Reklama
Kraj

Kwitem i pałą, czyli metoda na rządzenie

Da się zająć budynek Trybunału Konstytucyjnego, ustawić przy bramie policjantów i decydować, kogo wpuszczą do środka. Autorytetu sądu konstytucyjnego w ten sposób odbudować się jednak nie da. A właśnie jego odbudowę obiecywali ci, którzy dziś pokazują nam swoją rzekomą sprawczość.

Patryk Słowik
Opinia autorstwa: Patryk Słowik
Dzisiaj 13:54
7 min
Anna Korwin-Piotrowska zarządziła miesięczną przerwę w czynnościach służbowych prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. (fot. Marcin Obara / PAP)
TYLKO NA

Trybunał Konstytucyjny powinien chronić obywateli przed zachłannością władzy. Gdy rządzący uchwalają przepisy naruszające nasze prawa, gdy premierowi niezdrowo na czymś zależy, a partyjny elektorat domaga się działania – ktoś musi czuwać nad tym, by nie została przekroczona cienka czerwona linia.

Dlatego najważniejsze, co może mieć trybunał, to autorytet i przekonanie obywateli, że sędziowie kierują się prawem, a nie interesem tych, którzy ich wybrali.

Prawo i Sprawiedliwość – moim zdaniem – przez lata ten autorytet niszczyło. Polityczne nominacje, sposób obsadzania stanowisk, traktowanie trybunału jak kolejnego odcinka partyjnego frontu – wszystko to miało swoje konsekwencje. Nigdy nie byłem zwolennikiem wysyłania do TK Bogdana Święczkowskiego. Uważałem i nadal uważam, że jego polityczna przeszłość, opierająca się na startowaniu z list Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych oraz bliskiej znajomości ze Zbigniewem Ziobrą, była poważnym obciążeniem.

Czytaj też: Trzęsienie ziemi w TK. Korwin-Piotrowska wydaje nowe zarządzenie, spotkania u prezydenta [RELACJA NA ŻYWO]

Reklama
Reklama

Tyle że w 2023 r. obiecano nam naprawę tego stanu rzeczy. Donald Tusk osobiście obiecywał, że będzie lepiej, że będzie praworządnie, że kluczowa stanie się litera prawa.

Obietnica bez pokrycia

Tymczasem dziś mamy Macieja Berka, który jeszcze niedawno był jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska, jego prawą ręką. Człowiek przeszedł z rządowego gabinetu do instytucji, która ma kontrolować działania rządzących. Pisałem już, że taki transfer ośmiesza opowieść o odpolitycznieniu trybunału.

Mamy Annę Korwin-Piotrowską, bliską znajomą ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka i wiceministra sprawiedliwości Dariusza Mazura – razem działali w sędziowskim stowarzyszeniu Themis.

A gdyby tego było mało, ich obecność w Trybunale Konstytucyjnym jest zabezpieczana przez funkcjonariuszy w białych kaskach i z pałami.

I jak w takiej sytuacji obywatele mają uwierzyć w niezależność sądu, do którego sędziowie wchodzą w otoczeniu policji podległej władzy wykonawczej?

Absurdalne zarządzenie

Pała jednak potrzebuje kwitu. I ten kwit się znalazł. Anna Korwin-Piotrowska zarządziła miesięczną przerwę w czynnościach służbowych prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Uznała, że może kierować trybunałem jako sędzia o najdłuższym stażu sędziowskim. Zostawmy nawet na moment spór o ślubowanie nowych sędziów, którego przecież Korwin-Piotrowska przed prezydentem nie złożyła.

Reklama
Reklama

Szkopuł w tym, że Anna Korwin-Piotrowska najpierw usiadła do zarządzenia jako zastępująca prezesa TK, a potem zawiesiła prezesa TK w czynnościach. A przecież, żeby zawiesić, powinna pełnić obowiązki prezesa. Z kolei, żeby pełnić obowiązki prezesa, najpierw prezes musiałby być zawieszony.

Proceduralne błędne koło, które pokazuje, że sposób myślenia Korwin-Piotrowskiej jest niewłaściwy.

