Reklama
Nauka

MEN jak niesforny uczeń: wszystko zostawia na ostatnią chwilę

W szkole uczymy dzieci, że pracy domowej nie robi się pięć minut przed lekcją. Projektu nie zaczyna się wieczorem przed terminem, a do sprawdzianu warto przygotować się wcześniej. Ministerstwo Edukacji Narodowej najwyraźniej zna te zasady głównie z teorii.

Łukasz Wolański
Opinia autorstwa: Łukasz Wolański
Dzisiaj 09:31
12 min
Kolejne rozporządzenia MEN – tym razem dotyczące oceniania – wchodzą w życie tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. (fot. tło: Getty Images)
TYLKO NA

Końcówka sierpnia 2026 r. przyniosła bowiem prawdziwy wysyp nowych przepisów, które szkoły powinny zastosować niemal natychmiast po ich ogłoszeniu. Resort zachowuje się jak niesforny uczeń: długo odkłada zadania, a potem próbuje nadrobić wszystko tuż przed dzwonkiem. Tyle że cenę za tę improwizację płacą dyrektorzy, nauczyciele, uczniowie i rodzice.

Ci pierwsi zresztą już od dawna dzielą wakacje na dwie części. W pierwszej próbują odpocząć. W drugiej zaczynają śledzić projekty rozporządzeń, Dziennik Ustaw i komunikaty MEN, równocześnie zastanawiając się, które ze zmian wejdą w życie, w jakim ostatecznie brzmieniu i czy przypadkiem nie trzeba będzie na kilka dni przed pierwszą radą pedagogiczną poprawiać statutów, procedur albo przydziałów nauczycielskich. Szczególnie atrakcyjna jest druga połowa sierpnia. Można się wtedy dowiedzieć, według jakich zasad oceniać uczniów albo kto właściwie będzie miał kwalifikacje do prowadzenia zajęć.

Skala tego legislacyjnego zamieszania jest już na tyle duża, że powstają nawet praktyczne „ściągawki” dla nauczycieli i dyrektorów. Portale edukacyjne, takie jak Dilerzy Wiedzy, przygotowują infografiki pokazujące, które z zapowiadanych na nowy rok szkolny rozporządzeń zostały już opublikowane, a na które wciąż trzeba czekać. Trudno o bardziej wymowny obraz sytuacji: nauczyciel przed rozpoczęciem roku potrzebuje nie tylko planu pracy i podręcznika, ale czasem także graficznego trackera procesu legislacyjnego.

Czytaj także: Polskiej nauki portret własny. Co wynika ze sprawy Barbary Mróz-Gorgoń?

Reklama
Reklama

Nie jest to wynalazek obecnego kierownictwa MEN. Kolejne rządy, niezależnie od politycznych barw, potrafiły zmieniać przepisy tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego. W 2021 r. zmieniono w połowie sierpnia wykaz lektur, a 1 sierpnia 2022 r. podpisano zmianę podstawy programowej dotyczącą m.in. edukacji dla bezpieczeństwa. Problem ma więc charakter instytucjonalny: resort od lat nie potrafi dopasować kalendarza legislacyjnego do kalendarza szkoły.

Tymczasem w 2024 r. podstawy programowe „odchudzono” latem. Rozporządzenie dotyczące podstawy programowej podpisano 28 czerwca, a zmiany miały obowiązywać od 1 września. MEN przygotowało je tak, aby nie było konieczności wymiany podręczników. Stare książki miały nadal służyć nauczycielom, którzy mieli po prostu pomijać treści usunięte z podstawy.

Później zaczęły się pojawiać dostosowane wydania książek, w których symbolem nożyczek zaznaczano treści już niewymagane. Ekologia po polsku nabrała interesującego wymiaru: żeby nie wymieniać podręcznika z powodu usunięcia części materiału, można było wydrukować jego nowe wydanie i oznaczyć, czego ze starego nie trzeba realizować. Wtedy można było to uznać za okres przejściowy. Dziś już wiadomo: nic bardziej mylnego!

Ocenianie na ostatni dzwonek

Rozporządzenie zmieniające zasady oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów wydano 20 sierpnia, opublikowano 24 sierpnia, a zasadnicza część przepisów zaczyna obowiązywać 1 września. Czyli? Tak! Osiem dni.

