- Większość dzieci migrantów wychowanych w Polsce pozostanie tu na stałe – zwiążą swoją przyszłość z polskim systemem edukacji, rynkiem pracy i społeczeństwem.
- Będą funkcjonować jako pokolenie dwukulturowe: na co dzień zakorzenione w Polsce, ale z częściowo zachowanymi elementami kultury rodzinnej.
- Ich pozycja społeczna będzie w dużej mierze zależała od jakości integracji – tam, gdzie uniknie się dyskryminacji, staną się pełnoprawną częścią społeczeństwa.
- Część z nich będzie pełnić rolę „mostów” między Polską a krajami pochodzenia rodzin – w biznesie, kulturze i kontaktach międzynarodowych.
- Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.
Przeciętna pierwsza klasa w publicznej podstawówce w podwarszawskim mieście: 24 dzieci, z czego sześcioro urodziło się poza Polską. Kilkoro kolejnych ma rodziców z doświadczeniem migracji – Polaków wracających z innych krajów Unii Europejskiej albo imigrantów, którzy mieszkają tu od lat, czasem już z polskim obywatelstwem, ale wciąż postrzeganych jako obcy.
Tylko garstka uczniów ma dziadków w tej samej okolicy. Ich rodziny z dumą mówią o sobie „rodowici” i bywa, że patrzą z dystansem na przyjezdnych. To nie wizja przyszłości z 2049 roku, lecz nasza codzienność. A jak będzie wyglądało życie tych dzieci, gdy dorosną? Ilu z nich zostanie w Polsce?
Trochę statystyki
Najpierw kilka faktów. Rosnąca obecność i różnorodność dzieci cudzoziemskich jest odbiciem przejścia Polski z kraju emigracji do kraju imigracji. Proces ten przyspieszyły takie kryzysy jak wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (naszego najważniejszego po akcesji do UE państwa docelowego emigracji) i agresja Rosji na Ukrainę (główny kraj pochodzenia imigrantów w Polsce). Co więcej, rozwój gospodarczy, popyt na pracowników i wzrost atrakcyjności Polski dla biznesu i edukacji zaowocowały przyjazdem tysięcy ludzi z państw sąsiednich, ale także coraz odleglejszych państw Azji, Ameryki Południowej i Afryki.
Skutek? Wraz z rosnącą liczbą migrantów rośnie nie tylko liczba dzieci przyjezdnych, ale i dzieci urodzonych w naszym kraju przez matki cudzoziemki. W 2025 r. matki bez polskiego paszportu urodziły już ponad 17 tys. dzieci, co przy malejącej całkowitej liczbie urodzeń w Polsce stanowiło ponad 7 proc. ogółu. Patrząc na dane Eurostatu, możemy spodziewać się dalszego wzrostu udziału dzieci cudzoziemek. Według kryterium kraju pochodzenia niemal co czwarte dziecko w UE rodzi się w innym państwie niż jego mama.

Opracowanie własne na podstawie Tablicy 67, 2015-2025, Baza Demografia GUS.
W Polsce większość matek cudzoziemek to obywatelki Ukrainy. Drugie miejsce zajmują Białorusinki, a trzecie – Wietnamki. Wśród matek cudzoziemek odnotowujemy w czołówce również obywatelki Indii, Gruzji czy Filipin, a w drugiej dziesiątce – Turcji, Bangladeszu, Zimbabwe czy Kolumbii. Kraje te odzwierciedlają rosnącą różnorodność wśród cudzoziemskich pracowników i studentów. Wynika to nie z silnych powiązań Polski z tymi narodami, lecz z dużej liczby młodych ludzi skłonnych do emigracji, aktywności tamtejszych pośredników i – do niedawna – stosunkowo łatwo dostępnych polskich wiz.
Edukacja wiąże
Rosnąca liczba urodzeń oraz fakt, że migrujący pracownicy ściągają do Polski rodziny, świadczą o tym, że cudzoziemcy chcą osiedlić się nad Wisłą na stałe. Ważną cezurą jest osiągnięcie przez dzieci wieku szkolnego. Jeśli rodzina nie wyjedzie do tego momentu do kraju pochodzenia i dziecko zacznie naukę w państwie imigracji, powrót staje się dużo trudniejszy i mniej prawdopodobny.
Czytaj też: Imigranci. Czy powtórzymy błędy Zachodu?
Już obecnie uczniowie cudzoziemscy są w dwóch trzecich szkół w Polsce, a w niektórych lokalizacjach (jak Wrocław) czy typach szkół (technika) – w ok. 90 proc. placówek. Umasowienie tego zjawiska nastąpiło w wyniku objęcia setek tysięcy osób z Ukrainy ochroną tymczasową od 2022 r.
Z danych Systemu Informacji Oświatowej wynika, że w co trzeciej klasie jest uczeń z Ukrainy. Choć w większości miejscowości ma to jeszcze wymiar symboliczny (np. jedno dziecko ukraińskie w klasie), jest to etap, kiedy warto przygotowywać się na rosnącą różnorodność wynikającą z trendów demograficznych.
Niskie emerytury to kara za brak dzieci
Edukacja dzieci w polskim systemie, a potem wchodzenie potomków w dorosłość, utrwalają stały pobyt pierwszego pokolenia (migrantów-rodziców). Nawet jeśli oni wciąż marzą o powrocie, ich dzieci wychowane w nowym kraju nie mają po co wyjeżdżać: tu zdobyły wykształcenie, przyjaciół, tu wchodzą na rynek pracy i poznają partnerów życiowych.
Tożsamość narodowa
W życiu ludzi urodzonych w naszym kraju lub wychowywanych tu od bardzo młodego wieku dominować będzie kultura polska, a język polski stanie się ich językiem naturalnym, którym będą się posługiwać nierzadko swobodniej niż językiem ojczystym rodziców. Wynika to z przewagi czasu spędzanego w szkole, a także – zwłaszcza u nastolatków – z chęci wpasowania się w grupę rówieśniczą.
Używanie języka ojczystego na co dzień zależy od decyzji i sytuacji rodziców, tego, czy oboje pracują długie godziny poza domem, oraz obecności rodaków w okolicy. Niekiedy sami rodzice rezygnują z używania własnego języka przy dzieciach, usiłując zmusić je do szybszej asymilacji, wierząc, że to dla ich dobra.
Czytaj więcej materiałów z cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci”:
- Co zostawimy Polsce w 2049 r.? Nie za wiele
- Prof. Uścińska: Polacy, oszczędzajcie. ZUS wam nie wystarczy
- Wielki reset mieszkaniowy. Demografia zmieni zasady gry
- Świat bez dzieci to koniec świata
- Kto Ty jesteś? Czy dzieci migrantów staną się częścią polskiego społeczeństwa, gdy dorosną
- Katastrofa demograficzna puka do drzwi. „Rodzina powinna być centrum polityki państwa”
- Polska w 2049 r. Jak będą wyglądać transport i motoryzacja?
- Tak będziemy pracować w 2049 r. „Wygra ten, kto nadąży. Wiele zawodów jest zagrożonych”
- Czy nasze córki będą musiały bronić granic Polski? Rachunek na przyszłość
Prowadzi to do wstydu i tłumienia odziedziczonej tożsamości, a niekoniecznie zapobiega byciu dyskryminowanym z powodu pochodzenia, które jest widoczne w nazwisku, religii czy wyglądzie. Natomiast zamykanie się w swojej społeczności i separacja dzieci migrantów od kultury i społeczeństwa kraju zamieszkania rodzą pewne ryzyka, zwłaszcza gdy nie jest to dobrowolny wybór, lecz objaw frustracji, reakcja obronna na dyskryminację i wykluczanie lub wynik celowych działań zewnętrznych podmiotów i radykalnych ideologii.
Utrudniony kontakt
Znajomość historii, kultury i rozwój tożsamości związanej z dziedzictwem rodziny wymagają dodatkowych wysiłków, np. chodzenia do szkół uzupełniających organizowanych przez lokalną społeczność imigrantów (diasporę) lub kraj pochodzenia. Szkoły takie łatwiej stworzyć, gdy imigranci mieszkają w większych skupiskach i dysponują zasobami, które mogą w to zainwestować (środki na czesne lub składki, praca wolontariuszy, kontakty do polskich szkół, w których można wynająć sale). Dlatego powstają one w najliczniejszych społecznościach, przede wszystkim ukraińskiej, i w największych miastach. Natomiast dzieci, które trafiły do mniejszych ośrodków, gdzie nie ma innych rodzin z ich kraju, raczej będą tych dodatkowych lekcji pozbawione.
Nawet jeśli wypracowane w czasach COVID-19 praktyki zdalnego nauczania ułatwiły dostęp do edukacji w języku ojczystym, jest to dodatkowe obciążenie po godzinach spędzonych w obowiązkowym systemie szkolnym. Wielu rodziców z tego rezygnuje bądź nie jest w stanie dopilnować i zmotywować dziecka.
Dla zachowania kultury ojczystej na emigracji ogromne znaczenie mają też relacje rodzinne, zwłaszcza z babciami i dziadkami, oraz wizyty w kraju pochodzenia. Tymczasem sytuacja prawna rodzin migrantów, nierzadko miesiącami oczekujących na polskie dokumenty pobytowe, uniemożliwia im wyjazdy z Polski. Dodatkowymi przeszkodami są odległość i koszt podróży, a w przypadku migrantów przymusowych – także brak możliwości powrotu i zagrożenie bezpieczeństwa krewnych pozostałych w kraju pochodzenia.
