- Gdy dwa tygodnie temu w Warszawie doszło do pobicia starszego mężczyzny przez drogowego agresora, media pisały, że „policja już go zidentyfikowała”.
- Od tego czasu jedyne, co udało się zrobić, to ustalić, gdzie stoi samochód, którym się poruszał. Mężczyzna pozostaje na wolności.
- Cała ta sprawa wpisuje się w szerszy kontekst działań policji, która potrafi być niezwykle skuteczna, ale potrafi również wykazywać się rażącą bezskutecznością, wywołując oczywiste pytania „dlaczego?”
Zacznę od zupełnie innej sprawy, choć być może nawet bardziej bulwersującej. Czy pamiętacie, co działo się bezpośrednio po tym, jak Sebastian M. spowodował wypadek na autostradzie A1? Możliwe, że nie, więc wam przypomnę: w pierwszej wersji wydarzeń w ogóle nie było mowy o udziale Sebastiana i jego BMW. Spisano notatkę, z której wynikało, że kierujący Kią z niewiadomych przyczyn uderzył w barierkę, co spowodowało pożar pojazdu. Dopiero w późniejszej wersji wydarzeń nagle pojawił się udział kierowcy BMW, którego po wypadku nawet nie zatrzymano, tylko wypuszczono wolno.
Można powiedzieć, że postawa policji istotnie przyczyniła się do opóźnienia wyroku w sprawie Sebastiana M. i ułatwiła mu wyjazd z kraju. Możliwe, że w tym całym zamieszaniu, jakie powstało po wypadku na A1, policja po prostu nie zauważyła, że było jeszcze jakieś BMW. Normalne, ludzkie przeoczenie.
„Wujek” w policji i inne wątki sprawy Sebastiana M., których nigdy nie wyjaśniono
Ale opowiem jeszcze jedną historię
Kierujący samochodem najechał na mnie kiedyś, jak stałem na chodniku. Stałem „niezłośliwie”, to znaczy ustawiłem się z aparatem, żeby uwiecznić przejazd ciekawego pojazdu zabytkowego. W międzyczasie kierowca innego auta wjechał na chodnik, aby jechać po nim wzdłuż i zaparkować z dala od krawędzi jezdni. Najechał na mnie, przez co się przewróciłem. Nic mi się nie stało, ale wezwałem policję. Na początek odmówiono w ogóle przyjęcia zgłoszenia – potrącenie na chodniku? Muszę wziąć dane sprawcy i złożyć przeciwko niemu akt oskarżenia, policja nie jest tu w ogóle potrzebna.
Nalegałem na przyjazd patrolu. W końcu przyjechał patrol drogówki. Stwierdzili, że nie mogą ukarać kierującego mandatem, bo jeśli najechał na mnie specjalnie, to jest przestępstwo, a oni nie rozliczają przestępstw, bo od tego jest sąd. Wezwali patrol interwencyjny, który również nie nałożył mandatu na kierującego, informując mnie, że jeśli zostałem napadnięty poprzez umyślne najechanie, to muszę udać się na obdukcję i potem złożyć zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Kierowca nie poniósł żadnej konsekwencji mimo obecności dwóch patroli.
Aktywiści doprowadzają patokierowców do obłędu. Oglądasz to, bo lubisz
Wystarczy obejrzeć kilka filmów z serii „aktywiści kontra kierowcy”
Postawa policji jest (najczęściej) taka sama: no ktoś robi coś złego, ale my nie możemy nic zrobić, takie jest życie, proszę uważać. Zresztą sam się z tym spotkałem, prosząc policję o interwencję – nawet jeśli patrol był na miejscu, odpowiadał że nie może nic zrobić, i żebym „zgłosił to na 112”. W marcu zeszłego roku głośna była sprawa, gdy policjanci w Poznaniu odmówili przyjęcia zgłoszenia o złapanym w pobliżu złodzieju, ponieważ czekali na kebab. I jeszcze jedna sytuacja: pewien mężczyzna zgłosił nagrany kamerą samochodową przypadek agresji drogowej i sam dostał mandat od policji za jakieś błahe przewinienie widoczne na filmie.
