Znikną zawody, które znamy, a w miejsce pojawią się zupełnie nowe. To w nich pracę znajdzie większość naszych dzieci, które dopiero rozpoczną naukę. Do 2049 r. rynek pracy przejdzie rewolucję. Choć wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, to eksperci są pewni, co w przyszłości będzie kluczowe dla pracodawców.

- Rynek pracy czekają w nadchodzących latach rewolucyjne zmiany, a 2049 r. przyniesie nam zupełnie nową rzeczywistość. Prognozy wskazują, że aż 65 proc. dzieci rozpoczynających obecnie edukację będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją.
- Polska wchodzi również w okres gwałtownych zmian demograficznych, które mogą zachwiać rynkiem. „Srebrna rewolucja” już się zaczyna – w ciągu najbliższej dekady z rynku odejdzie 3,8 mln pracowników. Pytanie, kto ich zastąpi.
- Coraz więcej specjalistów mówi wprost: kończy się epoka jednego zawodu na całe życie. W świecie, gdzie wiedza „starzeje się” po kilku latach, największą przewagę dawać ma zdolność uczenia się, adaptacji i współpracy z technologią. Im bardziej cyfrowa stanie się rzeczywistość, tym cenniejsze mogą okazać się również cechy, których maszyny nigdy mieć nie będą.
- Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.
Jest 2000 r. Nikt nie szuka specjalistów od aplikacji mobilnych, monterów paneli fotowoltaicznych, operatorów dronów czy trenerów modeli AI. Nie ma mediów społecznościowych i influencerów, pizzy nie zamawia się przez aplikację (dzwoni się po nią ze stacjonarnego albo z Nokii 3310). Trudno wyobrazić sobie 2026 r. bez tego wszystkiego. A gdzie będziemy pracować w 2049 r.? O to najpierw pytam sztuczną inteligencję, bo przecież to ona ma pozbawić pracy tysiące osób.
ChatGPT wypluwa w odpowiedzi długą listę nowych zawodów.
Znajdują się na niej: trener osobowości AI, projektujący charakter i sposób komunikacji asystentów; audytor decyzji AI, sprawdzający, czy algorytmy nie dyskryminują ludzi i działają zgodnie z prawem; psycholog relacji człowiek–AI, który pomagać ma ludziom funkcjonować w świecie, gdzie codziennie współpracują z inteligentnymi systemami; a także… architekt cyfrowych bliźniaków, projektujący realistyczne modele ludzi, miast lub fabryk działających w środowisku wirtualnym. Kolejne zawody to projektant miast odpornych na klimat, menedżer migracji klimatycznej czy inżynier usuwania dwutlenku węgla z atmosfery. Według modelu w medycynie 2049 r. pracę znajdzie technik regeneracji organów, opiekun długowieczności albo biohaker kliniczny.
AI odlatuje też w kosmos, gdzie widzi szanse na karierę dla operatorów górnictwa kosmicznego, pilotów transportu orbitalnego albo projektantów baz mieszkalnych na innych planetach. Zejdźmy jednak na Ziemię. Według AI powstanie zawód stylisty awatarów, czyli specjalisty, który dbać będzie o cyfrowy wizerunek ludzi. Pojawić się mają również negocjatorzy człowiek–algorytm, którzy będą rozwiązywać konflikty między ludźmi a autonomicznymi systemami.
ChatGPT podsuwa też pomysł na „mocne zakończenie” fragmentu tekstu: „Jeśli 2000 r. nie potrafił przewidzieć influencerów, specjalistów AI czy zawodowych streamerów, równie trudno nam dziś wyobrazić sobie pełną listę profesji 2050 r.”.
Narasta „srebrna rewolucja”
Raporty i prognozy nie pozostawiają złudzeń, że w ciągu najbliższych dwóch dekad sytuacja na rynku pracy ulegnie głębokim przemianom. Pierwszym wyzwaniem jest kurcząca się od 2013 r. populacja osób w wieku produkcyjnym. Na rynku pracy już trwa „srebrna rewolucja”, a osoby po pięćdziesiątce wkrótce stanowić będą ponad połowę siły roboczej.
W raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego czytamy, że spadek liczby osób w wieku produkcyjnym będzie u nas znacznie wyższy niż przeciętnie w Unii Europejskiej. Według szacunków PIE, już do 2035 r. liczba osób pracujących zmniejszy się o 2,1 mln, co stanowi 12,6 proc. obecnego stanu zatrudnienia. Łącznie, przy obecnym wieku emerytalnym, w ciągu najbliższej dekady z rynku odejdzie 3,8 mln pracowników. Prognozowany napływ nowych roczników to zaledwie 1,7 mln osób.
Największego tąpnięcia mają doświadczyć sektory edukacji oraz opieki zdrowotnej, w których zatrudnienie ma zmniejszyć się odpowiednio o 29 proc. oraz o 23 proc. Nominalnie największy spadek odnotować ma przemysł, w którym ubędzie 11 proc. pracowników, a to ok. 400 tys. osób.
– Sytuacja demograficzna w ciągu 25 lat, co oznacza mniej więcej jedno pokolenie, nie będzie aż tak bardzo rewolucyjna jak pomiędzy rokiem 2000 a 2025. Na początku wieku na rynek wchodziło pokolenie wyżu demograficznego, potem około 2010 r. trend kompletnie się odwrócił, liczba osób w wieku produkcyjnym zaczęła spadać po raz pierwszy w nowożytnej historii Polski – zauważa prof. Paweł Strzelecki z Instytutu Statystyki i Demografii w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
– Z tak diametralnym zmianami raczej nie będziemy mieli do czynienia, będziemy za to obserwować bardzo intensywne starzenie się ludności, przesuwanie się pokolenia wyżu do wieku przedemerytalnego. W 2049 r. to pokolenie cały czas będzie na rynku obecne, równocześnie będzie mniej osób młodych, które jednak mogą być bardziej poszukiwane jako te, które przynoszą nowe trendy, lepiej reagują na zmiany – dodaje ekspert.
W raporcie PIE czytamy jednak, że „potencjalne działania zaradcze”, jak aktywizacja osób obecnie nieaktywnych zawodowo, wdrażanie nowych technologii, wzrost wydajności pracy czy wspieranie migracji, nie wystarczą. „(...) najprawdopodobniej pomogą ograniczyć negatywne efekty demograficzne, ale nie zatrzymają trendu spadku potencjału rozwojowego Polski” – przewidują analitycy.
I prognozują, że PKB do 2035 r. będzie o nawet 8 proc. niższy niż w scenariuszu, który zakłada niezmieniony poziom siły roboczej. Choć eksperci PIE nie snują wyłącznie czarnych wizji. Zauważają, że mniej pracowników to – po pierwsze – presja na większą wydajność, a to w dłuższej perspektywie będzie sprzyjać inwestycjom w nowe technologie i rozwojowi gospodarczemu. Po drugie, zmniejszenie liczby ludności może odciążyć niektóre usługi publiczne, na przykład ochronę zdrowia czy edukację. Po trzecie, może też zmniejszyć popyt na mieszkania, co wpłynie na stabilizację cen.
Czytaj więcej materiałów z cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci”:
- Co zostawimy Polsce w 2049 r.? Nie za wiele
- Prof. Uścińska: Polacy, oszczędzajcie. ZUS wam nie wystarczy
- Wielki reset mieszkaniowy. Demografia zmieni zasady gry
- Świat bez dzieci to koniec świata
- Kto Ty jesteś? Czy dzieci migrantów staną się częścią polskiego społeczeństwa, gdy dorosną
- Katastrofa demograficzna puka do drzwi. „Rodzina powinna być centrum polityki państwa”
- Polska w 2049 r. Jak będą wyglądać transport i motoryzacja?
- Tak będziemy pracować w 2049 r. „Wygra ten, kto nadąży. Wiele zawodów jest zagrożonych”
- Czy nasze córki będą musiały bronić granic Polski? Rachunek na przyszłość
Wielka rynkowa niewiadoma
Eksperci, z którymi rozmawiamy, stawiają szereg pytań, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Co stanie się z ludźmi, których zastąpią maszyny? Czy poszczególne rządy będą musiały sobie radzić z rosnącym bezrobociem? Na ile warunki dyktować będą technologiczni giganci? Jak uformuje się nowy porządek międzynarodowy?
– Już teraz, w erze gwałtownego rozwoju AI i robotyzacji, zachodzą rewolucyjne zmiany, a za 20 lat może to być zupełnie inny świat pracy niż dzisiaj – mówi Paweł Śmigielski z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ).
– Wiele zawodów jest zagrożonych, obserwujemy już zwolnienia grupowe przez to, że sztuczna inteligencja jest szybsza i tańsza. Państwo musi zatem trzymać rękę na pulsie i przewidywać możliwe zagrożenia. Musi wprowadzać racjonalne i skuteczne programy szkoleniowe, realnie pomagać w systematycznym podnoszeniu kwalifikacji. Związki zawodowe też będą musiały zmienić swoje postępowanie, dopasować się do cyfrowego świata. Polityka społeczna, zatrudnienia i szkoleniowa – to wszystko musi być ze sobą odpowiednio sprzężone i wyprzedzać określone zjawiska.
Według Śmigielskiego przygotować się trzeba na nowe, coraz bardziej elastyczne formy zatrudnienia, które wykraczają poza dzisiejsze definicje. To zaś, zdaniem związkowca, może być zagrożeniem dla praw pracowniczych. – Kodeks pracy będzie musiał być jeszcze częściej zmieniany, aby nadążyć za realiami współczesnego świata – podkreśla.
Mam również nadzieję, że w przyszłości będziemy mniej pracować. Od ponad 100 lat mamy w Polsce 8-godzinny dzień pracy. Wydaje mi się, że za 20 lat, dzięki robotyzacji i AI, nie będziemy musieli spędzać w pracy praktycznie połowy swego życia. Cyfryzacja będzie miała także ogromny wpływ na kwestię dostępności pracownika. Być może tradycyjne biurowce znikną, a powszechna stanie się praca zdalna lub inne jej hybrydy, do której zostaną stworzone technologie pozwalające na jeszcze lepszą zdalną komunikację.
Paweł Śmigielski
dyrektor wydziału prawno-interwencyjnego OPZZ
– Poziom dobrostanu pracowniczego może być wyższy, ludzie zaczną bardziej dbać o swoje zdrowie oraz czas wolny, ale pojawi się też ciemna strona mocy, czyli technostres, presja ciągłej dostępności pracownika czy dążenie do coraz szybszego realizowania zadań – przewiduje Śmigielski.
– Zostaniemy przygnieceni koniecznością przyswajania coraz to nowszych technologii, pozwalających na wykonywanie obowiązków. Dzisiaj naszymi przełożonymi są ludzie, ale coraz częściej będą nimi bezduszne maszyny i algorytmy. Obawiam się, że kompetencje w zarządzaniu przejmie sztuczna inteligencja. Jeżeli świat pracy będzie tak szybko rozwijał się w kierunku cyfryzacji, to zastanawiam się, jak daleko pójdzie kontrola pracownika, monitorowanie jego zachowania w pracy oraz wydajności. Cyfrowy nadzór może przyjąć nowe formy – dodaje.
Polska w ogonie innowacyjności
Prognozy wskazują również, że Polska stanie przed wyzwaniami większymi niż pozostałe europejskie kraje.
Już w 2019 r. na zlecenie ówczesnego Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju – dziś to Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej – powstał raport, w którym eksperci ostrzegali, że starzenie się populacji rodzi dla Polski szczególne wyzwania. „Gospodarka polska charakteryzuje się stosunkowo niskim poziomem innowacyjności, a swoją konkurencyjność w Europie opiera na względnie niskich kosztach pracy” – czytamy w dokumencie.
Jak podkreślono, bez przestawienia gospodarki na nowe tory malejące zasoby siły roboczej mogą odbić się na jej kondycji szczególnie mocno. „Na niekorzyść kraju działać będzie też niewydolny system ochrony zdrowia oraz niewielkie instytucjonalne wsparcie w opiece nad osobami starszymi. Polska stanie też zapewne przed wyzwaniem gruntownej reformy systemu emerytalnego lub przed koniecznością zapewnienia transferów bądź pomocy socjalnej dla osób na emeryturze, aby zapobiec powstawaniu obszarów skrajnego ubóstwa wśród osób starszych” – dodano.
Przez kolejne siedem lat niewiele udało się w tej kwestii zrobić. Innowacyjność naszej gospodarki, opartej w dużej mierze na małych i średnich przedsiębiorstwach, jest nadal niższa od średniej unijnej. W raporcie „Innowacyjność Polski” Sieci Badawczej Łukasiewicz czytamy, że w ostatnich latach osiągnięto tylko nieznaczną poprawę w tym zakresie, mimo że nakłady na badania i rozwój podwoiły się.
Według danych Eurostatu w 2025 r. sztuczną inteligencję wykorzystywało zaledwie 8,4 proc. polskich firm zatrudniających co najmniej 10 pracowników, co przy unijnej średniej na poziomie 20 proc. plasuje nas na przedostatnim miejscu. Innym wyznacznikiem jest poziom robotyzacji, w którym również mocno odstajemy od europejskiej czołówki. Choć Polska znajduje się na szóstym miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby robotów w sektorze przetwórstwa przemysłowego, to już gęstość robotyzacji, czyli liczba robotów na 10 tys. pracowników, plasuje nas dopiero na 16. pozycji.
Od automatyzacji odwrotu jednak nie ma. Według najnowszego raportu Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 r. odsetek zadań wykonywanych wyłącznie przez ludzi spadnie z obecnych 47 proc. do 33 proc., a aż 39 proc. obecnych umiejętności stanie się przestarzałych.
Na czele listy zawodów najbardziej zagrożonych automatyzacją są urzędnicy, kasjerzy i operatorzy maszyn. Na drugim biegunie znajdują się inżynierowie energii odnawialnej czy pojazdów elektrycznych i autonomicznych oraz eksperci do spraw ochrony środowiska. Globalne prognozy wskazują jednak na ogólny wzrost liczby miejsc pracy o 78 mln, głównie w zawodach technicznych, opiece zdrowotnej oraz edukacji. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) prognozuje zaś , że aż 65 proc. dzieci rozpoczynających obecnie edukację będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie istnieją.
– W XIX wieku luddyści niszczyli w Anglii maszyny, bo bali się, że rynek pracy zniszczy maszyna parowa. Z perspektywy czasu wiemy, że to było zupełnie niepotrzebne. Maszyny faktycznie zastępowały ludzi, którzy jednak szybko, także za sprawą rozwoju nowych technologii, znajdowali inną pracę – zauważa przewodniczący OPZZ Piotr Ostrowski.
– Można by powiedzieć, że zapewne teraz będzie tak samo, gdyby nie to, że dawniej zmiany następowały powoli i mogliśmy się do nich przygotować. Dzisiaj są niesłychanie szybkie, dotykają też grup, które są lepiej wykształcone, więcej zarabiają i miały wcześniej względnie stabilną pozycję. Proszę spojrzeć, z jakim opóźnieniem instytucje reagują na zmiany. Dopiero niedawno mieliśmy uregulowanie na poziomie unijnym kwestii pracy zdalnej. Nic się nie dzieje w sprawie zarządzania algorytmicznego – dodaje.
Ostrowski stwierdza, że snucie prognoz na 2049 r. to „wróżenie z fusów”, ale jednocześnie ostrzega, że nikt nie ma prawa czuć się bezpiecznie. – Z ręką na sercu można powiedzieć tyle, że tak naprawdę nie wiemy, czy to ominie jakąś grupę zawodową – mówi.
Piotr Ostrowski
Przewodniczący OPZZ
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w odpowiedzi na nasze pytania informuje, że pracuje nad budową nowoczesnego „systemu prognozowania rynku pracy”. Resort zapowiada, że stworzy „zaawansowane narzędzie analityczne”, które umożliwiać ma prognozowanie zapotrzebowanie na pracę i podaży pracy z „uwzględnieniem kompetencji cyfrowych i zielonych, które będą odgrywały kluczową rolę w gospodarce przyszłości”. System ma się opierać na już funkcjonującym Systemie Prognozowania Rynku Pracy oraz „innych publicznych źródłach danych”. „W praktyce oznacza to możliwość przewidywania, które zawody będą rozwijały się dynamicznie, jakie kompetencje staną się kluczowe, które branże będą zwiększały zatrudnienie, jakie grupy zawodowe będą szczególnie narażone na automatyzację, gdzie mogą pojawiać się największe niedobory kadrowe, jak zmiany demograficzne wpłyną na podaż pracy” – zapewnia ministerstwo.
