Reklama
Kraj

Co zostawimy Polsce w 2049 r.? Nie za wiele

Demografia to wdzięczny temat do dyskusji – zwłaszcza gdy jesteś w opozycji. Gdy jednak przychodzi do rządzenia, lepiej o nim nie wspominać. Jeszcze – nie daj Boże – mogłoby się okazać, że zaprzepaszczasz najważniejsze lata, aby uchronić Polskę przed nadciągającym kryzysem.

Marek Mikołajczyk
Opinia autorstwa: Marek Mikołajczyk
Dzisiaj 05:57
11 min
Na zdjęciu premier Donald Tusk i wiceminister rodziny Aleksandra Gajewska (fot. Newspix)
TYLKO NA

Jest czwartek, 20 kwietnia 2023 r., środek kampanii przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi. Do Kleosina – podlaskiej wsi zamieszkałej przez niecałe 5 tys. osób – przyjeżdża Donald Tusk. Lider Koalicji Obywatelskiej wybiera się do Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II – to tam podlascy działacze jego partii zorganizowali mu spotkanie w ramach akcji #TuJestPrzyszłość.

Przed placówką zbierają się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy byłego szefa Rady Europejskiej. Ci drudzy – jak donosi Onet – „odmawiają różaniec i nie godzą się na spotkanie polityczne w ich szkole”. Łącznie, jak później napiszą media, na spotkanie z Tuskiem przybyło ok. 800 osób.

Tego dnia przyszłemu premierowi towarzyszą dwa ogromne plakaty umieszczone na drewnianych sztalugach. Na pierwszym zaznaczono powiaty, w których w pierwszej połowie 2012 r. liczba urodzeń przewyższyła liczbę zgonów. Znaczna część z nich oznaczona jest kolorem zielonym. Na drugim plakacie pokazano te same dane, ale z pierwszego półrocza 2022 r. Niemal cała mapa zabarwiona jest na szaro.

– Chciałbym powiedzieć o problemie najważniejszym, chociaż na co dzień o nim nie myślimy. Wiecie, ile nas będzie, Polek i Polaków, za 70 lat? Demografia to nie są wróżby, demografia to nie jest ekonomia. (…) Demografia to jest coś, gdzie nikt nikogo nie może oszukać – wskazywał Tusk.

Reklama
Reklama

Za 70 lat, mniej więcej, będzie nas 28 mln. (…) Spadek liczebności będzie aż tak dramatyczny. To są prognozy międzynarodowe, to są badania, które dotyczą wszystkich państw i Polska niestety jest w jednej z najgorszych sytuacji w Europie, jeśli chodzi o dzietność – alarmował premier. 

Jak tłumaczył, jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, to „te nasze marzenia o wielkiej Polsce rozbiją się o tę ponurą statystykę”.

Na zdjęciu lider KO Donald Tusk w kwietniu 2023 r. podczas spotkania z wyborcami w Kleosinie. (fot. Artur Reszko / PAP)

Tusk po wyborach zmienia narrację

Na kampanijnym szlaku mówił o tym jeszcze nieraz. Miesiąc później w Kartuzach, symbolicznej stolicy Kaszub, zastanawiał się, „co można zrobić, żeby młoda polska dziewczyna myślała o macierzyństwie jako o czymś, czego bardzo chce?”. 

Reklama
Reklama

Tusk nie przepuścił przy tym okazji, aby uderzyć w swoich politycznych konkurentów. – Co takiego się dzieje, że mimo dużych transferów socjalnych, tego, że PiS ma usta pełne sloganów i frazesów na temat rodziny, dzieci i opieki państwa, przestaliśmy chcieć mieć dzieci, że mamy najgłębszy kryzys demograficzny w historii Polski? – pytał retorycznie.

Kampania zakończyła się dla lidera KO sukcesem. Po dziewięciu latach wrócił na urząd premiera. 12 grudnia 2023 r. wygłosił w Sejmie exposé. Mówił przez ponad dwie godziny. O kryzysie demograficznym – który jeszcze pół roku wcześniej nazwał „problemem najważniejszym” – nie powiedział ani słowa. W temacie praw kobiet skupił się przede wszystkim na aborcji. Słów „dzietność”, „demografia” czy „urodzenia” nie użył ani razu.

Pierwsze miesiące w zakresie polityki demograficznej to okres czystek. W lutym 2024 r. Tusk podpisał zarządzenie o likwidacji Instytutu Pokolenia zajmującego się problematyką demografii. Jan Grabiec, szef Kancelarii Premiera, uzasadniał tę decyzję m.in. nieprawidłowościami w wydatkach i… małą liczbą obserwujących na Facebooku czy Twitterze. Wkrótce zniesiony został też urząd pełnomocnika rządu ds. polityki demograficznej. Od tamtej pory na poziomie centralnym za sprawy demografii odpowiadać ma „właściwy minister”.