Reklama
Reklama

Co więcej, szkoły nie mogły po prostu wcześniej przygotować się do pracy na podstawie projektu. Ostateczny tekst w pewnych miejscach odbiega od wersji konsultowanej. Dotyczy to między innymi zasad związanych z ocenianiem zachowania. A ponieważ zasady oceniania są rozwijane w statutach szkół, różnica między projektem a rozporządzeniem oznacza bardzo praktyczne pytanie: czy pod koniec sierpnia trzeba znowu zmieniać szkolne dokumenty?

Sprawdź również: Seria nowości w szkołach. Nowe przedmioty, zmiany w pracach domowych i na maturze

Dostosowanie statutu do nowych przepisów nie sprowadza się do prostego przepisania rozporządzenia. Trzeba przełożyć ogólne wytyczne na rozwiązania odpowiadające konkretnej placówce. To wymaga czasu. Inaczej powstanie kolejny dokument pisany na kolanie.

MEN po raz kolejny poprawia też przepisy dotyczące prac domowych. Sam kierunek obecnej korekty w dużej mierze popieram: nie każda praca domowa ma sens, a mechaniczne zadawanie kolejnych stron ćwiczeń często mierzy dostęp do pomocy rodzica, korepetytora albo sztucznej inteligencji. Z drugiej strony wielu umiejętności nie da się opanować bez samodzielnego ćwiczenia.

Może Cię zainteresować: Barbara Nowacka i ten sam błąd co Czarnek. Szkoła nie potrzebuje politycznych wojowników

Reklama
Reklama

Problem brzmi więc: ile razy można poprawiać tę samą reformę? Zmiana z 2024 r. była przedstawiana jako przełom, później zaczęto ją korygować, a dziś dostajemy kolejną wersję. Obecna nowelizacja doprecyzowuje m.in. zasady dotyczące nieobowiązkowych pisemnych prac domowych i pozwala, jeśli szkoła przewidzi to w swoim statucie, uwzględnić ich wykonywanie przy podwyższaniu rocznej oceny. Korekta może być konieczna. Permanentne zmienianie zasad bez czytelnej ewaluacji tego, co wcześniej nie zadziałało, już nie.

Egzaminy online: MEN odroczyło zmianę pod presją

Podobną niespójność widać przy egzaminach klasyfikacyjnych, co w praktyce jest istotne głównie dla edukacji domowej. MEN chciało jasno zapisać, że egzaminy mają co do zasady odbywać się stacjonarnie, w bezpośredniej obecności komisji. Ostatecznie zasadę tę wprowadzono do przepisów, ale jej wejście w życie odroczono do 1 września 2027 r.

Sęk w tym, że resort wcześniej przekonywał, iż po wygaśnięciu pandemicznych wyjątków egzaminy powinny odbywać się stacjonarnie. Teraz opublikował przepis mówiący to wprost, lecz z odroczoną datą obowiązywania. W efekcie przez kolejny rok będzie musiał funkcjonować system przejściowy, choć kierunek docelowej zmiany został już określony.

Polecamy również: Polscy naukowcy odkryli nowy gatunek skorupiaka. Występuje tylko w jednym miejscu

Reklama
Reklama

Przeciwko zmianie ruszyła intensywna kampania części środowiska edukacji domowej. Dobrym przykładem jest Fundacja Fabian Digital, założona 4 maja 2026 r. przez osiemnastoletniego Fabiana Grabanię. Fundacja początkowo koncentrowała się na cyfryzacji organizacji społecznych, a później zaangażowała się także w spór o egzaminy online. Organizacja informowała m.in. o spotkaniach z 69 posłami i 17 senatorami oraz prowadziła kampanię na rzecz zachowania egzaminów zdalnych.

Nie ma nic złego w takiej działalności. Organizacje społeczne są właśnie po to, by przekonywać państwo do swoich racji. Przypadek Fabian Digital pokazuje jednak, jak dużą rolę w procesie legislacyjnym może odgrywać sprawność organizacyjna i zdolność dotarcia do decydentów. Skoro sama fundacja przedstawiała odroczenie przepisów jako efekt presji swojej kampanii, MEN powinno jasno wyjaśnić, które argumenty uznało za rozstrzygające i dlaczego zmieniło przyjęty wcześniej harmonogram.