Koniec pracy na całe życie
– Znaków zapytania jest mnóstwo – stwierdza dyrektorka generalna Polskiego Forum HR Agnieszka Zielińska. – Wiemy, że rynek pracy skurczy się drastycznie, a automatyzacja w dużej mierze zdeterminuje to, jakich kwalifikacji będziemy szukać. Gdy ktoś mnie pyta, jaki zawód przetrwa, to na pewno większość w ochronie zdrowia. Będą zawody związane z robotyzacją i zarządzaniem, koordynacją pracy robotów i człowieka. Z pewnością znacznie wzrośnie popyt na specjalistów od cyberbezpieczeństwa. Jeżeli będziemy się uczyć i zmieniać swoje kwalifikacje, to bezrobocie technologiczne nam nie grozi. Wyzwaniem będzie jednak obciążenie psychiczne pracowników. Dzisiaj wielu z nas ma stałą pracę, która daje nam poczucie bezpieczeństwa. W przyszłości może tego nie być. Musimy obserwować, co się dzieje z młodszymi pokoleniami, jak one to znoszą, jakiego wsparcia potrzebują. To oni będą tworzyć rynek pracy przyszłości.
– Dawniej, jeśli ktoś został konduktorem w pociągu, to mógł nim być przez całe życie zawodowe. W tej chwili wiedza wypala się w ciągu siedmiu lat. Tylko ci, którzy co kilka lat będą w stanie zrobić duży krok jeśli chodzi o kompetencje, albo całkowicie się przekwalifikować, utrzymają się na rynku – przewiduje natomiast Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy. Zwraca również uwagę, że do przodu powinny pójść polskie uczelnie, których na próżno szukać w światowym topie.
– Inaczej nie mamy szans w tym wyścigu, mimo że mamy wybitne jednostki. Prawdopodobnie za 20, 30 lat skończą się możliwości dla osób bez naprawdę wysokich kwalifikacji. Słabsi będą pierwsi do zastąpienia przez maszyny, a wygra ten, kto nadąży za zmianami – stwierdza.
Według Inglota należy się skupić przede wszystkim na zawodach technicznych, medycznych i okołomedycznych. Równie istotne będą umiejętności miękkie, których technologia nigdy nie posiądzie. – Liczyć się będzie wszystko, co odróżnia nas od komputera. Ten szósty zmysł i wrażliwość społeczna, umiejętność uczenia się, analizy i selekcji danych, ale też odróżnienia prawdy od fałszu – stwierdza.
– Rośnie zapotrzebowanie na kompetencje cyfrowe, analityczne i społeczne, ale także na umiejętności kognitywne i komunikacyjne. Cechy posiadane tylko i wyłącznie przez człowieka na pewno będą zyskiwały na znaczeniu w najbliższych latach – zgadza się Nadia Winiarska z Konfederacji Lewiatan.
– Możemy się spodziewać, że forma pracy będzie się zmieniała, czyli mniej będzie rutynowych zadań, a więcej zadań wymagających kreatywności, gdzie zastąpienie człowieka maszynami nie jest możliwe – podkreśla.
Nie inaczej myśli ChatGPT, który przewiduje, że najbardziej wartościowe będą nie tyle konkretne zawody, co zestawy kompetencji, które trudno zautomatyzować albo które pozwalają współpracować z technologią.
Model zauważa, że AI dobrze radzi sobie z powtarzalnością, ale słabiej z niejednoznacznością, nowymi sytuacjami czy strategicznym myśleniem, a im bardziej cyfrowy świat, tym większa będzie wartość relacji międzyludzkich. Za jedną z najważniejszych kompetencji uznaje zdolność szybkiego uczenia się. Jak podkreśla, świat pracy będzie szybszy i bardziej zmienny, więc kluczowa ma być umiejętność pracy w środowisku ciągłej zmiany.
Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.