Strategia integracji, oparta na budowaniu i podtrzymywaniu więzi z kulturą pochodzenia równocześnie z nabywaniem kultury kraju, w którym dziecko się wychowuje, napotyka więc wiele przeszkód. Warto o nią zabiegać, gdyż młodzi ludzie podążający tą ścieżką wykazują najwyższe wskaźniki dobrostanu i przystosowania do społeczności lokalnej i szkolnej.
W dłuższej perspektywie to trzecie pokolenie (wnuki migrantów) dąży często do odkrycia i dowartościowania swoich korzeni. Część z nich zaczyna aktywnie poszukiwać języka, historii i tradycji kraju przodków, których ich rodzice nie zawsze pielęgnowali.
Nie oznacza to jednak masowego powrotu do państw pochodzenia – więzi z krajem urodzenia czy zamieszkania są w tym pokoleniu zdecydowanie silniejsze niż z ojczyzną dziadków. Powroty zdarzają się raczej jednostkowo i mają charakter czasowy (np. edukacyjny lub zawodowy), a nie jako trwała migracja. Służy to raczej rozwojowi swojej tożsamości i podkreśleniu odrębności, o ile społeczeństwo większościowe takie dziedzictwo mniejszości akceptuje, a nie prześladuje.
Wieloetniczna przyszłość
Na pozostawanie dzieci imigrantów w Polsce i ich sytuację będzie miała wpływ także ich przyszłość na naszym rynku pracy. W przewidywalnej przyszłości zapotrzebowanie na pracowników nie będzie zaspokojone przez dorastające, coraz mniej liczne roczniki młodych Polaków. Dla wykształconych w naszym systemie i mówiących w języku polskim cudzoziemców będzie praca – w pierwszej kolejności w zawodach technicznych, w których mniej chętnie uczy się polska młodzież, oraz w usługach opiekuńczych, potrzebnych w szybko starzejącym się społeczeństwie.
Zanim powiemy, że dogoniliśmy Hiszpanów – kilka faktów
Długofalowo warto zadbać o brak dyskryminacji imigrantów i ich potomków w edukacji oraz rekrutacji. Możliwość pracy w dowolnym, wybranym zawodzie sprzyjać będzie zarówno optymalnemu wykorzystaniu ich talentów i kwalifikacji w społeczeństwie Polski, jak i współobecności oraz spotykaniu się na co dzień osób z różnych kultur. Jeśli państwu zależy na integracji kulturowej imigrantów, jest to model korzystniejszy niż spychanie cudzoziemców do utrzymywania się z pracy w niszach (wybranych branżach) i enklawach (całych dzielnicach) etnicznych.
Co nam zostanie
Do jakiego społeczeństwa wskazane procesy doprowadzą ludność Polski w 2049 r.? Możemy oprzeć się na przykładzie Włoch i Irlandii, które wcześniej niż Polska, bo w latach 90., przekształciły się z krajów emigracji w kraje imigracji. Ćwierć wieku po takim przełomie mniej więcej co dziesiąty ich mieszkaniec jest cudzoziemcem. W Polsce, w połączeniu z prognozowanym ubytkiem ludności, oznacza to, że wśród 33–35 mln mieszkańców 3–4 mln będą stanowić cudzoziemcy.
Osób z migracyjnymi korzeniami będzie jeszcze więcej, gdy uwzględnimy dzieci ze związków z Polkami i Polakami oraz nabywanie obywatelstwa przez imigrantów. Społeczeństwo Polski w 2049 r. będzie więc wielokulturowe – to efekt obserwowanych teraz i przewidywalnych zjawisk demograficznych, a nie polityczna opcja do wyboru. O ile nie nastąpi załamanie gospodarki lub inny kryzys wypychający z Polski osoby przebywające czasowo, powinniśmy zakładać, że rodziny migrantów pozostaną w naszym kraju.
W latach 30. i 40. XXI w. ich dzieci wejdą w dorosłość z kapitałem edukacji i doświadczeń gromadzonym w Polsce od narodzin. Urodzone tu dzieci, mimo obcego obywatelstwa, nie będą imigrantami, lecz drugim pokoleniem, dla którego Polska to dom.
Od wyborów, jakie podejmujemy w sferze usług społecznych, przede wszystkim edukacji oraz w debacie publicznej, wiele dziś zależy. To właśnie teraz rozstrzyga się, czy te dzieci będą grupą zmarginalizowaną i sfrustrowaną. Może tak się stać z powodu wykluczania i hejtu na tle etnicznym, ale możliwy jest też inny scenariusz. Mogą stać się lojalnymi i twórczymi mieszkańcami. Jeśli pojawi się wola polityczna, mogą zostać także obywatelami. Wtedy będą współtworzyć silną Polskę i wzmacniać ją poprzez korzystne kontakty biznesowe i kulturalne z krajami ich pochodzenia.
Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.

