
– Każda nowość na starcie wywołuje opór – tak o systemie kaucyjnym mówi Zero.pl Anita Sowińska, wiceminister klimatu i środowiska. Jak zapewnia, nie miała nigdy problemu z kaucjomatami i nie stała w kolejce, zastrzega jednak, że z systemu kaucyjnego korzysta sporadycznie. Według wiceministry w Polsce jest teraz czyściej, a konsumenci zmieniają nawyki i coraz chętniej udają się do punktów zbiórki z workami pełnymi butelek.
Katarzyna Dybińska i Kasjan Owsianko, dziennikarze Zero.pl: Mija rok od wprowadzenia systemu kaucyjnego. Musi pani przyznać, że mogło to być lepiej zrobione.
Anita Sowińska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska: Zawsze może być lepiej, natomiast to było bardzo duże przedsięwzięcie na skalę całego kraju i uważam – a mam doświadczenie w zarządzaniu projektami – że jednak to wdrożenie poszło dobrze. Co nie znaczy, że nie trzeba poprawiać pewnych rzeczy.
Jakich?
Przede wszystkim w obszarze logistyki. Jesteśmy cały czas w kontakcie z operatorami, aby powstawały nowe punkty zbiórki. I to się dzieje, z miesiąca na miesiąc widzimy poprawę. Obecnie mamy 65,5 tys. punktów zbiórki, w tym 23,5 tys. automatów. Dla porównania, jeszcze w lipcu było ich około 60 tys., w tym 17,5 tys. automatów. Widać wyraźnie, że sieć zbiórki dynamicznie się rozwija, a mechanizmy finansowe – przede wszystkim odpowiednio ustalona wysokość kaucji – skutecznie zachęcają do zwrotu opakowań.
„Zachęta” to chyba trochę słowo na wyrost. Polacy albo muszą uczestniczyć w systemie, albo stracą pieniądze.
To jest mechanizm finansowy. Każdy system kaucyjny – nie tylko dotyczący opakowań po napojach – opiera się na kaucji, która z definicji ma motywować do zwrotu. Widzimy przy tym, że klientów motywują różne względy: dla jednych ważne są kwestie środowiskowe, a dla innych odzyskanie pieniędzy. Obie postawy są całkowicie normalne.
Hurtownicy mówią nam, że równocześnie z wprowadzeniem kaucji każda butelka napoju podrożała o 7–10 gr. To są pieniądze, których – w przeciwieństwie do kaucji – konsument nie odzyska.
Nie potwierdzam tego, ponieważ nie dysponujemy danymi wskazującymi na taki wzrost cen. Natomiast system kaucyjny oczywiście kosztuje – nie funkcjonuje za darmo. Jest jednym z elementów rozszerzonej odpowiedzialności producenckiej, zgodnie z którą producent lub importer napoju odpowiada za produkt aż do momentu zagospodarowania odpadu, czyli w tym wypadku do momentu recyklingu. Jest to sprawiedliwe rozwiązanie, ponieważ trudno oczekiwać, aby koszty środowiskowe były pokrywane przez społeczeństwo.
I kto ponosi ten koszt?
System jest co do zasady finansowany przez podmioty wprowadzające napoje na rynek, czyli producentów i importerów. Zawierają oni umowy z wybranym przez siebie operatorem, który później ich reprezentuje i ponosi koszty rozwoju systemu, logistyki i obsługi informatycznej. Sklepy również otrzymują zapłatę za swoją pracę.
Koszty systemu są pokrywane z trzech źródeł przychodów: sprzedaży surowców (takich jak tworzywo PET czy aluminium), niezwróconej kaucji (która może być rozliczona dopiero na koniec roku) i wpłat od producentów. Ten system ma się po prostu zbilansować, a wszystkie przychody muszą być przeznaczane na pokrycie kosztów – operatorzy nie mogą osiągać zysku.
Czytaj także: Co Polacy sądzą o systemie kaucyjnym? Wyniki badania mogą zaskakiwać
Jeżeli nie ma zysku, to dlaczego operatorzy decydowali się w to wchodzić?
