymetrycznych ostatnich dwóch dekad – około 90 proc. ran powstaje w mechanizmie wybuchu, wobec 40 proc. odnotowywanych w Afganistanie, a rany postrzałowe stanowią zaledwie 11 proc. ogółu obrażeń pola walki.

Dodatkowym czynnikiem zmieniającym medyczny obraz współczesnego pola walki jest powszechne stosowanie przez Rosję amunicji termobarycznej, której mechanizm rażenia – przedłużona fala nadciśnienia połączona z gwałtownym wyczerpaniem tlenu w strefie detonacji – generuje profil obrażeń niemający odpowiednika w dotychczasowym doświadczeniu bojowym NATO.

W przypadku trafienia amunicją tego typu u poszkodowanego występują jednocześnie obrażenia penetrujące, urazowe uszkodzenie mózgu, barotrauma wielonarządowa i rozległe oparzenia – złożoność politraumy, która wielokrotnie przekracza zdolności ratownicze medyka taktycznego na pierwszej linii i wymaga zasobów porównywalnych z wielospecjalistycznym centrum urazowym.


Reklama

Śmierć „złotej godziny”

Dominacja obrażeń wybuchowych zadawanych przez drony i amunicję termobaryczną przekłada się na niespotykaną dotąd skalę urazowych uszkodzeń mózgu (traumatic brain injury, TBI). TBI stało się charakterystycznym urazem tej wojny, dotykającym nawet 25 proc. poszkodowanych. Dla porównania – w konfliktach w Iraku i Afganistanie TBI pełniło analogiczną rolę kliniczną, ale przy wielokrotnie niższej częstości występowania i w populacji pacjentów, których profil obrażeń był zdominowany przez mechanizm postrzałowy, a nie wybuchowy.


Reklama

Zmiana ta ma kluczowe znaczenie dla planowania zabezpieczenia medycznego – od wyposażenia szpitali polowych w sprzęt do neuroobrazowania, przez szkolenie personelu w rozpoznawaniu subklinicznych postaci TBI, po długoterminową opiekę nad weteranami, u których następstwa urazów mogą ujawnić się miesiące lub lata po ekspozycji.

Zmiana profilu zagrożeń to jednak tylko jedna strona problemu, drugą jest załamanie się zdolności do reagowania na nie w czasie, który daje rannym realną szansę przeżycia. Zasada „złotej godziny” – doktrynalne założenie transportu rannego do placówki chirurgii kontroli obrażeń (damage control surgery) w ciągu 60 minut od momentu wystąpienia urazu – stanowiła przez dekady podstawę planowania ewakuacji medycznej w armiach NATO.

Doświadczenia z Ukrainy nie pozostawiają wątpliwości – założenie to nie wytrzymuje konfrontacji z realiami konfliktu typu near-peer. Badanie ukraińskich medyków wojskowych, opublikowane w marcu 2025 r., wykazało, że średni czas ewakuacji w warunkach wojny pozycyjnej wydłużył się do 14,5 godziny, przekraczając doktrynalną normę niemal piętnastokrotnie.


Reklama

Szacunki z jednostek frontowych wskazują, że nawet 80 proc. rannych, u których szybka ewakuacja dawała realne szanse przeżycia, zmarło w okopach, zanim dotarła do nich pomoc. Dane te wykraczają poza opis jednostkowych niepowodzeń logistycznych, dokumentują natomiast systemową niewydolność etapowego modelu ewakuacji medycznej, który opracowywano z myślą o zupełnie innym charakterze konfliktu i który w konfrontacji z realiami wojny wysokiej intensywności okazał się strukturalnie nieprzystający do rodzaju, skali i tempa generowanych strat w ludziach.


Reklama

Przyczyny tego stanu rzeczy mają charakter strukturalny, nie incydentalny – brak panowania w powietrzu uniemożliwia ewakuację lotniczą, ciągły nadzór dronowy rozciąga strefę bezpośredniego zagrożenia na głębokość 10–40 km od linii styczności z przeciwnikiem, a celowe atakowanie przez Rosjan dronami FPV zespołów ewakuacji medycznej sprawia, że oznaczenie Czerwonego Krzyża zamiast chronić, staje się wskazówką naprowadzającą na cel.