Dlatego w tej sytuacji w ogóle nie jestem zdziwiony
Oczywiście, że doszło do udokumentowanej napaści ze strony agresywnego mężczyzny na starsze małżeństwo. Nie wiadomo, co go sprowokowało, prawdopodobnie sama obecność innych uczestników ruchu jest już wystarczającym zapalnikiem. A może to, że musiał czekać na czerwonym jak niewolnik. Trudno powiedzieć, w każdym razie film nakręcony przez innego kierującego nie pozostawia wątpliwości co do przebiegu zdarzenia. Policja nie odnalazła tego mężczyzny, choć ustalono już, gdzie stoi jego samochód, są jego tablice i VIN. Auto stoi w hali garażowej na warszawskiej Pradze Południe, a prokuratura już je przeszukała pod kątem prawdopodobnej obecności noża i pistoletu – świadkowie pobicia widzieli je podobno w pojeździe, gdy trwała przepychanka. Potencjalne ujęcie sprawcy pobicia powinno być kwestią godzin. Ale nie będzie, ponieważ przepisy na to pozwalają.
Przecież to było tylko naruszenie nietykalności cielesnej z art. 217 kodeksu karnego
Policja zna się perfekcyjnie na klasyfikowaniu przestępstw i wykroczeń. Na pewno obejrzeli film z udziałem ulicznego boksera z Porsche i uznali, że naruszył nietykalność cielesną w nieznacznym stopniu, a co za tym idzie, nie ma powodu go zatrzymywać, ponieważ nie jest to przestepstwo ścigane z urzędu. Dopiero po dwóch dniach od zdarzenia zmienili zdanie i napisali na Twitterze, że jednak będą dążyli do jego zatrzymania, do czego jednak nie doszło (na razie).
W międzyczasie pobite małżeństwo może sobie złożyć prywatny akt oskarżenia w sądzie. A że nie wiedzą przeciwko komu? No trudno, trzeba było po pobiciu wziąć od niego dane. Policja w takich przypadkach nie pomaga. Kiedyś kierowca kurierskiego busa zniszczył mi drzwi garażu i odjechał. Spisałem jego tablice, poszedłem na policję i dowiedziałem się, że nie da się nic zrobić, policja żadnych danych nie ustala, jest to sprawa między mną a kurierem. Mogłem go zatrzymać i spisać jego dane, a potem pójść z nimi do sądu (który również odmówiłby rozpatrzenia sprawy, co też już sprawdziłem).
Nie możemy być więc źli na policję
Nasze obywatelskie oczekiwania wobec tego, że policja złapie sprawcę pobicia jakichś starszych ludzi są błędne. Prawo może i takich zachowań zabrania, ale nie nakłada na służby zbytecznych obowiązków, uznając że w takich błahych sprawach dnia codziennego obywatele sami sobie poradzą – sami pozyskają dane sprawcy, zgłoszą się do sądu i poczekają na sprawiedliwość. Gorzej będzie, jeśli ci obywatele nabiorą z czasem przekonania, że naprawdę trzeba sobie radzić samemu i na sprawiedliwość czekać nie warto. Możemy wtedy niechcący bardziej zbliżyć się do Stanów Zjednoczonych i Brazylii niż byśmy chcieli.
Mam wrażenie, że ujęcie tego mężczyzny w celu przesłuchania go na okoliczność udziału w bójce (art. 158 kodeksu karnego) byłoby naprawdę uzasadnione, ale możliwe, że brakuje mi jakichś istotnych informacji, które powstrzymują policję przed skutecznym namierzeniem sprawcy. Największym problemem jest tu chyba budowanie frustracji społecznej i przeświadczenia, że gdy macie problem, zostaliście napadnięci, okradzeni itd., to policja wam nie pomoże, co najwyżej może wlepić wam mandat za to, że stojąc pod światłami wzięliście do ręki telefon.
12 punktów za sprawdzenie telefonu pod światłami to nie kara, tylko represja
Może Cię też zainteresować:


