Na szczęście nie Francuzi, ale Polacy protestują pod Trybunałem Konstytucyjnym – i oby tak zostało. W rezultacie sierpem i młotem tylko się skanduje, a nie wywija naprawdę. Okazjonalnie popycha się trochę policję, a raz na jakiś czas fetuje przybycie ważnych figur życia politycznego, które też chcą się trochę poprzepychać. I tyle.
Nasze święto demokracji łatwo mogłoby zostać schrzanione, gdyby Trybunału pilnowały francuskie oddziały prewencji, a nie, co za szczęście, polskie.
Na żywo: Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. Najnowsze wydarzenia, relacja na żywo
„Policja jak ZOMO” – ulubiona narracja opozycji
Przyjęło się powszechnie wyzywać policjantów – głównie w internecie – od ZOMO. Autorów tego typu refleksji należy zostawić w ich wymyślonym świecie, bo nie każdy podkręcony silnik psychiczny dobrze znosi prawdę. Prawda zaś jest taka, że przez wiele nocnych, nerwowych godzin pod TK policjanci stosowali adekwatne środki. Naród wchodzi przez furtkę do TK, policja zapiera się nogami i nie wpuszcza. I tyle.
W czasach Strajku Kobiet w 2020 roku manifestacji było wiele, a te główne gromadziły dziesiątki tysięcy osób. Osób nie mniej rozemocjonowanych niż dzisiaj, za to często znacznie młodszych od standardowego manifestanta spod TK. Z reguły noc i pełna nielegalność (pandemia!)... Raz, niepotrzebnie, do akcji policji na Placu Powstańców włączony został oddział antyterrorystów. W rezultacie ranne były manifestantki. Najbardziej „zasłużył się” funkcjonariusz z pałką teleskopową. W grudniu, uwaga, 2024 roku śledczy nie stwierdzili znamion przestępstwa w działaniu jednego z funkcjonariuszy elitarnego oddziału BOA i sprawę umorzono. Bo żadna władza nie chce, by jej strażnicy bali się interwencji.
Poza tym naprawdę dzikim incydentem działania policjantek i policjantów trzeba uznać w 2020 i 2021 roku za raczej adekwatne do wydarzeń, chociaż często bardzo niemiłe. Tu wykrzywione ręce, tam grube słowo, gdzie indziej przygniecenie do ziemi. Pewnie niejednokrotnie można było „to wszystko” przeprowadzić bardziej delikatnie – proszę samemu poćwiczyć i zobaczyć, jakie to łatwe.
W tamtym 2020 roku dziennikarze i politycy protuskowi prześcigali się w odmalowywaniu działań policji w jak najczarniejszych barwach. „Policja jak ZOMO” stanowiło standardowe zawołanie. Poseł PO, Krzysztof Brejza, snuł wizje, że kiedy tylko PiS doszedł do władzy, nadeszły czasy wstydu policji. Miałem nawet okazję z nim polemizować, niemal na klęczkach prosiłem, by nie zestawiał brutalnej i bezkarnej hołoty Kiszczaka z mundurowymi wolnej Polski. Nic z tego, prędzej nakarmiłbym wędliną wegankę 2.0. Nie i już, przekaz dnia, a właściwie dni, był inny – PiS używa ZOMO, bo lubi zapach dyktatury.
Czytaj też: Trybunał Konstytucyjny. O co naprawdę walczą Tusk, Kaczyński i Nawrocki?
Policja ta sama, polityczne oceny już nie
I zmierzam do puenty. Pojedyncze incydenty działań sprzed tych kilku lat można było uznać za przykłady nadmiarowego działania policji, jednak narracja o pisowskim powrocie PRL była brednią mainstreamu. Zawsze warto dokumentować przegięcia w działaniach oddziałów prewencji. Lepiej zapobiegać niż leczyć, lepiej utrzymywać w policji świadomość, że jej działania podlegają kontroli. Tyle że francuska policja jest monitorowana, a szczyci się brutalnością („zdecydowaniem”, jak się tam mawia). Nasza, dzięki szkoleniom i chyba też dzięki własnemu rozumowi, co do zasady trzyma się granic przyzwoitości. Dobry stan naszej demokracji ulicznych wystąpień w ogromnej mierze zawdzięczamy policji.
Szkoda, że nie doceniają tego komentatorzy hojnie szafujący wyzwiskami. Tyle że w 2026 roku na ogół szafują nimi anonimowi internauci i zziębnięci manifestanci, sześć lat temu z upodobaniem robiły to elity. Marcin Kierwiński, Borys Budka, Bartłomiej Sienkiewicz, Cezary Tomczyk, Michał Szczerba i wielu innych. Teraz ci okryci sławą państwowcy chwalą oddziały prewencji. Wreszcie mają rację!
Może Cię zainteresuje:


