Reklama
Wojsko

2049: Kto nas obroni? To rozstrzyga się już dziś

Bezpieczeństwo państwa zaczyna się poza armią – w zdrowiu dzieci, jakości edukacji i sile nawyków wynoszonych z domu. Jeśli tam zawiedziemy, liczebność armii przestanie mieć znaczenie.

Grzegorz Gielerak
Opinia autorstwa: Grzegorz Gielerak
Dzisiaj 05:59
11 min
Dziecko nie powinno dorastać w poczuciu, że obrona kraju należy do kogoś innego, ale w świadomości, że stanowi ona sprawę wspólną, w której służba w mundurze jest tylko jedną z form realizacji odpowiedzialności obywatelskiej. (fot. Marcin Obara / Shutterstock/PAP)
TYLKO NA
  • Jeśli nie poprawimy dzietności i nie uzupełnimy tego rozsądną migracją, roczniki młodych ludzi będą po prostu zbyt małe, by utrzymać ambitne cele obronne.
  • Trzeba realnie zadbać o zdrowie i sprawność dzieci i młodzieży – bo tego nie da się „nadrobić” kilkumiesięcznym szkoleniem wojskowym w dorosłości.
  • Potrzebny jest nowoczesny system przygotowania do obrony: więcej rezerw, zachęt do służby i elastycznych ścieżek wejścia do wojska – zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet.
  • Kobiety już dziś są ważną częścią wojska i w przyszłości ich rola będzie rosła – kluczowe jest stworzenie jasnych zasad i warunków, które pozwolą w pełni wykorzystać ten potencjał.
  • W coraz bardziej technologicznej armii kluczowi będą dobrze wykształceni specjaliści, których szkoli się latami i których nie da się szybko zastąpić w razie kryzysu.
  • Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.

W 2049 r. dziecko urodzone w 2024 r. będzie miało 25 lat – to wiek najwyższej sprawności biologicznej. Zbiegnie się z momentem, w którym Polska będzie konfrontować się ze skutkami obecnych decyzji demograficznych, zdrowotnych, edukacyjnych i obronnych. Jednak to, w jakim kraju ten dwudziestopięciolatek będzie musiał się odnaleźć, rozstrzyga się w dużej mierze już dziś. Decyzje, które teraz zapadają (lub nie zapadają), kształtują warunki brzegowe jego dorosłości – od liczebności rocznika po zdolność do służby wojskowej.

Krach demograficzny

Punkt wyjścia stanowią dane demograficzne. W 2024 r. w Polsce zarejestrowano blisko 252 tys. urodzeń, natomiast według wstępnych szacunków w 2025 r. liczba urodzeń spadła do ok. 238 tys. Współczynnik dzietności obniżył się z 1,16 w 2023 r. do 1,10 w 2024 r. według wstępnych danych GUS. Liczebność grup, które w 2049 r. znajdą się w wieku poborowym, pozostaje więc w znacznej części przesądzona dzisiejszą krzywą urodzeń. Rzeczywista pula kandydatów okaże się jeszcze mniejsza – po odliczeniu osób niezdolnych do służby z powodów zdrowotnych, emigrantów, młodych ludzi wybierających inne ścieżki edukacyjne oraz tych, których rynek pracy przejmie szybciej niż wojsko.

Reklama
Reklama

Co ważne, niedobór pokolenia w wieku rekrutacyjnym nie jest wyłącznie polskim problemem. W całej Europie do deficytów sprzętowych i amunicyjnych dochodzi dziś deficyt ludzi zdolnych, wyszkolonych i gotowych do służby. To potwierdza intuicyjnie odczuwaną prawdę: sprzęt pozostaje warunkiem koniecznym, ale o jego realnej wartości bojowej rozstrzyga to, czy stoją za nim ludzie zdrowi, kompetentni i gotowi nosić polski mundur.

Błaszczak zakupił czołgi Abrams bez zabezpieczenia serwisu? W Dęblinie naprawią silniki

Spadek liczby urodzeń byłby mniej groźny, gdyby kondycja kolejnych roczników rekompensowała ich kurczącą się liczebność. Dostępne dane wskazują jednak na pogorszenie wielu parametrów zdrowia dzieci i młodzieży, które całościowo negatywnie rzutują na jakość puli rekrutacyjnej. W badaniu HBSC – Health Behaviour in School-aged Children, przeprowadzonym pod auspicjami WHO w latach 2021–2022, zalecany poziom codziennej aktywności fizycznej osiągała tylko część nastolatków. Według średniej międzynarodowej HBSC odpowiednio 25 proc. chłopców i 15 proc. dziewcząt, przy wyraźnym spadku aktywności wraz z wiekiem.

