Reklama
Reklama
Reklama

Lasy poza kontrolą. Przestępstw coraz więcej, a strażników brak. „Szukają oszczędności”

TYLKO NA
Straż Leśna
(fot. Shutterstock/lasy.gov.pl/Newspix fot. Łukasz Plocki)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Z roku na rok przybywa lasów, przybywa przestępstw, do których w lasach dochodzi, ale liczba strażników leśnych spadła. – Jesteśmy służbą pseudomundurową – mówią ci, którzy w lasach powinni być jak policja. Strażnicy alarmują, że brakuje im ludzi, sprzętu i uprawnień. Problemów nie dostrzega jednak ani ministerstwo środowiska, ani Lasy Państwowe.

  • Polska jest w europejskiej czołówce, jeżeli chodzi o powierzchnię lasów. Już teraz są to miliony hektarów, a z roku na rok ma ich przybywać. Nad państwowymi lasami czuwają funkcjonariusze Straży Leśnej. W teorii mają oni szerokie, policyjne uprawnienia.
  • W praktyce jednak strażnicy zmagają się z brakami, które paraliżują ich pracę. Problemem jest nawet wystawienie mandatu, bo strażnik nie może zweryfikować danych osoby, która popełniła wykroczenie.
  • Na wielu posterunkach pracuje po dwóch, maksymalnie trzech strażników. To sprawia, że codzienny wyjazd na patrol staje się niemożliwy. Podobnie praca nocami, w weekendy czy w święta. Wtedy posterunki są puste.
  • Ministerstwo Klimatu i Środowiska problemów Straży Leśnej nie dostrzega, a Lasy Państwowe przekonują, że formacja jest dofinansowana i jej skuteczność rośnie. Zupełnie inaczej sytuację widzą jednak strażnicy, z którymi rozmawialiśmy.

Strażnicy żartują, że w lasach są jak yeti, to znaczy wszyscy o nich słyszeli, ale mało kto widział. Bo jest ich tak niewielu. Robert*, jeden ze strażników młodszego pokolenia, opowiada, jak muszą decydować, czy na patrol pojadą w południową, czy północną część nadleśnictwa. Sił, żeby objechać całość, nie ma. – Ogranicza nas kodeks pracy, podlegamy pod system nadgodzin, których nie możemy robić.  Niektórzy koledzy, zwłaszcza starszej daty, unikają tej pracy, boją się jej. Chowają się w lesie albo przesiadują i robią godziny w biurze – wyjaśnia Robert. 

– Jesteśmy służbą pseudomundurową – mówi zrezygnowany. – Jak dyrekcje szukają oszczędności, to ograniczają u nas etaty. Nadleśniczowie to są często mniejsi lub więksi politycy, czynnie zaangażowani, którzy dbają o swój PR. Wolą, żebyśmy byli wystawcami na festynach, niż faktycznie służbą policyjną. 

Adam*, kolejny ze strażników, twierdzi, że główny problem leży u samych podstaw. – W naszej działalności istnieją dwa obszary: wewnętrzny i zewnętrzny. Reagujemy na przestępstwa i wykroczenia nie tylko popełnione przez ludzi z zewnątrz, ale też z wewnątrz, z nadleśnictw – podkreśla. – Patrzymy na ręce leśnikom, bo zawsze tak jest, że wszystkich drzew w lesie nikt nie policzy, to nie apteka. Zawsze można gdzieś dociąć i kilka stówek dorobić. To też jest bariera dla Straży Leśnej. 

Reklama
Reklama

Więcej lasów, mniej strażników

Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. A konkretnie – w gronie sześciu państw Unii Europejskiej, w których znajdują się dwie trzecie unijnych obszarów leśnych. Powierzchnia lasów w Polsce to obecnie ok. 9,3 mln ha, co oznacza, że lasy stanowią blisko 30 proc. powierzchni kraju. Zdecydowana większość to lasy państwowe, a ponad 7,1 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Z roku na rok lesistość w Polsce rośnie, czym chwalą się Lasy Państwowe. Współczynnik ten wzrósł z 21 proc. w 1945 r. do 29,6 proc. obecnie, a w 2050 r. ma osiągnąć 33 proc. 

Czytaj też: Milion hektarów na jednego strażnika. Mają ścigać kłusowników, a zarabiają najniższą krajową

Wzrosła też liczba przestępstw i wykroczeń, do których dochodzi w lasach. Z najnowszego raportu o stanie lasów, który co roku publikują Lasy Państwowe, wynika, że w 2024 r. zarejestrowano łącznie prawie 87 tys. przypadków szkodnictwa leśnego, czyli o ponad 12 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie w 429 nadleśnictwach zatrudnionych było 972 strażników leśnych, a to o 10 etatów mniej niż w 2023 r. Statystycznie więc na jednego strażnika w 2024 r. przypadało średnio ok. 7,3 tys. hektarów lasów. 

Reklama
Reklama

Szkodnictwo leśne to szeroki termin. Obejmuje kradzieże drewna, bezprawne korzystanie z lasu, zanieczyszczanie, zaśmiecanie, kłusownictwo, niszczenie infrastruktury. To właśnie Straż Leśna zwalczać ma przestępstwa i wykroczenia zaliczane do tej kategorii.

Aby to robić, strażnicy dostali szerokie uprawnienia. Mogą nosić broń palną, pałki i kajdanki. Mogą legitymować, ujmować na gorącym uczynku, nakładać mandaty, kontrolować pojazdy i przeszukiwać pomieszczenia. Mogą również prowadzić dochodzenia, wnosić i popierać akty oskarżenia. Formalnie strażnicy leśni są organem pomocniczym Służby Leśnej, ich działaniami kieruje główny inspektor Straży Leśnej, który podlega bezpośrednio dyrektorowi generalnemu Lasów Państwowych. Konkretne posterunki podporządkowane są nadleśniczemu, dodatkowo w regionalnych dyrekcjach Lasów Państwowych powoływane są grupy interwencyjne, które podlegają dyrektorowi RDLP. Bezpieczeństwa w lasach pilnuje również policja, z którą Straż Leśna, jako wyspecjalizowana jednostka, powinna współpracować. 

Tyle w teorii. 

Nawet mandat to kłopot

W praktyce, jak mówią strażnicy, sytuacja wygląda inaczej. Wśród nich jest Robert, który pracuje w jednym z nadleśnictw w zachodniej części kraju. – W lasach nie spotykamy tylko grzybiarzy i ludzi, którzy puszczają psy luzem. Lasy są coraz częściej wykorzystywane przez grupy przestępcze, znajdujemy dziuple z kradzionymi pojazdami i plantacje konopi indyjskich, odbywają się transfery narkotyków, niedawno w naszej okolicy udaremniono przemyt papierosów – wymienia strażnik. – Za to odpowiadają ludzie niebezpieczni, a gdy nie posiadamy skutecznych narzędzi, jesteśmy wobec nich bezsilni – podkreśla. 

– Nie możemy zatrzymać w lesie samochodu czy innego środka transportu z naszego pojazdu. Przepisy mówią, że musimy to zrobić pieszo, przy użyciu lizaka – tłumaczy Robert. To oznacza, że strażnik musi liczyć na to, że kierowca posłusznie wykona polecenie i zatrzyma pojazd. – Kiedy ktoś zaczyna uciekać, to możemy jechać za nim, ale tak, żeby nie był to typowy pościg, bo możliwości pościgowych nie mamy. Jeżeli cokolwiek się stanie, to odpowiadamy karnie za to, że spowodowaliśmy zagrożenie. Nasze pojazdy nie są uprzywilejowane, nie są też wpisane do katalogu środków przymusu bezpośredniego, więc nie możemy wykorzystać samochodu, żeby kogoś zablokować – kontynuuje. 

Reklama
Reklama

Strażnicy napotykają problemy nawet przy pozornie błahej czynności, którą jest legitymowanie, bo nie posiadają dostępu do podstawowych baz danych. – Osobę, która popełnia najmniejsze wykroczenie, powinniśmy ująć, skuć kajdankami i doprowadzić na policję celem ustalenia tożsamości – mówi strażnik. – Tylko tu pojawia się obawa o przekroczenie uprawnień, bo pozbawiamy kogoś tymczasowo wolności z powodu, który może być nieuzasadniony. Dlatego wielu moich kolegów legitymuje słownie, bez potwierdzenia, co nie powinno mieć miejsca, albo wzywa na posterunek i liczy, że taka osoba się stawi. Często nie wiemy też, z kim rozmawiamy: czy to jest osoba niebezpieczna, poszukiwana – zauważa. 

Czytaj też: Uwaga, polowanie. Czego boją się myśliwi?

– Policja jest obciążona swoją robotą, niechętnie angażuje się w nasze sprawy. Raz czekaliśmy na patrol siedem godzin. Tkwiliśmy w miejscu, bo był tam podejrzany samochód. Policjanci często nie mają też jak wjechać do lasu. Pamiętam, jak braliśmy udział w poszukiwaniach starszej osoby, która zaginęła na grzybobraniu, a dzielnicowy przyjechał Oplem Corsą i urwał zderzak – kontynuuje Robert. – W teorii możemy wnosić akty oskarżenia, występować przed sądem jako oskarżyciel publiczny, prowadzimy całe postępowania, więc każdy strażnik jest trochę dochodzeniowcem. Tylko co z tego, skoro właściwie nie mamy możliwości prowadzenia czynności operacyjnych – stwierdza. 

Reklama
Reklama

Strażnik, który z biura nie wychodzi 

Według kolejnego ze strażników, Adama*, Straż Leśna wciąż jest postrzegana przez decydentów jako formacja, która ma chronić należące do Lasów Państwowych drewno. – Problem w tym, że drewno było dla przestępców cenne w latach 80. i 90., dzisiaj jest inaczej – mówi. – Nowym obszarem są podpalenia. To może być dywersja, wystarczy spojrzeć, co działo się w Mińsku Mazowieckim – podaje przykład. Robert natomiast opowiada o kradzieżach mchu i stroiszu. – Mają kolosalną wartość – zaznacza. – Złapaliśmy miłośnika mchu, który mówił, żeby mu pisać tyle mandatów, ile chcemy, bo on i tak ma pięć tysięcy dniówki – opowiada. Strażnicy próbują też walczyć z plagą crossowych motorów i terenowych aut, których kierowcy nielegalnie rozjeżdżają lasy. – Dwa razy prawie mnie przejechali – mówi Adam.

Strażnicy opowiadają, że nawet jeśli postępowanie uda się wszcząć, to często i tak kończy się umorzeniem. – Rozpracowywaliśmy ostatnio szajkę złodziei, chcieliśmy ich złapać na gorącym uczynku, ale brakowało nam ludzi, więc przez blisko półtora miesiąca się mijaliśmy. W końcu prokuratura, która nadzorowała postępowanie, podjęła decyzję o umorzeniu – mówi Robert. – Znaleźliśmy skłusowanego łosia, ale prokuratura umorzyła sprawę, bo nie znalazła sprawcy. Podpalenia też są umarzane, bo nie ma sprawców. Gdybyśmy mogli, to byśmy pociągnęli wszystkie te sprawy od początku do końca – stwierdza Adam. 

Reklama
Reklama

– Mamy swoje sukcesy, tylko nie ma ich dużo, bo skąd mają być przy dwuosobowej obsadzie? Od dwóch tygodni nie wychodzę z biura, obrabiam zdjęcia z fotopułapek, które były zarejestrowane w marcu – opowiada dalej strażnik. 

– Mamy jeden samochód, na dyżurze jest ze mną strażnik, który ma 58 lat i mentalnie jest już emerytem. I siedzimy, sam na patrol nie pojadę, bo nie mogę. Gdyby było nas sześciu i dwa samochody, to pracowalibyśmy całą dobę. A tak pracujemy po osiem godzin, nie ma nas w nocy i w weekendy. Gdy są dwuosobowe posterunki i ktoś idzie na urlop, to posterunek jest właściwie wyłączony. 

Ministerstwo problemów nie widzi 

Ministerstwo problemów w formacji zdaje się nie dostrzegać. W odpowiedzi na nasze pytania oświadcza, że działalność Straży Leśnej ocenia „dobrze” i „dostrzega jej znaczenie w codziennej ochronie terenów leśnych”. „Jednocześnie ważne dla ministra jest, aby ta formacja była postrzegana przez osoby korzystające z lasu nie jako wyraz nadmiernej kontroli, lecz jako wsparcie dla bezpieczeństwa, porządku i ochrony przyrody” – czytamy dalej. „Chodzi o to, aby wszyscy użytkownicy lasów mogli korzystać z nich w sposób spokojny i bezpieczny, a jednocześnie świadomy ograniczeń wynikających z potrzeby ochrony przyrody, trwałości lasów i ich zasobów” – stwierdza resort. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Lekarz kazał jej wrócić za pół roku. Kolejny powiedział: „Musimy działać natychmiast”

Na pytanie, czy ministerstwo planuje jakiekolwiek działania mające na celu wzmocnienie i usprawnienie działalności Straży Leśnej, resort odpowiada: „Ewentualne działania dotyczące funkcjonowania Straży Leśnej powinny koncentrować się na optymalnym wykorzystaniu jej możliwości organizacyjnych, kadrowych i kompetencyjnych”. Następnie resort ogólnikowo oświadcza, że celem takich działań powinno być „dalsze wzmacnianie skuteczności formacji”. Nie wyjaśnia jednak, jak konkretnie tę skuteczność wzmacniać. „Należy podkreślić, że pojedyncze zdarzenia wymagające wyjaśnienia nie mogą przesądzać o ocenie całej formacji” – dodaje ministerstwo. 

W podsumowaniu MKiŚ zaznacza, że „szczegółowa organizacja i funkcjonowanie Straży Leśnej” to kompetencja Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. 

Lasy Państwowe chwalą skuteczność 

Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych w odpowiedzi na nasze pytania stwierdza, że „skuteczność działania i zdolności operacyjne strażników leśnych cały czas rosną”, a Lasy Państwowe na bieżąco doposażają posterunki w systemy monitoringu wizyjnego i drony. DGLP podkreśla również, że strażnikom zapewniono „dostęp do państwowych baz ewidencyjnych, w tym w szczególności do Centralnej Ewidencji Pojazdów”. Jak jednak słyszymy od strażników, dane w CEPIK-u mogą sprawdzić tylko stacjonarnie na posterunku, a nie podczas działań w terenie. Strażnicy skarżą się też, że nie mają dostępu ani do rejestru dowodów osobistych, ani do rejestru PESEL. Tu Lasy Państwowe zapewniają, że „trwa proces uzyskania dostępu dla strażników do Systemu Rejestrów Państwowych”. Nie wiadomo jednak, kiedy i z jakim efektem ten proces się zakończy. 

Reklama
Reklama

Jak twierdzi DGLP, jednym z najistotniejszych elementów usprawniających pracę strażników ma być System Informatyczny Straży Leśnej, którego pełne wdrożenie planowane jest od początku przyszłego roku. „Docelowo będzie obejmował praktycznie całość zadań realizowanych przez strażników leśnych, zautomatyzuje ręczne tworzenie zestawień i wykazów” – wyjaśnia Dyrekcja. „Ważne jest również dalsze upowszechnienie korzystania z nowoczesnych narzędzi jak drony, kamery leśne, nowoczesne fotopułapki, urządzenia termo i noktowizyjne. Sukcesywne też szkolimy strażników (...), pogłębiamy także współpracę Straży Leśnej z innymi służbami” – dodaje. 

Gdy pytamy o niewystarczającą obsadę, DGLP stwierdza, że „nie narzuca standardu obsady kadrowej w poszczególnych posterunkach”. Tłumaczy, że jedyną decyzją, jaka w DGLP zapadła, było przyjęcie minimalnej obsady w liczbie dwóch osób. „Ostateczna ocena, czy w konkretnym nadleśnictwie potrzebnych jest dwóch czy trzech strażników, należy do kierownika jednostki i powinna uwzględniać rzeczywistą skalę szkodnictwa oraz zakres zadań” – czytamy w odpowiedzi. „Jedynym zastrzeżeniem jest minimalna liczba dwóch strażników właśnie ze względu na sprawność, efektywność i bezpieczeństwo pracowników realizujących patrole w terenie” – stwierdza Dyrekcja. 

Reklama
Reklama

*imiona bohaterów zostały na ich prośbę zmienione.

Może zainteresuje Cię także:

Reklama
Reklama