Jest wiele powodów, dla których z zasady egzaminy w edukacji domowej nie powinny być zdalne. Osobnym argumentem przemawiającym za egzaminami stacjonarnymi jest ich wiarygodność. W 2026 r. przeprowadzenie rzetelnego egzaminu online jest jeszcze trudniejsze niż kilka lat temu. Rzetelny egzamin online jest dziś trudniejszy niż kilka lat temu: nie wystarczy sprawdzić, czy uczeń nie otworzył drugiej karty. Narzędzia oparte na AI potrafią analizować zawartość ekranu i wspierać użytkownika w wykonywaniu zadań, a dodatkowego telefonu czy drugiego komputera nie wykryje zwykły nadzór. Można oczywiście rozbudowywać kontrolę obrazu, dźwięku i stanowiska pracy, ale wtedy egzamin zaczyna przypominać cyfrową procedurę nadzorczą, której zasady i granice trzeba najpierw bardzo dokładnie określić.

Reklama
Reklama

Ten wątek szerzej opisujemy w tekście: Czy to koniec z egzaminami zdalnymi w edukacji domowej?

MEN stworzył więc problem na kilku poziomach naraz. Określił docelową zasadę, ale odroczył jej obowiązywanie, pozostawiając na kolejny rok rozwiązanie przejściowe. Jednocześnie spór o egzaminy online nie został zamknięty. To nie jest jeszcze uporządkowanie systemu, lecz raczej przesunięcie problemu w czasie.

Kwalifikacje nauczycieli: najpierw zatrudnij, potem sprawdź, czy mogłeś

Jeszcze bardziej wymowny jest termin nowelizacji rozporządzenia o kwalifikacjach nauczycieli. Rozporządzenie wydano 19 sierpnia, ogłoszono 25 sierpnia, a zaczyna obowiązywać 1 września. Dotyczy między innymi kwalifikacji osób, którym dyrektorzy mają powierzać zajęcia w rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym.

Nauczycieli nie szuka się 31 sierpnia. W wielu specjalnościach dyrektorzy zaczynają rekrutację już w maju i czerwcu. Podczas wakacji trzeba ustalić obsadę zajęć, przydzielić godziny i podpisać umowy. Określanie na kilka dni przed rozpoczęciem roku, kto formalnie może prowadzić określone zajęcia, przypomina wręczenie instrukcji obsługi samolotu po rozpoczęciu kołowania.

A przecież resort ma większy problem z kwalifikacjami nauczycieli niż dopisywanie kolejnych grup do rozporządzenia. Zamiast uporządkować system całościowo, kolejną nowelizację otrzymujemy w drugiej połowie sierpnia.

Reklama
Reklama

Więcej na ten temat przeczytasz w naszym materiale: Uczelnia obiecała kwalifikacje, państwo je podważa. Nauczyciele dowiadują się, że mogą stracić etat

Telefony: zakaz jest, tylko co dalej?

Kolejna zmiana dotyczy telefonów. Sam kierunek ograniczenia korzystania ze smartfonów w szkołach uważam za potrzebny. Problem zaczyna się wtedy, gdy ustawodawca ogłasza zasadę, a szkołom zostawia niewiele czasu na przełożenie jej na codzienne procedury.

Co ma zrobić nauczyciel, gdy uczeń odmawia schowania telefonu? Czy szkoła może odebrać urządzenie, na jak długo i na jakiej podstawie? Nawet dobre rozwiązanie ogłoszone bez odpowiedniego czasu na przygotowanie zasad stosowania może pozostać rozwiązaniem istniejącym głównie na papierze.

Sprawę tę opisywaliśmy już wcześniej: Telefon komórkowy w szkole? Tu nie ma miejsca na półśrodki

Arkusz organizacyjny napisany przed rozporządzeniem

Jeszcze lepiej widać problem przy ramowych planach nauczania. Rozporządzenie wydano 22 lipca, ogłoszono 31 lipca, a wejście w życie przewidziano na 1 września. Tymczasem podstawowy dokument organizacyjny szkoły, arkusz organizacji, powstaje na wiele miesięcy przed rozpoczęciem roku. To właśnie na jego podstawie planuje się oddziały, godziny i zatrudnienie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ustawodawca nie zawsze uwzględnia podstawowy harmonogram funkcjonowania szkoły. Jeżeli państwo wymaga od dyrektora, by zaplanował szkołę wiosną, samo nie powinno zmieniać istotnych elementów tego planu pod koniec lipca. Formalnie oczywiście można później zrobić aneks. Tak samo formalnie można zbudować dom, a potem przesunąć jedną ze ścian. Tylko rozsądniej byłoby wcześniej ustalić, gdzie ta ściana ma stać.

