Policja zatrzymała mężczyznę podejrzewanego o kierowanie gróźb pod adresem pracownic warszawskiego sklepu z rękodziełem. Wcześniej ktoś zdewastował wystawę lokalu. Pracownice sklepu łączą ataki ze sprzeciwem jednej z nich wobec manifestacji, podczas której skandowano antyukraińskie hasła.

- Zatrzymano mężczyznę, który telefonicznie kierował groźby pod adresem pracownic sklepu „Las Rąk”.
- Wcześniej ktoś zdewastował wystawę tego samego lokalu.
- Dwa dni wcześniej pracownica sklepu zaprotestowała przeciwko publicznemu wznoszeniu antyukraińskich haseł. Na obecnym etapie postepowania policja nie potwierdza jednak, jakoby to zdarzenie miało związek z aktami nienawiści.
– Dzisiaj rano na terenie Małopolski został zatrzymany mężczyzna podejrzany o kierowanie telefonicznych gróźb w kierunku pracownic lokalu w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej – potwierdził Zero.pl mł.asp. Jakub Pacyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa I (Śródmieście).
– Mężczyzna jest na ten moment w dyspozycji policji, będzie przesłuchiwany – dodał.
Sikorski w CNN o grach Putina: Rosja może użyć dronów pod fałszywą flagą
Wcześniej ktoś zdewastował ten sam lokal
Wspomniany lokal to „Las Rąk”, laboratorium rękodzieł. Niewielki sklep i galeria sztuki w centrum stolicy, której pracownice działają również m.in. na rzecz osób w kryzysie bezdomności, uchodźców, seniorów czy osób z niepełnosprawnościami.
Policja nie ma informacji, czy zatrzymany mężczyzna ma jakikolwiek związek z fizyczną napaścią na sklep, do której doszło w poniedziałek ok. godz. 12:50. Według relacji zamieszczonej na profilu sklepu na Facebooku, nieznany sprawca miał wtargnąć do środka i zdewastować część ekspozycji.

Na profilu sklepu na Facebooku zamieszczono zdjęcia wykonane po ataku nieznanego mężczyzny. (fot. Facebook/LAS RĄK laboratorium rękodzieł)
– Policjanci prowadzili na miejscu szeroko zakrojone działania, również działania dochodzeniowo-śledcze. W tej sprawie przyjęliśmy zawiadomienie i prowadzimy czynności – przekazał nam mł.asp. Jakub Pacyniak.
„W milczeniu pokazała dwa kciuki w dół. Tyle. Nic więcej”
Jednocześnie rzecznik śródmiejskiej Policji zastrzegł, że policja nie łączy zgłoszenia z wydarzeniami, które miały miejsce wokół warszawskiej manifestacji z 4 lipca upamiętniającej ofiary ludobójstwa na Wołyniu.
– W mediach społecznościowych ta sytuacja jest łączona z przemarszem, który miał miejsce w ostatnią sobotę. To zdarzenie miało miejsce w poniedziałek ok. godz. 13 – zastrzegł Pacyniak.
We wpisie opublikowanym na Facebooka pracownice sklepu opisały incydent, który miał miejsce właśnie w dniu manifestacji. „Jedna z nas, gdy usłyszała brutalnie nienawistny, antyukraiński wydźwięk tego marszu w milczeniu pokazała dwa kciuki w dół. Tyle. Nic więcej” – podkreślono. Administrator profilu dodał, że pracownicy sklepu również chcą upamiętnienia zbrodni na Wołyniu, ale nie zgadzają się na łączenie tej kwestii z nienawiścią „do obecnych Ukraińców".
Dwa etaty i kredyt na dziurę w ziemi. „Ludzie są wykończeni. Życie nam się wywróciło”
„Później nastąpiło parę gróźb seksualnych, gospodarczych i karalnych od wracających spod Grobu Nieznanego Żołnierza uczestników marszu, a jeszcze później atak na nasze profile w Internecie” – czytamy na profilu sklepu.
To nie był pierwszy atak
Pracownice sklepu „Las Rąk” nie pierwszy raz padają ofiarą agresji werbalnej i fizycznej. 9 czerwca pięciu nieletnich mężczyzn wtargnęło do lokalu. W wulgarny sposób grozili jego zniszczeniem i podpaleniem.
Lżyli osoby LGBTQ, naród żydowski i wygłaszali obraźliwe hasła pod adresem kobiet. Powodem agresji były najprawdopodobniej przedmioty w witrynie, przy których wykonaniu wykorzystano motyw tęczy. Jeden z nastolatków wskazał na figurkę Marii w tęczowych kolorach i stwierdził, że obraża ona jego uczucia religijne.
Po wyjściu z galerii sprawcy próbowali ponownie wtargnąć do środka. Szarpali za drzwi, ponawiali groźby i wyzwiska.