Także tutaj działa motywacja finansowa, podobnie jak w przypadku konsumentów. Tworzą ją obowiązek osiągnięcia poziomu selektywnej zbiórki oraz ryzyko poniesienia opłaty produktowej. Każdy importer i producent uczestniczący w systemie ma za zadanie zebrać w tym roku w sposób selektywny min. 77 proc. wprowadzonych przez siebie butelek. Jeśli nie osiągnie tego poziomu, wówczas wprowadzający i operator solidarnie uiszczają opłatę produktową. W tym roku wynosi ona 1 zł za każdy brakujący kilogram opakowań – jeżeli podmiot przystąpił do systemu kaucyjnego, ale nie udało mu się osiągnąć progu – albo 3 zł, jeżeli w ogóle do niego nie przystąpił. W przyszłym roku ta opłata wzrośnie i będzie jeszcze silniej motywująca. Od 1 stycznia stawki wyniosą odpowiednio 5 lub 15 zł.
Mimo opłaty nadal istnieją producenci, którzy decydują się być poza systemem. Myśli pani, że wzrost opłaty sprawi, że takie podmioty zaczną znikać?
Tak. Poprosiłam jednak departament o analizę, czy wysokość opłaty nie wymaga dalszej korekty. To narzędzie musi skutecznie motywować podmioty wprowadzające napoje na rynek do udziału w systemie kaucyjnym, a nie do jego omijania. Jeśli cele selektywnej zbiórki będą realizowane, przedsiębiorcy nie poniosą opłaty – jej rolą jest wyłącznie mobilizowanie do osiągania wymaganych poziomów.
Z opakowań bez kaucji korzystają specyficzne branże, np. górnicy lub wojsko. Nie jest łatwo dbać o zwrot podczas szychty czy na poligonie.
Jeżeli chodzi o górnictwo i inne zakłady pracy, operatorzy mają już gotowe oferty współpracy. Nie znam wszystkich indywidualnych przypadków, ale wiem, że niektóre zakłady, w tym kopalnie, mają już podpisane umowy i działają jako punkty zbiórki. Zachęcam firmy, żeby zainteresowały się ofertą operatorów i sprawdziły warunki współpracy.
Jeżeli natomiast chodzi o służby oraz Rządową Agencję Rezerw Strategicznych, to w ramach prac nad projektem ustawy UC100 dotyczącym rozszerzonej odpowiedzialności producenckiej otrzymaliśmy uwagi z MON oraz z MSWiA. W toku uzgodnień przychyliliśmy się do ich postulatów. Chcemy umożliwić tym podmiotom zamawianie w procedurach przetargowych napojów poza systemem kaucyjnym, bez negatywnych konsekwencji dla ich producentów. To są uzasadnione wyjątki.
To jest poniekąd przyznanie, że system stwarza na tyle dużo barier logistycznych, że w pewnych realiach nie da się go wyegzekwować.
Nie interpretowałabym tego w ten sposób. Wcześniej, przy nowelizacji ustawy w 2024 r., nikt takich uwag nie zgłaszał. Po to są konsultacje i uzgodnienia, żeby pochylić się nad zgłaszanymi kwestiami. Tak postąpiliśmy również w 2024 r. w przypadku uwag ministra rolnictwa – osobiście rozmawiałam z panem ministrem Czesławem Siekierskim na temat wyłączenia opakowań po mleku. W rezultacie, po akceptacji kierownictwa resortu, zmieniliśmy niektóre elementy systemu.
A jak z zamrożeniem znacznych kwot na kaucję i z magazynowaniem opakowań mają radzić sobie inne przedsiębiorstwa? Posłużmy się przykładem resortu: jak z tą kwestią radzi sobie Ministerstwo Klimatu i Środowiska?
W ministerstwie pijemy przede wszystkim wodę z kranu i korzystamy z dystrybutorów filtrujących, które mogą ją gazować, podgrzewać lub schładzać. Jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z kupowania wody w plastikowych butelkach. Korzystamy również ze szklanych butelek wielokrotnego użytku.
A jak to wygląda w innych resortach? Jakiś czas temu dotarła do nas informacja, że w MSZ zamawia się wodę bez kaucji. Czy może pani to potwierdzić?
Nie mam informacji, które pozwalałyby to potwierdzić. Zachęcam wszystkie instytucje publiczne i firmy do zakupów zgodnych z zasadami gospodarki o obiegu zamkniętym. W pierwszej kolejności warto unikać powstawania odpadów, wybierając wodę z kranu lub dystrybutorów albo napoje w szklanych opakowaniach wielokrotnego użytku. Jeżeli konieczny jest zakup napojów w opakowaniach jednorazowych, warto wybierać te objęte systemem kaucyjnym. Instytucja lub zakład pracy może również zostać punktem zbiórki po podpisaniu umowy z operatorem, który zapewni odbiór opakowań.
Wracając do Pani doświadczeń – w domu też pije pani kranówkę?
Tak.
Czy w takim razie korzysta pani w ogóle z systemu kaucyjnego?
Czasem korzystam. Zdarza mi się kupować soki i, wybierając sok, sięgam po ten w opakowaniu kaucyjnym.
To w takim razie na pewno zdarzyło się pani trafić na niedziałający kaucjomat.
No właśnie mi się nie zdarzyło.
A przejść obok bałaganu wokół kaucjomatu? Czekać kilkanaście minut na
zwrot?
Naprawdę nie zdarzyło mi się stać w kolejce. Może po prostu jestem szczęściarą.
Może.
Może. Mieszkam w małej miejscowości pod Łodzią, gdzie działają dwa kaucjomaty. Jeden znajduje się wewnątrz małego sklepu, drugi stoi na zewnątrz. Oba są czyste i naprawdę nie miałam z nimi żadnego problemu.
Widziała pani inne punkty zbiórki? Były jakieś „ministerialne wizytacje przy kaucjomatach”?
Widziałam kilka kaucjomatów i nie zauważyłam poważnych problemów. Przy jednym z nich leżało kilka butelek, ale dość szybko zostały zabrane. Jeśli zaś chodzi o „wizytacje”, to na początku tego roku wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska prowadzili kontrole w dużych sklepach. Sprawdzali zgodność działania systemu kaucyjnego z ustawą. Stwierdzone nieprawidłowości zostały dość szybko usunięte.
W takim razie proszę uwierzyć, że naprawdę często zdarza się czekać w kolejkach, kiedy pojawi się ktoś z workiem z setką opakowań albo kiedy kaucjomat się zatnie. Czy ministerstwo dostrzega potrzebę wprowadzenia w tej kwestii jakichś usprawnień?
Tak, dostrzegamy taką potrzebę i już wprowadzamy usprawnienia. System kaucyjny działa, ale powinien być jeszcze bardziej efektywny i wygodny dla obywateli. Dlatego pozostajemy w kontakcie z operatorami, zachęcamy ich do tworzenia kolejnych punktów zbiórki, uruchamiania następnych automatów i poprawy obsługi. Te działania przynoszą efekty, co potwierdza rosnąca liczba punktów zbiórki i automatów.
Warto też zauważyć, że sklepy i operatorzy konkurują między sobą i widzę wyraźną tendencję do unowocześniania maszyn do zbiórki opakowań. Są sieci, które wdrażają automaty z funkcją wsypywania butelek i puszek luzem, gdzie urządzenie samo je przelicza. Tu jednak decyduje rynek – nie w każdym miejscu ekonomicznie uzasadniona jest instalacja najdroższego modelu maszyny. Widzę jednak wyraźnie, że sklepy i operatorzy starają się przyciągać klientów nowinkami technicznymi, chociażby możliwością zwrotu kaucji bezpośrednio na kartę płatniczą. Takich kaucjomatów pojawia się coraz więcej.
Trudno mi uwierzyć, że na etapie konsultacji nie przewidziano, iż wrzucenie kilkudziesięciu butelek naraz jest po prostu wygodniejsze.
Stosowane w Polsce automaty są typowe – dokładnie takie same maszyny działają również w innych państwach. Uważam jednak, że ustawowe wprowadzenie wygórowanych standardów technicznych dla automatów byłoby nadregulacją.
I w innych państwach ludzie nie narzekają na pojedyncze wrzucanie opakowań?
W Niemczech system kaucyjny funkcjonuje od ponad 20 lat, w Szwecji jeszcze dłużej.
To są lata praktyki, z których mogliśmy wyciągnąć wnioski, by nie powielać błędów.
Wyciągnęliśmy wnioski, ale jesteśmy dopiero w pierwszym roku funkcjonowania systemu. Doświadczenia innych państw pokazują, że potrzeba około dwóch–trzech lat na osiągnięcie pełnej dojrzałości operacyjnej. Jak na pierwszy rok uniknęliśmy poważnych raf. Wystarczy porównać naszą sytuację z Rumunią, gdzie początek był niezwykle trudny. U nas udało się uniknąć tak głębokich kryzysów.