Reklama
Reklama

eDziennik: nawet weto można dostać odpowiednio późno

Na deser państwowy eDziennik. Prezydent Karol Nawrocki 28 sierpnia zawetował ustawę umożliwiającą przeprowadzenie pilotażu w roku szkolnym 2026/2027. Spór szybko stał się polityczny: resort wskazywał na korzyści dla rodziców i uczniów, a Prezydent podnosił m.in. kwestie bezpieczeństwa danych, kosztów i tempa wdrażania.

Sprawdź także: Chlebowość, schabowość i inne dobra narodowe. Raport, który napisał się sam

Nie trzeba rozstrzygać tego sporu, aby zobaczyć zasadniczy problem. Ustawa została uchwalona 31 lipca, Senat nie wniósł do niej poprawek, a 10 sierpnia została przekazana Prezydentowi do podpisu. Konstytucja daje Prezydentowi 21 dni na decyzję. Oznaczało to, że przy wykorzystaniu całego terminu decyzja mogła zapaść 31 sierpnia, w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego.

Prezydent nie wykorzystał całego przysługującego mu czasu. Problemem nie jest zatem to, że decyzja zapadła 28 sierpnia, lecz harmonogram, w którym konstytucyjny termin kończył się dzień przed pierwszym dzwonkiem.

Weto nie spadło z nieba. Udział Prezydenta w procesie ustawodawczym, możliwość skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego i 21-dniowy termin nie są niespodziankami. Jeżeli pilotaż dotyczący szkół, danych dzieci i codziennej pracy nauczycieli miał ruszyć we wrześniu, ustawa powinna była trafić na biurko Prezydenta odpowiednio wcześniej.

Reklama
Reklama

Można oczywiście krytykować samo weto. Nie da się jednak rozsądnie planować reformy tak, by jej powodzenie zależało od decyzji, która zgodnie z Konstytucją mogła zapaść 31 sierpnia. To nie polityczny pech, lecz problem z harmonogramem.

Kto tu odrabia pracę domową?

W polskiej szkole lubimy mówić uczniom o odpowiedzialności, systematyczności i planowaniu. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatni dzień. Przeczytaj lekturę wcześniej. Przygotuj projekt przed terminem. Jeśli czegoś nie rozumiesz, zapytaj, zanim zostanie pięć minut do sprawdzianu.

To nie są wygórowane wymagania. To elementarz dobrej pracy, także dla instytucji, która sama wpisuje te kompetencje do szkolnych dokumentów. Tymczasem MEN zachowuje się jak uczeń, który przypomina sobie o zadaniu dopiero wieczorem, a rano oczekuje, że cała klasa pomoże mu nadrobić zaległości.

Przeczytaj także: Znalezisko na Polach Grunwaldu. Archeolodzy odkryli średniowieczne monety

Oświata jest ogromnym systemem organizacyjnym, który tworzą tysiące placówek, dyrektorów, nauczycieli, uczniów, rodziców, samorządów i dokumentów. Nie da się nią dobrze zarządzać, traktując ostatnie tygodnie sierpnia jak zwyczajny termin legislacyjny.

Od dyrektora wymagamy planowania. Od nauczyciela, przygotowania. Od ucznia, systematyczności. Tymczasem coraz częściej można odnieść wrażenie, że szyld resortu powinien brzmieć: „Ministerstwo Prokrastynacji Narodowej”. Tyle że żart przestaje być śmieszny, kiedy jego konsekwencje ponoszą ludzie, którzy mają 1 września otworzyć szkołę i zacząć pracę. Ministerstwo, które ustanawia zasady planowania, powinno wreszcie samo odrobić pracę domową na czas.

 

Źródło: Zero.pl
Łukasz Wolański
Łukasz WolańskiDoktor nauk chemicznych, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu ds. praw i obowiązków ucznia przy MEN - autor zewnętrzny