Wymowa tych danych znalazła formalne potwierdzenie na najwyższym szczeblu doktrynalnym: US Army przyjęła w 2025 r. oficjalną rewizję założeń ewakuacji medycznej pod jakże znamiennym tytułem „Death of the Golden Hour” („Śmierć złotej godziny”), uznając, że doktryna, na której od dekad opierało się planowanie medyczne NATO, nie odpowiada realiom współczesnego pola walki i wymaga gruntownej przebudowy.

Przełom technologiczny

Odpowiedź na pytanie, czy Polska jest w stanie skutecznie chronić najcenniejszy i najtrudniej odtwarzalny zasób armii – wyszkolonego żołnierza – zależy w dużej mierze od technologii zdolnych do kompensowania deficytów kadrowych i skracania dystansu między momentem urazu a skuteczną interwencją medyczną. Rozwiązania tego rodzaju nie są już przedmiotem spekulacji ani odległych prognoz – część z nich przeszła walidację kliniczną i wchodzi do służby operacyjnej w armiach sojuszniczych.


Reklama

Jednym z najbardziej dojrzałych wdrożeń jest Digital Triage Assistant, opracowany przez Johns Hopkins University we współpracy z NATO SACT Innovation Hub. Urządzenie noszone na nadgarstku monitoruje w sposób ciągły parametry życiowe i lokalizację GPS żołnierzy, skracając czas segregacji poszkodowanych z 18 do 7 minut i generując na pulpicie dowódcy indywidualny wskaźnik prawdopodobieństwa zgonu dla każdego rannego.


Reklama

W praktyce oznacza to przekształcenie triażu z procedury zależnej wyłącznie od doświadczenia i dostępności medyka w proces wspomagany algorytmicznie, dokumentowany cyfrowo od pierwszych sekund po urazie i dostępny dla kadry dowódczej w czasie rzeczywistym. DARPA prowadzi równolegle Triage Challenge – trzyletni program o budżecie 7 mln dol., ukierunkowany na opracowanie systemów zdolnych do autonomicznej segregacji rannych w warunkach strat masowych, gdy liczba poszkodowanych wielokrotnie przekracza możliwości dostępnego personelu medycznego.

Kierunek obrany przez wiodące armie NATO jest więc jednoznaczny: sztuczna inteligencja w medycynie pola walki traktowana jest nie jako perspektywa badawcza, ale jako priorytet wdrożeniowy o bezpośrednim przełożeniu na zdolności operacyjne i przeżycie rannych.

Polska nie zostaje w tyle

Polska nie jest w tym wyścigu wyłącznie obserwatorem. Trzy projekty finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR, o łącznej wartości ponad 57 mln zł, tworzą fundament krajowej transformacji medycyny wojskowej. Projekt MILGEOMED, realizowany przez konsorcjum WAT, WIM-PIB, ITWL i Investcore, wykorzystuje bezzałogowe statki powietrzne wyposażone w sensory obrazowe i biomedyczne do szybkiej oceny parametrów życiowych rannych na polu walki.


Reklama

System generuje Inteligentną Mapę Życia – wizualizację pozycji i stanu poszkodowanych w czasie rzeczywistym, uzupełnioną o monitoring skażenia chemicznego i radioaktywnego, oraz dysponuje bezzałogową platformą lądową zdolną do ewakuacji rannych ze strefy bezpośredniego zagrożenia.


Reklama

Projekt MewaMed, realizowany przez konsorcjum KenBIT, ASzWoj, AMZ Kutno, Pelixar i WIM-PIB, integruje opancerzony pojazd ewakuacyjny Tur VI w konfiguracji 6×6 z dostawą zaopatrzenia medycznego dronami o nośności do 5 kg oraz elektroniczną kartą TCCC – Tactical Combat Casualty Care Card – kompatybilną z polskim Bojowym Systemem Zarządzania Polem Walki BMS JAŚMIN.

Trzeci projekt – SWD-EwMED, realizowany przez konsorcjum WAT, TELDAT i WIM-PIB – wykorzystuje sensory biomedyczne wbudowane bezpośrednio w odzież żołnierza: koszulkę, kominiarkę i opaskę nadgarstkową, które w sposób ciągły mierzą temperaturę, częstość oddechów, tętno, ciśnienie tętnicze, saturację i pozycję GPS, transmitując dane za pośrednictwem radiostacji i terminali łączności taktycznej stanowiących standardowe wyposażenie żołnierza.


Reklama

Wymienione projekty wzajemnie się uzupełniają, tworząc zintegrowany ekosystem, którego logikę oddaje koncepcja cyfrowej transformacji medycyny wojskowej przedstawiona przez WIM-PIB Ministerstwu Obrony Narodowej w 2025 r. Projekt integruje sztuczną inteligencję, telemedycynę taktyczną, sensory noszone i zunifikowaną dokumentację cyfrową w jeden ekosystem interoperacyjny z BMS JAŚMIN i standardami NATO. Jego wdrożenie oznacza przejście od reaktywnego modelu medycyny polowej, działającego wyłącznie w trybie odpowiedzi na zdarzenie, do modelu predykcyjnego, w którym system antycypuje zagrożenie i alokuje wyprzedzająco zasoby, zanim sytuacja kliniczna stanie się krytyczna.


Reklama

Osobnym nurtem technologicznym, który w najbliższych latach może gruntownie zmienić sposób zarządzania poszkodowanymi na polu walki, jest koncepcja cyfrowych bliźniaków – Casualty Digital Twins. Opublikowany w styczniu 2025 r. w „Military Medicine” model architektury systemu zakłada, że wirtualna replika poszkodowanego, zasilana w czasie rzeczywistym danymi z noszonych sensorów, prognozuje potrzeby lecznicze, priorytety ewakuacji i optymalną alokację zasobów medycznych jeszcze zanim ranny dotrze do placówki chirurgicznej, przenosząc moment decyzji klinicznej z chwili przyjęcia do szpitala polowego na chwilę wystąpienia urazu.

Prace Holenderskiej Organizacji Badań Stosowanych (TNO) z 2025 r. rozszerzają tę koncepcję na ocenę gotowości indywidualnej żołnierza jeszcze przed podjęciem działań operacyjnych. Opracowane ramy analityczne łączą dane z sensorów noszonych z dużymi modelami językowymi, generując dla każdego żołnierza zintegrowaną ocenę w wymiarze fizycznym, psychoemocjonalnym, kognitywnym i społecznym, dopasowaną do profilu wymagań nadchodzącej misji.

Rynek wojskowych urządzeń noszonych, wyceniany na 7,8 mld dol. w 2022 r., z prognozą wzrostu do 10 mld dol. do 2030 r., potwierdza, że mamy do czynienia z dojrzewającym sektorem technologicznym, a nie z eksperymentem akademickim. Decyzje inwestycyjne podejmowane w tym obszarze dziś przesądzą o zdolnościach operacyjnych armii w następnej dekadzie. Ich brak – również.


Reklama

Gen. Roman Polko o tezach gen. Gieleraka: demografia i zdrowie to kluczowe zagrożenia dla armii


Reklama

Tym istotniejsze jest, że Polska w tym wyścigu dysponuje własnymi, konkretnymi atutami. Rozwiązania opracowane w ramach programów SZAFIR i cyfrowej transformacji medycyny wojskowej osiągnęły dziewiąty poziom gotowości technologicznej, zostały zwalidowane w warunkach operacyjnych i są gotowe do wdrożenia produkcyjnego. Brakuje jednego ogniwa: zainteresowania i decyzji ze strony gestorów odpowiedzialnych za ich przyjęcie do uzbrojenia i wyposażenia Sił Zbrojnych.


O tym, jak w tej sytuacji zadbać o bezpieczeństwo Polski i jakie powinny być priorytety Sił Zbrojnych RP, czytaj w następnym tekście gen. Grzegorza Gieleraka na Zero.pl.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Grzegorz Gielerak
Grzegorz GielerakGen. broni, prof. dr hab. n. med., Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, Komendant Rejonu Zabezpieczenia Medycznego Wojsk - autor zewnętrzny

Reklama