Polskie raporty dotyczące aktywności fizycznej dzieci i młodzieży potwierdzają trwałą przewagę siedzącego trybu życia, a w ślad za tym narastający problem nadwagi i otyłości, który według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB dotyczy około jednej trzeciej dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Skutki tych deficytów nie kończą się wraz z wejściem w dorosłość – przenoszą się na kolejne grupy wiekowe, które wchodzą w wiek kwalifikacji wojskowej z bagażem zdrowotnym ukształtowanym w dzieciństwie.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej materiałów z cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci”:


W zdrowym ciele zdrowy duch

Dane o młodych dorosłych pokazują, że problemy zdrowotne wyniesione z dzieciństwa nie znikają po osiemnastych urodzinach. Krótkie szkolenie wojskowe może poprawić wybrane parametry sprawności, ale nie zastąpi wieloletniego kształtowania zdrowia, wydolności i odporności psychicznej. Konsekwencja jest jednoznaczna: polska armia otrzyma mniej jednorodną zdrowotnie pulę kandydatów, jeżeli szkoła, rodzina, profilaktyka i lokalna infrastruktura aktywności fizycznej nie odwrócą obecnych trendów.

Nawet najnowocześniejszy sprzęt nie zastąpi tego, czego nie ukształtowała codzienność – w kilka miesięcy szkolenia podstawowego nie da się zbudować sprawnego żołnierza z dwudziestolatka, który dorastał w warunkach niskiej aktywności fizycznej i wadliwych nawyków żywieniowych.

Reklama
Reklama

Nie pytajmy zatem, czy nasze dzieci pójdą do wojska. Pytajmy o co innego: ilu z naszych synów i córek udźwignie ciężar munduru, gdy państwo w potrzebie go poda?

Kobiety w kamasze

A co z wojskową służbą kobiet? Część wypowiedzi publicznych przedstawia obecność kobiet w mundurze jako problem przyszłej mobilizacji, pomijając – świadomie bądź nie – obecny stan Sił Zbrojnych RP. Dziś służy blisko 37 tys. kobiet, w tym niemal 24 tys. żołnierzy zawodowych; pozostałe pełnią służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej, dobrowolnej zasadniczej służbie wojskowej, uczelniach wojskowych i aktywnej rezerwie, co czyni je trwałą częścią struktur wojskowych.

Doświadczenie ukraińskie pokazuje inny wymiar tego zjawiska: znaczenie dobrowolnego udziału kobiet w siłach zbrojnych podczas wojny. Ukraina, prowadząca pełnoskalową wojnę obronną od lutego 2022 r., nie wprowadziła powszechnej obowiązkowej mobilizacji kobiet.

Według Ministerstwa Obrony Ukrainy na początku 2025 r. w Siłach Zbrojnych Ukrainy służyło ponad 70 tys. kobiet, z czego ponad 5,5 tys. bezpośrednio zaangażowanych w działania bojowe. Skala dobrowolnego napływu w warunkach wojny wskazuje, że ramowa konstrukcja prawna mobilizacji ma w gruncie rzeczy znaczenie wtórne wobec rzeczywistej gotowości pokolenia do służby.

Reklama
Reklama

Nie chodzi więc o to, czy kobiety będą w wojsku, ale w jakim statusie i zakresie znajdą tam swoją reprezentację. Nasze córki mogą włożyć mundur jako wybór zawodu w państwie utrzymującym armię z dobrowolnego naboru. Państwo może też objąć je systemem powszechnego szkolenia, rezerwy albo mobilizacji, jeżeli dobrowolny model rekrutacji nie zapewni liczebności i jakości kadr odpowiadających przyjętym celom obronnym.

Różnica między tymi scenariuszami nie wynika z ideologii, ale z planowania. Jeżeli model dobrowolny nie zapewni celów liczebnych i jakościowych, państwo stanie przed wyborem: urealnienie docelowej liczebności sił zbrojnych, silniejszy system zachęt, rozbudowa rezerw, powszechne szkolenie obronne albo częściowy powrót do form obowiązkowego poboru.

Droższe pożyczki z SAFE. Wyliczenia Brukseli pokazują to czarno na białym

Reklama
Reklama

Na horyzoncie planowania obronnego pojawia się jeszcze jeden czynnik systemowy, który zasadniczo zmieni proporcje między liczebnością armii, jakością kadr i zdolnością operacyjną – sztuczna inteligencja oraz systemy autonomiczne, zaliczane przez NATO do kluczowych technologii obszaru obronności. W jednym z prawdopodobnych scenariuszy część zadań rozpoznawczych, transportowych i taktycznych przejmą platformy bezzałogowe i autonomizowane.

Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji będą wspierać analizę informacji, logistykę i procesy dowodzenia – zakres zastąpienia decyzji ludzkich pozostanie jednak zależny od doktryny, prawa, niezawodności systemów oraz ustalonego z góry poziomu kontroli człowieka. Z tej zależności wypływa kluczowy wniosek: im bardziej wyspecjalizowana będzie armia, tym większe znaczenie zyska pojedynczy operator, technik, oficer, lekarz wojskowy i specjalista cyberbezpieczeństwa. Liczebność rocznika zachowa znaczenie, ale przestanie być parametrem rozstrzygającym – decydująca okaże się klasa kompetencji utrzymywana w służbie.

Armia roku 2049 będzie bardziej selektywna kadrowo niż armia projektowana dziś, a przez to trudniejsza do odtworzenia po stratach. Wyszkolenie operatora systemu bezzałogowego, oficera kierującego pętlą decyzyjną wspartą algorytmem czy lekarza wojskowego rozumiejącego reguły postępowania w nowym profilu obrażeń pola walki wymagać będzie lat, nie miesięcy. Straty w tych kategoriach kadrowych odtwarza się wolniej i kosztowniej niż straty w żołnierzach o standardowym profilu szkolenia, co trwale zmieni wszystkie węzły drogi zawodowej w wojsku: selekcję wstępną, szkolenie specjalistyczne oraz ochronę zdrowia żołnierza w służbie.

Nie chodzi tylko o liczby

Z rosnącej specjalizacji kadr wojskowych wynika kolejna konsekwencja dla polityki obronnej. Obronność roku 2049 nie sprowadzi się do liczby brygad zmechanizowanych i dywizji pancernych. Zależeć będzie od zdolności państwa do wytworzenia, ochrony i utrzymania ludzi przygotowanych do zadań, których maszyny jeszcze długo nie wykonają samodzielnie. Chodzi o podejmowanie decyzji pod presją, ocenę moralną w sytuacji niejednoznacznej, sprawowanie przywództwa, dochowywanie lojalności wobec wspólnoty oraz przyjmowanie odpowiedzialności za innych.

Reklama
Reklama

Kompetencje tego rodzaju buduje się w szkole podstawowej, na lekcjach wychowania fizycznego, w klubach sportowych, drużynach harcerskich i domach, w których odpowiedzialność za Ojczyznę traktuje się jako praktyczny obowiązek obywatelski. Cały ten proces opiera się na podziale odpowiedzialności między podmioty, z których żaden nie zastąpi pozostałych.

Państwo odpowiada za dane, programy i finansowanie. Rodzina odpowiada za codzienne nawyki dziecka. Szkoła, samorząd i system ochrony zdrowia tworzą warunki, bez których odpowiedzialność rodzica pozostaje częściowo iluzoryczna. Rodzic nie zbuduje armii, ale ma istotny wpływ na zdrowie, sprawność i odporność psychiczną dziecka.

To, które dziś wybiera ruch zamiast ekranu, jutro nauczy się udzielać pierwszej pomocy, a pojutrze zrozumie, dlaczego państwo zasługuje na odpowiedzialność i obronę. Każde takie dziecko wzmacnia bezpieczeństwo wspólne, także bezpieczeństwo tych, którzy munduru nigdy nie założą.

Reklama
Reklama

Wszystko w naszych rękach

Na zakończenie wrócę do dziecka urodzonego w 2024 r. – za ćwierć wieku wejdzie w wiek 25 lat w państwie, którego zdolność obrony rozstrzygną w dużej mierze decyzje zapadające dziś. W tak złożonych warunkach pytanie: „Kto nas obroni w 2049 roku?” nie ma jednej odpowiedzi ani jednego adresata. Kieruje się równocześnie do rządu, szkoły, systemu ochrony zdrowia, samorządu i nas samych – rodziców.

Niezależnie od tego dziecko nie powinno dorastać w poczuciu, że obrona kraju należy do kogoś innego, ale w świadomości, że stanowi ona sprawę wspólną, w której służba w mundurze jest tylko jedną z form realizacji odpowiedzialności obywatelskiej. Przygotowanie zaczyna się od mierzalnych działań: codziennej aktywności fizycznej, profilaktyki zdrowotnej, nauki udzielania pierwszej pomocy, edukacji obywatelskiej i systematycznego monitorowania kondycji młodego pokolenia, połączonego z mechanizmem instytucjonalnej odpowiedzi na zidentyfikowane deficyty.

Atak Rosji na NATO. Szef czeskiego kontrwywiadu ostrzega

Cztery wieki temu Jan Zamoyski zapisał w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej formułę, która od tego czasu funkcjonuje jako sentencja okolicznościowa przywoływana w przemówieniach: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Rok 2049 rozstrzygnie, czy zachowała ona wartość praktycznego zobowiązania, czy też pozostała wyłącznie retorycznym ozdobnikiem.

Wszystkie teksty w ramach cyklu „Polska 2049 – kraj naszych dzieci” dostępne są tutaj.

Źródło: Zero.pl
Grzegorz Gielerak
Grzegorz GielerakGen. broni, prof. dr hab. n. med., Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego, Komendant Rejonu Zabezpieczenia Medycznego Wojsk - autor zewnętrzny