Na podobnej zasadzie mógłbym wziąć kartkę i długopis, napisać, że zastępuję prezesa dowolnej instytucji, a następnie odsunąć go od obowiązków. Różnica byłaby taka, że za moją kartką nie stanęłoby kilkuset policjantów.

Oczywiście można formułować zarzuty wobec Święczkowskiego. Nie ma nic złego w ocenianiu jego sposobu kierowania trybunałem. Jest osobą publiczną, więc musi być gotowy na krytykę, a nawet postępowania wyjaśniające. Tyle że każdy zarzut wymaga rozpatrzenia we właściwym trybie. Samo przekonanie, choćby całkowite i bezwarunkowe, o cudzym bezprawiu nie tworzy kompetencji, których ustawa nie przyznała. To, co zrobiła Anna Korwin-Piotrowska, to prosta droga do anarchii.

Reklama
Reklama

Podobnie ma się sprawa z niewpuszczaniem Święczkowskiego do siedziby TK. Nawet przyjęcie na potrzeby dyskusji, że skutecznie zarządzono przerwę w jego czynnościach, nie zwalnia z obowiązku wskazania podstawy do zakazania mu wejścia na teren instytucji. Odsunięcie od wykonywania obowiązków nie oznacza przecież, że człowiek przestał być sędzią.

W świecie prawników

W tym wszystkim szczególnie przygnębiająca jest rola części środowiska prawniczego. Jakkolwiek po politykach od dawna nie spodziewam się wiele, to od profesorów prawa i konstytucjonalistów oczekiwałbym przynajmniej intelektualnej uczciwości.

Tymczasem zbyt często wystarczy podać nazwisko eksperta, by z góry wiedzieć, której stronie przyzna rację. A przecież potrzebujemy prawników, którzy potrafią zaskoczyć. Powiedzieć, że tego zrobić nie wolno, także wtedy, gdy bardzo chcieliby pokonania PiS albo odsunięcia Tuska.

Dlatego doceniam głosy takie jak stanowisko prof. Jacka Zaleśnego wygłoszone w Kanale Zero. Nie muszę zgadzać się z każdym jego poglądem, by szanować to, że potrafi skrytykować działania obecnej władzy. Tej samej, której Ministerstwo Sprawiedliwości w 2024 r. publikowało jego ekspertyzę dotyczącą TK. Jak kania dżdżu potrzebujemy prawników, którzy potrafią nas swoją opinią zaskoczyć.

Reklama
Reklama

Metoda zostanie

Obywatele mają niewielki interes w tym, by zamiast jednego politycznie podporządkowanego trybunału dostać drugi, wyniesiony na politycznych pałkach.

Gdyby zaś miały powstać dwa konkurencyjne ośrodki, każdy uznawany przez własny obóz, praktyczny skutek byłby jeszcze gorszy. Każda władza wybierałaby sobie ten sąd konstytucyjny, który jej odpowiada. Ochrona przed jej nadużyciami stałaby się fikcją.

Natomiast nie mam wątpliwości, że za kilka dni znajdziemy sobie inny temat. Pojawią się kolejne ostrzeżenia o możliwej agresji ze strony Rosji, kolejne skandale na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Wróci awantura o ceny paliw. W efekcie z nagłówków prasowych znikną policjanci przy bramie i nocne przepychanki. Ale pamięć o siłowym przejęciu trybunału zostanie. Co więcej, najlepiej o nim pamiętać będzie każda kolejna władza. Choćby po to, by użyć obecnego przypadku dla uzasadnienia swoich niecnych uczynków wobec trybunału i ociosywania go z niezależności.

Od zmiany władzy minęły niemal trzy lata. To wystarczająco długo, by oczekiwać również efektów w sądach, do których trafiają zwykli ludzie. W sprawach o alimenty, odszkodowania, zapłatę za wykonaną pracę. Tam obywatel powinien odczuwać obiecywane przywracanie praworządności.

Reklama
Reklama

Widzimy zaś, że rządzący potrafią pokazać determinację w walce o kontrolę nad instytucją, która może im się przydać do realizacji politycznej agendy. Determinacji w zapewnieniu ludziom sprawnego, uczciwego sądu nie widać.

Bo w państwie rządzonym kwitem i pałą obywatelowi pozostaje liczyć, że tym razem kwit nie będzie na niego.

Reklama
Reklama