Pierwsze wrażenie robi się tylko raz. Konsument, który na początku zraził się do systemu, nie przekona się do niego z dnia na dzień, nawet gdy infrastruktura się poprawi.
Śledzimy badania rynkowe i widzimy, że nastawienie do systemu kaucyjnego zmienia się na plus. Ludzie stopniowo się przyzwyczajają i zmieniają swoje nawyki domowe, wypracowują nową rutynę zbierania opakowań, co na początku zawsze bywa wymagające. To idzie w dobrą stronę.
Traktuję ten proces jak klasyczne zarządzanie zmianą. Przed objęciem funkcji publicznej byłam w sektorze prywatnym odpowiedzialna m.in. za wdrażanie projektów: każda nowość na starcie wywołuje opór i rodzi pytania operacyjne, które trzeba na bieżąco wyjaśniać. Musimy uzbroić się w odrobinę cierpliwości.
Co w takim razie uznałaby pani za porażkę wdrożenia? Bojkot kaucjomatów, ich niszczenie, odmowę korzystania? Konsumenci przecież nie mają wyboru, czy uczestniczą w systemie, skoro kaucja jest pobierana przy kasie.
W innych krajach problemem było na przykład wadliwe drukowanie bonów – ludzie wściekali się i porzucali butelki pod sklepami.
U nas też to się zdarza.
Ale tam był to problem o charakterze systemowym, a u nas nic takiego na poziomie systemowym się nie wydarzyło.
Mogłabym sobie życzyć, żeby w styczniu punktów zbiórki było jeszcze więcej, ale sieć rozwijała się naprawdę szybko. Mamy obecnie około 65,5 tys. punktów zbiórki w prawie 2,5 tys. gmin. Oczywiście struktura zbiórki różni się między miastem a wsią, ale dbamy o to, by konsumenci mieli możliwość oddania opakowań w swojej gminie.
Jeżeli chcemy przywoływać przykłady zagraniczne: Lizbona opowiedziała się niedawno za wyłączeniem z systemu kaucyjnego, za argument podając m.in., że miasta stały się przez niego brudniejsze, bo ludzie rozgrzebują kosze, by wyciągać puszki i butelki. U nas też widać regularnie osoby – np. w kryzysie bezdomności – przeszukujące śmietniki.
Kompletnie nie zgadzam się z takim wnioskiem. Myślę, że każdy widzi, że jest czyściej. Ja to widzę i słyszę bardzo wiele takich opinii od mieszkańców.
Ludzie oczekują oczywiście usprawnień logistycznych, ale drugą zmianą, której głośno się domagają, jest rozszerzenie systemu o „małpki”. Wszyscy mają dość zaśmieconych przydrożnych rowów i butelek po wódce rzucanych w krzaki, po których ktoś inny musi sprzątać. Po wdrożeniu systemu kaucyjnego na butelki plastikowe i puszki poprawa w czystości jest zauważalna. Do tego dochodzi kluczowy wymiar środowiskowy: zamykanie obiegu i pozyskiwanie czystego surowca do ponownej produkcji nowych opakowań.
Czyli po prostu w Lizbonie coś poszło nie tak?
Nie znam specyfiki tego konkretnego przypadku, dlatego nie chcę przesądzać, z
czego wynikały opisane problemy. Natomiast jeśli chodzi o osoby zbierające porzucone butelki z koszy, należy odnosić się do nich z szacunkiem. Wykonują pracę polegającą na zbieraniu opakowań i odzyskiwaniu surowców.
Czytaj więcej: Bunt w europejskim mieście, nie chcą systemu kaucyjnego. „Dramat społeczny”
Dobrze, w miastach jest czyściej. A w naszych mieszkaniach? Konsumenci skarżą się na konieczność składowania worków z pustymi opakowaniami.
Rozumiem, że na małym metrażu magazynowanie opakowań może być kłopotliwe. Wiele osób znajduje jednak praktyczne rozwiązanie: odkłada je w jednym miejscu i regularnie zabiera przy okazji zakupów. Wymaga to wyrobienia nowego nawyku, ale z czasem może stać się częścią codziennej rutyny.