Jasne, że Gajewska

Za prowadzenie polityki demograficznej odpowiada w rządzie Aleksandra Gajewska, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz posłanka Koalicji Obywatelskiej. To jej bezpośrednio podlegają w resorcie dwa kluczowe departamenty: polityki rodzinnej oraz demografii. Jak czytamy w jej biogramie na stronie resortu, wiceminister „przygotowuje rozwiązania w obszarze polityki demograficznej”.

Reklama
Reklama

I to właśnie o tych „rozwiązaniach” chcieliśmy z panią minister porozmawiać. Zero.pl ponad miesiąc temu skierowało do Aleksandry Gajewskiej zaproszenie do pogłębionego wywiadu o polskiej polityce rodzinnej i demograficznej. Mimo kilkukrotnie ponawianej propozycji odmówiono nam „ze względu na liczne zobowiązania”. W zamian zaproponowano nam „przesłanie pytań drogą mailową”. Nie skorzystaliśmy.

„Liczne zobowiązania” Gajewskiej w kwestii demografii to… tworzenie nowych gremiów. I tak w miejsce zlikwidowanej przez resort Rady rodziny powołano Radę ds. polityki rodzinnej i demograficznej, która ma przedstawiać „możliwe kierunki działań, których celem jest poprawa sytuacji demograficznej”. O jej pracach wiadomo niewiele. Gajewska w social mediach chwali się jedynie spotkaniami, na których omówiono „najważniejsze zadania stojące przed radą w najbliższych miesiącach”.

Podobnie jest z Międzyresortowym zespołem ds. przeciwdziałania negatywnym zjawiskom demograficznym. Gajewska w lipcu 2024 r. w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” krytykowała poprzedni rząd za to, że „gremium nigdy się nie spotkało, miało ważniejsze sprawy na głowie”. Dla Gajewskiej to też chyba nie był priorytet. „Spotkanie inaugurujące” międzyresortowego zespołu odbyło się dopiero w lutym 2025 r., ponad rok po zmianie władzy.

Reklama
Reklama

Długo jednak nie funkcjonował. Rok później, w lutym 2026 r., Tusk zlikwidował zespół ds. przeciwdziałania negatywnym zjawiskom demograficznym. W jego miejsce powołał nowy międzyresortowy zespół – tym razem ds. koordynacji polityki demograficznej. Skąd ta zmiana? Nie wiadomo. Premier swojej decyzji publicznie nie komentował.


Czytaj więcej materiałów z cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci”:


Próżno też szukać nowej strategii demograficznej, o której Gajewska mówiła prawie dwa lata temu w rozmowie z „DGP”. Poprzedni dokument – przyjęty w 2022 r. przez rząd PiS – krytykowany był przez część ekspertów. „Uważam, że cała strategia powinna zostać napisana od nowa” – mówiła Gajewska. I na mówieniu się skończyło. Do dziś nowego dokumentu nie wypracowano.

Reklama
Reklama

Na zdjęciu wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska przed posiedzeniem Rady Ministrów. (fot. Piotr Nowak / PAP)

Demografia nie jest priorytetem. A szkoda

Temat wyludniającego się kraju przemilczano również w 58 priorytetach, które rząd przyjął jesienią 2025 r. Słowo „demografia” nie pada w nich ani razu. Resort rodziny skupia się przede wszystkim na reformie prawa pracy, świadczeniach socjalnych czy żłobkach. To wszystko tematy ważne. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że MRPiPS ma swoje „ulubione” zadania. Zapobieganie katastrofie demograficznej nie jest jednym z nich. Tematy z tego obszaru realizowane są więc trochę „mimochodem”, „przy okazji”.

Tymczasem sytuacja demograficzna Polski jest trudniejsza, niż mogłoby się wydawać. Parę dni temu gruchnęła informacja, że współczynnik dzietności – czyli przeciętna liczba dzieci, którą urodzi kobieta w wieku rozrodczym – spadł do 1,068. To rekordowo niski poziom.

Na grafice współczynnik dzietności w Polsce na przestrzeni lat. Oparty jest on o statystykę i pokazuje przeciętną liczba dzieci, które średnio rodzi kobieta w ciągu całego okresu rozrodczego. (fot. GUS)

Reklama
Reklama

Od lat spada również liczba urodzeń. Jeszcze w połowie lat 50. XX wieku w Polsce rodziło się rocznie ponad 793 tys. dzieci. W 2000 r. było to już tylko 378,3 tys., a 20 lat później – 355,3 tys. noworodków. W 2025 r. liczba ta wyniosła tylko 238,3 tys.

Na grafice liczba urodzeń dzieci w Polsce na przestrzeni lat. (fot. GUS)

 

To wszystko przekłada się na prognozy demograficzne. Według opracowania na lata 2023-2060 przygotowanego przez GUS możemy zapomnieć o 38-milionowym państwie. Główny scenariusz zakłada, że w 2060 r. nasz kraj będzie zamieszkiwać jedynie 30,9 mln Polek i Polaków. Prognoza GUS-u zakłada jednak, że do tego czasu kobiety częściej będą decydowały się na dziecko i współczynnik dzietności wzrośnie – w 2040 r. do 1,44, a w 2060 r. do 1,47.

Reklama
Reklama

Jeśli współczynnik pozostanie na niezmienionym poziomie lub wzrośnie nieznacznie, bardziej prawdopodobny stanie się scenariusz pesymistyczny. Efekt? Liczba ludności spadnie w 2060 r. do 26,7 mln.

– Według znanych mi szacunków Banku Światowego dotyczących zmian w rozwoju ludności całego świata, Polska jest sytuowana jako jeden z najbardziej wyludniających się krajów. W 2100 r. nasz kraj – biorąc pod uwagę utrzymanie obecnych wskaźników – liczyć ma tylko 19 mln osób. To także realna perspektywa na przyszłość potencjału ludnościowego Polski – mówi w rozmowie z Zero.pl prof. Grażyna Firlit-Fesnak, ekspert ds. polityki rodzinnej, migracyjnej i demograficznej z Uniwersytetu Warszawskiego.

W żadnym wariancie nie ma więc mowy o tym, że Polska będzie potęgą pod względem liczby ludności. Z faktem kurczenia się naszego kraju musimy się pogodzić. Od polityków zależy jednak to, jak bardzo odczuwać będziemy skutki tego kryzysu.

Reklama
Reklama

Co na to Donald Tusk? Po objęciu teki premiera w 2023 r. lider KO nie jeździł już po Polsce z wielkimi plakatami. W wywiadach wręcz bagatelizował problem, mówiąc, że niska dzietność w Polsce to „teraz bardziej problem kulturowy niż społeczny”.

– Kiedy pytasz młodych ludzi, a zwłaszcza młode kobiety, jaki jest problem z macierzyństwem, to nie jest problem społeczny, nie chodzi o mieszkania, nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, że nie lubią takiego stylu życia, obowiązków, odpowiedzialności – stwierdził Tusk w październikowej rozmowie z brytyjskim „The Sunday Times”.

Aż chciałoby się powiedzieć: „sorry, taki mamy klimat”. Dzieci nie będzie, bo Polki są leniwe, mają pieniądze, mieszkania, a rodzić nie chcą. Problem w tym, że eksperci mówią coś zupełnie innego.

– Polityka demograficzna obejmuje bowiem o wiele więcej obszarów działania niż same transfery wsparcia materialnego – tłumaczy prof. Grażyna Firlit-Fesnak, wskazując na wiele dziedzin, które mają znaczenie dla trendu demograficznego: edukacja, ochrona zdrowia, zabezpieczenie społeczne, mieszkalnictwo, infrastruktura czy finanse publiczne.

Reklama
Reklama

W jej opinii każda decyzja polityczna w Polsce powinna być rozpatrywana pod kątem oddziaływania na demografię. – W tej chwili w polityce wciąż mamy do czynienia w Polsce z „Rzeczpospolitą Resortową”. Każde z ministerstw patrzy przez pryzmat wąskiego wycinka swoich kompetencji, nie bacząc na wyzwania innych resortów – wskazuje ekspertka.

Tymczasem postawa Tuska nie podoba się również Polakom. Jak wynika z najnowszego badania SW Research dla Zero.pl, politykę demograficzną rządu pozytywnie ocenia jedynie 27,7 proc. badanych. Dużo więcej, bo 49,5 proc., ma o niej negatywne zdanie. Wariant „nie mam zdania” wskazało 22,7 proc. osób.

Mamy więc komplet – twarde liczby, zdanie ekspertów, poparcie opinii społecznej. Widać jak na dłoni: potrzebujemy mądrej, odważnej, ale przede wszystkim długofalowej polityki demograficznej. Panie Premierze, Pani Minister, do roboty! Dwudziestą gospodarkę świata stać na zadbanie o przyszłość kolejnych pokoleń.

Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.

Źródło: Zero.pl