Generał Leon Komornicki ostro skrytykował działania Wojska Polskiego po incydencie z rosyjską rakietą na Lubelszczyźnie. Były zastępca szefa Sztabu Generalnego ocenił, że wojsko po raz kolejny nie wykonało swojego zadania. Zaapelował też o współpracę z Ukrainą. – Może nastąpić podział zadań w niszczeniu środków napadu powietrznego – powiedział wojskowy.

- Gen. Leon Komornicki ostro ocenił reakcję wojska – nazwał miejsce uderzenia „lejem kompromitacji Wojska Polskiego”.
- – To był test, który oblaliśmy – były zastępca szefa Sztabu Generalnego uważa, że Rosja sprawdzała skuteczność polskiej obrony powietrznej.
- Zdaniem generała obiekt powinien zostać zestrzelony – podkreślił, że naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej należy traktować jako akt agresji.
- Na antenie Kanału Zero działaniach państwa mówił też gen. Roman Polko. – To jest takie zaklinanie rzeczywistości – mówił.
– Jest to lej kompromitacji Wojska Polskiego – wojsko nie wykonało po raz któryś zadania. Gadanina, widzieli, nie widzieli, nie zidentyfikowali. Rakieta Ch-101 – poinformowała nas strona ukraińska, co jest dla nas ośmieszające. Ewidentnie rakieta, potrafi wykonać taki lej o głębokości 12m – mówi.
Premier o obiekcie na Lubelszczyźnie: Pocisk balistyczny Ch-101, rosyjski
Generał przekazał, że wojsko wykonałoby swoje zadanie, gdyby zestrzeliło obiekt. – To jest akt agresji. Przecież mógł to być początek agresji, przecież przygotowujemy się rzekomo do wojny, ostrzegał przed tym premier. To był test, kolejny test, który oblaliśmy, nie wykonaliśmy zadania bojowego. To nie był przypadek. Obiekt uderzył 30 km od Kraśnika, gdzie zlokalizowane są zakłady zbrojeniowe – dodał.
„One nie mają prawa naruszyć naszej przestrzeni”
– To świadczy o wyjątkowym kunszcie, myśleniu strategicznym, taktycznym. Budujemy fabrykę kluczowej amunicji 155mm w Kraśniku. Dlaczego tam? Dlaczego nie w zachodniej Polsce? – ironizował i pytał generał.
Zdaniem wojskowego Rosjanie mieli testować polską obronę powietrzną i pokazać, że mogliby uderzyć w fabrykę amunicji.
– Rakiety, wszystkie środki napadu powietrznego powinny być niszczone na terytorium Ukrainy. One nie mają prawa naruszyć naszej przestrzeni – powiedział gen. Komornicki. Wojskowy przekazał, że Polacy powinni nawiązać w tej sprawie ścisłą współpracę ze stroną ukraińską. – Może nastąpić podział zadań w niszczeniu środków napadu powietrznego lecącego w naszym kierunku. One mają bezwzględnie być niszczone – dodał gen. Komornicki.
Zdaniem gościa Kanału Zero działania decydentów ośmieszały polskie wojsko w oczach Rosjan. W podobnym tonie wypowiadał się na antenie Kanału Zero gen. Roman Polko. – Po pierwsze chciałbym, żeby w końcu prezydent, premier ogłosili Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, polityczną, strategiczną dyrektywę obronną, żebyśmy nie zaklinali tej rzeczywistości – mówił.
„Czy mamy prawo zwalczać rosyjskie rakiety także na terytorium Ukrainy”
– Należałoby naprawdę odpowiedzieć w końcu na pytanie także w ramach sojuszu NATO, czy mamy prawo zwalczać rosyjskie rakiety także na terytorium Ukrainy, skoro chociażby system obrony radioelektronicznej, walki radioelektronicznej, powoduje, że czasem niektóre rakiety, chociażby tak jak Ch-101, mogą zbaczać z kursu, bo są zakłócane. Ale jeżeli chodzi o zwalczanie ich na terytorium Polski, to rozumiem, że wątpliwości żadnych nie ma – dodawał wojskowy.
Gen. Roman Polko ocenił, że skuteczność reakcji polskiej obrony powietrznej ograniczają obowiązujące w czasie pokoju procedury i bariery formalne. Jego zdaniem dowódcy odpowiedzialni za obronę powietrzną nie mają wystarczającej swobody działania, ponieważ przed podjęciem decyzji o zestrzeleniu obiektu naruszającego polską przestrzeń powietrzną muszą uzyskać zgodę przełożonych, co wydłuża czas reakcji.
Nocne alarmy na Lubelszczyźnie, zagubieni mieszkańcy. „Informacje widziałem tylko na X”
Były dowódca GROM skrytykował również system ostrzegania ludności. Wskazał, że samo uruchomienie syren alarmowych nie wystarcza, jeśli mieszkańcy nie otrzymują jasnych instrukcji, jak powinni się zachować. Przypomniał przy tym wcześniejsze przypadki, gdy alarmy nie przełożyły się na konkretne działania, i podkreślił, że podobne wątpliwości pojawiły się także po nocnym alarmie na Lubelszczyźnie.
„Wszystkie służby starały się pracować jak najintensywniej”
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że o godz. 3:40 wykryto niezidentyfikowany obiekt, do którego przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Kilka minut później obiekt zniknął z radarów, a śmigłowiec Mi-24 wskazał prawdopodobne miejsce jego upadku w rejonie Tarnawy-Kolonii w woj. lubelskim.
Na miejscu odnaleziono lej oraz fragmenty obiektu. Premier Donald Tusk przekazał później, że według ustaleń służb była to rosyjska rakieta. Incydent wywołał dyskusję zarówno o skuteczności polskiej obrony powietrznej, jak i o systemie ostrzegania ludności oraz procedurach obowiązujących podczas zagrożeń przy granicy z Ukrainą. – Od momentu, kiedy pojawiły się te zagrożenia, wszystkie służby starały się pracować jak najintensywniej – mówił w Lublinie premier Donald Tusk.