Słyszę też czasami głosy: „po co nam ten system, skoro zawsze było dobrze”. Tylko zastanówmy się, co oznacza to „zawsze”. Jeszcze 30 lat temu rynek nie był zalany jednorazowymi opakowaniami z tworzyw sztucznych. Ta fala nadeszła ćwierć wieku temu i państwo musi wdrożyć skuteczne narzędzia, abyśmy nie utonęli w śmieciach.
Tyle że przez te ćwierć wieku gminy mozolnie wdrażały własne rozwiązania w ramach selektywnej zbiórki. Kiedy Niemcy wprowadzali swój system kaucyjny, nie mieli tak rozwiniętego systemu gminnego.
Nie mogę się zgodzić z tezą, że Niemcy 20 lat temu nie mieli rozwiniętego systemu. Przez rok studiowałam w Niemczech i na własne oczy widziałam, jak skrupulatnie segregowali odpady – byłam pod ogromnym wrażeniem.
Jeżeli chodzi o efektywność dotychczasowej zbiórki gminnej w Polsce, to z żółtego i czarnego worka udawało się wyselekcjonować ok. 40 proc. butelek PET. W dodatku był to surowiec częściowo zanieczyszczony. W systemie kaucyjnym dążymy do poziomu min. 90 proc. w perspektywie dwóch, trzech lat. Doświadczenia innych państw pokazują, że jest to w pełni osiągalne.
Czyli dotychczas ponad połowa butelek PET bezpowrotnie przepadała? Co się z nimi działo?
Nie mamy pełnych danych o losie tych opakowań. Część prawdopodobnie trafiała do spalarni lub ciepłowni, część mogła być nielegalnie spalana w piecach domowych, co jest szkodliwe dla zdrowia, a pozostała część zaśmiecała środowisko. We wszystkich przypadkach gospodarka traciła cenny surowiec – w skali odpowiadającej tysiącom ciężarówek. Dotychczasowy system nie zapewniał więc wystarczająco skutecznego odzysku butelek PET.
Dziś samorządy alarmują, że odebrano im najbardziej dochodową frakcję, czyli czysty plastik.
System kaucyjny wpływa na finanse gospodarki odpadami zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Z jednej strony zmniejsza objętość odpadów: samorządowcy wskazują, że zawartość żółtych pojemników znacząco się skurczyła. To pozwala zmniejszyć częstotliwość odbioru odpadów w zabudowie wielorodzinnej lub zredukować liczbę pojemników, a tym samym obniżyć koszty transportu. Ponadto wyższy poziom recyklingu zmniejsza ryzyko płacenia kar za niezrealizowane cele. Z drugiej strony, przychody ze sprzedaży plastiku spadły, jednak proszę zauważyć, że cały czas zachodzą zmiany w strukturze odpadów komunalnych. W ostatnim czasie rośnie na przykład zbiórka cennych surowców z papieru i kartonów z rynku e-commerce. Takie zmiany będą nadal następować wraz ze zmianą nawyków konsumenckich i wdrażaniem gospodarki o obiegu zamkniętym.
Trzeba też wyraźnie odróżnić rolę samorządu od interesu prywatnych firm odpadowych. Celem samorządu nie jest generowanie zysku, lecz utrzymanie czystości w gminie przy racjonalnych kosztach mieszkańców. Celem biznesu odpadowego jest natomiast przerobienie jak największej masy śmieci i maksymalizacja przychodów. Te cele nie są tożsame.
Nie byłoby prościej, gdyby to samorząd pełnił funkcję operatora systemu kaucyjnego?
Przepisy dyrektywy unijnej jednoznacznie wskazują, że to producenci mają obowiązek zorganizować system i podpisać umowy z operatorami. Natomiast przedsiębiorstwa przetwarzające odpady mogą współtworzyć ten system, jeśli dysponują odpowiednim potencjałem.
Nie blokujemy przedsiębiorstwom drogi do bycia operatorem, o ile spełnią warunki ustawowe: podpiszą umowy z wprowadzającymi oraz zagwarantują ogólnopolską sieć zbiórki. Wydaliśmy dotychczas osiem zezwoleń dla operatorów. Czy wszystkie się utrzymają? Zobaczymy po kontrolach weryfikujących spełnianie standardów.
Jak wypadły dotychczasowe kontrole operatorów?
Pierwsza weryfikacja odbyła się przed uruchomieniem systemu. Wprowadziliśmy do ustawy jasne procedury kontrolne powierzone wojewódzkim inspektoratom ochrony środowiska, o czym nasi poprzednicy całkowicie zapomnieli. Kolejna, kompleksowa tura kontroli rusza w czwartym kwartale tego roku.
