Reklama
Reklama
Reklama

Pomagała w pandemii, teraz za to płaci. Jak decyzja NFZ niszczy lekarkę z Braniewa

TYLKO NA

W 2020 r., na wyraźną prośbę urzędników, 76-letnia stomatolog z Braniewa nie zamknęła gabinetu mimo pandemii. Dziś Narodowy Fundusz Zdrowia twierdzi, że lekarka ma dług, bo... przyjęła wówczas za mało pacjentów. NFZ zablokował jej bieżące wypłaty, zmuszając Wiesławę Kilanowską-Puto do leczenia na państwowym kontrakcie z własnych oszczędności. – Czuję się oszukana. Upokorzona – mówi dentystka.

judymowa-mini
NFZ liczy tylko przyjętych pacjentów, pomijając to, ile lekarkę z Braniewa kosztowało utrzymanie otwartego gabinetu w okresie pandemii koronawirusa (fot. Kanał Zero)
  • Stomatolog z Braniewa została poproszona przez urzędników, by w czasie pandemii COVID-19 nie zamykała gabinetu. Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia zakładało, że z powodu małej liczby pacjentów przy dużych kosztach utrzymania gabinetu w tym okresie, NFZ wypłaca otwartym gabinetom 1/12 rocznego kontraktu miesięcznie.
  • Po 9 miesiącach Ministerstwo Zdrowia wydało komunikat, z którego wynikało, że z 1/12 trzeba się jednak rozliczyć według liczby przyjętych pacjentów – bez uwzględnienia kosztów pracowniczych, środków ochronnych, kosztów najmu lokalu czy wywozu odpadów.
  • Pięć lat po pandemii COVID-19 NFZ zaczął potrącać lekarce z Braniewa 100 proc. miesięcznych wypłat z wykonania bieżących kontraktów, zostawiając ją bez środków na bieżącą pracę.
  • Mieszkańcy Braniewa organizują zbiórkę na pomoc Wiesławie Kilanowskiej-Puto, bo przez 50 lat zawsze leczyła pacjentów w ramach państwowej ochrony zdrowia, a nie prywatnie. Tym samym dawała szansę rodzinom z najmniejszymi dochodami na opiekę stomatologiczną.

Kiedy weszliśmy do małego gabinetu przy ulicy Elbląskiej w Braniewie, w poczekalni siedzieli ludzie. Zanim porozmawialiśmy z przyjmującą tam stomatolog Wiesławą Kilanowską-Puto, zapytaliśmy czekających pacjentów, czy wiedzą, że gabinet – jeden z dwóch w okolicy, gdzie zęby można wyleczyć na NFZ – ma poważne problemy finansowe, bo placówka wykonująca zadania państwa, pieniędzy od państwa od kilku miesięcy nie otrzymuje.

– To jest chamstwo – mówi jedna z pacjentek. – Tu zawsze człowiek bez kolejki wchodzi, jeżeli z bólem. Zawsze najważniejszy jest pacjent – dodaje. Inni czekający kiwają głowami. Zakładając płaszcz, starsza pani jeszcze dopowiada: – Wydają pieniądze nie tam, gdzie powinni. Trochę oglądam telewizję, to słyszę, co się dzieje.

Dobro pacjenta, nie pieniądze

Wiesława Kilanowska-Puto wiedziała, że przyjedziemy. Kiedy wychodzi do nas z gabinetu, widać, jak wiele sił kosztuje ją prowadzenie praktyki w wieku 76 lat. Najpierw pracowała w szkole, potem przez chwilę miała gabinet w domu, ale nigdy nie przestała leczyć pacjentów w ramach państwowej ochrony zdrowia – na NFZ czy wcześniej na Kasę Chorych.

Reklama
Reklama

– Tutaj ludzie nie mają pieniędzy. Często nawet nie mają jak do mnie dojechać, bo jeżeli nie mieszkają w samym Braniewie, to nie mają regularnych autobusów. No i po prostu mnie tych pacjentów żal. Nie każdego stać, prawda? – mówi lekarka. – Tak zostałam wychowana, tak byłam nauczona, że nie pieniądze są na pierwszym miejscu, tylko dobro pacjenta. Już się nie zmienię – dodaje ze łzami w oczach.

Wiesława Kilanowska-Puto nie zostawiła pacjentów podczas pandemii. Leczyła ich z narażeniem własnego zdrowia. Dziś NFZ wystawił jej za to rachunek. (fot. Kanał Zero)

Kiedy zaczęła się pandemia koronawirusa i Wiesława Kilanowska-Puto odebrała telefon z NFZ z Elbląga z prośbą, żeby nie zamykała gabinetu, żeby ludzie mieli możliwość otrzymania pomocy, też nie odmówiła. Wahała się ze względu na wiek i ryzyko infekcji, ze względu na drogie środki bezpieczeństwa, które były wtedy wymagane, ale się zgodziła.

Ministerstwo Zdrowia, wiedząc, że placówki w pandemii nie dadzą rady pracować na normalnych zasadach, wprowadziło wtedy mechanizm wypłacania 1/12 rocznego kontraktu miesięcznie. Cel był jasny – nikt nie wykona pełnego kontraktu, bo ludzie będą się bali i nie przyjdą, ale ci, którzy będą potrzebowali pilnej pomocy, muszą mieć możliwość jej otrzymania. Pewne było też, że koszty utrzymania otwartego gabinetu będą wyższe niż przed pandemią.

Reklama
Reklama

Rozliczenie po latach

Po sześciu latach od pandemii – kiedy wszyscy dawno o niej zapomnieliśmy – NFZ po latach postanowił sam rozliczyć lekarkę na innych zasadach niż te, które były jej przedstawione, kiedy zgadzała się nie zamykać gabinetu. Przez pół roku fundusz potrącał jej całość wypłat za wykonanie bieżącego kontraktu, zmuszając ją tym samym do utrzymywania gabinetu z prywatnych oszczędności.

– Każdy prawnik mi mówi, że oni bezprawnie zabierają mi środki z tych bieżących wykonań, bo przecież muszę mieć na utrzymanie gabinetu – mówi stomatolog z Braniewa. – Byłam w szoku, bo nawet jak jakieś prawo obowiązuje, nawet jak komornik coś komuś zabiera, to robi to na podstawie wyroku sądu, a nie dlatego, że tak mu się podoba. I są jakieś przepisy, że musi część zostawić po prostu na rachunku – wyjaśnia z żalem.

Sprawdziliśmy – w rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia z marca 2020 r. nie ma mowy o rozliczeniu się przez konkretną placówkę czy konkretny gabinet z wypłacanych kwot. Jest tylko mowa o tym, że rozliczyć się musi dyrektor wojewódzkiego oddziału NFZ. Wysłaliśmy więc do funduszu pytanie o to, na jakiej podstawie sam rozliczył lekarkę z Braniewa. „Przystąpienie do tego mechanizmu było dobrowolne. Świadczeniodawcy od początku byli informowani, że otrzymane środki będą podlegały rozliczeniu” – brzmiała odpowiedź opakowana w bardziej obszernego maila.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Dlaczego w Polsce brakuje pieniędzy na zdrowie?

Na dodatkowe pytanie, kiedy świadczeniodawcy, czyli po prostu lekarze, byli informowani o konieczności i formie rozliczenia środków, urzędniczka z NFZ w Olsztynie odpisała, że byli informowani „za pośrednictwem komunikatu zamieszczonego w systemie SZOI w dniu 18 grudnia 2020 r. o sposobie rozliczania przez placówki medyczne tzw. 1/12 kontraktu”. Czyli mechanizm wypłat 1/12 kontraktu został uruchomiony w marcu, a informacja o rozliczeniu przyszła dopiero w grudniu 2020 r.

Prawo nie działa wstecz

Mecenas Patrycja Leszczyńska, do której Wiesława Kilanowska-Puto zwróciła się z prośbą o pomoc prawną, zwraca uwagę na całą listę proceduralnych nieścisłości i na to, że prawo nie działa wstecz. – Kwestia rozliczania zaczęła pojawiać się dopiero we wrześniu 2020 r., czyli już po złożeniu ostatniego wniosku o wypłatę 1/12 kontraktu przez panią Kilanowską-Puto – zaznacza adwokat z Braniewa.

– Mechanizm 1/12 stanowił modyfikację sposobu kalkulacji wynagrodzenia za realizację umowy w warunkach pandemicznych, a nie nowy instrument zwrotny, zaliczkowy czy kredytowy. W czasie pandemii mechanizm 1/12 wprowadzał średni limit miesięczny kontraktu, bez wykazywania wykonanych świadczeń, bo po prostu nie było możliwości na ich wykonanie – dodaje Patrycja Leszczyńska.

Reklama
Reklama

Piotr Ikonowicz: Chcesz przeżyć? Łam prawo. Polska to nie jest kraj dla biednych

Jednocześnie adwokat zwraca uwagę, że NFZ sam sobie przeczy. W piśmie wysłanym do Wiesławy Kilanowskiej-Puto z dnia 6 marca 2026 r. fundusz twierdzi, że „w celu utrzymania stabilności finansowej przez świadczeniodawców w czasie trwania epidemii COVID-19 wprowadzono przepisy umożliwiające wypłatę placówce medycznej części środków (tzw. n/12) z umowy zawartej z NFZ na 2020 r., pomimo niewykonania lub częściowego wykonania świadczeń, wynikających z tej umowy". W mailu przesłanym do redakcji Kanału Zero przedstawicielka funduszu również pisze, że „tzw. mechanizm N12 kontraktu został wprowadzony w czasie pandemii COVID-19, jako rozwiązanie mające zapewnić placówkom medycznym stabilność finansową w okresie ograniczenia lub czasowego zmniejszenia liczby udzielanych świadczeń”.

Cała sprawa kosztuje Wiesławę Kilanowską-Puto wiele emocji. Lekarka nie tak wyobrażała sobie zwieńczenie swojej kariery. (fot. Kanał Zero)

Mimo to, że mowa jest o środkach nadzwyczajnych i o tym, że pacjentów będzie mniej, NFZ wstecznie chce rozliczyć wypłacone pieniądze tak, jakby liczba pacjentów w czasie pandemii nie odbiegała od liczby pacjentów przed czy po tym okresie. Jednocześnie NFZ nie rozlicza kosztów funkcjonowania gabinetu takich jak pensje pracowników, wynajem lokalu, prąd, wywóz odpadów czy środki ochronne. Liczy tylko przyjętych pacjentów, pomijając to, ile lekarkę z Braniewa kosztowało utrzymanie otwartego gabinetu w okresie pandemii koronawirusa.

Reklama
Reklama

Kara za etos lekarza

Wiesława Kilanowska-Puto w imię etosu zawodu lekarza przez 50 lat stawiała pomoc ludziom na pierwszym miejscu i ci ludzie, mieszkańcy Braniewa, też próbują jej teraz pomóc. Uruchomili zbiórkę pieniędzy, ale wpłat wciąż brakuje.

– Braniewo jest bardzo biednym miastem. Tu jest bezrobocie, tu dużo ludzi nie pracuje, a mają rodziny na utrzymaniu i też każdy grosz się liczy – tłumaczy nam też spotkana w poczekalni emerytowana nauczycielka języka polskiego ze szkoły w Braniewie.

Polecamy: Stanowski po aferze w Szpitalu Południowym: Zepsute państwo do szpiku kości

Obok niej siedzi koleżanka, też emerytowana nauczycielka, która zaczyna opowiadać, nie kryjąc wzruszenia: – Tutaj obojętnie, kto przyjdzie, otrzyma pomoc. Za każdym razem. Pamiętam, jak ktoś zadzwonił, bo pytałam się pani doktor, czy mogę przyjść i odpowiedziała mi, że teraz pojedzie do Młoteczna (4 km od Braniewa – red.), bo przyjechał pan, który bardzo ją błagał, żeby pojechała do Młoteczna, do jego żony, bo ona nie jest w stanie wstać. I ona z jakąś aparaturą wsiadła w jego samochód i pojechała – kobieta zawiesza głos i zaraz pyta retorycznie: – Który lekarz, stomatolog, by teraz przyjechał do mnie do domu? No chyba, że bym mu dała nie wiadomo jaką kasę, żeby to zrobił.

Reklama
Reklama

– Dlaczego po prostu nie pójdzie już pani na emeryturę? – pytam przewrotnie panią doktor.

– Co ja zrobię? Wszystkie swoje oszczędności wydałam od lutego. Pójdę na emeryturę i dług za mną zostanie. I z czego ja będę spłacała ten dług? – odpowiada pytaniem i zaczyna jej się łamać głos.

– Czuję się oszukana. Upokorzona się czuję, bo zawsze ciężko uczciwie pracowałam, a teraz traktują mnie jak oszustkę, która chce wyłudzić nienależne jej pieniądze – z trudem mówi Wiesława Kilanowska-Puto. – Ta historia z NFZ po prostu mnie dobiła. Dziewczyny opowiadały, jakie zrobią mi święto na 50-lecie pracy. A tu, proszę, już po święcie jest – łzy płyną po policzkach 76-letniej lekarki. – Po prostu myślałam, że nie takie będzie zwieńczenie mojej kariery zawodowej – tym zdaniem kończy rozmowę z nami, bo emocje biorą górę.

Reklama
Reklama