Reklama
Reklama
Reklama

Remis z Bośnią i gwizdy na Narodowym. Lewandowski znalazł pozytyw

Robert Lewandowski
Robert Lewandowski. (fot. Leszek Szymański / PAP)

Widzowie meczu Polska-Bośnia i Hercegowina nie zobaczyli w piątkowy wieczór bramek. Piłkarze na Stadionie Narodowym usłyszeli za to gwizdy. – Nie wiem, kiedy ostatnim razem nie straciliśmy bramki. Na pewno można taki pozytyw znaleźć – komentował po spotkaniu lider polskiej drużyny Robert Lewandowski.

  • Przed spotkaniem zarówno selekcjoner biało-czerwonych Jan Urban, jak i kapitan Robert Lewandowski ocenili, że grupa, w której znalazły się też reprezentacje Szwecji i Rumunii, jest bardzo wyrównana, a wszystkie drużyny są na podobnym poziomie.
  • To potwierdziło się na boisku, bo pierwszy w historii mecz Polski poza najwyższą dywizją LN nie wyłonił zwycięzcy.Pierwsza połowa minęła pod znakiem niedokładności z obu stron: nieudane dryblingi, niecelne podania, zbyt krótkie wybicia, proste straty i złe lub spóźnione decyzje.
  • W efekcie, większość gry toczyła się w środku boiska, a akcje były albo nieskładne, albo przerywane faulami.

Dopiero w końcówce wielką szansę miał Sebastian Szymański, który uderzył lewą nogą z kilkunastu metrów, ale bramkarz Martin Zlomislić zdążył zareagować i odbił piłkę. To był jedyny celny strzał którejkolwiek z drużyn w tej części gry.

Nie dokończył jej Jakub Kamiński, który został zmieniony przez Nicolę Zalewskiego w 24. minucie z powodu urazu.

Polscy siatkarze w finale mistrzostw Europy. Słowenia rozbita w Mediolanie

Reklama
Reklama

Dziesięć minut po zmianie stron gospodarze mieli podwójną szansę, ale znów dobrze spisał się Zlomislić, który obronił strzał Matty’ego Casha i dobitkę Szymańskiego.

Ta sytuacja rozpoczęła okres wyraźnej dominacji biało-czerwonych, którzy rzadko wpuszczali rywali na własną połowę. Podopieczni Urbana raz po raz zbliżali się natomiast pod bramkę gości, ale brakowało skuteczności. Niewiele pomylił się wprowadzony po przerwie debiutant Wiktor Nowak, a po chwili niecelnie strzelali także Zalewski i Matty Cash.

Bułka „na raty”

W 71. minucie musiał się z kolei wykazać Marcin Bułka. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Kerima Alajbegovicia, a 19-latek z Juventusu Turyn uderzył z ostrego kąta, ale potężnie i blisko słupka. Polski bramkarz złapał piłkę „na raty”.

Reklama
Reklama

Sześć minut później po kolejnym rogu Alajbegović trafił do siatki, tyle że gol nie został uznany ze względu na faul Harisa Tabakovicia na Bułce.

Wózek miał oznaczać koniec górskich wypraw. W Bieszczadach okazało się, że jest inaczej

W doliczonym czasie drugiej połowy „piłkę meczową” miał Piotr Zieliński, który przedarł się po serii zwodów w pole karne i uderzył z bliska, ale ponownie nie do pokonania okazał się Zlomislić.

Po chwili grecki sędzia Anastasios Papapetrou zagwizdał po raz ostatni i pierwszy od dwóch i pół roku bezbramkowy remis biało-czerwonych stał się faktem. Na PGE Narodowym rozległy się głośne gwizdy.

Lewandowski szuka pozytywów 

Po meczu pozytywów szukał kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski. 

– Z boku często to inaczej wygląda, ale ja z boiska miałem wrażenie, że w defensywie jesteśmy naprawdę solidni. Z przodu może czasami zabrakło przejścia, szybszego zagrania w pole karne. Gdybyśmy byli bardziej zdeterminowani w ofensywie, pewnie byśmy tą jedną bramkę zdobyli, a potem by się wszystko otworzyło i byłoby łatwiej – analizował napastnik Chicago Fire, który rozegrał 168. mecz w barwach narodowych.

Bezbramkowy remis przydarzył się biało-czerwonym po raz pierwszy od marca 2024 r., gdy takim wynikiem zakończyło się spotkanie barażowe z Walią. Ostatnie zwycięstwo „do zera” miało miejsce 12 października 2025, kiedy w eliminacjach mistrzostw świata podopieczni Jana Urbana wygrali 2:0.

Reklama
Reklama

– Nie wiem, kiedy ostatnim razem nie straciliśmy bramki. Na pewno można taki pozytyw znaleźć teraz. Zacznijmy od tego, a później to już pójdzie z górki – dodał z uśmiechem Lewandowski.

Szwecja liderem tabeli

Prowadzenie w tabeli objęła Szwecja, która w równocześnie rozegranym meczu pokonała u siebie Rumunię 2:1.

W poniedziałek Polacy zagrają na wyjeździe ze Szwecją, 2 października podejmą Rumunię, a trzy dni później zmierzą się ponownie z Bośnią i Hercegowiną, tym razem na wyjeździe. Fazę grupową dokończą w listopadzie.

Polacy zdobyli dziewiczy szczyt w Pakistanie. Nazwali go RL9

Aby wrócić do najwyższej dywizji, biało-czerwoni muszą zająć albo pierwsze miejsce, dające bezpośredni awans, albo drugie, a następnie wygrać dwumecz barażowy. W nim rywalem będzie albo jedna z drużyn z trzeciego lub czwartego miejsca grup dywizji A.

Reklama
Reklama