A co z kontrolami samych kaucjomatów?
Kontrole w dużych sieciach handlowych prowadziliśmy od lutego do kwietnia. Nie wykazały one naruszeń o charakterze systemowym – odnotowaliśmy pojedyncze przypadki awarii i braki w przeszkoleniu personelu, co na starcie systemu było zrozumiałe. Sklepy poprawiły swoje procedury.
Nie ma tygodnia, żeby kaucjomat w sklepie średniopowierzchniowym przy moim domu nie postanowił się zaciąć. Nie ma nawet takiego dnia.
Jeżeli automat nie działa, należy to niezwłocznie zgłaszać obsłudze. Każdy sygnał wpływający do resortu czy do któregoś z wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska przekazujemy bezpośrednio operatorom. Ta codzienna, mrówcza praca jest niezbędna, by wyeliminować usterki.
Jaka jest oficjalna skala tych zgłoszeń? Może po prostu mam pecha.
Od początku działania systemu do resortu klimatu i środowiska wpłynęło około 660 zgłoszeń. Większość dotyczyła codziennych problemów, takich jak niedziałający kaucjomat czy zbyt krótki termin ważności bonu. Zgłoszenia przekazywaliśmy operatorom. Najwięcej wpłynęło ich w pierwszych miesiącach funkcjonowania systemu.
Czytaj także: Kto zarobi na niezwróconych kaucjach? Tu zacznie się afera
Jaka jest aktualna zbieralność opakowań?
Na koniec września odnotowaliśmy ok. 5 mld zwróconych opakowań.
Sama liczba 5 mld niewiele mówi, jeśli nie znamy łącznej liczby opakowań wprowadzonych na rynek.
Dla porównania warto użyć danych dotyczących wprowadzeń, jakie miały miejsce 2–3 miesiące wstecz: w czerwcu wprowadzono do obrotu 5,3 mld opakowań, a do końca lipca 6,9 mld opakowań. Mówię o napojach wprowadzonych na rynek wcześniej, ponieważ opakowania pozostają w łańcuchu dostaw przez jakiś czas, a potem jeszcze należy dodać czas magazynowania opakowań w naszych domach. Nie mamy danych o średnim czasie rotacji, dlatego możemy zrobić jedynie szacunki.
Poziom selektywnej zbiórki oblicza się na podstawie masy opakowań – z uwzględnieniem wagi małych i dużych opakowań – w skali całej gospodarki, a nie tylko systemu kaucyjnego. Precyzyjne podsumowanie będzie możliwe po zakończeniu pełnego roku kalendarzowego. Wtedy przedstawimy oficjalne wskaźniki efektywności.
Prace nad przepisami dotyczącymi objęcia „małpek” systemem kaucyjnym zapowiedziano na jesień tego roku. Kiedy poznamy ostateczny kształt projektu?
Realizujemy deklarację – projekt ustawy z oceną skutków regulacji trafi na ścieżkę rządową już niedługo. Liczę, że kierownictwo resortu przyjmie go na najbliższym posiedzeniu. Cały proces legislacyjny, obejmujący m.in. konsultacje publiczne i uzgodnienia międzyresortowe, potrwa co najmniej pół roku.
Zatem realny start to 2027 r.?
Nigdy nie deklarowałam sztywnej daty. Liczę na uchwalenie ustawy w przyszłym roku, jednak samo wdrożenie będzie wymagało około dwuletniego vacatio legis, aby rynek zdążył przygotować infrastrukturę.
Co poza tym zmieni się w systemie kaucyjnym?
Chcemy ustawowo ustandaryzować termin ważności bonów kaucyjnych na 90 dni. Z kolei w projekcie UC100 znosimy zbędny, uciążliwy obowiązek raportowania nałożony wcześniej na małe placówki handlowe. To była niepotrzebna nadregulacja wprowadzona jeszcze przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, którą teraz wykreślamy.
W takim razie jaką ocenę wystawiłaby pani na ten moment systemowi kaucyjnemu oraz sobie, jako osobie odpowiedzialnej za jego wdrożenie?
Myślę, że „czwórkę”.
W skali od 1 do 10?
W tradycyjnej skali szkolnej – od 1 do 6. Przy czym „szóstka” oznacza już doskonałość.



